poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Mój Boże, podoba mi się bycie cynikiem

Strasznie męczę swój wzrok pisząc tę notkę, ale czuję potrzebę jej spisania, bo ucieknie. Wiem , że spieprzy, tak jak Sean Connery spieprzył z Alcatraz. Problem w tym, że Alcatraz nie pamiętało jak stamtąd nawiał, a Sean’owi wcale się z powrotem do Twierdzy nie spieszyło. Wniosek? Pisanie szkodzi, ale niepisanie również szkodzi.

Zaczęło się od tego, że umówiony zostałem na wizytę u okulisty. Ot, na ślepe oko jestem ślepy :). Tak zaawansowany astygmatyzm nadwzroczny rzadko się przytrafia, więc warto aby był dobrze udokumentowany w renomowanej klinice. Ale tak na serio, to zapisałem siętam, bo spodziewałem się, rzucając słowa prosto z mostu, fajerwerków. Technologii prosto z Marsa, recepcjonistki-robota, hibernacji dla bezbolesnego pobrania tkanek, laserów wykradzionych Pentagonowi do unicestwienia powierzchni i ludności nieistniejącego już ZSRR, a teraz wykorzystywanego do operacji na oczach, i tym podobnych gadżetów. Przejechałem tyle po to, żeby zobaczyć gabinet okulistyczny z nowszym wyposażeniem, niż miałem tu, na miejscu. Niczego nowego nie odkryto, powiedziano parę nowych zdań, uzupełniających dotychczas istniejącą wiedzę, ale nie naruszającą jej.
Sześć godzin w plecy? O nie. Co to, to nie.

Jechałem tam z moim dziadkiem. A że taka okazja rzadko się zdarza, w drodze powrotnej uciąłem sobie z nim krótką pogawędkę. Jakby zilustrować moje przemyślenia...
Może tak:
Są ludzie, których nazywa się optymistami, i ci widzą, przysłowiowo, że szklanka jest do połowy pełna. Równie przysłowiowo, ich archnemesis- pesymiści, dostrzegają, że szklanka jest do połowy pusta. Są też realiści, którzy ponoć widzą szklankę z wodą. A mój dziadek widzi szklankę, w której może się utopić.
I chociaż ma swoją własną, życiową mądrość, chociaż będzie stawał na głowie aby mi ją wyłożyć, chociaż każdego dnia byłby gotów udowadniać mi jak ważne dzieją się rzeczy na świecie, a ja się nimi nie interesuję- to i tak nigdy nie zamienimy słowa w tym samym języku.
Będąc postrzeganym jako osoba żywiąca ukrytą zawiść do świata i żądającą odszkodowania od niego i wszystkich istot żywych tego świata, niejednokrotnie bywam niezrozumiany. Ba, Bogu dzięki za rówieśników, bo starsze pokolenie bardzo stara się dobić do dna przepaści międzypokoleniowej.

Jedyne, czego chcę od życia, to aby zostało poukładane. I to ja je poukładam według mojego widzimisię. Doskonale się to sprawdza dla milionów ludzi. Będę więc konformistą, jak zboczony 107-letni starzec jakiego stworzył Joseph Heller w „Paragrafie 22”. Był jaki był, ale te 107 lat przeżył. Wiek jest wyznacznikiem jak dobrze przystosował się do środowiska, i tym samym określa jak dobrze sprawdziła się ta strategia przeżycia. 107 lat... Wysoka nota.
Najśmieszniejsze więc w tym życiu jest udowadnianie tym, którzy chcą aby im to udowodnić, że nie jest się wielbłądem. To chyba cała zabawa tego życia- kurczowo chwycić się swojej opinii i bronić jej wtedy, kiedy uznane to zostanie za konieczne, a porzucić wtedy, kiedy uznane to zostanie za koniecznie.

1 komentarz:

  1. a czy czasem nie lepiej jest być zdrowym trzydziestolatkiem (/zdrową czterdziestolatką- kobiety żyją dłużej)? wrzody żołądka spowodowane stresem, jaki wywołują wyrzuty sumienia z powodu nadmiernego kameleonizmu niezbyt dobrze rokują na przyszłość, a skoro mowa o stresie, to i przedwczesny zawał po drodze i upragniona stówa z groszami na karku znika jak złudzenie

    OdpowiedzUsuń