Ale czy to ważne?
Przyczyna nie jest istotna, ważny jest początek, rozwój, koniec i wnioski.
Spojrzałem właśnie na pewną notatkę, sporządzoną 27.02.2007. Wtedy to mnie dopiero dopadło załamanie, łuhu! W stylu tych porządnych, że za chwilę będziesz miał ochotę... usiąść w rogu pokoju, bo to najlepsze co chcesz zrobić. Zabawne, jak się człowiek sobie potrafi przyjrzeć z perspektywy czasu. Dopadła mnie wtedy doprawdy zadziwiająca ilość poczucia beznadziejności.
***
Powstała nawet liryka...
Improwizacja erotyczna
Zaplanowałem inwazję
Nieplanowaną, lecz Zaimprowizowaną
Poszukując miłości, straciłem miłość
Wyznaczając cel, straciłem cel
Cel był prosty, a było nim szczęście
Nie za długie, za krótkie też nie
Szczęście
A spotkałem jedynie jego brak
Odcisnęło się na mnie,
jak na dnie wrak
Jestem bardziej wrakiem?
Czy bardziej dnem?
Dzień dzisiejszy przeklinam
Bo kocham cię.
A kim jesteś?
Sam nie podjąłem decyzji.
Zalecana jest śmiałość, a tej
U mnie brak
Niezły ze mnie wrak
Uczepiłem się jednej myśli
I wokół niej krążę
A może to myśl krąży?
Spokoju nie daje
Jak plamki światła na tafli jeziora
Niby nic nie robią samej powierzchni
Zwyczajnie podążają fizycznym prawem
Odbicia, załamania i czego tam Bóg zachciał
Fizyczny też jak widać wrak
I nagle pustka...
Czystość, brak myśli
Skojarzeń
Wyobrażeń
Wyrażeń
Wydarzeń
Marzeń
Problemem nie jest co i jak
Ale jak i co
Jak odnaleźć jedność?
Jak odnaleźć doskonałość?
Pogoń
Carpe diem, bo uciekniesz
Ale na nic nie ma już ochoty
Tylko jawna potrzeba
Czy więc jeśli nie mogę realizować
siebie
To czy czuję bezpieczeństwo?
Ciekaw jestem co by powiedział
Szukaj miłości
Czekaj na nią
Ja czekam aż odszukam.
***
Zasadniczo nadal nie obrałem tematu. Dostrzegam jednakże fakt, iż jest on wymagany. W końcu, jak można pisać bez tematu? Miałbym się czuć jak anioł bez skrzydeł? Jak Kain bez brata? To ostatnie akurat dość kiepsko wypada- fakt. Lecz z jakiego powodu? Niby powodu możnaby wręcz rzec.
Taki Kain miał przecież święty spokój. No, może nie święty... prędzej miał święty niespokój. Albo nieświęty spokój. Przeklęty dość delikatnie, a zdecydowanie.
Gdyby spojrzeć na niego z perspektywy motywu, zapewne coś by się wykrystalizowało. Lecz na co? Wątki nie zawsze mają koniec. Zasadniczo- nigdy go nie mają. Taka historia jak już raz się zacznie to dać spokoju nie chce- zapętli się, epiloguje szybciej niż rodzą się króliki.
***
O, ostatnia piosenka. "OneX" właśnie. Przeleciałem właściwie pobieżnie przez całość i tylko "Pain" przykuło moją uwagę. Za chwilę znowu poleci.
***
Wracając. Tematyczność motywów jest dość ściśle ograniczona. Na obecną chwilę trudno będzie dokonać jakiegokolwiek nowego odkrycia. Właściwie, zawsze było trudno go dokonać- nam, znającym dane technologie, kultury, filozofie wydają się one oczywiste. Obecnie następuje intensywna eksploatacja tego, co już zostało stworzone. Jedynym nowym nurtem w poszukiwaniu nowości jest (ha! ha!) odkrywanie przeszłości, dokopywanie się do najstarszych korzeni. Powielenie sprawdzonego, ale podane w nowej panierce. Stworzenie czegoś nowego jest już możliwe tylko absurdalnością. Czyżby Homo Absurdus był w drodze?
***
Prędzej chyba Krogulus Absurdus znowu się zagalopował.
***
Oho.
***
Jest.
***
Zalecane uważne patrzenie.
Powtórek nie będzie.
***
Za chwilę zakończę tę notkę. Ciekaw jestem, co takiego w niej zawarłem. Tak właściwie, to w tej chwili śmieje się w sobie, bo mam poczucie spełnienia. Nie stworzyłem niczego. Poćwiczyłem palce- fakt. Miło było je rozprostować.
***
Czy ktoś czuje się w tym momencie wykorzystany? Czy ktoś nazwałby mnie w tym momencie egoistą? Szaleńcem? Paranoikiem? Dupkiem? Gówniarzem?
Bo naprawdę sobie palce przyjemnie rozprostowałem.
Pewnie znajdą się i tacy. Lecz przez życie przejdę raniąc jak najmniejszą ilość ludzi. Gorzej, że otaczają mnie masochiści XD.
Jakkolwiek, ludzie mają zadziwiającą tendencję do komplikowania sobie życia. Pisałem już o tym, ale zaręczam- nadal wprawia mnie to w zdumienie. Kiedy czasami patrzę na poszczególne sytuacje z boku, z perspektywy widza, perspektywy Boga- kogoś tak dalece oddalonego i pozbawionego uprzedzeń... Z czystym spojrzeniem kogoś, kto nie ma ochoty się angażować, dopóki nie uzna, że jest to właściwe. Bo kiedy patrzę w ten sposób nie tylko na innych, ale i na siebie, to doprawdy w głowie mi się to wszystko nie mieści. Pozostaje mi jedynie śmiać się w sobie, najlepiej z siebie i własnej głupoty. Bo czyż jest coś głupszego od Boga? Od bycia nim? Móc widzieć wszystko i nie reagować, mimo mocy Słowa?
Aż mi się wierzyć nie chce w to wszystko. Aż mi się wierzyć nie chce w to co mówię. Aż mi się wierzyć nie chce w siebie. Pogańskie korzenie się chyba odzywają.
***
Czuję się spętany. Własną głupotą. Własną boskością. Własnym śmiechem. Własną pogardą do samego siebie. Ale śmieję się, bo... dlaczego nie?
***
Jako akcent kończący podam może ów wspomniany słynny "Pain". Oto w co w pewnym momencie się zamieniam. A śmiech jest najlepszym znieczuleniem.
Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
You're sick of feeling numb
You're not the only one
I'll take you by the hand
And I'll show you a world that you can understand
This life is filled with hurt
When happiness doesn't work
Trust me and take my hand
When the lights go out you will understand
Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
Anger and agony
Are better than misery
Trust me I've got a plan
When the lights go off you will understand
Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing
Rather feel pain
I know (I know I know I know I know)
That you're wounded
You know (You know you know you know you know)
That I'm here to save you
You know (You know you know you know)
I'm always here for you
I know (I know I know I know I know)
That you'll thank me later
Pain, without love
Pain, can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
Rather feel pain than nothing at all
Rather feel pain
Pozdrawiam
krogulczas
