wtorek, 30 września 2008

O zajęciu zastępczym

Jako, że dzisiaj blueconnect odmówił mi współpracy poprzez wprowadzenie limitu wysyłu (fak!), zapowiadana notka zostanie odłożona na jutro, kiedy dorwę się do lokalnego, mieszkalnego neta, ale obleganego przez współlokatorkę, a wszak "szanuj współlokatora swego, możesz mieć bardziej neta oblegającego" czy jakoś tak.
A jako że mam z tego tytułu mnóstwo wolnego czasu, postanowiłem wprowadzić w życie mój plan samorozwoju fizycznego. I zaręczam, że po yakich wakacjach jakie moje mięśnie miały od pompowania, to dzisiejsze wyrobienie z setką pompek i brzuszków było niezła mordęgą. Ale dało radę, szczególnie z brzuszkami. Takie tempo chcę sobie od tej pory utrzymywać, aż będę mógł bezproblemowo być na tym poziomie.
Wtedy dorzucę kolejne dawki, do bólu :).
Może na wojnę europejsko-rosyjską się zdążę na swój sposób przygotować.
A propos. Hail krach Wall Street, które dzisiaj straciło prawie 7% na kursie dziennym! Mam nadzieję, że do 5. października wszystko zbytnio nie podrożeje, bo muszę się na ten jubileuszowy dzień zaopatrzyć ;).

poniedziałek, 29 września 2008

O piciu wina z nieswoją dziewczyną

I cała zagadka stanęła otworem, amory za ćwierć kaszy :).

Po lewo od obiektu fotografowanego w środku sesji fotograficznej, wkradły się żądne sławy klapki. Zaprawdę zaręczam, zostaną umieszczone na stosownych nogach, mogę to zagwarantować.

Inne dzieje już w następnej notce. Stare swoją drogą, dawno obiecane. W końcu doczekałem czasu, kiedy mam wystarczająco kiepski Internet, żeby się za to zabrać. Bo fotków szykuje się całe... hm... morze.

niedziela, 28 września 2008

O pewnym fabrycznym mieście

Wszystko co nasze oddam za kasze
To co nie nasze oddam za chleb
Świty się bielą, a już mnie budzą
Student skazany, robaka zalać chcą!
Co za gród, ulica wzdłuż
Pełna braci, i sióstr skoro już
Na ich zew, znak czy krok
Pójdzie rad studentów łódzkich rok
Studentów łódzkich rok!

Tak mnie wena naszła, bo dawno nie nachodziło :).
Dlaczego wzbraniałem się ponad miesiąc od pisania? Bo naobiecywałem notków a notków, a dupa z tego wyszła. Podsumuje wakacje przy najbliższej okazji i możliwości powrzucania parunastu fotek. Póki co szykuje się długa noc z moją obecną współlokatorką, druga ma dojechać we wtorek... i też trzeba będzie to uczcić :). Jutro zaczyna się studencka jazda na stosunkach międzynarodowych w Łodzi, a jakbym bardzo chciał, to mogę też do Wrocławia pojechać historię studiować :).
A, i ważna sprawa. Niech nikt nie śmie mnie denerować, że Łódź jest be, śmierdzi i ma wszy, korniki, rudych i roboty drogowe. Miasto już po jednym dniu spodobało mi się co nie miara, po drugim je ubóstwiam, a jutro chyba pójdę z nim do łóżka. Co z tego że dzisiaj zdążyłem już:
1. Sprawić, aby pralka wylała (ja tam uwierzyłem jak mówili, że wszystko podłączone).
2. Przypalić dwa garnki (no co?).
3. Dodać przypadkiem wody do wrzącego oleju na patelni (skąd mogłem się spodziewać w "tuńczyku w kawałkach w oleju" wody?).
4. Zainstalować Service Pack'a 3 (jea biczys!).
5. Zepsuć koncert (pieśniarka zapytała "A może jednak?" to odpowiedziałem troszkę głośniej niż się spodziewałem "A może nie?").

Life es wunderbar! Miłego wieczorku mili moi, a ja się zmywam :).