niedziela, 9 grudnia 2007

Hell yeah

Mam wnerwa. Lubię to. Czuję, że żyję. Łatwo wtedy wnerwiam innych.
To tak jak z byciem uśmiechniętym- też jak się uśmiechamy to inni też się uśmiechają. I wszyscy są uśmiechnięci.
Albo z ziewaniem. Spróbuj nie ziewać po przesiedzeniu z ziewaczkiem parunastu minut.
Albo z przeklinaniem. Powodzenia abyś po jakimś czasie sam nie zaczął kurwić językiem.
Albo z modą. No dalej, niech ktoś powie, że jest wyjątkowy.
Albo z najeżdżaniem na Dodę, Kaczyńskich lub losowo wybraną w tym tygodniu osobę. Każdy ma kogoś takiego.
Albo z jedzeniem czipsów. Zawsze wsysają. I ani patrzysz a trzeba arterie domestosem przeczyszczać.
Ludzkości. Owieczko w stadzie ty moja.


***

Runaway
Just be the same
Pissed and stamped
Forget the lamp
Look behind
And be so kind
To leave the show
To leave me alone

Runaway
Without a train
No rent or ticket
No lies to regret
Move forward from now
Don't twist your elbow
It doesn't matter
It didn't happen

Runaway
Try to complain
Mourning is near
It's almost here
Keep this sign
Pretend to be blind
This isn't the way
I don't want to play

Runaway
Without a disdain
It did happen for true
It was fantastic for you
It is simple to leave
But sometimes just live
Don't turn away
Don't runaway

Pozdrawiam
krogulczas

czwartek, 6 grudnia 2007

Im smilez bcauz ow u, fags

Message in a bottle

THE POLICE
MESSAGE IN A BOTTLE

Just a castaway
An island lost at sea
Another lonely day
With no one here but me
More loneliness
Than any man could bear
Rescue me before I fall into despair

I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle

A year has passed since I wrote my note
But I should have known this right from the start
Only hope can keep me together
Love can mend your life
But love can break your heart

I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle

Walked out this morning
Don't believe what I saw
A hundred billion bottles
Washed up on the shore
Seems I'm not alone at being alone
A hundred billion casatways
Looking for a home

I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle

Nie, nie czuję takiego osamotnienia jak ten rozbitek. Ale współczuję wszystkim wysyłającym takie butelki. Jeżeli moje współczucie komuś wystarcza i czuje się szczęśliwy to cieszy mnie to. Jeżeli ktoś oczekuje więcej to ma problem. Wypada czasem ruszyć dupsko i wziąć się za siebie. Najlepiej z pomocą przyjaciół.

Skoro już piszę. Polecam "The Police" zarówno tym, którzy znają jedynie "Every breath you take", jak i tym którzy nawet tej klasyki nie znają. Torrenta można znaleźć np. tu, na mininovie.

Pozdrawiam
krogulczas

niedziela, 18 listopada 2007

U-ha! Ha! hA! ha. Ha. Dość.

Chcę być rycerzem w lśniącej zbroi. Kropka.

Pozdrawiam
krogulczas

czwartek, 15 listopada 2007

Niech będzie popsikane

Następujących kilka przemyśleń nasunęło mi się w parę sekund po wyjściu z kibla, kiedy ujrzałem w łazience włączoną pralkę z zakończonym praniem, błagające o to aby je rozwiesić. Ale najpierw powyciskałem sobie parę (słownie: dwie sztuki) wągrów, podłubałem sobie w zębach za tym kawałkiem mięska który mi uciekł podczas obiadu i sprytnie się chował aż mnie język bolał od memłania i zacząłem rozwieszać pranie.
I tu zaczyna się element, który zalicza owo rozwieszanie prania na sznurkach podczepionych do sufitu do sportów ekstremalnych- ekstremalnie mnie denerwuje. Bo jak nie zaczepię jakimś ciuchem o jakiś wesoły kosmetyk rodzicielki to chyba bym sobą nie był. Nie wspominając, że specyfik za cy piendziesiont ląduje w wannie.
Tym razem było inaczej. Spodnie jedynie nasunęły się cudownie na jakąś różową butelkę. Rozwieszam pranie, podnoszę...
Jeb! siuch! wrzut! siuch! bam! łam! z waszych połączonych mocy... bum! tlum! jeee! prysk! bryzg! ślisk! błysk!
A zawsze zastanawiałem się skąd biorą takie zarypiste efekty dźwiękowe w filmach.
Dokończyłem rozwieszanie, podłubałem w uchu bo mnie swędzi, umyłem ręce i wyszedłem z łazienki

***



Zawsze się zastanawiałem- na co kobiecie tyle tych specyfików. Żeby na całej półce długości 19,5 ekierki 9-centymetrowej (na obecną chwilę złamanej na potrzeby pomiaru ostatniego odcinka) zajmować 90% powierzchni oraz dodatkowo dwie wiklinowe szafeczki, koszyczek, podręczna kosmetyczka. Ileż można? Ja ze swoimi dwoma ekierkami jestem w pełni usatysfakcjonowany (jedną ekierkę zajmuje szczotka).

***



Jakiś miesiąc temu zafundowałem sobie taki mały zakładzik sam ze sobą- że do ust nie wezmę komercyjnego gówna wyrobów komercyjnie cukierniczych. I żadnych słodyczy. Ani oranżadek, ani koli. Niczego spod tego znaku. Ot chciałem się przetestować.
W dniu mojego święta narodowego (słyszeli chyba o 11 listopada?), kiedy przypadają moje imieniny, przełamałem się. Mama zrobiła sernik. I cappucino. Tego nie wypadało odmówić przy dziadkach. Dziadkowie byli idealnym powodem gdy już wpadli. Sernik zniknął na następny dzień. Niestety, głównie rozdany przez nieuświadomioną moich niecnych zamiarów rodzicielkę.
Nie zjadałem takiego wesołego pożywionka i było mi z tym dobrze. Po raz pierwszy w życiu z własnej inicjatywy zakupiłem paprykę, ogórka i sałatę. Naraz. W tym samym czasie. I serek almette. I czułem się boski.
Co prawda do dzisiaj udało mi się powtórzyć tylko wyczyn z kolejną papryką i kolejną sałatą, ale i tak czuje się oczyszczony. Ten sernik dużo mi dał. Dziękuję mu za to. Wcześniej oszukiwałem samego siebie. Teraz przynajmniej żyję w zgodzie sam ze sobą. Walić zobowiązania. Lepiej bez nich. I weselej.

***



Aha. I nie smućcie się. I tak pozostanie to niezauważone. Tylko wartościowi ludzie zwrócą na to uwagę. Potem można mieć już tylko zajebisty humor tak jak ja wczoraj i dzisiaj i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy sobie kiedyś ulżyć słowami, których nigdy nie mieliście ochoty wypowiedzieć, ale tak się zdarzyło. Cudowna losowość :)

***



Nie ma to jak kible. Od razu chce się pisać.

Pozdrawiam
krogulczas

czwartek, 8 listopada 2007

Ups. Pardon.

(Strzałków)

-No i dajesz kierunkowskaz w lewo i skręcasz... skręcasz... SKRĘCASZ! KUR...
-Ups. Pardon.
-Jedź dalej, znajdą go...

(Okolice Nowego Cmentarza, Radomsko)

-Jedź prosto i za chwilę skręcamy... Sprzęgłoooooooookur...!
-Ups. Pardon.
-Chyba jakiś bezdomny... no nic, nowe żarcie z kota dla kota...

(Krakowska, Radomsko)

-Odbij w lewo bo wjedziesz na... CHODNIK DO JASNEJ...
-Ups. Pardon.
-Raz, dwa, trzy...
-Trzech?
-Nie, tak sobie liczę, pomaga mi to. Jedź.

(Szpital, Radomsko)

-Dobra, przepuść panią... na tym... kur... przejściu...
-Ups...
-Jedź...
-Może zadzwonimy na pogotwie?
-Usłyszą ją. Uwierz mi. Zmiażdżoną nogę człowiek bardzo prędko zauważa i nie jest z tego zadowolony.
-Pardon.
-JEDŹ!

(Centrum handlowe na Tysiącleciu, Radomsko)

-Dobra, zaparkujesz sobie...
-Mam odbić z lewo?
-Nie jeszcze, nie, za moment
-Ale przejadę dziewczynę
-Jaką dziew... kur...
-Ups. No tą, z rowerem. I kierownikiem w oku. I chyba hamulcem w gardle. Mój Boże, jak siodełko mogło wbić się w...
-Wyjdź już, kurwa...
-Pardon. To do wtorku trzynastego o 19:00?

***



Jak się dowiedziałem, stanowi jednej z poszkodowanych osób nic nie zagraża (tej spod szpitala), oprócz Psychoticus harmus accidentus automobilus, czyli psychozy pourazowej wypadkowo samochodowej. O stanie pozostałych będę na bieżąco informował.

***



Poza tymi kilkoma zdarzeniami nie było poważniejszych przerywników jak np. zgaśnięcie silnika. Pan Michał okazał się bardzo wyrozumiałym partnerem w obsłudze samochodu, tych wszystkich warkotów potężnego silnika, ruszania z kopyta, rżnięcia gaźnika gazem i ciągnięcie jego nieposkromionych obrotów w dół. Mrau.
Wiem za to, że trzeba będzie popracować nad stawaniem i ruszaniem, stosowaniem sprzęgła (cały czas bym je dociskał najchętniej, czy to hamulec czy gaz) i z kontrolą kierownicy (niemiłe uczucie jak na ułamek sekundy nie czujesz dotyku kierownicy na opuszkach). Wesoło.

***



A maturą jestem zawiedzion. Na całej linii mnie zawiedziono w pole. Czy tam wywieziono na Sybir. Czy wywiedziono w sądzie... nie pamiętam. Niby rozszerzone wszystkie poziomy wzdłuż i wszerz, niby od najmłodszych lat jestem indoktrynowany poziomem, a tu jak przychodzi co do czego to muszę powiedzieć, że takiego wała jeżeli chodzi o poziom. Powstrzymam się od śmiechu jak belfrzy będą chcieli wiedzieć jak się teraz pilnie zacznę uczyć.

Pozdrawiam
krogulczas

wtorek, 6 listopada 2007

Ragnarok raz na rok

Trochę przeorganizowałem linki, dodając na ten przykład kategorię "Polecam". Mam nadzieję, że pojawi się w najbliższym czasie przynajmniej jeden nowy link na tydzień (niekoniecznie polecany ;)).

***



1. Maturalny polski jakości próbnej w poziomie rozszerzonym jest już za nami. Śmiesznie było, szczególnie, że test jak się zdaje- zawaliłem. I tak będę stanowczo protestował przed ocenianiem tego skuczysyństwa, które robię dla siebie, a nie po to aby nauczyciel miał ocenę.
2. Na pewno przyda się w końcu wyrobienie dowodu :P.
3. Alexie, na mnie się nie patrzy. Mnie się czyta i pożąda, niekoniecznie w tej kolejności, niekoniecznie oba jednocześnie bądź w krótkich odstępach czasowych ;).

***



Spóźniłem się trochę na wykłady na prawo jazdy. Aby się jakoś usprawiedliwić, pozwoliłem sobie powiedzieć, że samochód nie chciał mi odpalić. Poskutkowało.
W końcu upragnioną jazdę mam umówioną. Po chyba trzech tygodniach perypetii, kiedy to oferowano mi jazdę głównie na godzinę lub i pół godziny przed właściwym terminem, kiedy to nie chciało im się znaleźć możliwości jazdy za widoku (czyli nawet jeszcze o tej 15 czy 16), po upartej propagandzie skierowanej na godzinę 17 ("-O 17 nie jest ciemno. -To jaka godzina jest za oknem? O przepraszam, trochę za ciemno żebym mógł zobaczyć. Ma pani zegarek?"), zacznę naukę jazdy od kontroli pojazdu w warunkach, sensu stricte, beznadziejnych. No ale nic to. Sami tego chcieli żeby posyłać humanistę za kółka po lodowisku. Jak mnie zdenerwują to kupię im łyżwy do każdego samochodu, po dwie pary, po sztuce na koło.

***



A więc powtarzam:
O godzinie 17:00 pod Urzędem Miasta Radomska ogłoszoną zostaje strefa rażenia, w którą nikt o zdrowych zmysłach i jeszcze zdrowym ciele z własnej nieprzymuszonej woli ładować się nie powinien. Likwidacja zużytych baterii, niewolników i ex wszelkich maści będzie poddana opłacie. Szczegóły pod numerem kontaktowym mojej komórki.

***



Nie chce mi się pisać o Ragnarok Online. Ale wróciłem sobie do tego. Na razie na Dark KDR bo tam pamiętma hasło, ale na KDR wszelka ułomność znajoma się zebrała i czekam na odzyskanie hasła.

***



Jutro matura z historii. Phi. Phy. Phu. Pho. Pha. Phe. Phi.
Obiecałem, że to przeczytacie. Powodzenia wszystkim z I LO na maturze. Jeszcze dwie, a potem laba do maja.

Pozdrawiam
krogulczas

poniedziałek, 5 listopada 2007

Bój się słów

Ponownie się mobilizuję. Wcześniej pracowałem nad stylem, teraz popracuję nad częstotliwością.
Bójcie się swoich słów. Komentarze nie znają dnia ani godziny kiedy dostaną okazje stać się notką.
Aha. No.

***



Kocham gorączkę w nocy. Dzięki niej przespałem 4 godziny, a kiedy nie spałem, brałem udział w Rewolucji Francuskiej. Albo topiłem się w cysternie z mlekiem, dochodząc do wniosku "Kurde! Głupio tak umrzeć od efektu laktacji krowy". Ale nie przeszkadzało mi to i napawałem się tą wizją, chociaż po raz pierwszy zdarzyło mi się w moich nocnych majakach nie wyjść z sytuacji obronną ręką, ale rzeczywiście pójść... na dno.
Ale udusić się od mleka. W sensie być w mleku, które momentalnie zamienia się kożuch. Na początku wystarczy go rozrywać, ale potem, kiedy ten kożuch odkładał się na rękach, złączył się z tułowiem i nie pozwalał na ruch, w końcu się dusisz.
Nie mierzyłem sobie gorączki w nocy :D. Ale musiałem mieć nieźle nagrzane, chociaż dzisiaj rano przyjemnie spadło do 35,5. Aż przyjemnie jest wspomnieć epizod, kiedy miałem pisać klasówkę z niemieckiego w klasie gimnazjalnej (trzeciej bodajże).
Jak to bywa ze sprawdzianami- dla Romka mundurek założę byle nie pisać. Wmawiałem więc sobie jaki to ja słaby jestem, jak to się niedobrze czuję, jak to mi słabo, jak to mi niedobrze... No i poczułem się niedobrze. Bardzo źle. Totalnie fatalnie. Udało mi się wyrwać do pielęgniarki, ta niczym niestrudzona zmierzyła temperaturę... i wyszło 34,7. "Jeszcze 0,2 stopnia niżej i powinieneś być martwy"- usłyszałem w ramach komentarza do tegoż stanu. Ale sprawdzian mnie ominął.

***



Odpoczywam sobie intensywnie. Jutro co prawda matura z polskiego, ale skoro już idę na Jana, czyli partyzanckiego kozaka, to się tym nie przejmuję. Szkoda tylko, że muszę być w szkole już o 7.30... O, i długopis jaki kupić w sklepie. Może będą. A może nie.
Powodzenia wszystkim z I LO. Za jakiś czas usłyszycie ponownie to samo >:).

Pozdrawiam
krogulczas