wtorek, 7 marca 2006

Dzień... dni...

Odkurzyć trzeba ;).

Znowu Metallica w glośnikach wita... chyba ona mnie tak nastraja do pisania :). A muszę powiedzieć, że playlista wydłużyła się od ostatniej notki prawie dwukrotnie- obecnie liczy 41 godzin 16 minut i 35 sekund :). Wszelkie klasyczny metal i nieco progressive, power, czasem nu, trash... w cholerę tego :D.

***



Ta notka jest spowodowana jutrzejszym dniem kobiet. Jak w każde tradycyjne święto, nachodzą mnie jeszcze większe refleksje nad wszystkim dookoła. Wszystkim co się zdarzyło, wszystkim co się zdarza i co się moze wydarzyć. A wszystkiego tego jest bardzo wiele.
Z ciekawych wydarzeń z przeszłości mogę podać np.
-konflikt z główną kosą w szkole (sytuacja opanowana na moją korzyść ;))
-masę Wigilii (rodzinna, harcerska, klasowa) i równie sporo imprez (sylwester :D!).
-zimowiska w Istebnej- tam trzeba było być i tyle- i ludzie niewyjęci, i zajęcia wspaniałe... no i ukochane góry...
-etc. :P

Tak sobie myślę i myślę, lecz chyba sobie nic więcej dokłądnie nie przypomnę.

***



Zaś teraz coś, co zamieszczam w każdej notce. W tej jednak nie pokuszę się na nową refleksję, lecz na refleksję o... miłości i przyjaźni. Tym razem jest to jednak "przedruk" mojej dzisiejszej wypowiedzi z naszego szczepowego forum.

Pojęcie miłości pojawia się już w starożytnej Grecji i do dziś jest to uznawane za wzorzec. Grecy wyróżniali trzy główne rodzaje miłości:
-Eros, czyli miłość pełną namiętnosci.
-Ludus, który można nazwać "ciągłym flirtem".
-Storge, czyli właśnie miłość przyjacielską.
Więcej tutaj.
Dlaczego o tym pisze? Bo to właśnie dzięki Grekom zrozumiałem pojęcie miłości. Naturalnie, nie olśnili mnie samymi sobą, lecz zrobił to pisarz- Apulo Coelho, w swojej książce "Pielgrzym" gdzie są w pewnym momencie właśnie te rodzaje opisane. I to właśnie stamtąd, a nie od żadnych Francuzów, Niemców czy z amerykańskich filmów dowiedziałem się co to znaczy "miłość". Miałem doczynienia z setkami książek, ale ta zmieniła mnie najbardziej znacząco (zresztą jak cała twórczość Coelho do której do tej pory miałem dostęp- serdecznie polecam).

Wywiązał się jednak w konkretniejszy sposób temat "miłości osób płci przeciwnej". Prawda jest taka, że nie da sie tego zdefiniować- to moze być albo zwykła przyjaźń, albo próba wywiązania z tego związku, zakończona z kolei sukcesem (obiekt "pożądania" również nas kocha) bądź też porażką (osoba nas nie kocha do tego stopnia, aby żyć z nami w związku).
Naturalnie, można wziąć poprawkę na fakt, że nawet związek, zaczynający się namiętnie, kończy się przyjaźnią, okraszaną co pewien czas seksem bo jest to "nasz stały partner". Ale za bardzo odbiegłem od wypowiedzi.
Niekoniecznie zainteresowanie jakaś osobą musi oznaczać miłość. Prędzej dojdzie do zauroczenia pewnymi elementami piękna danej osoby. Ja np. jest zauroczony w dziesiątkach dziewczyn, lecz nie byłbym w stanie związać się z nimi na poważnie. Zwyczajnie dostrzegam ich piękno, czy to wewnętrzne (intelekt, mądrość, zaradność, serdeczność), czy zewnętrzne (włosy, nogi, piersi, nos, twarz, brwi). Najczęściej, kiedy nawiązuję kontakt z taką osobą, zauroczenie trwa, lecz jest ono modyfikowane i "redukowane", aż do poziomu zwykłej przyjaźni.
Bo nie musimy być serdeczni tylko wobec osób których pożądamy. Więcej- nie byłoby to możliwe. Byłaby to, na obecne standardy społeczne i psychiczne, anormalne! Wyobraźcie sobie, że jesteście przyjacielscy tylko wobec własnego "haremu", ale w większości przypadków członkinie "haremu" nie wiedziałyby, że się w nim znajdują. A co z innymi kobietami? Nie możemy sobie pozwolić na taką strategię, gdyż nie byłaby ona efektywna. Kobiety to (chcą nie chcąc ;)) też ludzie, a to oznacza, że również żyją w pewnej społeczności. W tejże społeczności zaś wymieniają sie opinią na temat innych osób, zarówno kobiet jak i facetów. Jeśli jakiś mężczyzna zdecydowałby się na taktykę "haremu" od razu zostałby zydskredytowany- osoba taka nie zapewniłaby dostatecznej opieki i ochrony dzieciom z takiego związku. I cały harem się sypie...
Dlatego też właśnie bardziej się opłaca być w zwykłej przyjaźni- zastanowić się poważnie czy rzeczywiscie osoba która "kochamy" nie zauroczyła nas swoimi wdziękami. Jeśli zrobiła z nami tylko tyle, warto sie zastanowić nad "uczłowieczeniem" tych wspaniałych cech jakie u owej osoby dostrzegliśmy i nie przemianowania tej znajomości na przyjaźń.

Rozpisałem się... ale taki był cel mojej wypowiedzi. Temat potraktowałem jako okazję do przedstawienia swoich poglądów w sposób możliwie przejrzysty i zwięzły zarazem.

***



No i tyle. Mam nadzieję, że doczekam się komentarzy nie tylko bloga, ale i notki :). I że nie będę musiał odkurzać tego bloga po raz kolejny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz