środa, 9 kwietnia 2008

Coetus, coetus...

Jestem właśnie po randce. I wiecie co? Jestem... nadzwyczajnie zmęczony. Niezła była.
Wziąłem ją do siebie do domu. A właściwie do pokoju. Właśnie na 20.00, kiedy to na Ale Kino! miał lecieć "Paragraf 22". No to oglądałem. Ona leżała i kusiła.
W czasie filmu od czasu do czasu spoglądałem na Nią. Po jakiejś godzinie wziąłem Ją na kolana. Była tak niesamowicie leciutka... Wprost nie mogłem uwierzyć we własne szczęście.
Tymczasem film zbliżał się nieuchronnie do końca. Coraz częściej zerkałem na Jej śnieznobiałe wypukłości, na kruczoczarny tusz, na zmysłową i delikatną jak aksamit fakturę. Słowem, lustrowałem ją wzrokiem, oceniając i nie mogąc doczekać się końca filmu. A do tego nie było już daleko.
Nareszcie! Film skończył się. Zmieniłem tylko światło na bardziej... przyjemnie dla oka. To, co mnie czekało, było zupełnie niesamowite. Aż nie mogłem uwierzyć, że właśnie mnie to spotkało. Ale byłem zarazem bliski paniki. Mówiłem sobie "Krogul, sukinsynu, dasz sobie radę. Nie w takich sytuacjach dawałeś sobie radę i to tak, żeby nawet jeszcze wszysycy byli zadowoleni!". Krótki aczkolwiek głęboki wdech, szybszy wydech. To nie pozostało mi nic innego jak zebrać się w sobie. Wziąłem się więc do roboty i usiadłem do tej cholernej łaciny.
Do teraz nad nią siedziałem job twoju mać i musiałem odreagować :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz