PRZEZ ULICE ZAKAŻONE BEZRADNOŚCIĄ DNI
PRZEZ KORYTARZ BETONOWYCH SPRAW
PEWNOŚĆ ŻE MY
MIMO WSZYSTKICH NIEPRZESPANYCH NOCY
MIMO PRAWDY PORZUCONEJ NA ROZSTAJACH DRÓG
POTRAFIMY W RZECZYWISTY SPOSÓB
ZNALEŹĆ SIĘ JUŻ
W DOMU BĘDZIE OGIEŃ
A DO DOMU PROSTE DROGI
WIODĄ SŁUSZNIE MOJE STOPY
NIE ZABRAKNIE MI SIŁ
CZAS POPLĄTAŁ KROKI
JEST ŁAGODNY I BEZTROSKI
MA ZIELONE KOCIE OCZY
TAK SAMO JAK TY
NAUCZYŁEM SIĘ UMIERAĆ W SOBIE
NAUCZYŁEM SIĘ UKRYWAĆ CAŁY STRACH
NIE DO WIARY ŻE TAK BARDZO PŁONĘ
NIE DO WIARY ŻE ROZUMIEM KAŻDY ZNAK
ZAPOMNIAŁEM ŻE OD KILKU LAT
WSZYSCY GINĄ JAKBY NIGDY ICH NIE MIAŁO BYĆ
W STU TYSIĄCACH JEDNAKOWYCH MIAST
GINĄ JAK PSY
DOBRE NIEBO KIEDY WSZYSCY ŚPIĄ
POCHLIPUJE MODLITWAMI NIESTRUDZONYCH UST
TYLKO BŁAGAM NIE ZAŁAMUJ RĄK
CHRONI NAS BÓG
JA MÓGŁBYM TYLE SŁÓW UTOCZYĆ
KRĄGŁYCH I BEZTROSKICH
ZE SŁONEGO CIASTA ZMIERZCHÓW
JEŚLI ZECHCESZ JE ZNAĆ
WZROK PRZEKROCZYŁ LINIĘ
HORYZONTU ABY ZGINĄĆ
A TY PRZY MNIE ŚPISZ I ŻYJESZ
NIEODLEGŁA W SNACH
NAUCZYŁEM SIĘ...
TO JA, TEN SAM
OD TYLU LAT, SAM
BO CIEBIE MI BRAK
CIEBIE MI BRAK
BO CIEBIE MI BRAK
CIEBIE MI BRAK
TO JA, TEN SAM
OD TYLU LAT, SAM
CZEKAM"
Zadziwiający tekst autorstwa Comy. Zadziwiający jest dla mnie również fakt wylosowania się tegoż utworu w momencie, kiedy rozpoczynałem myślenie o spisaniu jakowejś notki. Na poziomie tych myśli, które człowiek ma zwyczaj snuć sam do siebie i jakkolwiek by się nie starał, to i tak ich nie przedstawi- na tym właśnie poziomie moje myśli się nie wykrystalizowały. Stało się tam dla mnie jasnym o czym będę pisać.
A jednak nie wiem. Zadziwiające, jak człowiek potrafi... być niezgodnym ze swoim ciałem. Nie rozumieć go, ignorować je, bądź go zwyczajnie nie dostrzegać.
***
Wczoraj do 23.30 miałem przeprawę z matką. Wiele mówiła jak zwykle. I jak zwykle wydawało jej się, że może ze mną rozmawiać tak, jakby mnie rozumiała. A ponownie nie rozumie nic.
Moja wina? Czy też jej? Od dłuższego czasu jedną z głównych rzeczy, nad jakimi zdarza mi się skupiać myśli, jest skłonność człowieka do poszukiwania winnego. Ukojenia nie daje nigdy jednak ani znalezienie winnego, gdyż z natury winy, trzeba ją przykładnie ukarać. Nie lepiej jest, gdy wina nie jest znajdowana. Lecz pojawia się tutaj jeszcze absurd- że wina zawsze musi być dziełem człowieka. Rousseau twierdził, że "człowiek jest z natury dobry". Thomas Hobbes stwierdził z kolei, że "czlowiek jest z natury egoistą". Janseniści poszli jeszcze dalej- mówili "człowiek jest z natury zły", podobnie zresztą Kalwin wraz ze swoją teorią predestynacji- "ludzie nie są potępieni dlatego, że grzeszą, ale grzeszą dlatego, że są potępieni".
CZłowieczeństwo wykształciło swój własny sposób na znajdowanie winnego poprzez utwierdzanie się w tym, że skłonność człowieka do szkodzenia w skali nie mogącej być zrekompensowanej przez czynione dobro jest w nim zbyt wysoka, aby można na podstawie prostego rachunku logicznego uznać człowieka za logicznie z całą pewnością złego i jako takiegoż- winowajcę. Na tym przecież również opiera się system prawny każdej społeczności- od Dekalogu, przez kodeksy prawne po plemienne uwarunkowania (a przynajmniej nie zdarzyło mi się trafić na relację społeczności, która by uważała odmiennie). Zawsze doszukujemy się winy w człowieku.
Od czasów w sumie oświecenia, pojawiła się skłonność wprowadzania czynników łagodzących naturalną winę człowieka. Ignacy Krasicki w utworze "Na króla" pisał:
"Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka:
Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka"
I chociaż sam utwór w głównej mierze (w dośc demagogiczny swoją drogą sposób) skupia się na obronie króla Augusta Poniatowskiego, to jednak zapowiada postępowanie wyrafinowania w osądzaniu i poszukiwaniu winnego- zaczęto mówić o tym, że to nie człowiek, ale coś w człoeku czyni jego "wizerunek" złym, a raczej rzec by można "niewłaściwym".
Freud dał pole do popisu kolejnym wyrachowanym sposobom znalezienia winy w czlowieku- podstawy psychoanalizy i psychologii, jakie stworzył i jakie zostały rozwiniętę oraz jakie są rozwijane także i dzisiaj zmierzają w tym samym kierunku, co wszystkie inne myśli- że człowiek i tak jest winny. Niekoniecznie zawinił ten konkretny człowiek- może to był ktoś, kto wpłynął na winę tegoż człowieka, samemu sprowadzając na siebie winę?
Zabiegi, opisane pokrótce powyżej tj. w głównej mierze dostrzeganie nie tylko człowieka, ale i jego natury i psychiki, poszerzyły naturę człowieczeństwa, ale też sakzały ludzkość na zatracenie się w przekonaniu, że to w człowieku leży wina.
***
Dlaczego jednakże nie możemy my, rodzaj ludzki, spróbować dostrzegać i (co ważniejsze: akceptować) faktu, że wina jest na tyle abstrakcyjnym pojęciem, że wręcz nienamacalnym i niematerialnym, dziełem naszych własnych zamysłów, a więc tym samym (o ironio!) niepojętym dla niego. CZłowiek w swej bezradności stworzył jednak idealnie określający takie zjawisko przymiotnik- boski. Wina jest aktem boskim.
***
Przepraszam za chaotyczny sposób pisania, a właściwie, za brak z góry określonego tematu. Mimo wszystko, wynika z tego ostatecznie dość wiele i chyba nie na takim paskudnym poziomie. Pomyśleć, że miałem pisać o tym, że nie widzę w sobie powodu do winy dlatego, że wysoko oceniam swoje możliwości i że jedyne, do czego dążę, to... gra. Gra z losem, życiem, eksperymentowanie, próbowanie, znajdowanie plusów i minusów. Na obecną chwilę to mnie właśnie interesuję najbardziej. Chcę poznać granicę mojej wytrzymałości, ale nie na poziomie rozważań, domniemywań i teorii, ale w sposób doświadczalny. Mnie to po prostu sprawia trywialną frajdę. Tydzień temu, w środę, zwichnąłem bark. Bolało jak diabli, ale przynajmniej wiem, że nie jest możliwe, aby gość w przemieszczonymi wszystkimi stawami leżął nieruchomo i bez bólu, jak to było zaprezentowane w animce "Getbackers". Ten zwichnięty bark bardzo mile wspominam, bo był to chyba pierwszy faktyczny przypadek poznania jakiejś granicy, bowiem do tej pory jedynie nadwrężałem wyznaczone linie- nigdy ich ostatecznie nie przekroczyłem tak, aby nie było odwrotu bez kosztów.
Moja matka twierdzi, że życie nie jest wystarczająco długie. Nie rozumie, że dla mnie jest ono wystarczająco długie i że jeżeli chcę, to znajdę w każdej chwili dostatecznie wiele czasu, niż go tam powinno być.
***
Tak sobie ostatnio myślałem, że skoro tak wygląda moje podejście do życia, to przydałby mi się jakiś mecenas, nieprawdaż? Przynajmniej przez jakiś czas. Po prostu chciałbym się zająć... "tylko", tak, to odpowiednie słowo... tylko egzystencją własną i innych.
Czyja to wina?
Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz