Znowu jeden z tych momentów, kiedy wchodzę na bloga i ni z tego ni z owego po kolejnej chwili wchodzę na własne konto. Z niego przechodzę do ekranu dodania nowej notki. I tak się to kręci.
W tle leci "Frantic" Metallici. Udało mi się w końcu zapamiętać i poprosić kumpla aby mi nagrał te płyty co ma.
***
Jak zajrzałem do tekstu to od razu przypadła mi do gustu. Tak jak wcześniej lubiłem agresywne brzmienie gitary elektrycznej, tak teraz jeszcze tekst się nawinął.
If I could have my wasted days back,
Would I use them to get back on track?
Stop to warm at karmas burning,
Or Look ahead, but keep on turning.
Do I have the strength
To know how I'll go?
Can I find it inside to deal with what I shouldn't know?
Could I have my wasted days back?
Would I use them to get back on track.
You live it or you lie it!
You live it or you lie it!
My lifestyle determines my deathstyle!
My lifestyle determines my deathstyle!
Keep searching
Keep on searching
This search goes on
This search goes on
Keep searching.
Keep on searching.
This search goes on.
This search goes on.
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
I've worn out always being afraid
An endless stream of fear that i've made
Treading water full of worry
This frantic tick tick talk of hurry
Do I have the strength
To know how I'll go?
Can I find it inside to deal with what I shouldn't know?
I've worn out always being afraid
An endless stream of fear that i've made
You live it or you lie it!
You live it or you lie it!
My lifestyle determines my deathstyle!
My lifestyle determines my deathstyle!
Keep searching.
Keep on searching.
This search goes on.
This search goes on.
Keep searching.
Yeah, Keep on searching.
This search goes on.
on and on!
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
Do I have the strength
To know how I'll go?
Can I find it inside to deal with what I shouldn't know?
Do I have the strength
To know how I'll go?
Can I find it inside to deal with what I shouldn't know?
Oh My lifestyle (Birth is Pain) determines my deathstyle!
a rising tide (Life is Pain) that pushes to the other side!
My lifestyle (Death is Pain) determines my deathstyle!
a rising tide (Its All The Same) that pushes to the other side!
Keep searching
Keep on searching
This search goes on
on and on
Keep searching.
Keep on searching.
This search goes on.
on and on.
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tock
Frantic tick tick tick tick tick tick tock
***
Dzieje się, co dziać się ma. Dzień dziecka z głowy, dzisiejsza sobota też zleciała- trochę na muzyce, trochę na youtubie, trochę na "Moralności pani Dulskiej". Pani Janowska-Zapolska odwaliła kawał dobrej roboty. Trudna lektura, ale jeżeli wszystko będzie stało na podobnym poziomie w Młodej Polsce/Modernizmie/Neoromantyzmie, to (z braku jakiegoś sensownie brzmiącego tłumaczenia) I'm looking forward to it.
***
Leci "St. Anger".
Też agresywny utwór. W słowie i w muzyce. Cały album zasadniczo skupił swoją siłę przekazu w mocnym brzmieniu.
***
Czy żyjemy tu i teraz, czy żyliśmy kilkaset lat wcześniej, nasza cywilizacja nie posunęła się do przodu. Wciąż, jako gatunek, dążymy do egoistycznego poprawienia własnego bytu, wykorzystując jedynie bardziej wyrafinowane środki.
***
Wczoraj skończyłem świetną serię anime. NHK ni Youkoso! Ew. Welcome to NHK! [Nihon Hikkikomori Kyokai- pol. (Wszech)Japońska Organizacja Hikkikomori].
Anime bez dwóch zdań należy zaliczyć do gatunku "Slice of life story" (pol. termin "Okruchy życia; takim gatunkiem jest również "Noc na Ziemi" Jarmuscha), czyli gatunek opowiadający historię (bardzo) dosłownie z życia wziętą.
Fabuła tej 24-odcinkowej serii skupia się na losach Tatsuhiro Sato, od prawie czterech lat regularnego hikkikomori. Osoby młodej, bo zaledwie 22-letniej, mającej aż nadto życia prywatnego, za to wcale nie spieszy się takiemu hikkikomori wyjść na zewnątrz, do ludzi, do rzeczywistości. Aby żyć, wykorzystuje kieszonkowe od rodziców, ktore powinien przeznaczać na naukę w Uniwersytecie Tokio, który jednak rzucił po zaledwie sześciu miesiącach. Po jedzenie w nocy, z dala od ludzi, wyjdzie. Po to, aby opieprzyć sąsiada mieszkającego za ścianą, który od ponad miesiąca na pełny regulator puszcza jakąś piorącą mózg piosenkę z anime gorszą od niejednego disco-polo-hitu- to już dla izolującego się hikkikomori zbyt wiele.
Całe szczęście nie obserwujemy jedynie ciągłych losów tegoż delikwenta. Stopniowo poznajemy nowe postaci
-Misaki Nakahara, która chce go ocalić od szczeźnięcia jako wyrzutek
-Yamazaki'ego, czyli sąsiada, jak się okazuje kolegę z liceum, którego kiedyś uratował od pobicia (nota bene: sam gorzej dostał) oraz współwłaściciela firmy Y(amazaki).S(ato). Company tj. firmy w niedalekiej przyszłości produkującej setki najlepszej jakości eroge, galge, czy jakkolwiek nazwać gry fabularne mające na celu podryw, flirt i zdobycie jednej z wykreowanych taśmowo bohaterek,
-oraz osoba mająca wielki wpływ na Sato (praktycznie jest niespełniona miłość)- Hitomi Kashiwa, zwaną najczęściej "senpai", chora na bliżej nieokreśloną dolegliwość, przez którą jest hospitalizowana w trzech szpitalach, a swój stan albo wyjaśnia światową konspiracją, albo uśmierza kilkoma stosownymi tabletkami.
Należy powiedzieć dwie istotne rzeczy. Po pierwsze- grafiki trzeba się bać. Jest nie dość, że zadziwiająco szczegółowa, to jednak w momentach np. włączenia się wyobraźni Sato, Yamazaki'ego lub kogokolwiek... Tu trzeba studiu Gonzo oddać honory- na grafice się znają jak mało kto. Naczelnym systemem jest Mindows, a najlepszą wyszukiwarką- qoogle, bohater pije Pantę i pali Warlbooro Lights. To głównie poprzez stosowną animację, kreskę lub wyróżnienie osiąga się w tym anime dowcip na nadzwyczaj wysokim poziomie przy zachowaniu maksimum realizmu. W końcu, czy jest coś bardziej komicznego od np. ludzkiej wyobraźni? A tutaj na ekran została przelana wyobraźnia osoby co najmniej nieprzystosowanej do życia w społeczeństwie i prędzej słuchającej porad czajnika elektrycznego niż zdrowego rozsądku.
Druga sprawa- tzw. z drugiej strony. Jeżeli ktoś nastawiłby się jedynie na skonsumowanie sobie takiego cymesika i że wystarczyłoby wyłączyć rozum, srodze się zawiedzie. Gatunek zobowiązuje. I twórcy poczuli się zobowiązani. Nie mam tutaj na myśli morału. Prędzej nazwałbym to refleksją. Szczególnie, że w czasie rozwoju akcji nie są obce motywy podejmowania pracy, życia na własny rachunek, planowania i zakładania rodziny, bycie naciąganym przez organizację MLM, przez rzucanie osoby ukochanej po samobójstwa...
NHK ni Youkoso! mnie osobiście bardzo pozytywnie zaskoczyło. Tak jak musiałem swoją psychikę zbierać do kupy co kilka minut w pierwszych odcinków, tak potem było jeszcze lepiej- okazało się, że ma to jakiś morał. I to taki naprawdę życiowy, nie w stylu "każdy musi kogoś kochać", "ktoś na pewno gdzieś tam cię kocha", "nie bierz", "grunt to rodzina" itp. bzdety. Nic z tych rzeczy. Bardziej niż "życiowy" pasowałoby "ludzki". Nie zmienia to jednak faktu, że zanim się do niego dochodzi, czeka na oglądacza kupa śmiechu, upadków na podłogę nieświadomych (każdego dopada rotfl) lub świadomych (celem poszukania psychiki, która poszła się przewietrzyć z nadmiaru wrażeń).
Jeżeli ktoś poczuł się zainteresowany, dostęp do całej serii jest u mnie. Ew. poszukajcie sobie jakiegos torrenta ;). Ja osobiście polecam jeszcze bardzo dobry artykuł na angielskiej wersji Wikipedii: link
***
W życiu najważniejsze jest zrozumienie faktu,
że głupcy także mają czasem rację.
Winston Leonard Spencer Churchill (1874 - 1965)
To jako taki akcent kończący, na wypadek gdyby ktoś a) przeczytał i uznał, że zmarnował swoj czas lub b) przeczytał początek i przewinął na koniec aby, jak rasowy producent, zobaczyć, czy dziełko dobrze się kończy ;).
Pozdrawiam
krogulczas
P.S. Nie planowałem pisania recenzji. Ale chyba nie tak źle jak na pierwszą w życiu recenzję czegoś o czym mam trochę pojęcia :P. No i ponadto żal by było ją zostawić w odmętach dysku lub (o zgrozo!) skasować.
Edit: Serdecznie polecam ściągnięcie utworu zespołu The Raconteurs "Steady as she goes", opcjonalnie całą płytę, ale mnie osobiście jedynie ten utwór przypadł do gustu: link. Proste, a jednak cieszy :).
niedziela, 3 czerwca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz