Jako, że dzisiaj blueconnect odmówił mi współpracy poprzez wprowadzenie limitu wysyłu (fak!), zapowiadana notka zostanie odłożona na jutro, kiedy dorwę się do lokalnego, mieszkalnego neta, ale obleganego przez współlokatorkę, a wszak "szanuj współlokatora swego, możesz mieć bardziej neta oblegającego" czy jakoś tak.
A jako że mam z tego tytułu mnóstwo wolnego czasu, postanowiłem wprowadzić w życie mój plan samorozwoju fizycznego. I zaręczam, że po yakich wakacjach jakie moje mięśnie miały od pompowania, to dzisiejsze wyrobienie z setką pompek i brzuszków było niezła mordęgą. Ale dało radę, szczególnie z brzuszkami. Takie tempo chcę sobie od tej pory utrzymywać, aż będę mógł bezproblemowo być na tym poziomie.
Wtedy dorzucę kolejne dawki, do bólu :).
Może na wojnę europejsko-rosyjską się zdążę na swój sposób przygotować.
A propos. Hail krach Wall Street, które dzisiaj straciło prawie 7% na kursie dziennym! Mam nadzieję, że do 5. października wszystko zbytnio nie podrożeje, bo muszę się na ten jubileuszowy dzień zaopatrzyć ;).
wtorek, 30 września 2008
poniedziałek, 29 września 2008
O piciu wina z nieswoją dziewczyną
I cała zagadka stanęła otworem, amory za ćwierć kaszy :).

Po lewo od obiektu fotografowanego w środku sesji fotograficznej, wkradły się żądne sławy klapki. Zaprawdę zaręczam, zostaną umieszczone na stosownych nogach, mogę to zagwarantować.
Inne dzieje już w następnej notce. Stare swoją drogą, dawno obiecane. W końcu doczekałem czasu, kiedy mam wystarczająco kiepski Internet, żeby się za to zabrać. Bo fotków szykuje się całe... hm... morze.
Po lewo od obiektu fotografowanego w środku sesji fotograficznej, wkradły się żądne sławy klapki. Zaprawdę zaręczam, zostaną umieszczone na stosownych nogach, mogę to zagwarantować.
Inne dzieje już w następnej notce. Stare swoją drogą, dawno obiecane. W końcu doczekałem czasu, kiedy mam wystarczająco kiepski Internet, żeby się za to zabrać. Bo fotków szykuje się całe... hm... morze.
niedziela, 28 września 2008
O pewnym fabrycznym mieście
Wszystko co nasze oddam za kasze
To co nie nasze oddam za chleb
Świty się bielą, a już mnie budzą
Student skazany, robaka zalać chcą!
Co za gród, ulica wzdłuż
Pełna braci, i sióstr skoro już
Na ich zew, znak czy krok
Pójdzie rad studentów łódzkich rok
Studentów łódzkich rok!
Tak mnie wena naszła, bo dawno nie nachodziło :).
Dlaczego wzbraniałem się ponad miesiąc od pisania? Bo naobiecywałem notków a notków, a dupa z tego wyszła. Podsumuje wakacje przy najbliższej okazji i możliwości powrzucania parunastu fotek. Póki co szykuje się długa noc z moją obecną współlokatorką, druga ma dojechać we wtorek... i też trzeba będzie to uczcić :). Jutro zaczyna się studencka jazda na stosunkach międzynarodowych w Łodzi, a jakbym bardzo chciał, to mogę też do Wrocławia pojechać historię studiować :).
A, i ważna sprawa. Niech nikt nie śmie mnie denerować, że Łódź jest be, śmierdzi i ma wszy, korniki, rudych i roboty drogowe. Miasto już po jednym dniu spodobało mi się co nie miara, po drugim je ubóstwiam, a jutro chyba pójdę z nim do łóżka. Co z tego że dzisiaj zdążyłem już:
1. Sprawić, aby pralka wylała (ja tam uwierzyłem jak mówili, że wszystko podłączone).
2. Przypalić dwa garnki (no co?).
3. Dodać przypadkiem wody do wrzącego oleju na patelni (skąd mogłem się spodziewać w "tuńczyku w kawałkach w oleju" wody?).
4. Zainstalować Service Pack'a 3 (jea biczys!).
5. Zepsuć koncert (pieśniarka zapytała "A może jednak?" to odpowiedziałem troszkę głośniej niż się spodziewałem "A może nie?").
Life es wunderbar! Miłego wieczorku mili moi, a ja się zmywam :).
To co nie nasze oddam za chleb
Świty się bielą, a już mnie budzą
Student skazany, robaka zalać chcą!
Co za gród, ulica wzdłuż
Pełna braci, i sióstr skoro już
Na ich zew, znak czy krok
Pójdzie rad studentów łódzkich rok
Studentów łódzkich rok!
Tak mnie wena naszła, bo dawno nie nachodziło :).
Dlaczego wzbraniałem się ponad miesiąc od pisania? Bo naobiecywałem notków a notków, a dupa z tego wyszła. Podsumuje wakacje przy najbliższej okazji i możliwości powrzucania parunastu fotek. Póki co szykuje się długa noc z moją obecną współlokatorką, druga ma dojechać we wtorek... i też trzeba będzie to uczcić :). Jutro zaczyna się studencka jazda na stosunkach międzynarodowych w Łodzi, a jakbym bardzo chciał, to mogę też do Wrocławia pojechać historię studiować :).
A, i ważna sprawa. Niech nikt nie śmie mnie denerować, że Łódź jest be, śmierdzi i ma wszy, korniki, rudych i roboty drogowe. Miasto już po jednym dniu spodobało mi się co nie miara, po drugim je ubóstwiam, a jutro chyba pójdę z nim do łóżka. Co z tego że dzisiaj zdążyłem już:
1. Sprawić, aby pralka wylała (ja tam uwierzyłem jak mówili, że wszystko podłączone).
2. Przypalić dwa garnki (no co?).
3. Dodać przypadkiem wody do wrzącego oleju na patelni (skąd mogłem się spodziewać w "tuńczyku w kawałkach w oleju" wody?).
4. Zainstalować Service Pack'a 3 (jea biczys!).
5. Zepsuć koncert (pieśniarka zapytała "A może jednak?" to odpowiedziałem troszkę głośniej niż się spodziewałem "A może nie?").
Life es wunderbar! Miłego wieczorku mili moi, a ja się zmywam :).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
