Jest nów. Przed chwilą musiałem zmienić ustawienia klawiatury z "Polski (214)" na zwyczajny "Polski", bo z niewiadomych przyczyn, czasem mi się to tak robi i chuj strzela polskie znaki diaktryczne.
Przed chwilą kliknąłem także na pajaca.
A jeszcze wcześniej skończyłem Straż Nocną Terry'ego Pratchetta. I zaraz po tym wydarzeniu doszedłem do wniosku, że to dobry moment na pierwszą, czerwcową notkę.
Jest nów. Biorytm z wp.pl jasno stwierdza, że moje siły fizyczne, intelektualne i emocjonalne osiągnęły prawie najniższy punkt. Wszystko przede mną już 12. czerwca, kiedy sprawiedliwość zatriumfuje i wszystkie określające mnie kolorki- fioletowy, różowy i zielony, spiszą mnie na straty na tym śmiesznym wykresiku. Niżej mnie już nie będzie, a przynajmniej nie mieści się to w skali.
Dlatego właśnie ostrzegam, że istnieje u mnie tendencja spadkowa. Ta notka może skończyć się załośnie, albo tak jak zwykle- spojrzysz, przeczytasz, uśmiechniesz się i pójdziesz rozwieszać to pranie, właśnie które ci sę dokładnie przed momentem skończyło no popatrz jaki przypadek że to akurat teraz.
Zebrało mi się bowiem na parę przemyśleń. Głównie o mnie i o sukinsynach. Posłuchajcie tego, bo bardzo mi się teraz podoba.
Kupuję sobie jabłka w sklepie co się nazywa Zorza. Jestem sobie przy kasie. I dostaję sobie swoją resztę. Bez grosza. Słyszę tylko pomruk.
- A gdzie grosz?- odzywam się.
- Bez grosza.
- Znowu?
Ekspedientka, którą nauczono obsługiwać klientów do momentu, aż zaczynają sprawiać kłopoty, odeszła. Żadnego uprzejmego "przepraszam", za to cała masa dalekiej od uprzejmości ciszy i nieobecności kogoś, kto powinien to jedenastoliterowo słowo wypowiedzieć. I pomimo, że grzeczność nic nie kosztuje, handlowcy stanowczo jej unikają.
Jutro więc mam zamiar się troszkę zabawić. Im mniej będą chętnie do współpracy, tym dłużej się pobawię. Zabawa będzie opierać się na kilku prostych prawach, jak chociażby prawie Danego Słowa, prawie Proszę Tylko Tu Podpisać I Znikam, prawie Pożyczki, prawie Konsumenta (w tym prawie Do Wkurzania Sprzedawcy), Prawie Do Wezwania Kierownika, prawie Każdego Tygodnia Kradniecie Moje Grosze I Tak Odkąd Jestem Tu Stałym Klientem i wielu innych żelaznych prawach, nad którymi jeszcze się zastanowię.
Inne sukinsyństwo. Niedopowiedzenie, sugestie i aluzje. Lubię, kiedy ktoś wprost mówi mi, że mnie nie lubi, a nie że woli się o mnie nie wypowiadać. Kiedy mówi mi wprost, że jestem niegrzeczny, a nie że powinienem zastanowić się nad sobą. Kiedy mówi mi wprost, że mam ugryźć się w język, a nie że zachowanie człowieka świadczy o nim. A tak właśnie wczoraj pani Jadzia, obiecująca bibliotekarka, z ramach moralizatorskich instynktów, skwitowała mój dogłębnie szczery opis pewnego osobnika, którego twarz chciałem na szybko skrystalizować wyrazem bliskoznacznym tj. "mordą", (jak w "mordo ty moja!" albo "o w mordę..."- przyp. tłumacza).
No i moje zachowanie widocznie świadczy o mnie jako o człowieku. A właściwie zachowanie ludzi świadczy o nich. Czyż nie sposób się zgodzić z tak przepełnionym ludową mądrością (manipulacją- przyp. tłumacza) stwierdzonkiem? No to potwierdziłem. Potwierdzania nikt się nie spodziewa po Uwadze, a na pewno nie nauczyciel, który myśli, że rozmawia z byłym uczniem. Przykro mi (albo i nie- przyp. tłumacza), ale tak to działa, że właśnie tym byłym uczniem jestem.
I dlatego za tą szkołą, w której grono pedagogiczne jest przekonane, że mogą zmienić człowieka na własną modłę, nie tęsknie. Jest paru fajnych belfrów, których miałem przyjemność spotkać na ścieżce swego żywota. A reszta niech spierdala.
I wreszcie ZHP. Jestem członkiem XVI Szczepu, przeniesionym do zastępu wędrowniczego "V Element", bo akurat był to piąty działający zastęp i Krychu miał tego dnia cięty dowcip.
Mam też papiery opiekuna. I akurat 30 czerwca jedziemy na obóz. I nie mamy opiekunów. No, jak sądzicie, co mogą organizatorzy wykombinować...
Fajnie, ale ja 30 czerwca odbieram wyniki matur. Dodatkowo, mam ustalony egzamin na prawo jazdy kategoria B, część praktyczną, na 17 lipca na godzinę 7.30 w Częstochowie. I chociaż powiem wprost, że bardzo dobrze, że pojawiły mi się dzisiaj takie terminy, to jednak taki obrót spraw bardzo mnie cieszy i mówię o tym wprost. Nie mam ochoty ratować przed zatonięciem statku, który został zwodowany zbyt wcześniej, nawet pomijając brak masztów, to jeszcze z takimi dziurami w drewnianym, przegnitym poszyciu, bez nawet śladów uszczelnienia ani przeszkolenia załogi, która robi to, co każda załoga w takiej sytuacji robi najgorzej w świecie- improwizuje, opierając się na innych. Najlepiej wypychając się na ich plecach z wody, wpychając bogu ducha winnych pod wodę. A ja pływam dość kiepsko.
Nie winię ich za takie podejście. Nawet nie mam zamiaru kogokolweik oskarżać. Ja już się dotego przyzwyczaiłem. Ba, zawsze brałem w tym udział. Ale tym razem mówię stop.
Stop myśleniu o tym, że przeszłość jest wszystkiemu winna, bo ona niczemu nie zawiniła i ze względu na to, że jej nie ma, nie można jej powołać na świadka, więc tym samym nie należy się nią kierować.
Stop myśleniu o tym, że teraźniejszości zawsze jest pod dostatkiem. Teraźniejszości jest pod dostatkiem, kiedy masz cały zapas przyszłości przed sobą, np. jakieś sześć miesiecy do roku jest przyzwoitym zapasem. A że teraźniejszości nie da się gromadzić, pozostaje ją sobie tylko ładnie poukładać, jak te małe pudełka z bombkami, które po sprzątnięciu choinki trzeba włożyć do takiego większego pudełka, które jest przeznaczone na małe pudełka na bombki.
Stop wreszcie myśleniu o przyszłości, tej czarnej, nieznanej przyszłości, której nieznany moment jest gdzieś tam daleko. Życie to nie wycieczka, nie ma na nim punktów, którego elementy będą się uśmiechać kiedy przewodnik pomacha im przed nosem złotą monetą. O nie. Dobra przyszłość to przyszłość malująca się w najczarniejszych barwach jakie jesteś w stanie sobie wyobrazić (mężczyźni, nawet nie wiecie jak przerażający może być morski, albo ecru). Taka przyszłość oznacza, że wszystko przewidzieliście i że mimo, że spodziewacie sie najgorszego, uda się jakoś przebrnąć przez to i owo, tu i tam, co w ostatecznym rozrachunku pozwoli zaoszczędzić parę strat. W ostatecznym rachunku, człowiek wychodzi w swoim przepełnionym szaleństwem rachunku na zero, a jak jest wystarczająco szalony, to jest tam nawet jakiś plus.
Przyszłość nie jest taka przyjemna. Jest jak ruletka.
Albo jak los na loterii.
Albo jak wypadek.
Albo jak gumowa kaczuszka.
Ponieważ nigdy nie doświadczymy życia w przyszłości sensu stricte, pozwolić sobie mogę na najróżniejsze porównania, a każde z nich będzie równie logiczne w przyszłości co niedorzeczne w teraźniejsze i obojętne dla przeszłości, która jest w tej chwili na wakacjach, opalając się w solarium wyładowaniami, ulokowanym między pojedynczymi neuronami naszych mózgów.
Jaki więc z tego morał? Że gdzieś tam, w innym wszechświecie, dzieje się dokładnie to samo co teraz. Tyle, że tutaj ja się zastanawiam, czy bycie sukinsynem opłaca się bardziej od bycia hipokrytą, uczciwym, demokratą, durniem czy warzywem umysłowym. Gdzieś tam, zapewne znałbym odpowiedź.
Dlatego rusza ankieta. Do 18 czerwca, czyli dwa tygodnie. Jak chcesz, zaznacz odpowiedź. Bądź pragmatykiem, możesz być nawet cynikiem. Możesz też udawać, że masz kręgosłup sprawny moralny. Ja wolę dbać o to, że w ogóle mam jakiś kręgosłup.
wtorek, 3 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Rzeczywiście się tu zmienia , nie wiem tylko czy na lepsze… Fajkę pali, w biorytmy wierzy, o grosze ma pretensje. Wykład zmierza od niegdysiejszej jasności w stronę zmętnienia i uogólnienia, nielicznych elementów humoru nie ma tam, gdzie by się przydały, pakowane są, zaś w miejsca gdzie ich nie potrzeba.
OdpowiedzUsuńCo to bowiem znaczy, że „przeszłość niczemu nie zawiniła”? (Zarówno w odniesieniu do wielkiej historii, jak i życia pojedynczego człowieka, jest to bzdura.) Skoro „nie można jej powołać na świadka”, to czym się zajmują sądy? (Osoba prywatna do tego celu ma własną instancję, zwaną mózgiem.)
Sukinsyństwem jest niewydanie grosza, którego nie ma obecnie w kasie. I brak przeprosin, za to, że ów nie raczył się zmaterializować. Nawet wielkie litery nie pomogą jeśli się nie ma ani dystansu, ani racji.
Mówienie wprost. O to to, już lepiej. Masz tu zasadniczo rację. Ale są też inne aspekty tej sprawy. Ja na przykład wolę jak rozmówca, jeżeli akurat nie ma ochoty ze mną gadać i tak ogólnie to on ma mnie w dupie, komunikował mi to na początku rozmowy, nie w środku. Oszczędza wtedy czas i nerwy obu stron. Wiesz o kim piszę, n’est-ce pas? A żeby nie zostawić niedomówienia dodam, że chodzi o ciebie.
Zwracanie uwag. Niekoniecznie musi być prowadzone z pozycji nauczyciel – uczeń. Może z pozycji człowiek dorosły – ktoś, kto dopiero, w dorosłość wkroczył. Wtedy to już ma więcej sensu. Straszna to również zaiste szkoła w której „grono pedagogiczne jest przekonane, że mogą zmienić człowieka na własną modłę.” Zbrodnicze bowiem jest przekonanie, że nastoletniego człowieka (jak powszechnie wiadomo całkowicie ukształtowanego, rozsądnego, posiadającego wiedzę i doświadczenie), można czegoś nauczyć, czy nie daj Boże zmusić do myślenia. Potępiamy takie wysiłki z całą mocą.
Odpowiadając na twój autorski podział ludzi( nie wynikający z treści notki, tak samo jak refleksja, ze „gdzieś tam, w innym wszechświecie, dzieje się dokładnie to samo co teraz.”): wolę być uczciwym i biednym (czyli skromnym i spokojnym), niż stać się sukinsynem albo durniem. Wolę po prostu mieć kręgosłup moralny, niż udawać, że go mam. I takie jest moje zdanie, nawet przy innym podziale, który nie będzie wytworem chorych na Weltschmerz ( a skoro sam biorytm zapowiada, no to Weltschmerz pewny…) i nie bawiących się swoim umysłem, nie zauważając, że tenże umysł wiedzie ich na jałowce.
Po przeczytaniu ostatniego zdania chce się wykrzyknąć: a jednak! Jakiś cynizm się wyrobił. Może autor pójdzie dalej tą drogą, bo już udowodnił, że niezbadane są ścieżki jego pomyślunku. W następnej notce stwierdzi, że wszyscy ludzie to świnie, w kolejnej, że na świecie wszystko oprócz moczu to gówno.
Nawet chętnie bym coś takiego przeczytał. Ale bez poświęcania treści na rzecz formy. Ani szlifowania formy, która jakoś nie chce ugiąć dumnego karku.
"I pomimo, że grzeczność nic nie kosztuje, handlowcy stanowczo jej unikają."
OdpowiedzUsuńEch... i ty, dziecko marketingu, takie głupoty piszesz. Toż grzeczność to podstawa od lat kilkunastu albo i dłużej. Tylko w normalnym sklepie, bo w supermarketach to ekspedient zasadniczo ma w dupie jaką sklep ma renomę i raczej żadnych motywacji by wizerunek firmy poprawiać. W tym miejscu chciałem pozdrowić miłe panie z mięsnego na ul. Sienkiewicza we Wrocławiu, które zawsze starają mi się coś ponadprogramowego wcisnąć (ale nie nachalnie, więc jest miło :)) oraz posiadacza Najlepszego Papierniczego w Powiecie, w Kraju, Lub Nawet na Świecie, o którym ponoć pisali w książce (ceny drogi panie koszmarne, no ale za słuchanie się nie płaci) :)
Co do "Mordy", to chyba warto przytoczyć anegdotkę, że jeszcze nie tak dawno za określenie "kiep" można było spodziewać się ataku szabelką. Jako "młodzież" rozumiem intencję "mordy", ale równie dobrze rozumiem panią Jadzię, którą obruszyło użycie tego słowa. Kominkowej maniery by przysrać każdemu domorosłemu manipulatorowi (używającego pytań retorycznych, mądrości ludowych, czy innych aluzji) nie stosuję, więc dalsza część rozmowy jest po prostu żenująca.
Co do ankiety: wybiorę chyba ostatnią odpowiedż, bo chociaż sukinsyn niby pasuje(na pewno lepiej niż pozostałe), to jednak nie wiem do końca jakie przymioty określa.
Tak więc typ - głupi idealista, który może się poczuć lepiej od sukinsyna, bo jego ośli upór ma jakiś CEL, hipokrytą i warzywem w żaden sposób nie jest, uczciwym w miarę możliwości, najlepiej przed samym sobą, demokratą zależy kiedy, durniem tylko z tego powodu, że nie dość, że nierzadko nie idzie po najmniejszej linii oporu, to czasem pod górkę i pod wiatr.
alex:
OdpowiedzUsuń> "Zbrodnicze bowiem jest przekonanie, że nastoletniego człowieka, można czegoś nauczyć, czy nie daj Boże zmusić do myślenia."
AHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA(...)!
(Dam znać jak przestanę się śmiać i będzie mozna ze mną swobodnie porozmawiać. Nasze LO zmuszające do myślenia - to było dobre!)
> "na świecie wszystko oprócz moczu to gówno"
A to akurat najprawdziwsza prawda jest i zacnie skwitowana ;)
Napisałem "przekonanie", to jeszcze nie oznacza "realizacji":P A tak poważniej, to jednak do myślenia dało mi parę razy. Hmm, czyzby7 coś było ze mna nie w porządku?
OdpowiedzUsuńjeżeli mogę to odniosę się do części o zhp. uważam, że rzęczą naturalną jest pytanie osobę, która może być opiekunem o to czy nim zostanie. statek tonie. okey niech bedzie. Pytam tylko czy to źle że staramy się zorganizować obóz? rozumiem łatwo jest rzucić organizacje takiego przedsiewziecia na barki ludziom ktorzy maja pierwszy raz tym doczynienia. do tego o pare miesiecy za pozno. razem z reszta mlodej kadry podjelismy sie tego mimo ze sytuacja byla podbramkowa. nie oczekuje uznania, chusteczek, podziwu tylko czasem pomocy. Podsumowując: cholernie mnie zabolało jak to przeczytałem. chodzi o to, że czasem przydaje się dodatkowa para rąk, która chociaż kubkiem wybiera woda z kadłuba. Pozdro Krogul
OdpowiedzUsuń