COMA. LISTOPAD.
Pierwszy znak jakby z wnętrza wydobył się chmur
Bez tchu, bez sił, bez wiary - znak
Jakby ktoś mocno chciał mi przypomnieć
Że jest za kłębem brudnej pary porządek gwiazd
Całą noc nie mogłem spać
Amfetamina ma gorzki smak
Czuję że znów będe się bać
Mimo że ktoś daje mi znak
Mała Ty wiesz dławi mnie tlen
A każdy dzień wymyka się
Druga zero trzy nie ma dokąd iść
Jak mogłeś odejść stąd
wW taką nieludzką noc
Moja głowa chce, moja głowa znać
Moja głowa, moja głowa, moja głowa, moja głowa
Jakiś powód
Na całe szęście wiem jak radę dać bez wiary i
Znalazałem wielu, którzy drogę pokazali mi
Przez całe życie na najwyższej pędzą fali
Pochmurne niebo im na głowy się nie zwali
Czemu mnie zostawił?
Czemu się oddalił?
Musiałem znowu się schlać
Nie widać drogi we mgle
Listopad włazi do miast
Na dole dzieje się źle
Musiałem tulić brudne ciała suk
Musiałem stracić przezroczystość na którejś z tamtych dróg
I jeszcze nie ocalają mnie
I jeszcze nie ocalają mnie
I jeszcze nie ocalają mnie
Nocne płacze i modlitwy
Tyle razy próbowałem
Szeptów, celebracji, miłosnych zaklęć, kłamstw
Tak mi przykro
O tak mi przykro
Chciałbym jeszcze raz
***
Od pewnego czasu zauważyłem, że nieustannie szukam przyczyn pewnych sytuacji. Dostrzegam właściwie wszystkie możliwe przyczyny, jakie mogą wpływać na taki a nie inny stan rzeczy. A dzięki ostatnim tygodniom nie tylko dostrzegam wszelkie problemy tego świata, ale również po kolei je rozwiązuje. Po kolei.
Dotychczas również rozwiązywałem problemy. Od wieku 14. lat towarzyszą mi moje własne słowa jako zasada życia: "Z przeszłości wyciągaj tylko wnioski".
Lecz wiedziałem, że naokoło mnie wciąż pozostanie nieskończona liczba problemów, których w życiu nie rozwiążę...
***
Do jasnej cholery, ja planowałem swoją przyszłość! Lecz to już nawet nie planowanie było... to było bezcelowe przewidywanie. Np. owo ciągłe rozwiązywanie problemów. Kiedy dojdę do kryzysu wieku średniego to będzie dla mnie praktycznie koniec mojego życia. Nie będę w stanie robić tego wszystkiego co mógłbym, a co byłem w stanie robić. Potencjalnie, rzecz jasna, lecz biorąc pod uwagę moją wesołą przeszłość i wariacje między ojcem a matką oraz mną pośrodku oraz epizody niezależnie z nimi związane... Ciekawie by się działo.
***
Ale przecież mam tylko te siedemnaście wiosen na karku. A w głowie mi wiek średni.
***
Nastąpiła zmiana taktyki. Większości rzeczy mówię bardzo dobitne "a pieprzyć". Nie dosłownie rzecz jasna- kto wie jakby się to mogło skonczyć dla moich bogu ducha winnych genitaliów.
***
Tak. Wracam do siebie. To, co mnie jednakże przeraża, to że przeklinam częściej niż dotychczas. Nie udało mi się zniżyć do poziomu wesołych kiboli, dla których "kurwa" robi za spację, ale i tak jest tego więcej niż zwykle. Średnio mi to się podoba, ale... jak od razu łatwiej eksponuję swoje zdanie i emocje ;). Np. takie "ja pierdolę..." podczas ataku śmiechu. Albo reakcja na szokującą nowinę "o kurwa... ja pierdolę". Cóż, rozpoczynam z dniem dzisiejszym samokontrolę i korekty. Trochę... za daleko to zaszło.
***
Jestem zadowolony z siebie. Jest zupełnie inaczej. A co najlepsze, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że w ciągu ostatniego roku aż tyle się mogło mi przydarzyć. Totalnie nie poznaję siebie z każdym kolejnym dniem, mając za wzorzec wyjściowy- "Krogul dzień poprzedni". Jest to... zadziwiające. Dopiero z perspektywy czasu to zauważyłem. I muszę powiedzieć, że jest to... miłe uczucie. Poczucie zmian jakie mnie dosięgnęły.
Ile książek przeczytałem, ile filmów, ile serii anime obejrzałem.
Ile kłótni za sobą mam, ile nowych znajomości zawarłem...
Ile we mnie zmian zaszło. I to wciąż dla mnie mało.
***
Zacząłem pisywać wierszyki. Takie białe, zwykłe. Jak odczuwam potrzebę- otwieram z hukiem stosowny zeszycik i jazda. Wisława Szymbowska powiedziała niegdyś "Poetą się nie jest, poetą się bywa". I chyba to mnie właśnie dopadło.
***
Wiecie co jest ważne? Ukierunkowanie swojej energii, siły na wyznaczony cel. Wczoraj tego doświadczyłem. Dopadła mnie wena na zrobienie czegoś. No i wpadła mi do głowy realizacja mojego starego pomysłu- aby na zimowiskach szczepowych brać udział nie jako zwykły uczestnik, ale jako osoba tworząca i realizująca program. Po prostu mnie nosiło po domu. Zajrzałem do lodówki- nie. Kompa nie ma- nie wyżyję się na NPC'ach. Książki! I one zawiodły... Tylko filozoficzne rozprawy Kartezjusza, Pascala, Nietzschego, Hume'a lub Rousseau mi pozostały. A w chwili napięcia umysłu nie miałem ochoty go uspokajać. No to załatwiam sobie robotę- piszę program zajęć, które sam z przyjemnością poprowadzę. Zgłaszam istnienie zalążku odpowiedzialnym za program i wkręcam się w bycie programowcem.
Ah! Spełnienie! Rozkoszne uczucie. Realizowanie własnego planu- to jest to. Najwłaśniejszego jak tylko własnym może być.
***
Eksperymentuję z własnym stylem pisarskim. Eseje fajna sprawa, muszę stwierdzić. Kto wie co wyniknie z moich prac, narazie zamieszczanych na łamach mojego nic nie spodziewającego się zeszytu od polskiego...
***
...ale mi właśnie staw skoko-goleniowy strzelił :D...
***
Chcę podróżować. Cholera jasna, jak bardzo chciałbym zorganizować sobie fundusze na wyjazd w najbliższym czasie. Najchętniej do Krakowa. Bardzo lubię tam przebywać, może miałbym okazję poznać je lepiej np. zgubić się gdzieś w jego wesołych uliczkach. Bardzo chętnie bym się tam zgubił- adrenalinka jakich mało, zaręczam.
***
Więc narazie oczekuję ciebie przyszłości, przyszłości niepewny
Jak bardzo mi spać nie dasz, gdy wyjawisz mi nieoczekiwane sekrety
***
Pozdrawiam
krogulczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz