wtorek, 7 października 2008

Choroba piękna, choroba przeklęta

Nie dane mi będzie wiedzieć, które powiedziało „tak” dla nich jako pierwsze. Wiem tylko, że padło zaledwie trzy lata temu. Chociaż i tu nie ma absolutnej pewności, powodowanej brakiem danych.
Piękne zjawisko. Oboje zakochani na zabój. Jedno drugiemu przychyliłoby nieba, drugie pierwszemu, coby dłużnym nie pozostać, złożyłoby cały świat u stóp.
On pięćdziesiąt cztery lata, a ona czterdzieści. Nie dane mi będzie wiedzieć, jakie mieli plany. Mogę jedynie stwierdzić, że były wielkie. Odnośnie reszty, nie skolekcjonowałem dostatecznej ilości informacji.
Pewnego dnia, on się przeziębił. Łykał leki takie, jakich potrzebował. Ale nie pomagały. Miał potworne kłopoty z kaszlem. Wtedy pojechali do szpitala.
Nie dane mi będzie wiedzieć, kiedy stwierdzili, że nie można go uleczyć. Stwierdzili, że nie będzie mógł oddychać, bo nie może odkrztuszać. Udusi się. Umrze.
Była u mnie. Codziennie od trzech miesięcy przyjeżdża do niego. Dzień w dzień, bez dnia przerwy. Teraz ja zamieszkałem w Łodzi, więc poproszono mnie, abym ją przenocował. Zapytała mnie, czy mam telewizor, bo jak coś, to ona ma jeden w samochodzie. De facto, ona w tym samochodzie mieszka.
Tutaj przypominam sobie chwilę, w której ona pokazała mi filmik z nim w roli głównej. Zrobiony na telefonie. „Nie, to niemożliwe. Nie zrobiłaby tego”. Zrobiła. Film po filmie, cztery nagrania, może po jakieś dwadzieścia sekund każde. A on... on tam po prostu był. Ćwiczył i był na masażu (ona pochlipywała). Było też nagranie, jak wyglądał parę miesięcy wcześniej. Warto powiedzieć, że tylko na tym ostatnim nagraniu go słychać. Jedno, może dwa słowa. Nawet nie wiem jakie, bo nie dosłyszałem (a jej głos jej drżał). Od czasu pobytu w szpitalu, on nie może mówić, bo zrobiono mu tracheotomię i przez nią ma doprowadzoną rurkę z tlenem bezpośrednio do płuc, a to są jedynie słowa jakie ona od trzech miesięcy może usłyszeć.
Potem pokazała mi zdjęcia, przeskakując szybko od jednego do drugiego, tak jakby mógł uciec. Płakała, gdy widziała kolejne zdjęcia. Spał na jednym z nich.
-Zobacz jaki on piękny, spójrz jak on pięknie śpi, mój najsłodszy, najmilszy, kochany... Czemu jemu to się przytrafiło, czemu nas to spotkało? Mojego Wojtusia.
Wybucha. Emocjami. Na płacz, zawodzenie, szlochanie nie ma już sił. Jest przemęczona. Czuję to.
Przeprosiłem i poszedłem po chusteczki. Dla niej. Objąłem ją ramieniem. Podawałem jedynie kolejne chusteczki. To było jedyne co mogłem zrobić. Jej też nic poza płaczem w takiej sytuacji nie zostało. Żaden lekarz nie mógł jej pomóc, bo jego choroba nie jest uleczalna.
-Całe życie na niego czekałam, całe życie czułam, że przy każdym facecie zapala się żółte światło. Przy nim momentalnie zapaliło się zielone.

Nie jestem w stanie dobrze oddać wszystkich nagromadzonych uczuć, pojedynczych emocji i wszelkich nagromadzonych myśli. Dzielę się nimi teraz, bo najpierw chciałem przemyśleć, w jakiej formie można by zawrzeć tak przepełnione zarazem miłością, jak i rozpaczą doświadczenie. Dziękuję tej, która powierzyła mi swoje uczucia w dzień moich urodzin. Ja traktuję to jako podarunek. Ona o tym nie wie, bo teraz dopiero tak to odczuwam i doceniam. Nauczyła mnie tego dnia wiele o miłości... dużo więcej, niż na swój wiek byłem w stanie przyjąć.

1 komentarz:

  1. Takie historie jak ta pozwalają zachować wiarę w sens tego świata. W sens tego uczucia, o którym Dante napisał, że porusza Słońce i inne gwiazdy, a według Kominków i innych dupinków zaczyna się i kończy u dołu brzucha.
    Także - przynajmniej dla mnie - zachować wiarę w sens doświadczenia pisarskiego, potrzebę utrwalania pewnych rzeczy na piśmie. Także po to, żeby uporządkować te myśli i emocje, które jak słusznie zauważyłeś nie dadzą się od razu złożyć w spójną całość.
    A swojego wieku też nie nie doceniaj, bo właśnie przekraczasz tę granicę w której "dużo więcej" zamienia się... no właśnie w co? Przychodzi czas, kiedy zanurzysz się w pełni spraw tego świata("wtedy zaś będziemy widzieli jasno, niby twarzą w twarz") i to od ciebie zależy czy wyjdziesz z tej próby jak np. Lechoń, który w wieku 19 lat był już człowiekiem całkowicie dojrzałym psychicznie, czy też skończysz jako człek dorosły, ale płytki.
    Doszliśmy do tego momentu, gdzie każde kolejne doświadczenie bez względu na jego charakter (tak jak twoje, niewątpliwie cenne, ale niewesołe), będzie dla nas ciekawe. Nuda stabilizacji na pewien czas przeminęła.
    Czy to nie jest piękne?

    OdpowiedzUsuń