poniedziałek, 25 grudnia 2006

Ojciec.

I znowu towarzyszy mi "Listopad" Comy... fatum.

***



Dzisiaj spotkałem się z ojcem. Ze względu na kiepskie poczucie czasu nie wiem, czy ostatni raz widziałem go rok temu, czy dwa lata temu, ale wydaje mi się, że raczej dwa lata temu. To było w Mikołajki, 6. grudnia. Tego jednego jestem wszakże pewien.

***



Już w okolicach maja zrodził mi się w głowie pomysł. Szatański iście pomysł.
Aby zjawić się w roli niespodziewanego gościa w Wigilię 2006 u dziadków. Chciałem tak zrobić, aby spotkać się nie tylko z nim, ale z całą rodzina od jego strony, pogodzić się z nimi... bo skłócony z nimi konkretnie byłem. Miałem nadzieję, że uda mi się odnowić kontakt z nimi.

***



Dziasiaj z nim spotkałem. Okazało się, że jestem od niego nieco wyższy. A może... to on zmalał. Nie wyglądał już tak dumnie i silnie jak wtedy, gdy odchodził. Był taki cichy i spokojny. Jeszcze bardziej łysy, niż kiedy go ostatnim razem widziałem. A to, co zostało, posiwiało już nieco miejscami.

***



Dostałem od niego prezent. Aby mnie ochraniał. Posążek anioła.

***



Chodziliśmy chwilę po parku. Głównie ja opowiadałem o sobie. O przeszłych zdarzeniach, a właściwie... wrażeniach z przeszłości. O teraźniejszej szkole. O przyszłych studiach na psychologii, w Szkocji. Po prostu rozmawialiśmy po przerwie. Takiej cholernie długiej przerwie.

***



Kiedy odchodziłem, uścisnął mnie i przytulił mocniej niż przy powitaniu. Zaś kiedy już się rozchodziliśmy, Wspólnie odwracaliśmy się cztery razy. Ja machałem jemu, on mnie, na zmianę. Byliśmy już daleko od siebie- jakieś 300 metrów, a wciąż do siebie machaliśmy.
Mógłbym tak całą wieczność, byleby z nim być.

***



Jutro też się spotkamy, tym razem u dziadków.

***



Czas nadrobić czas, który przeminął bezpowrotnie. Który został stracony.

Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz