***
Ja i komunikowanie
Gdybym powiedział, że odczuwam pilną potrzebę, mógłbym zostać różnie zrozumiany. Mógłbym równie często spotkać się z aprobatą, jak i z dezaprobatą, mógłbym otrzymać pomoc od moich przyjaciół, jak i od zupełnie obcych ludzi. Mógłbym zostać zaatakowany, mógłbym otrzymać nagrodę fundowaną przez bliżej mi nieznaną osobistość. Jest to zdanie na tyle wyrwane z kontekstu, że może oznaczać wszystko. Nie jest w żaden sposób definiowane przez żadne wewnętrzne czy zewnętrzne czynniki. Zapewne nawet dla fizyka kwantowego, powyższe zdanie łatwo mogłoby się stać pretekstem do ciekawego eksperymentu myślowego. Ja może fizykiem nie jestem, lecz na pewno zgadzam się z teorią chaosu, wg której wszystko jest możliwe - od tego, że, dajmy na to, mój komputer w każdej chwili może się rozgrzać do temperatury zbliżonej do temperatury odnotowanej na Słońcu po temperaturę bliską zeru bezwzględnemu. Na takiej samej zasadzie, nie wiem jak odbiorca mojego komunikatu może się zachować. I tu zaczyna się moja zabawa z komunikacją i komunikowaniem.
Istotnie, komunikowanie z innymi ludźmi uszczęśliwia mnie. Myśl o tym, jak na moje słowa zareaguje mój rozmówca czy czytelnik, pobudza mnie do aktywności. Wychwytywanie spośród setek pytań formułujących się w umyśle zaledwie w ciągu ułamków sekundy akurat tego, które może pomóc mi w rozmowie, w odczycie danych o drugiej osobie i przekazywanych od drugiej osoby, pobudza mnie do działania. Kiedy jestem pobudzony do działania, odczuwam autentyczną radość. A kiedy jestem zadowolony rozmową, mam ochotę działać dalej- analizować i syntezować, wyłuskiwać i ignorować, dociekać i zbywać, czuć, współczuć, współodczuwać, myśleć. Kiedy próbuję odgadnąć co myśli druga osoba, czuję się tak, jakbym przewidywał przyszłość. Nie jest to jakiś wielki wyczyn, bo mówimy tu wszakże o najbliższych sekundach czy minutach, a ponadto te przewidywanie są bardzo szybko weryfikowane – właśnie poprzez odpowiedź współrozmówcy.
Czyżby bardzo specyficzne perpetum mobile? Rozmawiam, bo czuję się szczęśliwy, a kiedy czuję się szczęśliwy, to rozmawiam? Można chyba tak to podsumować. Każdą rozmowę dokładnie analizuję – gdzieś tam głęboko w podświadomości, ale proces ten istotnie zachodzi. Wiem, że ten proces ma miejsce, bo z każdej wymiany zdań wyciągam wnioski o bliższym lub dalszym zasięgu.
Komunikując się, nie wiem jaki będzie efekt moich językowych zabiegów. Rozmowa- coś, co wiele osób czyni automatycznie, mnie dostarcza niesłychanej liczby bodźców. Swoją wiedzę o kulturze języka, o mowie ciała, o prajęzyku, o empatii poszerzam już od dobrych kilku lat. I też jest to dla mnie, jak można łatwo się domyślić z dotychczasowego toku myślowego, zabawa.
Lecz coby takie podejście nie wydało się nazbyt prędko lekkodusznym, warto nadmienić, że każda próba komunikacji jest jednocześnie wyzwaniem, i tak naprawdę cały proces sprostania oczekiwaniom drugiej osoby (czasem grupy osób), obserwowanie wstępu, rozwoju i ewaluacji procesu komunikacyjnego, który potocznie nazywamy rozmową, jest tak naprawdę źródłem przyjemności jaką odczuwa umysł. Wychodzę z założenia, że umysł ćwiczony to umysł szczęśliwy, a umysł szczęśliwy to człowiek szczęśliwy. Jeżeli więc rozmowa jest w stanie dostarczać takiej dawki emocji, czyż nie warto doprowadzić sztuki rozmawiania na szczyty ku własnemu zadowoleniu? Moim zdaniem, to właśnie udana rozmowa i sprawne komunikowanie się jest receptą na satysfakcjonujące życie.
