niedziela, 4 listopada 2007

Karamba

Godzina 17:05. Temperatura ciała: 38,2.
Godzina 19:30. Temperatura ciała: 37,7.
Godzina 20:10. Rozpoczęto pisanie notki.

Korzystam dwojako z wynalazku komputera osobistego przenośnego, inaczej laptopa albo notebooka. Przgrywa mi Republika- Republika marzeń. Po pierwsze- mogę pisać nie wychodząc z łóżka. Po drugie, całkiem skutecznie dodatkowo ogrzewa mi uda.

***



Skończyła się "Republika marzeń", Czas na Marilyna Mansona- Cake and Sodomy

***



Postanowiłem trochę popisać z nudów. Skończyłem uczyć się WOs'u na który pewnie i tak jutro nie pójdę. Zobaczymy, czy uda się iść na matury próbne we wtorek, środę i czwartek.

***



O. Soundtrack z "Hack//Sign". Utwór 12. "Foreigners"

***



Obejrzę sobie "Pachnidło". Mam je już z tydzień, ale nie znalazłem chwilki, żeby sobie przyswoić. Swoją drogą, serdecznie polecam oryginał w wersji książkowej.

***



Notkę kończą The Doors- My wild love.

Pozdrawiam
krogulczas

sobota, 3 listopada 2007

Są takie notki przy których wolę nie wymyślać tytułu, ale i tak go wymyślam. Tym razem nie będzie go

Siadam z nieodpartą wolą braku woli. Bo muszę coś z siebie wykrzesać. Akurat tak mi coś na mózg padło.
Mimo, że boli mnie otarty tyłek, to siądę. Idzie się przyzwyczaić. Wcinam sobie płatki kukurydziane z N. rodem. Leci co popadnie- Scorpions’i, Republika, Iron Maiden.

Czym jest brak woli? Tym co właśnie robię. Walczę sam ze sobą, żeby nie napisać tego, czego część mnie nie chce zapisać. A są rzeczy które chciałbym napisać. A powodem, dla których ich nie napiszę, jest to, że mi się nie chce. Lenistwo? Brak zapału? Chęć zmiany toku myślenia? Wyparcie?

Wyznam Wam szczerze, że czuję się gorszy ilekroć to słyszę o dawnych wyczynach wszystkich tych wyczynowców naokoło. A to jak to czyjegoś dziadka ustrzelili w niejakim Katyniu pod Smoleńskiem. A to jak ktoś odpompowywał benzynę pod komendą policji. A to jak ktoś miał głęboko w poważaniu własnych rodziców i skupiał się na nauce aby uciec z domu. A to co się dzieje na wykładach. A to jak ktoś uciekł z aresztu radzieckiego, a o innym dla porównania wiem, że z kolei z aresztu niemieckiego nie został wyrwany. I tam też zginął. A to jak udusiłem z miłości dwie kaczuszki jak byłem berbeciem malutkim i chciałem je pokazać ś.p. pradziadziusiowi. A to jak ktoś tak komuś odpowiedział ,że tamten odszedł, bo poczuł w sobie coś, co nie pozwalało mu już tylekroć dalszego czasu spędzać w tym samym miejscu co tamten.
Naprawdę, zazdroszczę tym wszystkim, którzy mogli w tym brać udział. My nie mamy takich rozrywek. Albo ich nie pamiętamy, jak np. ja dwóch, niekoniecznie politycznych, ofiar mojej miłości. Szkoda, bo przydałoby się trochę rozrywki w życiu. Granatem zaczepno-prozaicznym chociażby.
Nudna ta egzystencja tak zasadniczo. Czekamy jedynie na rozrywki jakich dostarczy nam otoczenie, youtube, myspace, "Pudelek donosi" albo taki blog jak ten. Filozofia Zen, Stoicka, Chrześcijańska, Hedonistyczna, Emo, Your_Penis_Can_Be_BIG_Like_The_Guy_You_Stand_Next_To. Po prostu nudy.

Jedyne co jak na razie wiem to to, że na Wszystkich Świętych w następnym i następnych latach będę miał dwa groby więcej do odwiedzenia. Prapradziadków odkryłem z XIX wieku gdzie zostali pochowani. Niesamowite uczucie. I będę je pielęgnować, tak jak ich groby.

***



Wszyscy naokoło mnie są w jakimś takim ponurym nastroju. Nawet na mnie powoli zaczynają wpływać. Co jest do jasnej cholery? Jesień Wam w dupach przewraca? Nie uczą się, z domu też nie wychodzą, ani nie przez jakieś drobnoustrojstwo co im się w ciele zagnieździło, ani nie dlatego że PiS nadal jest w rządzie. Czyżby znowu nadchodziło długie zimowe wieczory? Jak na razie jedynie jesienne, ale już i tak dość długawe.
Do przodu posuwa się jedynie wskazówka zegara i to jedzenie w przewodzie pokarmowym. Żadna konkretna myśl.
Wciąż pokładam głębokie nadzieje, że uda mi się dostać na psychologię. Na pewno będę miał szersze możliwości poznania ludzkiej natury. Natury nudy.

***



Panie i Panowie. Pojąłem Pratchett’a, zafascynowanego, i przelewającego tę fascynację, ludzkim zjawiskiem nudy. Zapewne on też się nudził kiedy to rozpracowywał.

***



Poza tym, warto obserwować własnych rodziców. A przynajmniej tych z którymi się wychowujesz. To dla mnie prawdziwie magiczna rzecz jak powoli odkrywam co mnie w istocie determinuje, a określam to nam podstawie moich obserwacji poczynionych w trakcie wielu miesięcy.

(3 godziny później)

Zrobiłem sobie przerwę na "Twierdzę" z Seanem Connery, Nicolasem Cage, Ed’em Harris’em, Johnem Spencer’em, Davidem Morse’em. Kultowy film, kultowa obsada. Miło było go sobie odświeżyć, szczególnie, że Sean doskonale spełnił się jako rodowity wyspowicz. Ta elegancja w dowcipie... coś niepowtarzalnego. Ale raczej nie będą tego czytać osoby, które "Twierdzy" nie znają.

***



Chyba jestem na etapie impresjonizmu- chcę zapisywać każdy fragmencik mojego życia, który jest godny uwagi. Mojej uwagi. Ale to by się zgadzało z tym co właśnie przerabiam tj. modernizm. I tak jest z każdym.
Chcemy sprobować tego co proponują nam kolejne epoki. Aż dochodzimy do współczesności, w której wszystkie dotychczasowe doświadczenia na każdym zostawiły swój niepowtarzalny świat. Sposób wychowania poprzez adaptację można by rzec. Jedna z cenniejszych obserwacji jakie udało mi się poczynić.
Nie zmienia to jednakże faktu, że potrzeba notowania wszystkiego na bieżąco kłóci się z moją praktyczną naturą. Nie jestem typem osoby, która rzuci wszystko dla własnej przyjemności. Z założenia, najpierw trzeba dokończyć pewne obowiązki, a potem można szaleć. Oznacza to, że niejednokrotnie olewam pewne sprawy, w imię epikurejskiego dążenia do łatwiejszej przyjemności. Ale przecież nie wyjdę w środku lekcji żeby wyartykułować dosadnie czym właśnie nauczyciel doprowadził mnie do stanu uśmiechu z obłędem Giertycha właśnie wstrzykującego mizerykordią zastrzyk gejowi. I chwila mija. I dobrze.

***



Miałem niedawno bardzo ciekawy sen. Jeden z tych które raczej zapamiętam (jak do tej pory udało się to chyba trzem).
Jadę motorem. Takim jednym piekielnie szybkim. Motor jak motor, ciekawsze było moje położenie, kiedy jakoś trzeba było skręcać bo gonił mnie jakiś brodaty maniak w furgonetce. A jak tu skręcać, kiedy leży się na motorze, z nogami wyciągniętymi do tyłu i... bez kierownicy? Ano specjalnym kawałkiem metalu, który przypominał krzywizną bumerang. Metalu tak piekielnie ostrego, że wbijał się w czarny asfalt, tnąc go z metalicznym piskiem i zgrzytem zarazem, przy którym rozpalone do bieli iskry leciały we wszystkich kierunkach. I to pozwalało mi na skręt przy Bóg jeden wie jakiej prędkości.
Zgubiłem osobnika w furgonetce, ale... wyjechałem na Strzałków. Nie pytajcie mnie skąd on się tam wziął. I niech nie poczują się obrażeni Ci, którzy przeczytają, że natychmiast zawróciłem :).
Dokąd? Moim oczom niespodziewanie ukazała się tabliczkę "Piotrków", a w oddali majaczył zjazd na autostradę, którą (wedle domysłu) miałbym tam dojechać. Lecz tam nie można było jechać. Czułem to. Mijali mnie kierowcy, a na ich twarzach widziałem pustkę, obojętność, samotność i... zagubienie. Krążyli w jedną i drugą stronę jakby w zwolnionym tempie, a ja dołączałem do nich. Traciłem ostrość obrazu, zwalniałem... W ostatniej chwili zjechałem gdzieś ulicą w prawo. Udało mi się ocaleć od zapomnienia tego co mnie otacza! Uradowany z siebie, wyjechałem na kolejną drogę. Taka zwyczajna jezdna, dwupasmowa. Przejechałem powoli na je drugą stronę, zatrzymałem się pod białym znakiem po prawo, aby... zawiązać buty. I kiedy wiązałem sznurówki, podeszła do mnie grupa mężczyzn, głównie młodych. Ja, klęczący nad butem, a oni- stojący nade mną. Oczywista sytuacja, prawda? Zaczęli mnie bić, butować, pałować, łańcuchować, czochrać, tarzać. I w jednej chwili udało mi się wyrwać! Wsiadłem na siedzenie, odpaliłem motor i odjechałem dalej tą drogą, którą wcześniej uciekłem przed Piotrkowem i którą przecinała dwupasmowa droga przy której dopiero co mnie napadli.
Okazało się, że droga ponownego wybawienia prowadziła w dół leśnego zbocza, wciąż pozostając asfaltową. Wiła się jak wąż wokół wzgórza- ba! góry! Nagle, po mojej prawej i lewej ukazali się moi oprawcy. Byli w kaskach, ale wiedziałem, że to oni. Tak jak ja, oni też cięli powietrze na motorach, lecz takich normalnych kierownikowych.
I oto, ni z tego ni z owego, nagle znalazłem się w środku wyścigu. Znowu poleciały iskry. Oprawcy stali się oponentami, droga- torem, znaczonym rowem wycinanym przez bumerang. Kolejni przeciwnicy odpadali. Wiedziałem, że jeszcze sporo ich zostało, mimo, że wielu na moich oczach rozwalało się z powodu jakiejś nierówności albo czegoś takiego. Tyle dobrego, że wyobraźnia oszczędziła mi widoku rozbijania czaszki po takiej prędkości...
Dojechałem pierwszy. Zwyciężyłem!
I potem nic już nie było. Chyba wtedy się obudziłem.

Marilyn Manson- Lamb of God

There was Christ in the metal shell
There was blood on the pavement
The camera will make you God
That's how Jack became sainted

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God

Nothing's going to change
Nothing's going to change the world

There was Lennon and the happy gun
There were words? on the pavement
We were looking for the lamb of God
We were looking for Mark David

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world

It took three days for him to die
The born again to buy the serial rights
Lamb of God have mercy on us
A lamb of God, will you dread us?

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change(4x)

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and a lamb of God

Nothing's going to change the world

Pozdrawiam
krogulczas

niedziela, 21 października 2007

Zmiany

Scorpions - Wind of Change

Powiało zmianami na blogu. I tak- wciąż korzystam z tych monotonnych szablonów blogowych oferowanych przez serwis blog.pl. Są proste. Są przejrzyste. Są użyteczne. Lubię je jako neopozytywista.

IV Rzeczpospolita: Reaktywacja

Poważne zmiany szykują się też na stołkach sejmowych. I chociaż nie chciałem iść na głosowanie z powodu ogólnie niskiego poziomu kultury politycznej i polityków, jaką nam zafundowano w przeciągu ostatnich dwóch lat, to jednak POszedłem. I padło na PO. I nie boję się powiedzieć, że myślałem także nad PSL i PiSem. PSL- bo poczynili znaczne postępy jako partia, mają duże doświadczenie i tradycję. A politykę rolną swoją drogą można by zdecydowanie usprawnić. PiS- bo odpowiada mi polityka sprawiedliwości, dążąca do stabilizacji. I chociaż dość nieudolnie zostało użyte słowo "układ", to jednak jestem zwolennikiem likwidacji strategii "rękomyjstwa". I właśnie owo prawo i sprawiedliwość najlepiej PiSowi wychodzą.
Ale padło na PO. Bo nie na PSL i na PiS. Bo są zwolennikami sprawnej gospodarki (także poprzez wprowadzenie jewro), polepszenia stosunków zagranicznych i nakierowani na młode pokolenie. A ja chcę z tego ostatniego szczególnie skorzystać i czerpać profity ;). Byle tylko nie 15% podatek liniowy. To o wiele za mało, nie oszukujmy się. No chyba, że pozwolą sobie na inne reformy, które pozwolą wiele zaoszczędzić (a na to się zapowiada wg. programu). Albo ten podatek będzie wyższy (20-25% to minimum w takim przypadku, inaczej byłyby to podatki niższe niż obecnie).

Bruce Dickinson - Change Of Heart

Zmieniło się też sporo we mnie. Mam nowe cele, nowe priorytety, nowe zasady z którymi zapewne wiele z Was niedługo zostanie zapoznanymi. Tyczy się to głównie relacji z drugim człowiekiem, od wrogości, przez obojętność i zlewanie, po przyjaźń (bardzo nieliczne) i miłość (tylko jedna i niezmienna, Madziu).
Wszystko wskazuje też na to, że w końcu ulegają poprawie moje stosunki z matką. Dzisiaj np. poczęstowała mnie likierem limoncino, który przywiozłem jej 5 lat temu z San Marino, podczas wycieczki, o której już pisałem.
Strzeżcie się wszyscy i każdy z osobna.

Ciekawostka: Wstrzymuję się z wysłaniem tej notki, bo zdałem sobie sprawę z tzw. "Ciszy Wyborczej" XD. By był niepraworządny dowcip.
Ciekawostka 2: Cisza przedłużona do 22.55. Ale nie to jest najśmieszniejsze teraz, o 21.25. Jednemu dziennikarzowi się wyrwało podczas ogłaszania tej uchwały na żywo w PKW. Krzyknął "Co?!". Mam podobne zapatrywania jak tenże anonimowy obywatel XD. Serdeczne pozdrowienia dla niego.
Ciekawostka 3: I chyba pójdę spać, a notkę, którą czytacie, napisano 21.10.2007, ale zamieszczono 22.10.2007. Tyla.
Ciekawostka 4: Jednak zamieszczam dzisja XD. Platforma wygrała. I dobrze.

Pozdrawiam
krogulczas

piątek, 5 października 2007

18

Wyposażony w kartkę, zegarek, pióro, kserówkę tosta, dwa miśki, zdjęcie, sto PLN, 10 fajek i 8 kondomów, dwa sms'y, ok. 50 wspomnień, wiadomość na komunikatorze, ruszam dalej.
Wyposażony w te przedmioty, którymi w materialnie ulotny sposób manipuluje mój umysł, wyruszam dalej.
Wyposażony w to, co mi dane, wyruszyłem dalej.

5.10.2007

***



Ciekawy dzień. Przekręt za przekrętem- od widmowych uczestników seansu poniedziałkowego "Katynia", przez odkładanie pracy i klasówki z angielskiego, notatki z historii, polskiego i niemieckiego, aż po... sam nie wiem co. Właśnie nic. I koniec. Byle do przodu.

***



Zasadniczo nie czuję teraz niczego konkretnego. Ot dzień do przodu. Szkoła, dom, angielski, dom. Co mnie smuci, to to, że dzień takowy przeminął bez Magdy. To jest dopiero cholerny żal.

***



Jest mi naprawdę niedobrze. Cały dzień był równią pochyłą. Od szczytu o poranku do doła teraz. Nie mam już teraz na nic siły. Chcę jedynie wyrzucić z siebie ten paskudny nastrój.

***



Nie lubię pisać tak jak piszę. Pełen pesymizmu i żałości. Zupełnie jakbym kreował zupełnie inny obraz siebie...

***



O. Życzenia :D. Osteoporozy, ale zawsze.

***



Widzicie? Już jest lepiej. Warto jest mieć takie miejsce, gdzie można wylać własne żale. Przynajmniej te najgłupsze, które potrafią tylko prowadzić do destrukcji. Inne, te konstruktywne, ale na swój sposób destruktywne, zachowuję dla siebie. Głęboko. I metr głębiej.

Bruce Dickinson- All the young dudes

Well billy rapped all night about his suicide
Said hed kick it in the head when he was 25
Speed jive, dont want to stay alive when youre 25
And wendys stealing clothes from marks and sparks
And freddies got spots from ripping off the stars from his face
Funky little boat race

The television man is crazy, saying were juvenile delinquent wrecks
Oh man - I need t.v.? when I got t. rex?
Oh, brother, you guessed - Im a dude now

All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news

Billys looking sweet cos he dresses like a queen
But he can kick like a mule - its a real mean team
But we can love, oh yes, we can love
And my fathers back at home with his beatles and his stones
He never got it off with that revolution stuff
What a drag - too many snags

Well I drunk a lot of wine and Im feeling fine
I gotta raise some cat to bed
Oh, man - is that concrete all around, or is it in my head?
Brother, Im a dude now...

All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news

All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news

All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news


Pozdrawiam
krogulczas

niedziela, 16 września 2007

Przepraszam!

Wszyscy zwracają na to uwagę
Że zawsze może Ciebie zabraknąć
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Można z tego wszystkiego oszaleć
Bo wystarczy tylko kochać się

Włosów zapach, ust smak
Nad stratą ciągle tylko dywagując
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Jakby miał za moment świat runąć
A wszyscy robią dokładnie na opak

Kochać trzeba niedokończone chwile
Zamiast czekać kolejnej, żyć kolejną
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Umieć przeżyć zgodnie z szarością
I żyć momentem, kiedy spotkamy się

Przez Magdę i dla Magdaleny

9.08.2007

piątek, 7 września 2007

Żółcioburzcy

Pomyślcie sobie o każdym kogo znacie z rocznika lat '70. Tzw. ludzie ok. 40 roku życia. Ludzie, którzy w wieku młodzieńczym widzieli jak upada komunizm itp. szczytne hasła bez znaczenia historycznego. Dzisiaj większość z nich to skończone, zawszone i w rzeczywistości zamknięte w sobie osobniki, które marzą jedynie o tym aby zapewnić sobie własną poduszkę wypchaną kasą po brzegi, aby mogli na nich usadowić swoje tłuste tyłki. Bezkrytyczni, pozbawieni świadomości społecznej, marzący o powrocie do lat młodości, nieważne czyim kosztem. Tacy właśnie osobnicy, wielce niezadowolenie ze swego życia, produkują kolejnych podobnych sobie, a jednocześnie napędzają tych, którzy już w tym wieku są. To się już staje ideologią.





***



Dawno o rodzicielce nie było. A kiedy usłyszałem to co usłyszałem od razu zebrała mi się ochota na pisanie. Ogromna.





***



Siedziałem sobie przed monitorem laptopa tak jak teraz. Czytałem sobie akurat blog który naprawdę mnie zainteresował tj. "Zostałaś zgwałcona", a na który trafiłem całkowicie przypadkowo, nawet nie pamiętam jak. Czytam go sobie i czytam i dopadło mnie ni z tego ni z owego pragnienie. Napicia się czegoś, żeby nie było, że podnieca mnie powyższa tematyka. Powodowany normalnym, fizjologicznym odruchem, skierowałem swe kroki ku kuchni do świeżo zakupionego dzisiaj kartonu z sokiem pomarańczowym, który już wcześniej sukcesywnie popijałem w podobnym co na daną chwilę celu. Dziarskim chodem pokonałem dystans może sześciu czy siedmiu kroków, kiedy zorientowałem się, że natrafiłem na rozmawiającą przez komórkę Elżbietę. Nawet nie wiem z kim rozmawiała. I usłyszałem ciekawe słowa: "...właściwie to jestem w stanie po wypadnięciu dwóch dysków dwa dni temu..." Dziękuję za informację, obywatelu RP Elżbieto Domagało. Wsadź sobie te kręgi... na miejsce. Sama.





***



Teraz pierwotna przyczyna notki, czyli dzisiejsza lekcja polskiego. "W Chałupie" W okna chałupy, zwrócone Ku chmurnej stronie zachodu, Bije i bije szaruga. A kropla deszczu za kroplą Wsiąka przez szybę stłuczoną, Którą zapchano szmatami. Snadź to ostatki sukmany, Bo skrawek, zewnątrz wiszący, Tedy owedy drucianym O szkło zaskrzypi haczykiem. Wicher szparami wciąż wieje, Że liść geranii i laku, Co w poszczerbionych doniczkach Na zgniłej stoją poręczy, Gnie się i razem z szarugą, Ze skrawkiem starej sukmany I z kroplą deszczu, sączącą Zlewa swe dreszcze w dysonans Nędzy. Na stole, w łyżce blaszanej Podpartej cegły odłamem, Pali się knotek, zasycan Kawałkiem świeżej okrasy, I rzuca mdławe światełko W zmrok zadymionej izdebki. W kącie, przy ścianie zapadłej, Na butwiejącej przyciesi Łyżnik o barwie brunatnej I o zębatej fasadzie: Na nim talerze gliniane, Dzbanek i garnki z żelaza, W połowie sadzą pokryte. Na ziemi woda we wiadrze O zardzewiałych obręczach I drwa, rąbane na jutro, Tworzą z łyżnikiem i knotkiem, Z garnkiem i miską dysonans Nędzy. Na ławie, wąskiej a długiej, O nogach górą zwężonych, Ślady spożytej wieczerzy: Kartofel łokciem zgnieciony, Szare łupiny, solnica I na dnie misy czerwonej Resztki zgęstniałej polewki. W małym piecyku żelaznym Tleją się jeszcze iskierki, Przez szpary kręgów złocistym Zabłysną czasem promykiem I żółte światło poleją Na mąką zaschły żurownik I na zmoczone pończochy, Które się suszą u brzegu. Oto je podmuch w tej chwili Rozszerzył w język płomienny, Gwiżdżąc w kominie dysonans Nędzy. Przy piecu starsza kobieta: Włos czarny, krótko ucięty, Zza błękitnego zawoju Na skroń się białą wysuwa, Powieki na dół spuszczone, Broda na piersi obwisła I ręce skryte pod fartuch. Tedy owedy, gdy wicher Głośniej zadzwoni o szyby, Budzi się z drzemki i oko To rzuci ku drzwiom zamkniętym, To znów, gdy słoma zachrzęści, Błyśnie z ukosa w kąt izby, Aż czoło w fałdy się zwęża. Oko niebieskie, ostatnią Paląc się jeszcze pięknością, Tworzy z tołubem wybladłym I z lic bruzdami dysonans Nędzy. Pod strzępem kołdry, na słomie, Zasłanej zgrzebnym płachciskiem, Szesnastoletnia śpi dziewka, Łokieć wsunęła pod głowę, Że aż koszula opadła Z wypełniającej się piersi. Ze stołu spływa żółtawy Tłuszczowej lampy promyczek I koralowe policzki Okrasza jeszcze różowiej . Czasem się w lekkim uśmiechu Rozszerzą wargi czerwone: Śni o paniczu z fabryki, Co ją ukradkiem pochwycił I udo przycisnął kolanem. Patrzaj! ten uśmiech i sen jej, I pierś namiętnie wydęta Łączą się w smutny dysonans Nędzy. Jan Kasprowicz Taki oto wiersz dostaliśmy do interpretacji na rozgrzewkę. Nasza zdolna klasa oczywiście w mig odgadła czego należy szukać aby zdobyć punkty- naturalizmu, elementów stylizacji, wyobrażeń, obecności świeczki i braku elektryczności i widma nędzy... duchowej. Aż dziw mnie wziął nie z tej ziemi, że moja nowa nauczycielka, mgr Kędra Aleksandra nie mówiła nic o rzeczywistej nędzy, nędzy jak najbardziej namacalnej, albo i nienamacalnej tak jak nienamacalny jest nieobecny chleb, pełny garnek czy chociażby częściowo zapełniony. No bo po co? Przecież człowiek w pierwszej kolejności żyje poezją, teatrem, nauką, postępem, modą i zdrowiem. Nie ma tak dobrze.





***



Aż się prosi o Abrahama Maslowa! Piramida potrzeb jaką stworzył jest naprawdę jedyną odpowiedzią na taki a nie inny stan rzeczy. Dlaczego? Bo nie jestem zwolennikiem wczuwania się w pozycje autora piszącego dany tekst i rzekomo w ideologie jaka mu przyświecała, czasy w jakich żył i biografię jaką miał na karku. O wiele ważniejsze są wnioski, które dać nam mogą czasy współczesne- czasy fizyki molekularnej, biotechnologii, inżynierii genetycznej, psychologii i socjologii. Szczególnie, że jedynie następuje marnowanie czasu kiedy nie dochodzi się do naprawdę pomocnych wniosków, które zaoszczędzają bardzo wiele wysiłku, energii i czasu. Dla mnie bezwartościowe jest gadanie o interpretacji, jeżeli wniosek jest beznadziejny. Tak już miałem z Raskolnikowem, z Rzeckim i Wokulskim, tak było z Tomaszem Judymem- wszyscy maksymalnie spłyceni lub uogólnieni. Opisani, ale tylko fizycznie. Procesy jakie nimi targały, syndromy, zespoły, zasady... wszystko to co się na nich składało. To, co było wypadkową nie tylko bohatera literackiego, ale wręcz namacalnego człowieka ze wszystkimi jego doskonale sparowanymi cechami, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi. To jest dopiero głębia postaci.





***



Tytuł notki mówi sam za siebie. Nowy dział notek zostaje oficjalnie powołany do życia. "Żółcioburzcą" może zostać wszystko i każdy. Wystarczy mnie zdenerwować swoją skromnością w prezentowaniu inteligencji.





***



Udało mi się wypisać. Spisałem to co chciałem. Dalej już nie piszę, tylko lecę do "Chłopów" tomu pierwszego oraz z Magdą pomówić bo szaleje mi ostatnio, a ja wraz z nią :P.



Pozdrawiam krogulczas

niedziela, 2 września 2007

Coś doło-podobnego

Marilyn Manson - The Nobodies
link Today I'm dirty
I want to to be pretty
Tomorrow I know, I'm just dirt
Today I'm dirty
I want to to be pretty
Tomorrow I know, I'm just dirt

We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are

Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt
Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt

We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are

Some children died the other day
We feed machines and then we pray
Look up and down mortified
You should have seen the ratings that day
Some children died the other day
We feed machines and then we pray
Look up and down mortified
You should have seen the ratings that day

We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are


***

Jeżeli czujesz się śmieciem- będziesz śmieciem. Jeżeli czujesz się silny- będziesz silny. Prosta kalkulacja.

***

No i się rozchorowałem. Akurat przed rozpoczęciem roku szkolnego. Nic nie wskazuje na to, że będzie to coś poważnego, ale biorąc pod uwagę, że do 15 września będę jeszcze pracować w księgarni po szkole do 18.00, kto wie jak skończę :D. Nie ma powodu dla którego miałbym przestać funkcjonować.

***

Do kobiet: Nie popełniajcie grzechu jaki zdążyła popełnić moja rodowita rodzicielka. Nie używajcie wobec faceta słów "Przecież wiesz, że jesteś słaby". Nie niańczcie go. Da se chop rade, ino mu spokój dojta! Do wszystkich: Nie krytykujcie nigdy osoby. Krytykujcie tylko to co wam się nie podoba, mówcie o zachowaniu, a nie o tym jaki ktoś jest. Warte zachodu, znak jakości ZONK (Znak Optymalnej Niezawodności Krogula).

***

DEZYDERATA Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha. Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie. Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości. Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź pogodny. Dąż do szczęścia. Max Ehrmann

***

Prosty utwór, który potrafił się sprzedać. Zalecenia, rady, przestrogi. Przymilenie się do słuchacza. Otworzenie się na niego, a właściwie otworzenie go i wpasowanie się w jego potrzeby wyższego rzędu. Ci, którzy nie czują się bezpiecznie, uznają go zapewne za co najmniej infantylny. Ale cóż z nimi począć? Potrzeba bezpieczeństwa jest pierwotna- musi zostać zaspokojona w pierwszej kolejności. Praca w księgarni nauczyła mnie pewnej prawdy- że ludzie już dawno podejmują pewne decyzje. Trzeba im tylko czasami pomóc dowiedzieć się jaka to decyzja. I tu leży klucz do udanej transakcji. Zamiast sprzedać mapę za trzy złote polskie, która de facto jest kompletnie nieprzydatna, oferuje mu się atlas drogowy z pięciokrotnie lepszą skalą i dziesięciokrotnie wyższą ceną. Miłe uczucie.

***

O. Odkryłem skrót do wielokropka. „.” + „alt“. Alt plus kropka. Fajnie.

***

Podejmujemy decyzje. Fajnie, co? Wolna wola. Też luźna kwestia. To my decydujemy o tym kim jesteśmy, jacy dla siebie jesteśmy. Jacy jesteśmy dla siebie tacy jesteśmy dla innych. Rzecz jasna, kłania się w tym miejscu „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. Do szczęścia nie potrzeba wiele. Wystarczy samo szczęście.

***

Rok szkolny nieubłaganie nadchodzi. Już jutro. Ostatni obowiązkowy rok nauki. Potem już tylko prawo na UW i amen :D.

***

Postanowiłem stworzyć pierwszy cykl notek. Obecna notka, jak i kilka poprzednio stworzonych, wejdą w skład cyklu „Inspiracja Osoby”, w skrócie IO. Każdy kto będzie czytać tę notkę, powinien wiedzieć, że jest zaadresowana właśnie do niego. Zostanie to wskazane mniej lub bardziej bezpośrednio. Ot własne, biurokratyczne zapędy mnie do tego skłaniają, lepiej się myśli ukierunkowuje, łatwiej jest się do kogoś zwrócić. W tej akurat notce do kogoś bardzo bliskiego.

Pozdrawiam krogulczas