poniedziałek, 5 listopada 2007

Bój się słów

Ponownie się mobilizuję. Wcześniej pracowałem nad stylem, teraz popracuję nad częstotliwością.
Bójcie się swoich słów. Komentarze nie znają dnia ani godziny kiedy dostaną okazje stać się notką.
Aha. No.

***



Kocham gorączkę w nocy. Dzięki niej przespałem 4 godziny, a kiedy nie spałem, brałem udział w Rewolucji Francuskiej. Albo topiłem się w cysternie z mlekiem, dochodząc do wniosku "Kurde! Głupio tak umrzeć od efektu laktacji krowy". Ale nie przeszkadzało mi to i napawałem się tą wizją, chociaż po raz pierwszy zdarzyło mi się w moich nocnych majakach nie wyjść z sytuacji obronną ręką, ale rzeczywiście pójść... na dno.
Ale udusić się od mleka. W sensie być w mleku, które momentalnie zamienia się kożuch. Na początku wystarczy go rozrywać, ale potem, kiedy ten kożuch odkładał się na rękach, złączył się z tułowiem i nie pozwalał na ruch, w końcu się dusisz.
Nie mierzyłem sobie gorączki w nocy :D. Ale musiałem mieć nieźle nagrzane, chociaż dzisiaj rano przyjemnie spadło do 35,5. Aż przyjemnie jest wspomnieć epizod, kiedy miałem pisać klasówkę z niemieckiego w klasie gimnazjalnej (trzeciej bodajże).
Jak to bywa ze sprawdzianami- dla Romka mundurek założę byle nie pisać. Wmawiałem więc sobie jaki to ja słaby jestem, jak to się niedobrze czuję, jak to mi słabo, jak to mi niedobrze... No i poczułem się niedobrze. Bardzo źle. Totalnie fatalnie. Udało mi się wyrwać do pielęgniarki, ta niczym niestrudzona zmierzyła temperaturę... i wyszło 34,7. "Jeszcze 0,2 stopnia niżej i powinieneś być martwy"- usłyszałem w ramach komentarza do tegoż stanu. Ale sprawdzian mnie ominął.

***



Odpoczywam sobie intensywnie. Jutro co prawda matura z polskiego, ale skoro już idę na Jana, czyli partyzanckiego kozaka, to się tym nie przejmuję. Szkoda tylko, że muszę być w szkole już o 7.30... O, i długopis jaki kupić w sklepie. Może będą. A może nie.
Powodzenia wszystkim z I LO. Za jakiś czas usłyszycie ponownie to samo >:).

Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz