niedziela, 18 listopada 2007

U-ha! Ha! hA! ha. Ha. Dość.

Chcę być rycerzem w lśniącej zbroi. Kropka.

Pozdrawiam
krogulczas

czwartek, 15 listopada 2007

Niech będzie popsikane

Następujących kilka przemyśleń nasunęło mi się w parę sekund po wyjściu z kibla, kiedy ujrzałem w łazience włączoną pralkę z zakończonym praniem, błagające o to aby je rozwiesić. Ale najpierw powyciskałem sobie parę (słownie: dwie sztuki) wągrów, podłubałem sobie w zębach za tym kawałkiem mięska który mi uciekł podczas obiadu i sprytnie się chował aż mnie język bolał od memłania i zacząłem rozwieszać pranie.
I tu zaczyna się element, który zalicza owo rozwieszanie prania na sznurkach podczepionych do sufitu do sportów ekstremalnych- ekstremalnie mnie denerwuje. Bo jak nie zaczepię jakimś ciuchem o jakiś wesoły kosmetyk rodzicielki to chyba bym sobą nie był. Nie wspominając, że specyfik za cy piendziesiont ląduje w wannie.
Tym razem było inaczej. Spodnie jedynie nasunęły się cudownie na jakąś różową butelkę. Rozwieszam pranie, podnoszę...
Jeb! siuch! wrzut! siuch! bam! łam! z waszych połączonych mocy... bum! tlum! jeee! prysk! bryzg! ślisk! błysk!
A zawsze zastanawiałem się skąd biorą takie zarypiste efekty dźwiękowe w filmach.
Dokończyłem rozwieszanie, podłubałem w uchu bo mnie swędzi, umyłem ręce i wyszedłem z łazienki

***



Zawsze się zastanawiałem- na co kobiecie tyle tych specyfików. Żeby na całej półce długości 19,5 ekierki 9-centymetrowej (na obecną chwilę złamanej na potrzeby pomiaru ostatniego odcinka) zajmować 90% powierzchni oraz dodatkowo dwie wiklinowe szafeczki, koszyczek, podręczna kosmetyczka. Ileż można? Ja ze swoimi dwoma ekierkami jestem w pełni usatysfakcjonowany (jedną ekierkę zajmuje szczotka).

***



Jakiś miesiąc temu zafundowałem sobie taki mały zakładzik sam ze sobą- że do ust nie wezmę komercyjnego gówna wyrobów komercyjnie cukierniczych. I żadnych słodyczy. Ani oranżadek, ani koli. Niczego spod tego znaku. Ot chciałem się przetestować.
W dniu mojego święta narodowego (słyszeli chyba o 11 listopada?), kiedy przypadają moje imieniny, przełamałem się. Mama zrobiła sernik. I cappucino. Tego nie wypadało odmówić przy dziadkach. Dziadkowie byli idealnym powodem gdy już wpadli. Sernik zniknął na następny dzień. Niestety, głównie rozdany przez nieuświadomioną moich niecnych zamiarów rodzicielkę.
Nie zjadałem takiego wesołego pożywionka i było mi z tym dobrze. Po raz pierwszy w życiu z własnej inicjatywy zakupiłem paprykę, ogórka i sałatę. Naraz. W tym samym czasie. I serek almette. I czułem się boski.
Co prawda do dzisiaj udało mi się powtórzyć tylko wyczyn z kolejną papryką i kolejną sałatą, ale i tak czuje się oczyszczony. Ten sernik dużo mi dał. Dziękuję mu za to. Wcześniej oszukiwałem samego siebie. Teraz przynajmniej żyję w zgodzie sam ze sobą. Walić zobowiązania. Lepiej bez nich. I weselej.

***



Aha. I nie smućcie się. I tak pozostanie to niezauważone. Tylko wartościowi ludzie zwrócą na to uwagę. Potem można mieć już tylko zajebisty humor tak jak ja wczoraj i dzisiaj i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy sobie kiedyś ulżyć słowami, których nigdy nie mieliście ochoty wypowiedzieć, ale tak się zdarzyło. Cudowna losowość :)

***



Nie ma to jak kible. Od razu chce się pisać.

Pozdrawiam
krogulczas

czwartek, 8 listopada 2007

Ups. Pardon.

(Strzałków)

-No i dajesz kierunkowskaz w lewo i skręcasz... skręcasz... SKRĘCASZ! KUR...
-Ups. Pardon.
-Jedź dalej, znajdą go...

(Okolice Nowego Cmentarza, Radomsko)

-Jedź prosto i za chwilę skręcamy... Sprzęgłoooooooookur...!
-Ups. Pardon.
-Chyba jakiś bezdomny... no nic, nowe żarcie z kota dla kota...

(Krakowska, Radomsko)

-Odbij w lewo bo wjedziesz na... CHODNIK DO JASNEJ...
-Ups. Pardon.
-Raz, dwa, trzy...
-Trzech?
-Nie, tak sobie liczę, pomaga mi to. Jedź.

(Szpital, Radomsko)

-Dobra, przepuść panią... na tym... kur... przejściu...
-Ups...
-Jedź...
-Może zadzwonimy na pogotwie?
-Usłyszą ją. Uwierz mi. Zmiażdżoną nogę człowiek bardzo prędko zauważa i nie jest z tego zadowolony.
-Pardon.
-JEDŹ!

(Centrum handlowe na Tysiącleciu, Radomsko)

-Dobra, zaparkujesz sobie...
-Mam odbić z lewo?
-Nie jeszcze, nie, za moment
-Ale przejadę dziewczynę
-Jaką dziew... kur...
-Ups. No tą, z rowerem. I kierownikiem w oku. I chyba hamulcem w gardle. Mój Boże, jak siodełko mogło wbić się w...
-Wyjdź już, kurwa...
-Pardon. To do wtorku trzynastego o 19:00?

***



Jak się dowiedziałem, stanowi jednej z poszkodowanych osób nic nie zagraża (tej spod szpitala), oprócz Psychoticus harmus accidentus automobilus, czyli psychozy pourazowej wypadkowo samochodowej. O stanie pozostałych będę na bieżąco informował.

***



Poza tymi kilkoma zdarzeniami nie było poważniejszych przerywników jak np. zgaśnięcie silnika. Pan Michał okazał się bardzo wyrozumiałym partnerem w obsłudze samochodu, tych wszystkich warkotów potężnego silnika, ruszania z kopyta, rżnięcia gaźnika gazem i ciągnięcie jego nieposkromionych obrotów w dół. Mrau.
Wiem za to, że trzeba będzie popracować nad stawaniem i ruszaniem, stosowaniem sprzęgła (cały czas bym je dociskał najchętniej, czy to hamulec czy gaz) i z kontrolą kierownicy (niemiłe uczucie jak na ułamek sekundy nie czujesz dotyku kierownicy na opuszkach). Wesoło.

***



A maturą jestem zawiedzion. Na całej linii mnie zawiedziono w pole. Czy tam wywieziono na Sybir. Czy wywiedziono w sądzie... nie pamiętam. Niby rozszerzone wszystkie poziomy wzdłuż i wszerz, niby od najmłodszych lat jestem indoktrynowany poziomem, a tu jak przychodzi co do czego to muszę powiedzieć, że takiego wała jeżeli chodzi o poziom. Powstrzymam się od śmiechu jak belfrzy będą chcieli wiedzieć jak się teraz pilnie zacznę uczyć.

Pozdrawiam
krogulczas

wtorek, 6 listopada 2007

Ragnarok raz na rok

Trochę przeorganizowałem linki, dodając na ten przykład kategorię "Polecam". Mam nadzieję, że pojawi się w najbliższym czasie przynajmniej jeden nowy link na tydzień (niekoniecznie polecany ;)).

***



1. Maturalny polski jakości próbnej w poziomie rozszerzonym jest już za nami. Śmiesznie było, szczególnie, że test jak się zdaje- zawaliłem. I tak będę stanowczo protestował przed ocenianiem tego skuczysyństwa, które robię dla siebie, a nie po to aby nauczyciel miał ocenę.
2. Na pewno przyda się w końcu wyrobienie dowodu :P.
3. Alexie, na mnie się nie patrzy. Mnie się czyta i pożąda, niekoniecznie w tej kolejności, niekoniecznie oba jednocześnie bądź w krótkich odstępach czasowych ;).

***



Spóźniłem się trochę na wykłady na prawo jazdy. Aby się jakoś usprawiedliwić, pozwoliłem sobie powiedzieć, że samochód nie chciał mi odpalić. Poskutkowało.
W końcu upragnioną jazdę mam umówioną. Po chyba trzech tygodniach perypetii, kiedy to oferowano mi jazdę głównie na godzinę lub i pół godziny przed właściwym terminem, kiedy to nie chciało im się znaleźć możliwości jazdy za widoku (czyli nawet jeszcze o tej 15 czy 16), po upartej propagandzie skierowanej na godzinę 17 ("-O 17 nie jest ciemno. -To jaka godzina jest za oknem? O przepraszam, trochę za ciemno żebym mógł zobaczyć. Ma pani zegarek?"), zacznę naukę jazdy od kontroli pojazdu w warunkach, sensu stricte, beznadziejnych. No ale nic to. Sami tego chcieli żeby posyłać humanistę za kółka po lodowisku. Jak mnie zdenerwują to kupię im łyżwy do każdego samochodu, po dwie pary, po sztuce na koło.

***



A więc powtarzam:
O godzinie 17:00 pod Urzędem Miasta Radomska ogłoszoną zostaje strefa rażenia, w którą nikt o zdrowych zmysłach i jeszcze zdrowym ciele z własnej nieprzymuszonej woli ładować się nie powinien. Likwidacja zużytych baterii, niewolników i ex wszelkich maści będzie poddana opłacie. Szczegóły pod numerem kontaktowym mojej komórki.

***



Nie chce mi się pisać o Ragnarok Online. Ale wróciłem sobie do tego. Na razie na Dark KDR bo tam pamiętma hasło, ale na KDR wszelka ułomność znajoma się zebrała i czekam na odzyskanie hasła.

***



Jutro matura z historii. Phi. Phy. Phu. Pho. Pha. Phe. Phi.
Obiecałem, że to przeczytacie. Powodzenia wszystkim z I LO na maturze. Jeszcze dwie, a potem laba do maja.

Pozdrawiam
krogulczas

poniedziałek, 5 listopada 2007

Bój się słów

Ponownie się mobilizuję. Wcześniej pracowałem nad stylem, teraz popracuję nad częstotliwością.
Bójcie się swoich słów. Komentarze nie znają dnia ani godziny kiedy dostaną okazje stać się notką.
Aha. No.

***



Kocham gorączkę w nocy. Dzięki niej przespałem 4 godziny, a kiedy nie spałem, brałem udział w Rewolucji Francuskiej. Albo topiłem się w cysternie z mlekiem, dochodząc do wniosku "Kurde! Głupio tak umrzeć od efektu laktacji krowy". Ale nie przeszkadzało mi to i napawałem się tą wizją, chociaż po raz pierwszy zdarzyło mi się w moich nocnych majakach nie wyjść z sytuacji obronną ręką, ale rzeczywiście pójść... na dno.
Ale udusić się od mleka. W sensie być w mleku, które momentalnie zamienia się kożuch. Na początku wystarczy go rozrywać, ale potem, kiedy ten kożuch odkładał się na rękach, złączył się z tułowiem i nie pozwalał na ruch, w końcu się dusisz.
Nie mierzyłem sobie gorączki w nocy :D. Ale musiałem mieć nieźle nagrzane, chociaż dzisiaj rano przyjemnie spadło do 35,5. Aż przyjemnie jest wspomnieć epizod, kiedy miałem pisać klasówkę z niemieckiego w klasie gimnazjalnej (trzeciej bodajże).
Jak to bywa ze sprawdzianami- dla Romka mundurek założę byle nie pisać. Wmawiałem więc sobie jaki to ja słaby jestem, jak to się niedobrze czuję, jak to mi słabo, jak to mi niedobrze... No i poczułem się niedobrze. Bardzo źle. Totalnie fatalnie. Udało mi się wyrwać do pielęgniarki, ta niczym niestrudzona zmierzyła temperaturę... i wyszło 34,7. "Jeszcze 0,2 stopnia niżej i powinieneś być martwy"- usłyszałem w ramach komentarza do tegoż stanu. Ale sprawdzian mnie ominął.

***



Odpoczywam sobie intensywnie. Jutro co prawda matura z polskiego, ale skoro już idę na Jana, czyli partyzanckiego kozaka, to się tym nie przejmuję. Szkoda tylko, że muszę być w szkole już o 7.30... O, i długopis jaki kupić w sklepie. Może będą. A może nie.
Powodzenia wszystkim z I LO. Za jakiś czas usłyszycie ponownie to samo >:).

Pozdrawiam
krogulczas

niedziela, 4 listopada 2007

Karamba

Godzina 17:05. Temperatura ciała: 38,2.
Godzina 19:30. Temperatura ciała: 37,7.
Godzina 20:10. Rozpoczęto pisanie notki.

Korzystam dwojako z wynalazku komputera osobistego przenośnego, inaczej laptopa albo notebooka. Przgrywa mi Republika- Republika marzeń. Po pierwsze- mogę pisać nie wychodząc z łóżka. Po drugie, całkiem skutecznie dodatkowo ogrzewa mi uda.

***



Skończyła się "Republika marzeń", Czas na Marilyna Mansona- Cake and Sodomy

***



Postanowiłem trochę popisać z nudów. Skończyłem uczyć się WOs'u na który pewnie i tak jutro nie pójdę. Zobaczymy, czy uda się iść na matury próbne we wtorek, środę i czwartek.

***



O. Soundtrack z "Hack//Sign". Utwór 12. "Foreigners"

***



Obejrzę sobie "Pachnidło". Mam je już z tydzień, ale nie znalazłem chwilki, żeby sobie przyswoić. Swoją drogą, serdecznie polecam oryginał w wersji książkowej.

***



Notkę kończą The Doors- My wild love.

Pozdrawiam
krogulczas

sobota, 3 listopada 2007

Są takie notki przy których wolę nie wymyślać tytułu, ale i tak go wymyślam. Tym razem nie będzie go

Siadam z nieodpartą wolą braku woli. Bo muszę coś z siebie wykrzesać. Akurat tak mi coś na mózg padło.
Mimo, że boli mnie otarty tyłek, to siądę. Idzie się przyzwyczaić. Wcinam sobie płatki kukurydziane z N. rodem. Leci co popadnie- Scorpions’i, Republika, Iron Maiden.

Czym jest brak woli? Tym co właśnie robię. Walczę sam ze sobą, żeby nie napisać tego, czego część mnie nie chce zapisać. A są rzeczy które chciałbym napisać. A powodem, dla których ich nie napiszę, jest to, że mi się nie chce. Lenistwo? Brak zapału? Chęć zmiany toku myślenia? Wyparcie?

Wyznam Wam szczerze, że czuję się gorszy ilekroć to słyszę o dawnych wyczynach wszystkich tych wyczynowców naokoło. A to jak to czyjegoś dziadka ustrzelili w niejakim Katyniu pod Smoleńskiem. A to jak ktoś odpompowywał benzynę pod komendą policji. A to jak ktoś miał głęboko w poważaniu własnych rodziców i skupiał się na nauce aby uciec z domu. A to co się dzieje na wykładach. A to jak ktoś uciekł z aresztu radzieckiego, a o innym dla porównania wiem, że z kolei z aresztu niemieckiego nie został wyrwany. I tam też zginął. A to jak udusiłem z miłości dwie kaczuszki jak byłem berbeciem malutkim i chciałem je pokazać ś.p. pradziadziusiowi. A to jak ktoś tak komuś odpowiedział ,że tamten odszedł, bo poczuł w sobie coś, co nie pozwalało mu już tylekroć dalszego czasu spędzać w tym samym miejscu co tamten.
Naprawdę, zazdroszczę tym wszystkim, którzy mogli w tym brać udział. My nie mamy takich rozrywek. Albo ich nie pamiętamy, jak np. ja dwóch, niekoniecznie politycznych, ofiar mojej miłości. Szkoda, bo przydałoby się trochę rozrywki w życiu. Granatem zaczepno-prozaicznym chociażby.
Nudna ta egzystencja tak zasadniczo. Czekamy jedynie na rozrywki jakich dostarczy nam otoczenie, youtube, myspace, "Pudelek donosi" albo taki blog jak ten. Filozofia Zen, Stoicka, Chrześcijańska, Hedonistyczna, Emo, Your_Penis_Can_Be_BIG_Like_The_Guy_You_Stand_Next_To. Po prostu nudy.

Jedyne co jak na razie wiem to to, że na Wszystkich Świętych w następnym i następnych latach będę miał dwa groby więcej do odwiedzenia. Prapradziadków odkryłem z XIX wieku gdzie zostali pochowani. Niesamowite uczucie. I będę je pielęgnować, tak jak ich groby.

***



Wszyscy naokoło mnie są w jakimś takim ponurym nastroju. Nawet na mnie powoli zaczynają wpływać. Co jest do jasnej cholery? Jesień Wam w dupach przewraca? Nie uczą się, z domu też nie wychodzą, ani nie przez jakieś drobnoustrojstwo co im się w ciele zagnieździło, ani nie dlatego że PiS nadal jest w rządzie. Czyżby znowu nadchodziło długie zimowe wieczory? Jak na razie jedynie jesienne, ale już i tak dość długawe.
Do przodu posuwa się jedynie wskazówka zegara i to jedzenie w przewodzie pokarmowym. Żadna konkretna myśl.
Wciąż pokładam głębokie nadzieje, że uda mi się dostać na psychologię. Na pewno będę miał szersze możliwości poznania ludzkiej natury. Natury nudy.

***



Panie i Panowie. Pojąłem Pratchett’a, zafascynowanego, i przelewającego tę fascynację, ludzkim zjawiskiem nudy. Zapewne on też się nudził kiedy to rozpracowywał.

***



Poza tym, warto obserwować własnych rodziców. A przynajmniej tych z którymi się wychowujesz. To dla mnie prawdziwie magiczna rzecz jak powoli odkrywam co mnie w istocie determinuje, a określam to nam podstawie moich obserwacji poczynionych w trakcie wielu miesięcy.

(3 godziny później)

Zrobiłem sobie przerwę na "Twierdzę" z Seanem Connery, Nicolasem Cage, Ed’em Harris’em, Johnem Spencer’em, Davidem Morse’em. Kultowy film, kultowa obsada. Miło było go sobie odświeżyć, szczególnie, że Sean doskonale spełnił się jako rodowity wyspowicz. Ta elegancja w dowcipie... coś niepowtarzalnego. Ale raczej nie będą tego czytać osoby, które "Twierdzy" nie znają.

***



Chyba jestem na etapie impresjonizmu- chcę zapisywać każdy fragmencik mojego życia, który jest godny uwagi. Mojej uwagi. Ale to by się zgadzało z tym co właśnie przerabiam tj. modernizm. I tak jest z każdym.
Chcemy sprobować tego co proponują nam kolejne epoki. Aż dochodzimy do współczesności, w której wszystkie dotychczasowe doświadczenia na każdym zostawiły swój niepowtarzalny świat. Sposób wychowania poprzez adaptację można by rzec. Jedna z cenniejszych obserwacji jakie udało mi się poczynić.
Nie zmienia to jednakże faktu, że potrzeba notowania wszystkiego na bieżąco kłóci się z moją praktyczną naturą. Nie jestem typem osoby, która rzuci wszystko dla własnej przyjemności. Z założenia, najpierw trzeba dokończyć pewne obowiązki, a potem można szaleć. Oznacza to, że niejednokrotnie olewam pewne sprawy, w imię epikurejskiego dążenia do łatwiejszej przyjemności. Ale przecież nie wyjdę w środku lekcji żeby wyartykułować dosadnie czym właśnie nauczyciel doprowadził mnie do stanu uśmiechu z obłędem Giertycha właśnie wstrzykującego mizerykordią zastrzyk gejowi. I chwila mija. I dobrze.

***



Miałem niedawno bardzo ciekawy sen. Jeden z tych które raczej zapamiętam (jak do tej pory udało się to chyba trzem).
Jadę motorem. Takim jednym piekielnie szybkim. Motor jak motor, ciekawsze było moje położenie, kiedy jakoś trzeba było skręcać bo gonił mnie jakiś brodaty maniak w furgonetce. A jak tu skręcać, kiedy leży się na motorze, z nogami wyciągniętymi do tyłu i... bez kierownicy? Ano specjalnym kawałkiem metalu, który przypominał krzywizną bumerang. Metalu tak piekielnie ostrego, że wbijał się w czarny asfalt, tnąc go z metalicznym piskiem i zgrzytem zarazem, przy którym rozpalone do bieli iskry leciały we wszystkich kierunkach. I to pozwalało mi na skręt przy Bóg jeden wie jakiej prędkości.
Zgubiłem osobnika w furgonetce, ale... wyjechałem na Strzałków. Nie pytajcie mnie skąd on się tam wziął. I niech nie poczują się obrażeni Ci, którzy przeczytają, że natychmiast zawróciłem :).
Dokąd? Moim oczom niespodziewanie ukazała się tabliczkę "Piotrków", a w oddali majaczył zjazd na autostradę, którą (wedle domysłu) miałbym tam dojechać. Lecz tam nie można było jechać. Czułem to. Mijali mnie kierowcy, a na ich twarzach widziałem pustkę, obojętność, samotność i... zagubienie. Krążyli w jedną i drugą stronę jakby w zwolnionym tempie, a ja dołączałem do nich. Traciłem ostrość obrazu, zwalniałem... W ostatniej chwili zjechałem gdzieś ulicą w prawo. Udało mi się ocaleć od zapomnienia tego co mnie otacza! Uradowany z siebie, wyjechałem na kolejną drogę. Taka zwyczajna jezdna, dwupasmowa. Przejechałem powoli na je drugą stronę, zatrzymałem się pod białym znakiem po prawo, aby... zawiązać buty. I kiedy wiązałem sznurówki, podeszła do mnie grupa mężczyzn, głównie młodych. Ja, klęczący nad butem, a oni- stojący nade mną. Oczywista sytuacja, prawda? Zaczęli mnie bić, butować, pałować, łańcuchować, czochrać, tarzać. I w jednej chwili udało mi się wyrwać! Wsiadłem na siedzenie, odpaliłem motor i odjechałem dalej tą drogą, którą wcześniej uciekłem przed Piotrkowem i którą przecinała dwupasmowa droga przy której dopiero co mnie napadli.
Okazało się, że droga ponownego wybawienia prowadziła w dół leśnego zbocza, wciąż pozostając asfaltową. Wiła się jak wąż wokół wzgórza- ba! góry! Nagle, po mojej prawej i lewej ukazali się moi oprawcy. Byli w kaskach, ale wiedziałem, że to oni. Tak jak ja, oni też cięli powietrze na motorach, lecz takich normalnych kierownikowych.
I oto, ni z tego ni z owego, nagle znalazłem się w środku wyścigu. Znowu poleciały iskry. Oprawcy stali się oponentami, droga- torem, znaczonym rowem wycinanym przez bumerang. Kolejni przeciwnicy odpadali. Wiedziałem, że jeszcze sporo ich zostało, mimo, że wielu na moich oczach rozwalało się z powodu jakiejś nierówności albo czegoś takiego. Tyle dobrego, że wyobraźnia oszczędziła mi widoku rozbijania czaszki po takiej prędkości...
Dojechałem pierwszy. Zwyciężyłem!
I potem nic już nie było. Chyba wtedy się obudziłem.

Marilyn Manson- Lamb of God

There was Christ in the metal shell
There was blood on the pavement
The camera will make you God
That's how Jack became sainted

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God

Nothing's going to change
Nothing's going to change the world

There was Lennon and the happy gun
There were words? on the pavement
We were looking for the lamb of God
We were looking for Mark David

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world

It took three days for him to die
The born again to buy the serial rights
Lamb of God have mercy on us
A lamb of God, will you dread us?

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change(4x)

Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world

If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and a lamb of God

Nothing's going to change the world

Pozdrawiam
krogulczas