No i stało się. Spełniłem swoje marzenie. Piszę notkę w marcu!
Jakoś tak głupio mi było zostawić tak bez opieki ten marzec.
Dziwnie tak trochę. Musi gdzieś tu być niewyobrażalnie ogromniasty chaos. Chyba jest mi z nim do twarzy, że go jeszcze nie wyeliminowałem. I tak oto zbliża się kres tego, z czym ten blog właściwie rozpoczynał. Kres liceum. A co po nim? Zasadniczo... co się nadarzy. Dopóki udaje się dzięki temu znajdować szczęście i śmiech wiem, że to jest właściwy kierunek. Nawet jeżeli prowadzi na Biegun Północny, albo do Korei.
Zasadniczo, jeżeli użyty zostaje zwrot „zasadniczo”, oznacza to tymczasowy brak pomysłu. Bo o czym mogę rzec? O flegmatycznym staruszku, którego dzisiaj spotkałem? Może być.
Starowinek stał sobie w kolejce. Chciał kupić żarówki, ja potrzebowałem worków do odkurzacza. Postąpiłem trochę przed niego do drugiego stanowiska, gdzie zadowolona pani odchodziła z elektrycznym artykułem. No to on za mną, i przede mnie. Powoli, z gracją, subtelnie, lecz z wzrokiem wyrażającym jedynie rozpacz. Rozpacz, że miał taki cudowny dzień, a musi stać w kolejce. I do tego jeszcze jakiś gówniarz mu się wpieprza w kolejkę! Wreszcie, Starowinek głosem zrezygnowanym jak Amerykanin po spaleniu kolejnej wioski w Wietnamie, wyjawił całemu wszechsklepowi swe głeboko ukrywane uczucia.
„Ja już tutaj pół godziny stoję.”
I jakkolwiek to nie zabrzmi, niespiesznie dodał
„Szału można dostać”
To mu ciśnienie skoczyło! Mnie także. Zatrwożyłem się. Nigdy nie spodziewałbym się po tym Starowinku takiej woli walki o żarówkę. Wyobrażam go sobie jako bojownika o światłość, nie! o trzy światłości! o boskość w trzech osobach! O wolność naszą i waszą! Wespół z Bemami i Chamami, stoi równo w polu. Widzi cel, światły cel. Lecz światło celu przygasa. Ledwo już jedynie migocze w oddali, w ciemności... Jak teraz do niego dotrze? Ano, wymieni żarówkę. Przecież po to przyszedł do tego sklepu, prawda?
No to jak przychodzi jego kolej to prosi o te dwie żarówki. Takie. Albo trzy. I wychodzi po odbyciu swej wędrówki i po swym postoju w Czyśćcu, nawet nie wiedząc, że jest moim bohaterem.
Czas przecieka mi przez palce. Nie pamiętam początku miesiąca, nie umiejscowię w czasie żadnych wydarzeń. Kiedyś z tego tytułu odczuwałbym dyskomfort. Dzisiaj odczuwam jedynie zażenowanie. To już tak się postarzałem?
Jednak nie. Albo mam po prostu dobry olej, który jakoś znosi takie trybienie. Zobaczymy, czy wystarczy go do maja.
Orkiestrowe "Smells like teen spirit"
I kolega
poniedziałek, 31 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
