czwartek, 17 lipca 2008

Bananał

Drogi czytelniczku,

Nie będę przepraszać, za to ile nie pisałem. To nie matura.

W imię polotu, wizji, empatii i kiszonych ziemniaków.
Na wszystko co dobre, słuszne, święte i nie zawierające konserwantów.
Oświadczam wszem i wobec, że odkryłem tajemnicę. Tak, tą Boską właśnie.
Ale ponieważ doszedłem do tego bardzo, ale to baaardzo zamotaną, złożoną z niezliczonych analiz i syntez, podzielonych na pod-, nad-, między- i anty-etapy (co w sumie zajęło mi ostatnie cztery czy pięć minut), zdecydowałem, że zostawię to sobie na pracę magisterską. Albo doktorską. Albo jak trzeba będzie pobić i podbić USA.

Jak często przytrafiają się wam sytuacje, w których doznajecie nagłego olśnienia? Ot tak, w ciągu paru chwil macie przed oczami umysłu obraz tego, czego nazwanie, opisanie i spisanie zająć by mogło pół godziny, pół roku... pół życia?
Czy jesteś gotowy na wykorzystanie swojego umysłu w trochę większym stopniu niż zazwyczaj?

Ubiegłym generacjom chyba nawet nie śniło się, że będzie można pogodzić podeśjcie rozumowe, logiczne, empiryczne z potęgami światów wykraczającymi daleko poza percepcję przeciętnego zmysłu lub umysłu prostego zjadacza chleba. Od antyku trwała zażarta rywalizacja między tym, co boskie i tym, co ziemskie. A moim zdaniem w końcu nadarza się okazja do pogodzenia sacrum i profanum.
W końcu istnieją jednostki, które pozbyły się zabobonów.
W końcu istnieją jednostki, które rozumieją, pojmują i są w stanie wytłumaczyć zjawiska potocznie nazywane nadprzyrodoznymi. I nie boją się ufać własnej intuicji.
W końcu istnieją jednostki, które gdy potrzeba, spojrzą przez szkiełko sercem.

Ponieważ jestem takim typem typka, który kojarzy fakty miast je porządkować, zapewne nie pozwoli to na zrozumienie jakiejkolwiek myśli zwarto (może i zbyt) zwartej zawartej powyżej. Wybaczcie to osobie, która niedługo będzie studentem i (jak ślepy los w końcu pozwoli) kierowcą. Bo pamiętajcie- jeżeli świeci się czerwone światło, jeżeli nikt nie jedzie na prostopadłej drodze, jeżeli nie ma żadnego cholernego przechodnia, jeżeli stoi za wami inny pojazd, a świeci się taka cholerna, mała, zielona strzałeczka- to to jest idealny moment aby ruszyć. Jeżeli oczywiście chcecie zdać. Jak nie chceta, to stójta jak te kołki albo Krogule aż pan Jacek przerwie egzamin.

Napisz mi w komentarzach co słychać etc.

Yours sincerely (cmok cmok- przyp. krogulczas),
krogulczas

P.S. Uwielbiam zdania wielokrotnie pod-, nad-, między- i anty-rzędnie zbudowane. Tak, te długie i zrozumiałe tylko dla twórcy bezośrednio po akcie Stworzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz