poniedziałek, 26 maja 2008

What in the devil...?

Przerwa była nieco dłuższa niż planowałem, ale za to jest o czym pisać. Dzisiaj wyjątkowo pozwolę sobie na bardziej pamiętnikarski styl pisania.

Po pierwsze, poznajcie moje słodkie maleństwo. Prawda, że jest milusia? Jak tylko będę mógł, rytualnie ją spalę.
Martwi mnie fakt, że działanie dymu z fajki jest w istocie podobne jak do dymu papierosowego, chociaż na pewno zawartość substancji smolistych jest wielokrotnie niższa. Ale wciąż, nie chodzi o odlot, ale o estetykę.

Secundum, matury za mną. Ustny angielski ngielski 100%, polski zaledwie 45% :). Informuję również, że pracy żadnej nie napisałem (bynajmniej nie jest to coś, co można uznać za całość pracy, ale na pewno za całokształt związanej z maturą twórczości). Niechaj pozostanie wyłącznie do mojej wiadomości, bo niczym więcej jak luźnymi notatkami te wy(po)cinki nie są.
Sama matura była i nic z nią zrobić zbytnio nie mogę. W razie czego, Świat tylko czeka na bycie zawojowanym przez krogulczasa poszukującego zajęcia.

Another thing, chyba znajdę w najbliższym czasie pracę na najbliższy czas. Ściśle związana z językiem angielskim, z czego jako posiadacz certyfikatu FCE jestem niezmiernie rad.

Achtung! Ambasada Pictures reaktywuje swoją działalność! Na dniach szykuje się premiera najnowszej produkcji, w której mam swój skromny, pomysłodawczy, aktorski i dźwiękowy udział. Również serdecznie zapraszam do obserwowania wydarzeń na blogu, bo będzie się teraz tam wieeele działo (być może więcej niż tutaj).

No i to by było na dzisiaj na tyle.

poniedziałek, 12 maja 2008

Przerwa techniczna

Miałem króciutką przerwę techniczną w związku z potrzebą złożenia paru zeznań, poskładania rozbitych okularów. dDzisiaj doszła jeszcze tragedia mojego przyjaciela. Wreszcie- matura z historii, której wprost nie mogę się doczekać.
Teraz myślę, że wszystko wróci do normy, chociaż ostrzegam, że nowa notka może mieć jakieś tygodniowe opóźnienie, głównie w związku z pogrzebem oraz maturami ustnymi. Pozwolę sobie nadmienić, że szykuje się w małą podróż.

czwartek, 8 maja 2008

Wywiad z Tybetem

Przeczytanie tego wywiadu zajmie Ci co najwyżej chwilkę.

***


Wyimaginowany Wirtualny Wolnościowiec (aka World Wide Web): Dzień dobry. Mamy przyjemność przedstawić panu sprawę Tybetu.
Krogulczas: Tybetu? A co takiego się z nim dzieje?
WWW: Jest represjonowany! Nasz raport wszystko panu wyjaśni.
K: [rzuca okiem na zawarte informacje] Chwila, chwila, tylko dajcie mi króciutką chwilę.
Po pierwsze, dlaczego atakowany jest znicz olimpijski, który po raz trzeci w całej historii nowożytnej został z tej okazji zgaszony? Symbol pokoju nagle został znieważony, zbeszczeszczony i okrzyknięty symbolem ucisku! Cóż powiedziałby biedny Pierre de Coubertin? W igrzyskach widział sposób na rozstrzyganie konfliktów międzynarodowych, tak jak w czasach starożytnych na czas igrzysk w całej Grecji zawieszano działania wojenne. To była jego idea- idea pokoju, porozumienia i braterstwa.
Po drugie, czemu atakujecie właśnie igrzyska? Co ma w tym przypadku sport do polityki? Przedstawię Wam kilka faktów dla zilustrowania o co mi się rozchodzi.
Fakt #1: W maju 1951 rząd Tybetu ratyfikował siedemnastopunktowe porozumienie potwierdzające chińskie zwierzchnictwo nad Tybetem. Już podczas negocjacji, czyli kilka miesięcy wcześniej, ONZ przestało interesować się sprawą
Fakt #2: W marcu 1959 ludność Tybetu wznieciła powstanie przeciw rządowi ChRL. Nieudane. Zginęło Budda wie ilu ludzi, nie jest to ważne. CIA wspierało to powstanie, finansowo i szkoleniami. W ramach projektu Circus, przeszkolono całe 259 agentów, z których większość zginęła bądź została wyłapana. Bunt trwał, a CIA kontynuowało projekt do 1972 roku, po czym zaprzestano jego realizacji, kończąc dogorywające powstanie.
Fakt #3: Centralny Rząd Tybetański Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy, uformowany po ucieczce tegoż Dalajlamy do miejscowości Dharamsala w indyjskim stanie Himachal Pradesh. Rząd ten nie jest uznawany przez żadne państwo na świecie.
Fakt #4: Przez ponad 50 lat oficjalnie nie potępiano działań ChRL. Wcześniej, na początku XX wieku, był miejscem krwawej rywalizacji brytyjsko-chińskiej.
Te cztery fakty stricte historyczne nasuwają mi tylko jedną myśl- Tybet od ponad 50 lat jest sam, a od ponad 100 lat oficjalnie nie jest w stanie bronić swojej suwerenności.
WWW: Skoro mowa o politycznych wydarzeniach, wielu polityków odmówiło przybycia na ceremonię rozpoczęcia igrzysk olimpijskich, m.in. prezydent Lech Kaczyński i premier Donald Tusk.
K: [śmieje się] Ci, którym życie miłe, pojawią się. Gdzie leży Lhasa, a gdzie Pekin? Widzicie, to czysta geografia- Chiny są położone na szczycie, a Tybet w depresji.
WWW: Przecież Tybet jest położony na Wyżynie Tybetańskiej, a Himalaje...
K: Na szczycie gospodarki światowej i w deresji tejże gospodarki światowej. Gdzie tu porównanie? Jaki kontra buldożery. Lhasa wobec Beijingu, Szanghaiu, Honk-kongu czy Chengdu. Starożytne świątynie kontra nowoczesne centra światowego handlu. Gospodarka kapitalistyczna kontra feudalna. 1400 milionów Chińczyków kontra 2 miliony Tybetańczyków. Gdzie tu konkurencja?
WWW: Dobrze wiesz, że nie chodzi nam o gospodarkę. Tu chodzi o kulturę, wolność i przede wszystkim- życie! Czytałeś, ilu ludzi zginęło w wyniku terroru, prześladowań i walk.
K: I to statystyki mają do kogokolwiek przemówić? W 1953 roku (dwa lata po wspomnianym siedemnastopunktowym porozumieniu) przeprowadzono spis powszechny, rejestrujący 1,27 milionów Tybetańczyków. Po drodze, Chiny zostały oskarżone wymordowanie 1,2 miliona ludności Tybetu. Przetrwało jakieś... 70 tysięcy Tybetańczyków? Obecnie Tybet liczy ok. 2,5 miliona ludności, co oznaczałoby 3571-krotny wzrost. Nieźle jak na wymordowany na ludobójczą skalę naród. Osobiście darowałbym sobie wypychanie luk w tekście statystykami.
WWW: Zwróć jednak uwagę, że jest to prawdopodobnie najstarszy, zaraz po australijskich Aborygenach, naród świata. Przez politykę rządu chińskiego, grozi mu zagłada.
K: Tak, zgadzam się z tym. Niestety, dla świata nie jest opłacalne wyzwolenie Tybetu. Byłby to drogi i długotrwały proces wyzwalania spod władzy Chin, który się nie zwróci, bo Tybet jest krajem zbyt zamkniętym i zbyt trudnym do eksploatacji, chociażby najbogatszych złóż uranu na świecie. Nota bene, Chiny raczej tak chętnie takiego skarbu nie oddadzą.
WWW: Rozumiemy więc, że nie masz zamiru przyłączać się do akcji bojkotowania Olimpiady Pekin 2008 w obronie praw człowieka w Tybecie?
K: Dokładnie tak. Zgadzam się z panem Juanem Antonio Samaranchem. Powiem więcej- potępiam Wasze działania. Nie dlatego, że są one bezcelowe, ani też nie dlatego, że zajmujecie takie stanowisko po raz pierwszy od wielu lat i prawdopodobnie wygaśniecie zaraz po zakończeniu Olimpiady. Dla mnie, Wasze działania miały i mają charakter terrorystyczny, który zagraża światowej społeczności zjednoczonej wokół Ducha Olimpijskiego.
A gdzie podziały się organy, procedury i instytucje międzynarodowe? Takim zachowaniem jedynie gwałcicie normy tak ważne dla całego świata, w imieniu którego ponoć występujecie! To taka jest odpowiedź społeczeństwa demokratycznego na represje totalitarnego reżimu?

***


Zapraszam do komentowania. Tak, nawet tegorocznych maturzystów z WOS'u ;).

niedziela, 4 maja 2008

Pomódlmy się...

Za tych, którzy naprawdę podeszli do niej na serio.
Coma- Schizofremia

Za tych, którzy w dupie mają opinie otaczającego środowiska.
Bon Jovi- It's my life

Za tych, którzy nie wiedzą co ze sobą dalej począć.
Destination-unknown

Za tych, którzy obiecali sobie, że przed maturą stracą dziewictwo.
Seal- Kiss from a rose

Za tych wszystkich biednych maturzystów, których dorwała zmutowana matura.
Farben Lehre- Matura 2001

Miłego przedpołudnia, bracia i siostry w maturze.

Sama tego chciałaś!

Dobra! Świetnie!
Prosiłaś się, to masz!
Za wszystkie zniewagi...
Za wszystkie katorgi...
Za wszystkie wszystkości, którymi mnie raczyłaś...
Jutro się policzymy.
(Tak właściwie- to trochę później się policzymy.)

Uważaj! Ty jedna ty taka ty!
Tfu! Ślinię się na ciebie!
Aaa! Krzyczę na ciebie!
Bark! Szczekam na ciebie!
Niedoczekanie twoje, moja droga.
Po moim trupie, żebyś cokolwiek ze mną jutro zrobiła.
(Tak właściwie- to trochę później się okaże co mi zrobiłaś.)

Dość twoich kłamstw i złudzeń.
Dość twoich powiedzonek i prawidełek.
Mówię dość!
tobie i tobie podobnym
Jutro się rozstrzygnie.
(Tak właściwie- to trochę później się rozstrzygnie.)

Wal się! Mam cię w nosie!
Wykreowali cię! Mutant! Gęba! Łydki! Trampol! Robol! Kafel! Czajnik! Samowar! Zupka chińska! Kaligraf! Hentai! Cthulhu! Buka-suka! Straszydło-mazidło! Mutant!
Nie przestraszysz mnie!
Ani ja się ciebie nie przestraszę!
Już jutro...
Jak ja cię jutro...
... napiszę...
(Tak właściwie... Cholera, jak ja cię jutro napiszę?
Cholero! maturo?)

***


No. Lepiej mi.

czwartek, 1 maja 2008

Śledziony

Stało się to, co się nie odstanie!
Brzmi dramatycznie? W rzeczywistości prosta prawda.
Nie zdałem na prawo jazdy. I powiem, że już pół godziny jeździłem.
Nie miałem dostępu do mojego kochanego sprzęciku wraz ze wszystkimi zapisanym na nim danymi przez ponad tydzień. I stąd taka niespodziewana przerwa.
A ponieważ dzisiaj (podobnie jak przez ostatnie trzy lata) nie chce mi się uczyć do matury, doszlifowałem w paru punktach zapowiadane już wcześniej opowiadanko.
Za moment wracam do nauki, chociaż pewnie będzie to równie bezowocne jak wszystko dotychczas. Tak naprawdę, nie pisałbym tych słów, gdyby nie kalkulacja zbyt dużego ryzyka powrotu na zaledwie 18-20 godzin snu po przewidywanch kilkudziesięciu kilkudziesiątek kilometrów marszu podczas rajdu "Hubal", jaki chciałem sobie zafundować w ten długi weekend. Ale czegokolwiek nie zrobię, i tak będę żałować. Wolę więc chociaż wypoczęty iść na maturę.
Ale dość użalania się nad biednym losem maturzysty. Po maturach wyjadę na Węgry, do pięknej kuzynki z czasów dzieciństwa, i tyle mnie będziecie widzieć. Chyba, że za kilkadziesiąt lat na pierwszych stronach gazet, wymienionym pośród chaotycznych słów "córka", "więziona", "pożycie", "piwnica", "dzieci", przeplatanych relacjami "niczego nie podejrzewającyh i nie spodziewających się tego po mnie sąsiadach" oraz "najstarszego syna, Kazimierza". Ale to tylko jedna z nogawek czasu.

***


ŚLEDZIONY


1


-Albo on, albo planeta.
-To nas stawia w bardzo...
-Ma być niezręczna. Do usłyszenia.
Na ekranie wyświetlił się komunikat. Koniec transmisji.

2


Augusto, stary krawiec, szedł sobie polną drogą. Dopiero co odebrał cekiny do nowego bolero dla pewnego bogatego cavalero. Trochę utykając i przeklinając na niesamowicie paskudny stan dróg, wręcz tragicznie utrzymywanych przez hiszpański rząd, zbliżał się do swego warsztatu. Od domu było to jakieś trzydzieści minut piechotą, osiem minut biegiem, godzinę czołgania się, trzy godziny skradania, trzy minuty jazdy samochodem, a trzynaście sekund dla helikoptera. Augusto jednak nie zawracał sobie głowy takimi szczegółami.
Właśnie zbliżał się do swojego serdecznego przyjaciela, Hermana. Herman robił to co lubił, a najbardziej lubił pielęgnować kwiaty w swoim o ogrodzie. Mijając się, serdecznie się do siebie nawzajem uśmiechając, pozdrowili się równie przyjacielsko, jak to tylko najlepsi przyjaciele potrafią.
Kiedyś Herman był rewolucjonistą i walczył z rządem. Ale przecież z rządem nie da się wygrać. Więc dzisiaj walczy z chwastami, co uważa za o niebo łatwiejsze.
-Chwast wszedł do ogrodu- zakomunikował przez interkom zamocowany w szelkach ogrodowych spodni.
Augusto wchodził do swojego domu...

3


-Zaszczepiliśmy mu w śledzionie implant. Teraz jest nam ten implant potrzebny- podjął Gonzales.
-Śledziona? Gdzie u diaska położona jest śledziona?- zapytał Raul.
-Nie wiemy. Komputer wylosował lokalizację, a następnie wykonał wszystkie operacje. Niestety, znalezienie śledziony nadwerężyło jego ostatnie siły i zawiesił się. Teraz musielibyśmy go rozkrawać kawałek po kawałeczku, aby znaleźć ten cholerny implant. Że nie wspomnę o położeniu śledziony.
-A gdzie ona leży?
-Odpowiem ci możliwie precyzyjnie. Nie wiem- celnie zauważył Gonzales.
-No to co możemy zrobić?
-Porozkrawać Augusta na drobne kawałeczki aż znajdziemy ten nanoimplancik.
-Chyba nie zamierzacie go kroić?
-A mamy inne wyjście?

4


... jak gdyby nigdy nic. Ot, trzeba było dorobić jeszcze parę cekinów tu i ówdzie. Już nawet wiedział, ile go to wyniosło. I wiedział, że jego przyszłego zięcia nic to nie kosztuje. Bynajmniej teraz. Taki zięć to tylko raz na milion lat z nieba spada. Bratanek premiera, magnat zbożowy, najmłodszy wiceminister ekstremalnego rolnictwa i awaryjnych zasobów żywnościowych. Taki zięć, kiedy spada z nieba, trzeba go zatrzymać przy sobie.
Augusto był staromodny. On sam nazywał siebie tradycjonalistą. Szył ręcznie, bez pomocy niewolników ani robotów. Był szczęśliwym człowiekiem...

5


-Pan zna prawo. Nie wolno rządowi ingerować w kompetencje Rezerwatu. Tego wymaga bezpieczeństwo narodowe.
-Obywatele dojrzali już parokrotnie do narażania bezpieczeństwa narodowego w imię bezpieczeństwa narodowego. Rezerwat musi zostać naruszony ten jeden, jedyny raz. Później możemy nawet wzmocnić straże na jego granicach i podwoić moc pola siłowego. Ale teraz, musimy tam wkroczyć.
-Ten teren jest święty. To skarbnica naszej wiedzy. Bez osobników tam odizolowanych nie wiemy kim jesteśmy… przynajmniej dopóki nam nie powiedzą. I dobrze pan o tym wie. Naruszenie tej delikatnej równowagi może mieć całkowicie losowe i niekontrolowane następstwa...
-Woli pan, panie dyrektorze, abyśmy zlikwidowali Rezerwat?
-Że... że co proszę?- Dyrektora oblał pot zbliżony konsystencją do ciekłego tlenu.
-Nie po dobroci, to się naleci. Mam do dyspozycji takie środki.
-Raul... przecież mnie znasz. Ale ja chyba nie znam ciebie. Bo wydaje mi się, że żartujesz.
-Nie, dyrektorze Światowego Rezerwatu Pamięci Ludzkiej- Raul w mgnieniu oka przycisnął dyrektora do ściany większą, niż by się mogło wydać, ręką- Ja nie żartuję. Ja potrafię obejść się bez pamięci, bez kultury, bez słów i mowy. Ja tego nie potrzebuję. Czyż to nie słodkie? Tak, jestem tym samym daleko lepszy od ciebie. Ludzie, którzy potrzebują siebie nawzajem, którzy potrzebują pamięci, przemijają. – Raul wypuścił rozdygotanego dyrektora - Proszę wziąć mój wniosek pod rozwagę, dyrektorze.
Dyrektor, blady jak ściana, osunął się na ziemię. Drżącym głosem wycedził tylko:
-Bierz go sobie.

6


... który szczęśliwie się ożenił, miał szczęśliwą żonę (Panie świeć nad jej duszą) i córkę, która znalazła najpierw miłość, a potem jeszcze bogatego męża. Teraz chciał już tylko zobaczyć swoje wnuki, spamiętać ich twarze i imiona i mógł już spokojnie odejść z tego świata.
Zabrał się tymczasem do pracy. Nawlekając igłę, rozważał każde jej kolejne pociągnięcie. Wystarczą mu trzydzieści dwa cekiny. W myślach żartował sobie, że chce widzieć tyle wnuków ile będzie cekinów na bolero. „Czcze marzenia” pomyślał sobie. W obliczu polityki rządu zmierzającej do redukcji nadwyżki ludności, ale przecież zawsze lubił marzyć.
Pierwszy cekin, drugi cekin, trzeci, czwarty... szył precyzyjnie, trafiał igłą tam, gdzie potrzebował. Po dwóch godzinach misternego rzemiosła, dzieło jego życia było skończone.

7


-Dajcie mu jeszcze kwadrans. Za chwilę sam się tym zajmę- zawiadomił wszystkie jednostki Raul.
Słońce przemieściło się na nieboskłonie o cztery stopnie. Kwadrans minął.
-Cisza- rzekł Raul i ruszył do domu Augusta.
Tak po prawdzie to nie miał nic do Augusta. Był naprawdę mądrym mężczyzną, który przeżył swoją żonę i wychował wspaniałą córkę. Gdyby nie to, że pamiętał jak się szyje rękoma, zapewne nie znalazłby się w rezerwacie, a rząd zapewniłby mu jakąś fabrykę odzieżową. Ale on, jak prawie pięćset tysięcy jemu podobnych, Pamiętał. Pamiętał jak wyglądają lasy, jak wyglądają pola, jak spieczone są pustynie, a jak pełne życia są oceany, jak wysokie były góry i jak głęboko pod ziemię sięgały nory zajęcze. On to kiedyś widział. Znał swoją wolność. Znał swoją wartość.
Raul zbliżał się do domu pewnym krokiem. Wchodząc na schody ganku, uśmiechnął się. Zapukał. Augusto otworzył mu drzwi.
-Papa! Jak dobrze ojca widzieć.
-Raul! Miło cię jeszcze widzieć. Właśnie skończyłem szyć. Myślałem, że nie dadzą ci w tym miesiącu przepustki do mnie- staruszek zachichotał pod nosem.
-Tata zrobił to bolero dla mnie?
-Tak, jest gotowe. Chodź, przymierzysz, siebie w lustrze zobaczysz. Mnie samemu już trudno widzieć, mimo, że dali mi nowe oczy.
Przeszli parę kroków do warsztatu. Raul zatrzymał się.
-Jak to nowe?
-Operowali mnie kiedyś tam...
-Jak to operowali? Kiedy?
-Oj ze trzynaście lat temu. Nie mówiłem ci o tym? Co tam w ministerstwie w ogóle...
-I ja nic o tym nie wiem?
-Trudno żebyś o tym pamiętał, Raul. Ja mam do takich rzeczy lepszą pamięć. Jakąkolwiek tak po prawdzie!
-Augusto, to nie jest zabawne. Kto i dlaczego cię operował?
-Miałem wypadek. Długa historia. Miałem przebite zdrowe oko, płuco, śledzionę, zmiażdżone...
-Śledzionę?
-Tak. Nie odratowali jej, to ją wycięli. Muszę po prostu bardziej na swoje zdrowie uważać. Po takim wypadku mnie takie zalecenie nawet nie zdziwiło.
-Augusto, gdzie jest śledziona?
-Co?
-Gdzie jest śledziona?
-Zazwyczaj znajduje się w jamie brzusznej, wewnątrzotrzewnowo, w lewym podżebrzu pomiędzy dziewiątym a jedenastym żebrem.
-Augusto, nie pogrywaj sobie na mnie!- Raulem targały wstrząsy szoku połączonego z napadem szału godnym skandynawskich berserkerów.
-Raul, co ci się stało?
Zięć chwycił staruszka pod szczękę i przyciskając do ściany, uniósł obiema rękoma Augusta do góry.
-Gdzie... jest... śledziona? Zapytam.. po raz... os...tatni zanim się... na... ciebie rzucę...-wysapał, dysząc ciężko.
W jednej chwili, Raul opanował swój głos.
-O, przepraszam papo. Powinienem był najpierw to powiedzieć, zanim to zrobię, prawda?
Augusto dusił się
-Gdzie moje maniery. Tak po prawdzie, to... tak. Już nie potrzebujemy twojej śledziony
Augusto walczył o życie
-Implant został zapewne zniszczony. Niewiadomo gdzie się znajduje. Problem zanihilowany i rozwiązany.
Augusto przestał walczyć o życie.
-Tak, zanihilowany i rozwiązany- wypowiadając te słowa, wypuścił bezwładne ciało niedoszłego teścia, który już swoich wnuków nie zobaczy ani ich nigdy nie spamięta.
Ale i tak jest w lepszej sytuacji od Raula.
Raul za dwadzieścia cztery godziny straci wspomnienie o morderstwie.
W ogóle straci całą pamięć.
Augusto przynajmniej pamiętał każdy swój czyn.
Raul wreszcie zginie całkiem niedługo w mechaniczno-informatycznym świecie i zostanie z niego wymazany równie szybko jak został do niego kiedyś pospiesznie wpisany.
Augusto będzie chociaż zapamiętany przez tych, którzy potrafią o nim pamiętać.