czwartek, 17 maja 2007

K

Nic go już nie obchodzi. W niczym nie znajduje pasji. Ten, który zawsze był wesół, teraz oddał pola...

***




Zbliża się czas
Kiedy nie będę już więcej jednym z was
oddaliliście się
Oddaliłem się
porzuciliście mnie
Porzucić was też musiałem
Nie chciałem...

Radość i smutek
Euforia i agonia
Łzy... te zawsze były piękne
Niezależnie od formy
w jakie były przybrane
Opuszczony na każdym froncie
Przez każdego kogo się dało
Brata, Ojca, Matkę
Jeden w jednej chwili
Drugi po chwili
A ostatnia co chwila

Zmarnowany?
Zraniony?
Zgorszony?
Zdradzony?
Nie chcę...

Norma to, że jestem szczeniackim wybrykiem
Pogrom postępuje
Fala powraca
Tylko... co mi z tego?
Zostałem nauczony beznadziejności
niedorzeczności
słabości

Bóg o mnie zapomniał, więc wy, na ziemi, zapomnijcie o mnie
Nie cierpię za miliony... chyba że własnych myśli
Kotłują się tu, w środku mnie...

Sił będę miał tyle ile uznam
Zaprzestanę tego co zbędne
A i tak...
a i tak...
A I TAK...
Chcę pomocy

17.05.2007

***



Każdy ma pewien próg tolerancji. Każdy wytrzymuje pewną dawkę energii, siły. To akurat taki fizyczny akcent naszego żywota, który jawnie przypomina nam, że jesteśmy zbudowani z materii martwej.
U mnie próg ten runął. Nawet nie padł... runął jak komunizm. W jednej chwili miałem jakiekolwiek oparcie, w drugiej- żadnego.

***



Przepowiedziano mi powtarzanie klasy z powodu łaciny. Przedmiotu, który powinien grzecznie spoczywać w grobie, a miast tego wysyła swoich sługusów, którzy myślą, że potrafią nauczać.
Przepowiedziano mi powtarzanie klasy z powodu łaciny. Przepowiednia ta z ust osoby, która jest tą wieścią upojona, padła dzisiaj. Tak oto straciłem zaufanie do matki. Absolutnie. Muszę tylko wytrwać i wyjść z domu. Sama takich słów użyła, więc dlaczego miałbym być gorszy, łudzić się? Jebie mnie ta resztka rodziny. Matki nawet nie mam głęboko- nie ma sensu tracić zdrowia. Elżbieta jest dla mnie zwykłym obywatelem, który nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
I vice versa, mateczko.

***



Czasami wole byc zupelnie sam
Niezdarnie tanczyc na granicy zla
I nawet stoczyc sie na samo dno
Czasami wole to niz czulosc waszych obcych rak
Posiadam wiare w niemozliwa moc
Potrafie jesli chce rozswietlic mrok
Moge poruszyc Was na kilka chwil
Tylko zrozumcie kiedy zechce znowu soba byc

Na pewno czules kiedys wielki strach
Ze oto mija twoj najlepszy czas
Bezradnosc zniosla Cie na drugi plan
Czekanie sprawia ze gorzknieje cala slodycz w nas
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
Tak trudno znalezc droge w cieply sen
Slowa zlewaja sie w falszywy ton
Gdy nadwrazliwosc jest jak bilet w jedna strone stad
Oklamali mnie z nadzieja ze
Uwierzylem i przestane chciec
Musze leczyc sie na bol i strach
Gdzie jest czlowiek ktory z siebie sam pokaze mi jak
Kto pokaze mi jak? x3

Czasami wole byc zupelnie sam
Niezdarnie tanczyc na granicy zla
I nawet stoczyc sie na samo dno
Czasami wole to niz czulosc waszych obcych rak
Posiadam wiare w niemozliwa moc
Potrafie jesli chce rozswietlic mrok
Moge poruszyc Was na kilka chwil
Tylko zrozumcie kiedy zechce znowu soba byc
Znowu soba byc... x3

Na pewno czules kiedys wielki strach
Ze oto mija twoj najlepszy czas
Bezradnosc zniosla Cie na drugi plan
Czekanie sprawia ze gorzknieje cala slodycz w nas
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
Tak trudno znalezc droge w cieply sen
Slowa zlewaja sie w falszywy ton
Gdy nadwrazliwosc jest jak bilet w jedna strone stad
W jedna strone stad x3

Niczego nie bedzie zal

Oklamali mnie z nadzieja ze
Uwierzylem i przestane chciec
Musze leczyc sie na bol i strach
Gdzie jest czlowiek ktory...

...Niczego nie bedzie zal


Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz