W dniu Walentynek doszła do mnie w końcu ta myśl.
Syna nazwę Kazimierz Henryk, a córkę Henryka Kazimiera.
Niestety, drodzy Bywalcy i Czytelnicy, na relacje z walki o prawa do imion moich dzieci będziecie musieli poczekać co najmniej rok, aż do następnych Walentynek. Żadna z was nie skusiła się nie ogłoszenie, nie dała mi się uwieść ani wywieźć.
Była też myśl kolejna.
Kolejny samotny dzień.
Dzień który nic nie zmienił.
Nie zmienił, bo nie może.
Nie może, bo ja nie mogę.
Nie mogę i będę musiał z tym żyć na obecną chwilę.
Valentine's Day.
Wszystkiego najlepszego zakochanym!
Sto lat młodym parom!
Starość nie radość, młodość nie wieczność.
Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada.
Siała baba mak, nie wiedziała jak.
Kłody w oku własnym nie dostrzegasz.
Ciemna strona mocy bardzo ciemna jest.
Audaces fortuna iuvat.
Red lorry, yellow lorry, red lorry, yellow lorry, red lorry, yellow lorry...
Kiedy trzech ludzi mówi ci, że jesteś pijany, połóż się spać.
It's like rain on your wedding's day.
Mein Frustuck komm zuruck.
Po prostu pierdoła, a nie dzień. Po prostu pierdoła ze mnie, a nie człek.
czwartek, 14 lutego 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz