Fotelik podwyższony, nogi w całej nagiej okazałości wystawione na działania temperatur pokojowych, WOS w dupie. Tylko pisać mi się zachcewa. Bo jestem szczęśliwy.
Dzisiaj doświadczyłem jednego z tych dni, które pospolici ludzie nazywają „najszczęśliwszymi”. Wkurzyłem matkę tak, że cały czas wynajdywała mi nowe zadania. Zadanka-pierdółki, polecenia-imaginacje, wszystko to okraszone tonem maksymalnego wyprowadzenia ze stanu równowagi. Jestem wyrodnym synem, wiem.
Ale ja po prostu miałem nadzieję. Ja po prostu wierzę w cuda.
Bo cudem jest to, że na dzisiejszym USG nie było widać nawet śladu raka, zdiagnozowanego parę miesięcy temu. Przypadek? Cud? Co u diabła?
Dowiedziałem się o tym jak zwykle już- przypadkiem. Ot już taką dumną matkę mam. Rozmawiała przez telefon z siostrą, z innymi koleżankami.
Elka należy do bardzo powściągliwych osób. Taki wynik jest dla niej powodem do zmartwień, a właściwie do podejrzeń. Skąd się to wzięło, to musiałbym opisać wszystkie moje lata które pamiętam, a które z nią miałem okazję przeżyć.
Ona czeka na badania w marcu. Cytologiczne. Ale nadzieja się we mnie na nowo obudziła.
-No to co to jest? Cud?
-A co! Pewno!
I już miałem ciekawy wieczór. Odkurzając, myjąc wannę, wynosząc śmieci i/lub naczynia pozmywane i wykonując inne drobne prace domowe, cały czas chodziłem z uśmiechniętą gębą. I łzami. Takim drobniutkimi, tymczasowymi, prostymi i niepozornymi. Z takimi szczęśliwymi łzami. Cały czas się odzywają. Bo jestem szczęśliwy.
I coś dla duszy muzycznej. They Might Be Giants- Istanbul Not Constantinople. Podziękowania dla Krecia za chęci w wysłaniu. Pozdrowionka też dla Dzwonka- damy radę :). A mama da radę jak zwykle, to ją zostawiam samej sobie- i tak w to nie wierzy XD.
środa, 27 lutego 2008
poniedziałek, 25 lutego 2008
Łechu łechu
Parę ciekawostek z netu, ot dla jajków.
Męskie Spytki
Zwyczajnie, życzę dobrej zabawy w zapoznawaniu się z nowym pokoleniem flirtowników :).
Jako akompaniament, podrzucam 'The Police - King Of Pain, który jednocześnie można traktować jako soundtrack do "Croteza" :).
Wyszperałem starą reklamę po obejrzeniu dokumentu o Scorseem, reżyserze wybitnym, tym od "Awiatora" czy "Gangów NY", ale także od "Taksówkarza" parodiowanego w naszym ojczystym Kilerze.
Martin Scorsee i American Express
I od razu na myśl przyszła mi genialna reklama BZ WBK. Geniusz Pythona!
BZ WBK
Zakańczając linkowanie, był, prawda, Stage6. Ale zdechło mu się. A właściwie dopiero mu się się zdechnie w czwartek. Bo nierentowne. Noooo to... powstanie Stage7. Oby.
Łechu łechu niach niach chacharara.
Męskie Spytki
Zwyczajnie, życzę dobrej zabawy w zapoznawaniu się z nowym pokoleniem flirtowników :).
Jako akompaniament, podrzucam 'The Police - King Of Pain, który jednocześnie można traktować jako soundtrack do "Croteza" :).
Wyszperałem starą reklamę po obejrzeniu dokumentu o Scorseem, reżyserze wybitnym, tym od "Awiatora" czy "Gangów NY", ale także od "Taksówkarza" parodiowanego w naszym ojczystym Kilerze.
Martin Scorsee i American Express
I od razu na myśl przyszła mi genialna reklama BZ WBK. Geniusz Pythona!
BZ WBK
Zakańczając linkowanie, był, prawda, Stage6. Ale zdechło mu się. A właściwie dopiero mu się się zdechnie w czwartek. Bo nierentowne. Noooo to... powstanie Stage7. Oby.
Łechu łechu niach niach chacharara.
sobota, 23 lutego 2008
Parę dni zaniedbania
Wyobraźcie sobie miasto równie stare co azteckie Tenochtitlan.
Wyobraźcie sobie miejsce, w którym historia dosłownie góruje ponad żywymi.
Wyobraźcie sobie wreszcie miejsce, w którym na placu zabaw jest postawiona kapliczka. A dwie przy wejściu na boisko sportowe.
To właśnie Chęciny. Miasteczko, w którym miałem okazję poznać granice własnej wytrzymałości.
Głupio i przypadkiem, zapewne tylko część ... Ale swoje o swoim wiem.
Tydzień, który w Chęcinach spędziłem, przehulałem.
Bezsenne noce, senne dnie. Szybkie pobudki po chleb. Niekończące się wędrowanie i błądzenie. Błotniste i mokre trasy, dukty i ścieżki po wzgórzach i pagórkach, lasach i ruinach.
Uszkodzenia torebki stawowej kostki powtarzające się każdego dnia podczas chodzenia i biegania pod górkę i z górki, nienawiść do uomności i uosiowatości Krów Szczepowych, głupota zespołu „R”.
Szarża na zamek w rękawicach z fragmentami Cielęcej skóry, ułańska fantazja i dobrzańskie samopoczucie, odnaleziona przez łut głupoty nekropolia żydowska ze wszelkimi swymi skarbami.
Z biologią nie ma się co wykłócać jeżeli nie jesteś odpowiednio przygotowany. Ja nie byłem. Ale już jestem!
Wystarczy dawać organizmowi to, czego się domaga. Jeżeli zasypiasz podczas przeglądania zdjęć, jeżeli zasypiasz pod prysznicem, jeżeli zasypiasz czuwając na zbliżającą się grupę z zniczem w dłoniach, jeżeli wreszcie zasypiasz jak ktoś mówi wprost do ciebie, to trzeba położyć się spać. Ja byłem w takim stanie. A wystarczyło mi do tego dwadzieścia godzin aktywności, potem trzy godziny snu, potem trzydzieści przechodzonych kilometrów z przerwami na posiłki, potem czuwanie do piątej nad ranem... Łącznie od środowego poranka tj. 6.00 do piątkowego wieczora przespałem 4 godziny w nocy. Za dnia w sumie drugie tyle. I wiem, że jeszcze szybciej organizm nie wytrzymuje takiego tempa :). Np. takie głupie pieniądze zawieruszone przypadkiem, jakieś 2700 złotych XD.
Albo taka głupia faktura na 19 złotych 56 groszy. Po raz pierwszy w życiu podczas szukania czegoś wpadłem w szał i obsesję, obłęd i panikę. Użyłem bez wahania siły fizycznej, na przedmiotach i ludziach, byleby tylko ją znaleźć. Prawie doświadczyłem od lat wyczekiwanego ataku astmy. Aby się uspokoić, oszukałem własny organizm. Zacząłem sprzątać i zajmować umysł pracą fizyczną.
A potem, w nagrodę za dobrze wykonaną pracę i wzorowo zrealizowany plan zapomnienia, dałem sobie do zjedzenia czekoladę dla przypływu cukru, paru pobudzających związków chemicznych, pobudzenia wytwarzania endorfin i innych co naturalniejszych narkotyków.
Gdyby nie odrobina wiedzy... Zapewne musiałem wysyłać sygnały mówiące, że jestem na skraju wytrzymałości, bo po wejściu do pokoju, mój dobry przyjaciel, jak mi w chwile później powiedział na widok mnie drącego jakieś kartki, powiedział, że pierwszą jego myślą było przeświadczenie o niszczeniu przeze mnie faktur zimowiskowych.
Teraz na chłodno analizuje sobie mój ówczesny stan wycieńczenia, a następnie załamania nerwowego. To pasjonujące. To pochłania mnie. Czuję się sobą zafascynowany w równym stopniu jak w wtedy, gdy po raz pierwszy miałem zwichnięty bark. To kolejna granica, którą przekroczyłem. To może i chore, ale sekunda po sekundzie odtwarzam swoje zachowanie, swoje myśli, swoją bezradność, swoją agresję. Moje własne prywatne luki w byciu sobą i stoczeniu się schodami wprost do fundamentów maslowskiej piramidy.
Ja się jeszcze kiedyś ze sobą zmierzę. Wyzywam siebie na pojedynek. Dam sobie łupnia do końca życia. A przynajmniej do końca danego dnia, bo następnego będę musiał pomścić siebie wziąć odwet. Ja sobie jeszcze pokażę w tym życiu.
Wyobraźcie sobie miejsce, w którym historia dosłownie góruje ponad żywymi.
Wyobraźcie sobie wreszcie miejsce, w którym na placu zabaw jest postawiona kapliczka. A dwie przy wejściu na boisko sportowe.
To właśnie Chęciny. Miasteczko, w którym miałem okazję poznać granice własnej wytrzymałości.
Głupio i przypadkiem, zapewne tylko część ... Ale swoje o swoim wiem.
Tydzień, który w Chęcinach spędziłem, przehulałem.
Bezsenne noce, senne dnie. Szybkie pobudki po chleb. Niekończące się wędrowanie i błądzenie. Błotniste i mokre trasy, dukty i ścieżki po wzgórzach i pagórkach, lasach i ruinach.
Uszkodzenia torebki stawowej kostki powtarzające się każdego dnia podczas chodzenia i biegania pod górkę i z górki, nienawiść do uomności i uosiowatości Krów Szczepowych, głupota zespołu „R”.
Szarża na zamek w rękawicach z fragmentami Cielęcej skóry, ułańska fantazja i dobrzańskie samopoczucie, odnaleziona przez łut głupoty nekropolia żydowska ze wszelkimi swymi skarbami.
Z biologią nie ma się co wykłócać jeżeli nie jesteś odpowiednio przygotowany. Ja nie byłem. Ale już jestem!
Wystarczy dawać organizmowi to, czego się domaga. Jeżeli zasypiasz podczas przeglądania zdjęć, jeżeli zasypiasz pod prysznicem, jeżeli zasypiasz czuwając na zbliżającą się grupę z zniczem w dłoniach, jeżeli wreszcie zasypiasz jak ktoś mówi wprost do ciebie, to trzeba położyć się spać. Ja byłem w takim stanie. A wystarczyło mi do tego dwadzieścia godzin aktywności, potem trzy godziny snu, potem trzydzieści przechodzonych kilometrów z przerwami na posiłki, potem czuwanie do piątej nad ranem... Łącznie od środowego poranka tj. 6.00 do piątkowego wieczora przespałem 4 godziny w nocy. Za dnia w sumie drugie tyle. I wiem, że jeszcze szybciej organizm nie wytrzymuje takiego tempa :). Np. takie głupie pieniądze zawieruszone przypadkiem, jakieś 2700 złotych XD.
Albo taka głupia faktura na 19 złotych 56 groszy. Po raz pierwszy w życiu podczas szukania czegoś wpadłem w szał i obsesję, obłęd i panikę. Użyłem bez wahania siły fizycznej, na przedmiotach i ludziach, byleby tylko ją znaleźć. Prawie doświadczyłem od lat wyczekiwanego ataku astmy. Aby się uspokoić, oszukałem własny organizm. Zacząłem sprzątać i zajmować umysł pracą fizyczną.
A potem, w nagrodę za dobrze wykonaną pracę i wzorowo zrealizowany plan zapomnienia, dałem sobie do zjedzenia czekoladę dla przypływu cukru, paru pobudzających związków chemicznych, pobudzenia wytwarzania endorfin i innych co naturalniejszych narkotyków.
Gdyby nie odrobina wiedzy... Zapewne musiałem wysyłać sygnały mówiące, że jestem na skraju wytrzymałości, bo po wejściu do pokoju, mój dobry przyjaciel, jak mi w chwile później powiedział na widok mnie drącego jakieś kartki, powiedział, że pierwszą jego myślą było przeświadczenie o niszczeniu przeze mnie faktur zimowiskowych.
Teraz na chłodno analizuje sobie mój ówczesny stan wycieńczenia, a następnie załamania nerwowego. To pasjonujące. To pochłania mnie. Czuję się sobą zafascynowany w równym stopniu jak w wtedy, gdy po raz pierwszy miałem zwichnięty bark. To kolejna granica, którą przekroczyłem. To może i chore, ale sekunda po sekundzie odtwarzam swoje zachowanie, swoje myśli, swoją bezradność, swoją agresję. Moje własne prywatne luki w byciu sobą i stoczeniu się schodami wprost do fundamentów maslowskiej piramidy.
Ja się jeszcze kiedyś ze sobą zmierzę. Wyzywam siebie na pojedynek. Dam sobie łupnia do końca życia. A przynajmniej do końca danego dnia, bo następnego będę musiał pomścić siebie wziąć odwet. Ja sobie jeszcze pokażę w tym życiu.
czwartek, 14 lutego 2008
Do abordażu!
W dniu Walentynek doszła do mnie w końcu ta myśl.
Syna nazwę Kazimierz Henryk, a córkę Henryka Kazimiera.
Niestety, drodzy Bywalcy i Czytelnicy, na relacje z walki o prawa do imion moich dzieci będziecie musieli poczekać co najmniej rok, aż do następnych Walentynek. Żadna z was nie skusiła się nie ogłoszenie, nie dała mi się uwieść ani wywieźć.
Była też myśl kolejna.
Kolejny samotny dzień.
Dzień który nic nie zmienił.
Nie zmienił, bo nie może.
Nie może, bo ja nie mogę.
Nie mogę i będę musiał z tym żyć na obecną chwilę.
Valentine's Day.
Wszystkiego najlepszego zakochanym!
Sto lat młodym parom!
Starość nie radość, młodość nie wieczność.
Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada.
Siała baba mak, nie wiedziała jak.
Kłody w oku własnym nie dostrzegasz.
Ciemna strona mocy bardzo ciemna jest.
Audaces fortuna iuvat.
Red lorry, yellow lorry, red lorry, yellow lorry, red lorry, yellow lorry...
Kiedy trzech ludzi mówi ci, że jesteś pijany, połóż się spać.
It's like rain on your wedding's day.
Mein Frustuck komm zuruck.
Po prostu pierdoła, a nie dzień. Po prostu pierdoła ze mnie, a nie człek.
Syna nazwę Kazimierz Henryk, a córkę Henryka Kazimiera.
Niestety, drodzy Bywalcy i Czytelnicy, na relacje z walki o prawa do imion moich dzieci będziecie musieli poczekać co najmniej rok, aż do następnych Walentynek. Żadna z was nie skusiła się nie ogłoszenie, nie dała mi się uwieść ani wywieźć.
Była też myśl kolejna.
Kolejny samotny dzień.
Dzień który nic nie zmienił.
Nie zmienił, bo nie może.
Nie może, bo ja nie mogę.
Nie mogę i będę musiał z tym żyć na obecną chwilę.
Valentine's Day.
Wszystkiego najlepszego zakochanym!
Sto lat młodym parom!
Starość nie radość, młodość nie wieczność.
Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada.
Siała baba mak, nie wiedziała jak.
Kłody w oku własnym nie dostrzegasz.
Ciemna strona mocy bardzo ciemna jest.
Audaces fortuna iuvat.
Red lorry, yellow lorry, red lorry, yellow lorry, red lorry, yellow lorry...
Kiedy trzech ludzi mówi ci, że jesteś pijany, połóż się spać.
It's like rain on your wedding's day.
Mein Frustuck komm zuruck.
Po prostu pierdoła, a nie dzień. Po prostu pierdoła ze mnie, a nie człek.
wtorek, 12 lutego 2008
Ogłoszenie towarzyskie
Zajebisty facet.
Nie za wysoki, nie za chudy (BMI 25).
W gruncie rzeczy niewykształcony, ale o własnej życiowej mądrości.
Leczy gronkowca złocistego zlokalizowanego w okolicach górnych dróg oddechowych (w tym gardło i usta).
Myśli o czwórce dzieci i pierworodnym Kazimierzu, poszukuje do skutku takiej, która zechce mu urodzić pierworodnego Kazimierza (zaznaczam- do skutku). Córkę potencjalną chcę skrzywdzić. Imieniem Henryka. Tak, żeńska forma. Drugie imię jest kwestią negocjowalnego afektu. Ale o tym kociaku jeszcze porozmawiamy na osobności...
Potencjalny geniusz i doktor prawa, a nawet prawnik. Również potencjalny impotent, bo nosi komórkę w kieszeniach spodni.
Lubi historię. Twoją. I psychologię. Ciebie. I wodę utlenioną. Dopóki nie jest na Tobie.
Obiecuje brak realnego teściowego i realną teściową :).
Lubi uśmiech. I śmiech. I to uważa za swój główny atut.
No i jeszcze zajebiście przystojny, nie licząc fryzury na piątego beatlesa.
No, miłe kokotki, Walentynki idą! Czyż to nie cu-do-w-ne?
Czekam na propozycje. Multum. Natychmiast. Zegar tyka. Bo kogoś sam znajdę, bez udziału tego bloga :). Bez sponsoringu, złotego deszczu, możliwy lokal, ale nie dojazd... chyba, że sensowny. Desperat wybredny nie jest :D.
Jeżeli więc jakaś przypadkowa pani ma ochotę po prostu pobyć w ten dzień z moją skromną i pełną humoru osobą, oferuję w zamian miły czas. Gdzie, jak i kiedy... to już kwestia indywidualnej rozmowy ;).
EDIT: Na śmierć bym zapomniał! Jestem inny niż inni.
Nie za wysoki, nie za chudy (BMI 25).
W gruncie rzeczy niewykształcony, ale o własnej życiowej mądrości.
Leczy gronkowca złocistego zlokalizowanego w okolicach górnych dróg oddechowych (w tym gardło i usta).
Myśli o czwórce dzieci i pierworodnym Kazimierzu, poszukuje do skutku takiej, która zechce mu urodzić pierworodnego Kazimierza (zaznaczam- do skutku). Córkę potencjalną chcę skrzywdzić. Imieniem Henryka. Tak, żeńska forma. Drugie imię jest kwestią negocjowalnego afektu. Ale o tym kociaku jeszcze porozmawiamy na osobności...
Potencjalny geniusz i doktor prawa, a nawet prawnik. Również potencjalny impotent, bo nosi komórkę w kieszeniach spodni.
Lubi historię. Twoją. I psychologię. Ciebie. I wodę utlenioną. Dopóki nie jest na Tobie.
Obiecuje brak realnego teściowego i realną teściową :).
Lubi uśmiech. I śmiech. I to uważa za swój główny atut.
No i jeszcze zajebiście przystojny, nie licząc fryzury na piątego beatlesa.
No, miłe kokotki, Walentynki idą! Czyż to nie cu-do-w-ne?
Czekam na propozycje. Multum. Natychmiast. Zegar tyka. Bo kogoś sam znajdę, bez udziału tego bloga :). Bez sponsoringu, złotego deszczu, możliwy lokal, ale nie dojazd... chyba, że sensowny. Desperat wybredny nie jest :D.
Jeżeli więc jakaś przypadkowa pani ma ochotę po prostu pobyć w ten dzień z moją skromną i pełną humoru osobą, oferuję w zamian miły czas. Gdzie, jak i kiedy... to już kwestia indywidualnej rozmowy ;).
EDIT: Na śmierć bym zapomniał! Jestem inny niż inni.
sobota, 9 lutego 2008
Do diabła!
'Linkin-Park---Nobodys-Listening-19'
Tendencja do roztrząsania spraw nieistotnych ma korzenie chyba dłuższe nawet od krzaków winnych. Do diabła z nimi!
Nie mam nic do czarnych, nawet bym sobie jednego kupił, parafrazując bash.org.pl. Straszne? To do diabła z czarnuchami!
Ja, ja, na klar, naturlich. Ziemie odzyskane, na ja, give them z powrotem, Donnerwtter. A do diabła z wami, Hermanngoringi!
Gej chce się dobrać do czyjejś dupy? Oscar Wilde siedział za homoseksualizm. Więc, dopóki nie do mojej dupy to okej. I do idabła z resztą!
Kobieta została zgwałcona. Ma prawo do aborcji. Tylko wtedy. Albo kiedy ciąża zagraża matce (nota bene: Stwierdzenie, że ciąża zagraża życiu dziecka i jest to uzasadnienie aborcji jest co najmniej absurdalne. Eufemistyczne, pragmatyczne i obłudne, ale jednakowoż funkcjonuje). Do diabła z dalszym roztrząsaniem tego!
Kler pilnuje interesuje Jezusa. No, i dobrze, z Bogiem panowie klerykałowie. Wykonujcie swoją pracę i bądźcie za to opłacani jak za każdą inną usługę. I do diabła z wami i waszymi podatkami i konkordatami!
Dziecko jest molestowane przez księdza! No być nie może tak wszakże przecież. Cholera, język do lizania lizaka ma, a żeby coś powiedzieć to już zabrakło? Do diabła z niemowami!
Czczisz szatana? Do diabła z Tobą po dwakroć!
Do diabła z przejmowaniem się wyimaginowanymi bzdurami urastającymi do rangi globalnego zagrożenia!
Wybaczcie, ale chociaż idea „Globalnej wioski” jest jedyną alternatywą jaka się na obecną chwilę nasuwa zamiast „Apokalipsy Spełnionej w aktach czterdziestu i czterech”, to nie zgadzam się na zastraszanie mnie bandą poszkodowanych, chorych, zmodyfikowanych genetycznie lub wypranych mózgowo człowieczków. Już wolałbym, aby groziła nam wojna z całym narodem raz na kiedy, niż żeby codziennie miał mi zagrażać każdy przechodzący obok mnie czarnuch, kleruch, żyduch, gejuch czy owlosiony feministuch, do którego źle w jego zadufanym mniemaniu się uśmiechnę.
Nie ma, że taboo, trendi i trędowaci, pejsy, penisy czy pregnant. Jak się czują zagrożeni to jest to ich strach. Dlaczego mam dzielić strach kogoś, kogo nawet nie znam? Dlaczego mam być zatraszanym? Do diabła ze strachem przed wypowiadaniem własnych słów i strachem przed czimś słowem. Do diabła z tym wszystkim.
Oto moja oficjalna odpowiedź na wszelkie spory, tak ostatnio modne i bezcelowe. Do chuja Pana i do diabła, poszedłem z prądem dla świętego spokoju życia w stadzie :). Ile jednak jeszcze będzie trwać takie stadium "obrony" wszystkich naokoło siebie? Do diabła z prawami mniejszości, jeżeli ma to pozwalać na naruszanie moich praw.
Tendencja do roztrząsania spraw nieistotnych ma korzenie chyba dłuższe nawet od krzaków winnych. Do diabła z nimi!
Nie mam nic do czarnych, nawet bym sobie jednego kupił, parafrazując bash.org.pl. Straszne? To do diabła z czarnuchami!
Ja, ja, na klar, naturlich. Ziemie odzyskane, na ja, give them z powrotem, Donnerwtter. A do diabła z wami, Hermanngoringi!
Gej chce się dobrać do czyjejś dupy? Oscar Wilde siedział za homoseksualizm. Więc, dopóki nie do mojej dupy to okej. I do idabła z resztą!
Kobieta została zgwałcona. Ma prawo do aborcji. Tylko wtedy. Albo kiedy ciąża zagraża matce (nota bene: Stwierdzenie, że ciąża zagraża życiu dziecka i jest to uzasadnienie aborcji jest co najmniej absurdalne. Eufemistyczne, pragmatyczne i obłudne, ale jednakowoż funkcjonuje). Do diabła z dalszym roztrząsaniem tego!
Kler pilnuje interesuje Jezusa. No, i dobrze, z Bogiem panowie klerykałowie. Wykonujcie swoją pracę i bądźcie za to opłacani jak za każdą inną usługę. I do diabła z wami i waszymi podatkami i konkordatami!
Dziecko jest molestowane przez księdza! No być nie może tak wszakże przecież. Cholera, język do lizania lizaka ma, a żeby coś powiedzieć to już zabrakło? Do diabła z niemowami!
Czczisz szatana? Do diabła z Tobą po dwakroć!
Do diabła z przejmowaniem się wyimaginowanymi bzdurami urastającymi do rangi globalnego zagrożenia!
Wybaczcie, ale chociaż idea „Globalnej wioski” jest jedyną alternatywą jaka się na obecną chwilę nasuwa zamiast „Apokalipsy Spełnionej w aktach czterdziestu i czterech”, to nie zgadzam się na zastraszanie mnie bandą poszkodowanych, chorych, zmodyfikowanych genetycznie lub wypranych mózgowo człowieczków. Już wolałbym, aby groziła nam wojna z całym narodem raz na kiedy, niż żeby codziennie miał mi zagrażać każdy przechodzący obok mnie czarnuch, kleruch, żyduch, gejuch czy owlosiony feministuch, do którego źle w jego zadufanym mniemaniu się uśmiechnę.
Nie ma, że taboo, trendi i trędowaci, pejsy, penisy czy pregnant. Jak się czują zagrożeni to jest to ich strach. Dlaczego mam dzielić strach kogoś, kogo nawet nie znam? Dlaczego mam być zatraszanym? Do diabła ze strachem przed wypowiadaniem własnych słów i strachem przed czimś słowem. Do diabła z tym wszystkim.
Oto moja oficjalna odpowiedź na wszelkie spory, tak ostatnio modne i bezcelowe. Do chuja Pana i do diabła, poszedłem z prądem dla świętego spokoju życia w stadzie :). Ile jednak jeszcze będzie trwać takie stadium "obrony" wszystkich naokoło siebie? Do diabła z prawami mniejszości, jeżeli ma to pozwalać na naruszanie moich praw.
środa, 6 lutego 2008
Mówcie mi Crotez
-Oooohhh...- Mówili, kiedy przyspieszenie wgniotło ich w siedzenia.
-Aaaahhh! - Krzyczeli, kiedy przechylili się na prawo.
-Uuuuoooo... – Wzdychali, kiedy ujrzeli inne barwy pod sobą, tak inne od tego co ich zazwyczaj otaczało.
-Eeee? – Wyrazili zniesmaczenie, kiedy ujrzeli inną biel poza nimi.
W Komendzie Obrony Ofensywnej Zjednoczonej Rockulli panowało zgoła inne nastroje. Dużo bardziej waleczne. Nie po to przez ostatnie dnie i noce walczyli o swój byt aby teraz ktoś zmył ich z powierzchni świata. Ich świata!
-Generale Naczelniku, sytuacja nie wygląda dobrze. Zostaliśmy przeniesieni do Surowej Strefy. Raporty mówią, że żadna znana nam Forma Życia, Nawet te zakwalifikowane jako ZWZ, przeniesiona w ten region, nigdy nie powróciła, sir.
-ZWZ?- spytał Generał Naczelnik.
-Zwykle Wraca Żywa. To już chyba WP...
-Bądźcie trochę jaśniejsi z tymi skrótami...
-Wyparowali Przypadkiem, sir.
-Przypadkiem?
-Nie wiemy jak. Tak po prawdzie. Sir.
-Kto ich tam przenosił?
-Bóg, sir. Ku uciesze własnej i innych ludów, sir. To wyrok, ale on da nam zbawienie, sir.
-Po moim trupie...
-Nie jest to niewykonalne, sir.
-Przygotuj transport na front, najbliżej Krawędzi.
-Tak jest, sir!
Generał Naczelnik nie był zadowolony z obrotu spraw na miejscu. Fakt, że się obracali, był dla niego właśnie najbardziej niepokojący. Wiedział, że nie może dłużej czekać.
-Przygotować artylerię!
-Generale Naczelniku?
-Brygady na pozycje!
-Generale Naczelniku...
-Amunicje załadować!
-Generale Naczelniku...!
-Na moją komendę!
-Generale Naczelniku!
-Cel!
-Generale Naczelniku! Proszę! To jest...!
-Pal!
Lud, zgromadzony przy Krawędzi i przy brygadach, wstrzymał oddech. Nic się nie stało. Adiutant podszedł do dowódcy brygady, a ten, już cały zlany potem, powoli podszedł do Generała Naczelnika. Poprosił go gestem dłoni, aby nadstawił ucho i rzekł...
-Jesteśmy pod wodą... Generale Naczelniku...
-To na co nam artyleria?!
-Była taka książka, widziana stąd, którą przed wieloma dniami i nocami Generał Naczelnik czytał... tam o niej było. No i... sformowaliśmy tą artylerię.
-Już po nas. Na broń chemiczną... nic nie poradzę.
I ujrzeli jak do ich świata wlewa się woda. Takich ilości wody jeszcze w swojej Szklance nie widzieli. Woda wymyła całą cywilizację Rockulli, utworzoną na kamieniach osadowych przez dnie i noce. Jej koniec był szybki, pełen ciepłej wody i wściekłej chemicznej piany. Wedle szacunków jednakże, jest to już XIV cywilizacja. Doszła najdalej, bo na Krawędź
Nikt nigdy nie oszacował, ilu Rockullczyków zginęło. Nikt tego nigdy nie oszacuje. Oszacować można jedynie, że ważyli ok. 2-3 gramy czystego kamienia osadowego.
Po pierwsze, oglądałem „Planetę małp”.
Po drugie, znalazłem dzisiaj taką jedną Szklankę.
Po trzecie, kto wie, kiedy my zostaniemy zmyci z kart historii?
-Aaaahhh! - Krzyczeli, kiedy przechylili się na prawo.
-Uuuuoooo... – Wzdychali, kiedy ujrzeli inne barwy pod sobą, tak inne od tego co ich zazwyczaj otaczało.
-Eeee? – Wyrazili zniesmaczenie, kiedy ujrzeli inną biel poza nimi.
W Komendzie Obrony Ofensywnej Zjednoczonej Rockulli panowało zgoła inne nastroje. Dużo bardziej waleczne. Nie po to przez ostatnie dnie i noce walczyli o swój byt aby teraz ktoś zmył ich z powierzchni świata. Ich świata!
-Generale Naczelniku, sytuacja nie wygląda dobrze. Zostaliśmy przeniesieni do Surowej Strefy. Raporty mówią, że żadna znana nam Forma Życia, Nawet te zakwalifikowane jako ZWZ, przeniesiona w ten region, nigdy nie powróciła, sir.
-ZWZ?- spytał Generał Naczelnik.
-Zwykle Wraca Żywa. To już chyba WP...
-Bądźcie trochę jaśniejsi z tymi skrótami...
-Wyparowali Przypadkiem, sir.
-Przypadkiem?
-Nie wiemy jak. Tak po prawdzie. Sir.
-Kto ich tam przenosił?
-Bóg, sir. Ku uciesze własnej i innych ludów, sir. To wyrok, ale on da nam zbawienie, sir.
-Po moim trupie...
-Nie jest to niewykonalne, sir.
-Przygotuj transport na front, najbliżej Krawędzi.
-Tak jest, sir!
Generał Naczelnik nie był zadowolony z obrotu spraw na miejscu. Fakt, że się obracali, był dla niego właśnie najbardziej niepokojący. Wiedział, że nie może dłużej czekać.
-Przygotować artylerię!
-Generale Naczelniku?
-Brygady na pozycje!
-Generale Naczelniku...
-Amunicje załadować!
-Generale Naczelniku...!
-Na moją komendę!
-Generale Naczelniku!
-Cel!
-Generale Naczelniku! Proszę! To jest...!
-Pal!
Lud, zgromadzony przy Krawędzi i przy brygadach, wstrzymał oddech. Nic się nie stało. Adiutant podszedł do dowódcy brygady, a ten, już cały zlany potem, powoli podszedł do Generała Naczelnika. Poprosił go gestem dłoni, aby nadstawił ucho i rzekł...
-Jesteśmy pod wodą... Generale Naczelniku...
-To na co nam artyleria?!
-Była taka książka, widziana stąd, którą przed wieloma dniami i nocami Generał Naczelnik czytał... tam o niej było. No i... sformowaliśmy tą artylerię.
-Już po nas. Na broń chemiczną... nic nie poradzę.
I ujrzeli jak do ich świata wlewa się woda. Takich ilości wody jeszcze w swojej Szklance nie widzieli. Woda wymyła całą cywilizację Rockulli, utworzoną na kamieniach osadowych przez dnie i noce. Jej koniec był szybki, pełen ciepłej wody i wściekłej chemicznej piany. Wedle szacunków jednakże, jest to już XIV cywilizacja. Doszła najdalej, bo na Krawędź
Nikt nigdy nie oszacował, ilu Rockullczyków zginęło. Nikt tego nigdy nie oszacuje. Oszacować można jedynie, że ważyli ok. 2-3 gramy czystego kamienia osadowego.
***
Po pierwsze, oglądałem „Planetę małp”.
Po drugie, znalazłem dzisiaj taką jedną Szklankę.
Po trzecie, kto wie, kiedy my zostaniemy zmyci z kart historii?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
