***
-Maaaałż!!!
-Co?- odpowiedział małżonek
-Bulbul- odpowiedział Małż
-O, tutaj jesteś!- entuzjastycznie zauważyła Małża małżonka.
-On zawsze tu jest- zauważył bez entuzjazmu małżonek.
-Czemu się przede mną ukrywałeś małżu-chamżu jeden... tęskniłam!
-On zawsze tu jest- małżonek łatwo nie rezygnował ze swojego odkrycia.
-Bulbul- z żalem odpowiedział Małż.
-Nigdy więcej mi tego nie rób małżu-głupałżu!
-On tu po prostu jest...
-Bul- przysiągł Małż.
***
Wyciąg z listu małżonka:
„Tak będzie lepiej. Dla mnie. Dla was.”
***
-Nawet spać nie miałem gdzie... ON już tam był! Jak sobie pomyślę, że miałbym spać koło mięczaka... sam czuję się jak mięczak. Rozumiesz mnie, prawda?
***
-Co Małż robi w moim łóżku?
-W naszym kochanie. To nasze łóżko. Więc pomyślałam sobie, że co będziemy się z nim nie dzielić tym co mamy, zresztą zmarznie jeszcze, zamrozi się albo przeziębi nawet...
-Chyba nie będzie tu spać?
-Oj kochany...
-Nie zgadzam się!
-Bulbul...
-Ależ to nie jest żaden problem, Małżu!
-Bul?
-To jest problem. Nie będę spać z... z... z tym czymś nijakim...
Małż przemieścił się myślami do drzwi, ale małżonka zagrodziła mu myśli.
-On tylko tak mówi, Małż...
***
„Kiedy zobaczyłem jak go wtedy całujesz... powinienem był się domyślić.”
***
-Ten to ma język! Pewnie ją tak prześwidrował jak prześwidrowali Kanał La Manche!
-To właściwie jest noga...
-Noga?! Nogą?!
***
„Wszystko rozumiałem... ale żeby nogą, parszywa fetyszystko?! Jak mogłaś mi to zrobić nogą! Od stopy przez łydkę po udo!”
***
-Oj kochanie... nie dorastasz mu do pięt...
***
„I pięty jeszcze! Miarka się przebrała! Zbiornik wylał! Koniec!
Naprawdę nie chciałem. Zawsze miałem Cię za kog...
[w tym miejscu tekst jest zachlapany krwią]
...gnaj
Twój małżonek”
***
-Bul?
-To twoja wina! Tej twojej nogi! Tej twojej gibkości! Że masz dłuższą i sprawniejszą nogę to myślisz, że możesz sobie ludźmi pomiatać? Ludźmi z krwi i kości? Nawet krwi i kości nie masz! Tylko skorupkę!
-Bulbul! Bulbul!
-Twoja?! Po moim trupie!
***
Wyciąg z zeznania psychologa małżonka:
„Zadzwonił...”
***
-Ja tak nie mogę... zabiłem go. To był wypadek, prawda? Zresztą ugryzł mnie! I wyleciał przez okno. Spadł z szóstego piętra, rozumiesz? Koniec! Ale, ty mnie rozumiesz, prawda? Zawsze mówiłeś, że mnie rozumiesz. I to w pełni... Już go nie będzie... ani jego nogi, ani jej szczęścia, ani mojego nieszczęścia. Pójdę w jego ślady...
„... i nagrał się na sekretarkę. Nie było mnie akurat w domu, miałem ważniejsze sprawy niż...”
***
-Maałż! Małż! Małż...onek! Małżonek!
I biegnąc do małżonka, zgniotła nogą Małża.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz