Z okazji pełni i prawdopodobnie najlepszego możliwego biorytmu, piszę, korzystając z przypływu weny. Mam za sobą cały piękny miesiąc pełen wrażeń. Dlatego pojawi się też kilka notek, nadrabiających dotychczasowe opóźnienia. Trochę ich będzie. Chronologię pocałujcie wymalowanymi szminką ustami w dupcie i (korzystając z nowonabytego celownika) kopnijcie ową dupcię na dobranoc. Szykuje się kilka pracowitych wieczorów, a ja lubię pracować systematycznie acz chaotycznie.
Na pierwszy ogień pójdzie więc wizyta u ojca w Olsztynie. Bo śmiesznie było.
Do jutra więc.
niedziela, 17 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz