Powiedziała również, że przez ostatni rok bardzo się zmieniłem. Też to czuję, szczególnie dzisiaj, kiedy mając pięć niedostatecznych z łaciny zdaję z oceną dopuszczjącą z tegoż przedmiotu. Czuję to szczególnie dzisiaj, kiedy matka wyjechała i nie wróci do piątku. Czuję to dzisiaj, słuchając drugiego endingu do "Welcome to NHK" (dla zainteresowanych, link do pełenj wersji oraz link do samego endingu lub też pełna wersja).
Śmiałem się z Kochanowskiego i jego "carpie diem". Śmiałem się, kiedy wręczono mi książeczkę "Ciesz się życiem". Śmiałem się, kiedy nie wyobrażałem sobie, że nie można być w tak trywialny sposob szczęśliwym. A tu niespodzianka! Oto się okazało, że bez melancholii da się wspaniale żyć. Ba. Normalnie żyć. Dzisiaj, jak sam zauważyłem... nie potrafię się nie śmiać. Każdy powód jest dobry do śmiechu :).
Co nie oznacza, że nie neguję ani nie krytykuję tego jak dotychczas miałem w zwyczaju się zachowywać. Te stany doprowadziły mnie do wielu ważnych prawd w życiu, a dzięki ich poznaniu- jestem w stanie w pełni docenić życie. Np. o totalnie egoistycznej naturze czlowieka. Albo o prostocie rzeczy skomplikowanych czy też komplikacji rzeczy prostych. O tym jak łatwo możesz być skreślony w imię głupoty/kaprysu/przypadku, zarówno własnej jak i osoby, która cię skreśla. Na wszystko da się spojrzeć z róznej perspektywy, które wcale nie muszą sobie zaprzeczać ani znosić swych wartości.
Jest tylko jedna rzecz, która czyni współczesnego człowieka nieszczęśliwym. Konsumpcja. Prędka, natychmiastowa, nieodwracalna i niepohamowana. No bo spojrzcie. Jak każdy wie, proces spełniania marzenia jest istotniejszy od samego marzenia. To ten proces czyni nas szczęśliwymi. Oklepanym przykładem, ale adekwatnym, jest wchodzenie na szczyt góry. Wchodzisz ładnych parę godzin, po drodze masz wspaniałe widoki, zodbywasz szereg doświadczeń, doznajesz wspaniałości gór. A kiedy dojdziesz to owszem, widzisz krajobrac, którego piękno przyćmiewa wszystko co po drodze widziałeś, ale... przecież nie da się żyć na szczycie. Trzeba z niego po chwili zejść i wybrać następny do zdobycia. Może w tym tygodniu, może jeszcze w tym miesiącu, może za rok, dwa. A może już jutro.
I tu wkracza konsumpcja. Podaje sie nam szczęście na tacy, za które wystarczy zapłacić śmiesznie małą cenę xy.99 za sztukę, na które to szczęście mamy jeszcze nierzadko gwarancję albo chociaż termin ważności. Z celu podróży uczyniono atrakcję. Zamiast być szczęśliwymi wtedy, kiedy czas swobodnie ucieka nam przez palce, pędzimy zatankowanym do pełna samochodem na szczyt, a jak się dalej nie da, to przeruzcamy się na dorożkę. Tak czy owak chcemy bardziej dotrzeć na szczyt niż zobaczyć jak chmury leniwie przemijają nad nami. Lepiej jest te chmury wyprzedzić, chociaż niewiadomo po co- im to nie robi różnicy. Żal jest tylko tego, że w tym ciągłym pośpiechu za czasem zapominamy, że czas płynie. A to z kolei wcale nie oznacza, że da się go zatamować czy też ograniczyć zbiornikiem.
***
Tak po prawdzie to nawet teraz żałuję, że odrzuciłem tamtą miłość. Tak jak sam wiele osób kochałem, tak ta była chyba jedyna, która mi to wyznała. A pamiętam, że jeszcze rok temu na pogłoski o tajemniczej wielbicielce, byłem gotów brutalnie schylić jej głowę aby pocałowała klamkę pod nazwiskiem "Krogulec".
Chociaż po prawdzie, wtedy bałem się miłości.
Dzisiaj czuję samotność, ale wiem, że jeżeli tylko będę tego potrzebować, będę miał się do kogo zwrócić. A to jednak jest ważne. Każdy będzie mniej lub bardziej odpowiedni- nie oszukujmy się. Nie będę z niedoszłymi wisielcami rozmawiał o kwestiach egzystencjalnych i w drugą stronę- plastikowej lali nie będę wciskał wyegzaltowanych imaginacji zdeprawowanej psyche homonida, jakim jestem dzięki boskiemu fatum.
Jak teraz o tym myślę to coraz bardziej tego żałuję. Może rzeczywiście by coś z tego było? W tej chwili z nikim nie dogaduję sie tak jak z nią... kto wie? Czas pokaże. Wiem, że wtedy odrzuciłem osobę, która mnie uznała za wartościową. Ja wartościowość tej osoby doceniam dopiero dzisiaj. I nie boję się do tego przyznać po czasie. Osoba, która będąc rok ode mnie młodszą, już wcześniej w pełni cieszyła się każdym dniem. Nadal to robi ;).
P.S. Serdecznie dziękuję za rady odnośnie "Rozdania". Bardzo prawdopodobne, że przerobię je w najbliższym czasie, bo widzę już parę rzeczy, które można poprzerabiać, kilka które można śmiało wyciąć, a zapewne w momencie tego destruktywnego szaleństwa stworzy się cos nowego ;).
Pozrdawiam, a szczególnie Bigami-chan ;)
krogulczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz