I tu zaczyna się element, który zalicza owo rozwieszanie prania na sznurkach podczepionych do sufitu do sportów ekstremalnych- ekstremalnie mnie denerwuje. Bo jak nie zaczepię jakimś ciuchem o jakiś wesoły kosmetyk rodzicielki to chyba bym sobą nie był. Nie wspominając, że specyfik za cy piendziesiont ląduje w wannie.
Tym razem było inaczej. Spodnie jedynie nasunęły się cudownie na jakąś różową butelkę. Rozwieszam pranie, podnoszę...
Jeb! siuch! wrzut! siuch! bam! łam! z waszych połączonych mocy... bum! tlum! jeee! prysk! bryzg! ślisk! błysk!
A zawsze zastanawiałem się skąd biorą takie zarypiste efekty dźwiękowe w filmach.
Dokończyłem rozwieszanie, podłubałem w uchu bo mnie swędzi, umyłem ręce i wyszedłem z łazienki
***
Zawsze się zastanawiałem- na co kobiecie tyle tych specyfików. Żeby na całej półce długości 19,5 ekierki 9-centymetrowej (na obecną chwilę złamanej na potrzeby pomiaru ostatniego odcinka) zajmować 90% powierzchni oraz dodatkowo dwie wiklinowe szafeczki, koszyczek, podręczna kosmetyczka. Ileż można? Ja ze swoimi dwoma ekierkami jestem w pełni usatysfakcjonowany (jedną ekierkę zajmuje szczotka).
***
Jakiś miesiąc temu zafundowałem sobie taki mały zakładzik sam ze sobą- że do ust nie wezmę komercyjnego gówna wyrobów komercyjnie cukierniczych. I żadnych słodyczy. Ani oranżadek, ani koli. Niczego spod tego znaku. Ot chciałem się przetestować.
W dniu mojego święta narodowego (słyszeli chyba o 11 listopada?), kiedy przypadają moje imieniny, przełamałem się. Mama zrobiła sernik. I cappucino. Tego nie wypadało odmówić przy dziadkach. Dziadkowie byli idealnym powodem gdy już wpadli. Sernik zniknął na następny dzień. Niestety, głównie rozdany przez nieuświadomioną moich niecnych zamiarów rodzicielkę.
Nie zjadałem takiego wesołego pożywionka i było mi z tym dobrze. Po raz pierwszy w życiu z własnej inicjatywy zakupiłem paprykę, ogórka i sałatę. Naraz. W tym samym czasie. I serek almette. I czułem się boski.
Co prawda do dzisiaj udało mi się powtórzyć tylko wyczyn z kolejną papryką i kolejną sałatą, ale i tak czuje się oczyszczony. Ten sernik dużo mi dał. Dziękuję mu za to. Wcześniej oszukiwałem samego siebie. Teraz przynajmniej żyję w zgodzie sam ze sobą. Walić zobowiązania. Lepiej bez nich. I weselej.
***
Aha. I nie smućcie się. I tak pozostanie to niezauważone. Tylko wartościowi ludzie zwrócą na to uwagę. Potem można mieć już tylko zajebisty humor tak jak ja wczoraj i dzisiaj i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy sobie kiedyś ulżyć słowami, których nigdy nie mieliście ochoty wypowiedzieć, ale tak się zdarzyło. Cudowna losowość :)
***
Nie ma to jak kible. Od razu chce się pisać.
Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz