sobota, 3 listopada 2007

Są takie notki przy których wolę nie wymyślać tytułu, ale i tak go wymyślam. Tym razem nie będzie go

Siadam z nieodpartą wolą braku woli. Bo muszę coś z siebie wykrzesać. Akurat tak mi coś na mózg padło.
Mimo, że boli mnie otarty tyłek, to siądę. Idzie się przyzwyczaić. Wcinam sobie płatki kukurydziane z N. rodem. Leci co popadnie- Scorpions’i, Republika, Iron Maiden.

Czym jest brak woli? Tym co właśnie robię. Walczę sam ze sobą, żeby nie napisać tego, czego część mnie nie chce zapisać. A są rzeczy które chciałbym napisać. A powodem, dla których ich nie napiszę, jest to, że mi się nie chce. Lenistwo? Brak zapału? Chęć zmiany toku myślenia? Wyparcie?

Wyznam Wam szczerze, że czuję się gorszy ilekroć to słyszę o dawnych wyczynach wszystkich tych wyczynowców naokoło. A to jak to czyjegoś dziadka ustrzelili w niejakim Katyniu pod Smoleńskiem. A to jak ktoś odpompowywał benzynę pod komendą policji. A to jak ktoś miał głęboko w poważaniu własnych rodziców i skupiał się na nauce aby uciec z domu. A to co się dzieje na wykładach. A to jak ktoś uciekł z aresztu radzieckiego, a o innym dla porównania wiem, że z kolei z aresztu niemieckiego nie został wyrwany. I tam też zginął. A to jak udusiłem z miłości dwie kaczuszki jak byłem berbeciem malutkim i chciałem je pokazać ś.p. pradziadziusiowi. A to jak ktoś tak komuś odpowiedział ,że tamten odszedł, bo poczuł w sobie coś, co nie pozwalało mu już tylekroć dalszego czasu spędzać w tym samym miejscu co tamten.
Naprawdę, zazdroszczę tym wszystkim, którzy mogli w tym brać udział. My nie mamy takich rozrywek. Albo ich nie pamiętamy, jak np. ja dwóch, niekoniecznie politycznych, ofiar mojej miłości. Szkoda, bo przydałoby się trochę rozrywki w życiu. Granatem zaczepno-prozaicznym chociażby.
Nudna ta egzystencja tak zasadniczo. Czekamy jedynie na rozrywki jakich dostarczy nam otoczenie, youtube, myspace, "Pudelek donosi" albo taki blog jak ten. Filozofia Zen, Stoicka, Chrześcijańska, Hedonistyczna, Emo, Your_Penis_Can_Be_BIG_Like_The_Guy_You_Stand_Next_To. Po prostu nudy.

Jedyne co jak na razie wiem to to, że na Wszystkich Świętych w następnym i następnych latach będę miał dwa groby więcej do odwiedzenia. Prapradziadków odkryłem z XIX wieku gdzie zostali pochowani. Niesamowite uczucie. I będę je pielęgnować, tak jak ich groby.

***



Wszyscy naokoło mnie są w jakimś takim ponurym nastroju. Nawet na mnie powoli zaczynają wpływać. Co jest do jasnej cholery? Jesień Wam w dupach przewraca? Nie uczą się, z domu też nie wychodzą, ani nie przez jakieś drobnoustrojstwo co im się w ciele zagnieździło, ani nie dlatego że PiS nadal jest w rządzie. Czyżby znowu nadchodziło długie zimowe wieczory? Jak na razie jedynie jesienne, ale już i tak dość długawe.
Do przodu posuwa się jedynie wskazówka zegara i to jedzenie w przewodzie pokarmowym. Żadna konkretna myśl.
Wciąż pokładam głębokie nadzieje, że uda mi się dostać na psychologię. Na pewno będę miał szersze możliwości poznania ludzkiej natury. Natury nudy.

***



Panie i Panowie. Pojąłem Pratchett’a, zafascynowanego, i przelewającego tę fascynację, ludzkim zjawiskiem nudy. Zapewne on też się nudził kiedy to rozpracowywał.

***



Poza tym, warto obserwować własnych rodziców. A przynajmniej tych z którymi się wychowujesz. To dla mnie prawdziwie magiczna rzecz jak powoli odkrywam co mnie w istocie determinuje, a określam to nam podstawie moich obserwacji poczynionych w trakcie wielu miesięcy.

(3 godziny później)

Zrobiłem sobie przerwę na "Twierdzę" z Seanem Connery, Nicolasem Cage, Ed’em Harris’em, Johnem Spencer’em, Davidem Morse’em. Kultowy film, kultowa obsada. Miło było go sobie odświeżyć, szczególnie, że Sean doskonale spełnił się jako rodowity wyspowicz. Ta elegancja w dowcipie... coś niepowtarzalnego. Ale raczej nie będą tego czytać osoby, które "Twierdzy" nie znają.

***



Chyba jestem na etapie impresjonizmu- chcę zapisywać każdy fragmencik mojego życia, który jest godny uwagi. Mojej uwagi. Ale to by się zgadzało z tym co właśnie przerabiam tj. modernizm. I tak jest z każdym.
Chcemy sprobować tego co proponują nam kolejne epoki. Aż dochodzimy do współczesności, w której wszystkie dotychczasowe doświadczenia na każdym zostawiły swój niepowtarzalny świat. Sposób wychowania poprzez adaptację można by rzec. Jedna z cenniejszych obserwacji jakie udało mi się poczynić.
Nie zmienia to jednakże faktu, że potrzeba notowania wszystkiego na bieżąco kłóci się z moją praktyczną naturą. Nie jestem typem osoby, która rzuci wszystko dla własnej przyjemności. Z założenia, najpierw trzeba dokończyć pewne obowiązki, a potem można szaleć. Oznacza to, że niejednokrotnie olewam pewne sprawy, w imię epikurejskiego dążenia do łatwiejszej przyjemności. Ale przecież nie wyjdę w środku lekcji żeby wyartykułować dosadnie czym właśnie nauczyciel doprowadził mnie do stanu uśmiechu z obłędem Giertycha właśnie wstrzykującego mizerykordią zastrzyk gejowi. I chwila mija. I dobrze.

***



Miałem niedawno bardzo ciekawy sen. Jeden z tych które raczej zapamiętam (jak do tej pory udało się to chyba trzem).
Jadę motorem. Takim jednym piekielnie szybkim. Motor jak motor, ciekawsze było moje położenie, kiedy jakoś trzeba było skręcać bo gonił mnie jakiś brodaty maniak w furgonetce. A jak tu skręcać, kiedy leży się na motorze, z nogami wyciągniętymi do tyłu i... bez kierownicy? Ano specjalnym kawałkiem metalu, który przypominał krzywizną bumerang. Metalu tak piekielnie ostrego, że wbijał się w czarny asfalt, tnąc go z metalicznym piskiem i zgrzytem zarazem, przy którym rozpalone do bieli iskry leciały we wszystkich kierunkach. I to pozwalało mi na skręt przy Bóg jeden wie jakiej prędkości.
Zgubiłem osobnika w furgonetce, ale... wyjechałem na Strzałków. Nie pytajcie mnie skąd on się tam wziął. I niech nie poczują się obrażeni Ci, którzy przeczytają, że natychmiast zawróciłem :).
Dokąd? Moim oczom niespodziewanie ukazała się tabliczkę "Piotrków", a w oddali majaczył zjazd na autostradę, którą (wedle domysłu) miałbym tam dojechać. Lecz tam nie można było jechać. Czułem to. Mijali mnie kierowcy, a na ich twarzach widziałem pustkę, obojętność, samotność i... zagubienie. Krążyli w jedną i drugą stronę jakby w zwolnionym tempie, a ja dołączałem do nich. Traciłem ostrość obrazu, zwalniałem... W ostatniej chwili zjechałem gdzieś ulicą w prawo. Udało mi się ocaleć od zapomnienia tego co mnie otacza! Uradowany z siebie, wyjechałem na kolejną drogę. Taka zwyczajna jezdna, dwupasmowa. Przejechałem powoli na je drugą stronę, zatrzymałem się pod białym znakiem po prawo, aby... zawiązać buty. I kiedy wiązałem sznurówki, podeszła do mnie grupa mężczyzn, głównie młodych. Ja, klęczący nad butem, a oni- stojący nade mną. Oczywista sytuacja, prawda? Zaczęli mnie bić, butować, pałować, łańcuchować, czochrać, tarzać. I w jednej chwili udało mi się wyrwać! Wsiadłem na siedzenie, odpaliłem motor i odjechałem dalej tą drogą, którą wcześniej uciekłem przed Piotrkowem i którą przecinała dwupasmowa droga przy której dopiero co mnie napadli.
Okazało się, że droga ponownego wybawienia prowadziła w dół leśnego zbocza, wciąż pozostając asfaltową. Wiła się jak wąż wokół wzgórza- ba! góry! Nagle, po mojej prawej i lewej ukazali się moi oprawcy. Byli w kaskach, ale wiedziałem, że to oni. Tak jak ja, oni też cięli powietrze na motorach, lecz takich normalnych kierownikowych.
I oto, ni z tego ni z owego, nagle znalazłem się w środku wyścigu. Znowu poleciały iskry. Oprawcy stali się oponentami, droga- torem, znaczonym rowem wycinanym przez bumerang. Kolejni przeciwnicy odpadali. Wiedziałem, że jeszcze sporo ich zostało, mimo, że wielu na moich oczach rozwalało się z powodu jakiejś nierówności albo czegoś takiego. Tyle dobrego, że wyobraźnia oszczędziła mi widoku rozbijania czaszki po takiej prędkości...
Dojechałem pierwszy. Zwyciężyłem!
I potem nic już nie było. Chyba wtedy się obudziłem.

Marilyn Manson- Lamb of God

There was Christ in the metal shell
There was blood on the pavement
The camera will make you God
That's how Jack became sainted

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God

Nothing's going to change
Nothing's going to change the world

There was Lennon and the happy gun
There were words? on the pavement
We were looking for the lamb of God
We were looking for Mark David

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world

It took three days for him to die
The born again to buy the serial rights
Lamb of God have mercy on us
A lamb of God, will you dread us?

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change(4x)

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and a lamb of God

Nothing's going to change the world

Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz