A może mógłbym napisać o postępach miłosnych? Na dobrą sprawę jednakże, nie byłoby o czym. Co najwyżej wymieniłbym to, co wpadło mi w oko, ale do czego nie starczyło mi... nie, nie odwagi, lecz... cierpliwości i... bo ja wiem? Zaangażowania? Nie. Prędzej- wyzbycia się obaw. I zaufania. Oj tak. Wyzbycia się obaw i zaufania. Tego właśnie mi potrzeba.
Ostatnio często czytuję różne artykuły o tematyce psychologicznej, głównie w miesięczniku "Charaktery". Nie wiedzieć czemu, nie jest w stanie pozbyć się wrażenia... lęku, że nie wiem dokąd moje życia zmierza. Po prostu nie wiem. Przyszłość jest dla mnie niewiadomą. O tyle mnie to przerażą, bo za dużo otym myślę, za dużo czytam, wiem. Wiem, a jednak ta wiedza prowadzi mnie donikąd. Czyli jednak jest to wiedza...
Boję się mojego związku, mojej przyszłości z tą, z którą zdecyduję się związać. To taki uświadomiony strach. Uświadomiony, bo wiem. Boję się, bo wiem.
Bo jestem synem ojca, który mnie odrzucił. Synem odrzuconym. Naukowo udowodniono, że osoby, które przeżyły rozwód rodziców, nie mają z tego powodu spokoju, jakkolwiek by tego nie maskowały. Można próbować to zmieniać- i to się udaje. Można też nie próbować... albo spróbować i ponieść... klęskę? Nie, raczej dopuścić do niepowodzenia. A może po prostu doprowadzić do tegoż niepowodzenia. Lub rzeczywiście uwierzyć w nieomylność losu. W jego niezaprzeczalność.
Zresztą, czym jest los? Efektem ludzkich dążeń do wyjaśniania niewyjaśnionego. Już nawet, kiedy nazwało się losem jakiegoś boga, od razu było to łatwiej ogarnąć. Potem przyszły filozofie, następnie oświecające religie i oświecajace filozofie, następnie matematyczna rachuba, logika i precyzyjność. A potem cisza. A w ciszy zaczęto słyszeć głosy- znajome. Echa przeszłości- oto czym są owe "głosy". Dopóki to wszystko miało swoją kolejność, porządek, hierarchię, dopóty nie było problemów. Ale problemy pojawiają sie w ciszy. Wtedy wszystko chce wypełnić tę zaciszną lukę swoją obecnością- wszystko zwala się w jednej chwili, zaś mózg ledwo jest w stanie to ogarnąć. Na nasze nieszczęście, wychwyca to, czego byśmy nigdy sami nie wychwycili. Z punkty widzenia matematyki- to jedno z alternatywnych zdarzeń, wniosków. Z punkty widzenia człowieka- to koszmar. Wiesz i nagle nie wiesz. Nie wiesz i nagle wiesz. Horror.
Boję się mojej przyszłości. To, co się wydarzyło, odciśnie swoje piętno. Ta wiedza mnie przeraża. Nie chcę tego. Czy dane mi będzie zagrać z Losem partię? Czy uda mi się zapobiec moim obawom, czy też może Los przekaże mnie w ręcę Fatum?
Tej partii się boję. Boję się. Nikomu tego nie mówiłem, ale czuję, że... trzeba to spisać. Jakoś samo wyszło. Przepraszam, jeśli przyzwyczailiście się do innego stylu pisania. Jestem tylko biedym człowiekiem, bliskim paniki i wyrażającym to w słowach. Nikim mniej i nikim więcej.
***
W swoim czasie śmiałem się z ludzi, którzy w taki sposób pisali swoje notki. Pamiętam, jak przeglądałem te blogi. Wiem jednakże następującą rzecz- z wielu z nich wciąż będę mógł się śmiać, bo jestem przekonany, że osoby takie wciąż boją się szczerości- szczerej rozprawy z sobą samym. To, co je trapi, je przeraża najbardziej. A przecież to tylko myśli. Skłębione... chowane... raczej akumulowane. Teraz już karmione i żyjące własnym życiem, kosztem prawy w umysłach tych ludzi, których coś rzeczywiście dręczy.
***
Mogłem napisać o innej sprawie, innych rzeczach, odrębnych myślach. Mogłem w odmienny sposób przyjąć tą notkę. Ale byłem ona chwilą impulsu, który się stał. Mogłem napisać o moich planach podróży po Polsce, aby kupować sobie w miastach Polski jakieś rzeczy codziennego użytku. Mogłem napisać o projekcie gierki, jaki tworzę wespół z kilkoma moimi kolegami i naszym wychowawcą-informatykiem. Mogłem napisać o tym jak boję się wracać do domu, przepełnionego moją matką i złymi wspomnieniami z nią związanymi- matką, którą przecież kocham. Mogłem. Lecz pod wpływem tegoż impulsu, zobaczyłem, co mnie gryzie. Możliwe, że to nie będzie jedyna taka notka- kto wie.
***
Za dużo w mym życiu chaosu. Czas na zmiany? Nie. Nigdy nie byłem zwolennikiem takich gwałtownych, nagłych zmian własnego ja- to wbrew życiu, które trwa, a nie urywa się i przechodzi do kolejnego punktu, jak gdyby przeszłość nie trwała. Zmiany nadejdą. Jakie- nie wiem. Tych się jednak nie boję- wiążę z nimi nadzieję, nie obawy. Niekoniecznie będą to zmiany w moim sposobie bytowania. To chyba jedyna część tej gry z losem, jaka mi się podoba- zmiany.
Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz