Blog Drone
Dlatego pamiętajcie- jeżeli kiedyś będę miał napad emo, skorzystam z powyższonego bota. Jeżeli wam przytrafi się takowy napad złych, czarnych, samobójczych, będziecie mieli ochotę przeistoczyć się w spacefuckera, lub po prostu w lubieżnych, obleśnych i naprawdę chorych myśli, czujcie się swobodnie i jak u siebie i załóżcie albo bloga tymczasowego_samobójcy_aż_mi_krew_się_..._znudzi, albo poszukującego spełnienia na gwałt i poprzez gwałt eroto13.
Z drugiej jednakże strony, niefajnie się stanie, jeżeli nie stworzycie czegoś nowego, bo nie powiększycie bazy biednego dronika :).
A jako dodatek, niewielka ankieta. Kończy się w poniedziałek 7 stycznia 2008. Do znalezienia pod archiwum. Miłej zabawy!
niedziela, 30 grudnia 2007
Komentarze "naprawione" :)
Hłe hłe.
Bardzo zabawny ten blogspot- domyślnie ustawia niemożność komentowania używkownikom anonimowym, a jedynie blogerom z krwi i kości w serwisie blogspot :). Zostało to już przywrócone do porządku.
I takie głupie wtopy się zdarzają ;). Nic to. Teraz działa jak natura moja chciała i możecie w pełni komentować moje poczynania. Do czego też gorąco nakłaniam!
Bardzo zabawny ten blogspot- domyślnie ustawia niemożność komentowania używkownikom anonimowym, a jedynie blogerom z krwi i kości w serwisie blogspot :). Zostało to już przywrócone do porządku.
I takie głupie wtopy się zdarzają ;). Nic to. Teraz działa jak natura moja chciała i możecie w pełni komentować moje poczynania. Do czego też gorąco nakłaniam!
Remont!
Tym razem dokładnie napiszę co się w tej nowej odsłonie bloga szykuje.
Przede wszystkim określiłem o czym będzie. O mnie jako blogerze. Pisany moim spojrzeniem na świat.
Będę tu umieszczać własne rady dla blogerów startujących, dla ludzi mających własne życie, dla ludzi lubiących dobrą muzykę, film i książkę, mających własną filozofię życia i tych szukających jej. Będę ich podziwiać, chwalić, poniżać, radzić im, krytykować, brać lekcje i dawać nauczki.
Będę tu wrzucać ulubioną muzykę poprzez serwis Putfile.com, który poznałem dzięki Kominkowi. Bo muzykę lubię, chociaż leniwy jestem aby jej poszukiwać. Ale znajduję to co mnie interesuje. Oczywiście jeżeli coś już będzie zamieszczone, to zwyczajnie przystosuję brzytwę Ockhama do współczesnych realiów i nie będę powielać plików już istniejących ;).
Chcę aby to miejsce było miejscem relaksu dla każdego poprzez umieszczanie różnorodnych treści. Nie ważne o czym, ważne- jak. To forma będzie tu istotna. Niech każdy realizuje swoje ambicje, swoję zainteresowania, wizje, marzenia. W najgorszym przypadku będzie to kilka wpisów dziennie. W najlepszym- jeden na dzień, może na parę dni.
Dlaczego blogspot?
Bo nie blog.pl. Serwis ten, pierwszy, najstarszy i kultowy w polskiej blogosferze, pomimo szczerej chęci modernizacji i nadążenia, nie doszedł do poziomu który mnie zadowala. Poza tym, że edytor tekstu został spaprany do granic możliwości, nie ma w istocie nowych możliwości. Serwis jako całość jest fajny- mówię to bo w swoim czasie za niego zapłaciłem :P. Wprowadzono Debaty, czyli zachetę do rozwoju poprzez dyskusję. Ciekawy pomysł, ale jak do tej pory nie trafiłem na ciekawy temat- od wyborów, przez Święta po Nowy Rok. Może jak skończy się taki oklepany okres, zacznie się coś ciekawego.
Tymczasem co daje mi blogspot? Lepsze zarządzanie, rozbudowany graficznie interfejs, nowoczesne szablony (poczas gdy na blogu.pl co najmniej od trzech lat widzę jedno i te sam- wcześniej blogowania nie znałem, więc ręczę jedynie za ten okres). Na blogu miałem tylko jeden extra dodatek- Linki. Tutaj mam linki i wpływ na nie, etykiety postów, rozbudowane archiwum, ankiety, możliwość prostego lokowania elementów strony w miejscach dla mnie dogodnych i inteligentny edytor html- nie muszę mu wpisywać br aby przenieść się do następnego wiersza, a jednocześnie mogę swobodnie w trakcie pisania wstawiać kod html. Eh, dlaczego blog.pl od tego akurat odszedł? Bo cholera jasna- miał takie cuda wianki prosto i przyjemnie!
Scott Mathews - Lithium Flower
Słynny Lithium Flower, wsysający mi mózg już kolejny dzień. Ale zaczynam w końcu odczuwać przesycenie :D. Jednocześnie pierwszy plik uploadowany do tegoż serwisu. Zapraszam serdecznie do słuchania. W razie potrzeby, mozna ściągnąć z wspomnianego już Gendou.com.
P.S. Parapetówa nadal otwartą propozycją ;).
Przede wszystkim określiłem o czym będzie. O mnie jako blogerze. Pisany moim spojrzeniem na świat.
Będę tu umieszczać własne rady dla blogerów startujących, dla ludzi mających własne życie, dla ludzi lubiących dobrą muzykę, film i książkę, mających własną filozofię życia i tych szukających jej. Będę ich podziwiać, chwalić, poniżać, radzić im, krytykować, brać lekcje i dawać nauczki.
Będę tu wrzucać ulubioną muzykę poprzez serwis Putfile.com, który poznałem dzięki Kominkowi. Bo muzykę lubię, chociaż leniwy jestem aby jej poszukiwać. Ale znajduję to co mnie interesuje. Oczywiście jeżeli coś już będzie zamieszczone, to zwyczajnie przystosuję brzytwę Ockhama do współczesnych realiów i nie będę powielać plików już istniejących ;).
Chcę aby to miejsce było miejscem relaksu dla każdego poprzez umieszczanie różnorodnych treści. Nie ważne o czym, ważne- jak. To forma będzie tu istotna. Niech każdy realizuje swoje ambicje, swoję zainteresowania, wizje, marzenia. W najgorszym przypadku będzie to kilka wpisów dziennie. W najlepszym- jeden na dzień, może na parę dni.
***
Dlaczego blogspot?
Bo nie blog.pl. Serwis ten, pierwszy, najstarszy i kultowy w polskiej blogosferze, pomimo szczerej chęci modernizacji i nadążenia, nie doszedł do poziomu który mnie zadowala. Poza tym, że edytor tekstu został spaprany do granic możliwości, nie ma w istocie nowych możliwości. Serwis jako całość jest fajny- mówię to bo w swoim czasie za niego zapłaciłem :P. Wprowadzono Debaty, czyli zachetę do rozwoju poprzez dyskusję. Ciekawy pomysł, ale jak do tej pory nie trafiłem na ciekawy temat- od wyborów, przez Święta po Nowy Rok. Może jak skończy się taki oklepany okres, zacznie się coś ciekawego.
Tymczasem co daje mi blogspot? Lepsze zarządzanie, rozbudowany graficznie interfejs, nowoczesne szablony (poczas gdy na blogu.pl co najmniej od trzech lat widzę jedno i te sam- wcześniej blogowania nie znałem, więc ręczę jedynie za ten okres). Na blogu miałem tylko jeden extra dodatek- Linki. Tutaj mam linki i wpływ na nie, etykiety postów, rozbudowane archiwum, ankiety, możliwość prostego lokowania elementów strony w miejscach dla mnie dogodnych i inteligentny edytor html- nie muszę mu wpisywać br aby przenieść się do następnego wiersza, a jednocześnie mogę swobodnie w trakcie pisania wstawiać kod html. Eh, dlaczego blog.pl od tego akurat odszedł? Bo cholera jasna- miał takie cuda wianki prosto i przyjemnie!
***
Scott Mathews - Lithium Flower
Słynny Lithium Flower, wsysający mi mózg już kolejny dzień. Ale zaczynam w końcu odczuwać przesycenie :D. Jednocześnie pierwszy plik uploadowany do tegoż serwisu. Zapraszam serdecznie do słuchania. W razie potrzeby, mozna ściągnąć z wspomnianego już Gendou.com.
P.S. Parapetówa nadal otwartą propozycją ;).
sobota, 29 grudnia 2007
Przeprowadzka!
Dzieło ukończone. Po ponad 5 godzinach przenoszenia, układania, wklejania, wycinania, kopiowania, sklejania, pisania, poprawiania, weryfikowania i wreszcie publikowania, blog krogulczasowy został przeniesiony na nowy serwis. Wszelkie notki zostały przeniesione dokładnie w to samo miejsce, uwzględniając czas ich powstania, i chronologię tym samym. A muzyka nieustannie leciała w uszach :D.
No, nie wiem jak wy śpiochy, ale ja to zmęczony jestem :D. Jak się wyśpię to uzupełnię notkę o parę powodów przenosiń, wspomnianych już wcześniej jak i paru innych, czyli krótko (amatorsko :P) o serwisie blogspot.
Wstępnie jedynie powiem, że dążę do modernizacji działalności bloga. Będę w pełni wykorzystywać możliwości jakie daje blogspot, bo jest ich bardzo wiele. Mam nadzieję, że docelowo miejsce to stanie się skarbnicą wiedzy, rozrywki, newsów z różnych dziedzin, linków i wreszcie moich publicystycznych wypocin ;). Pierwsze zadanie na Nowy Rok wyznaczone :D.
Pozdrawiam
dumny z siebie jak cholera
krogulczas
P.S. Ktoś chetny na parapetówkę? :D
No, nie wiem jak wy śpiochy, ale ja to zmęczony jestem :D. Jak się wyśpię to uzupełnię notkę o parę powodów przenosiń, wspomnianych już wcześniej jak i paru innych, czyli krótko (amatorsko :P) o serwisie blogspot.
Wstępnie jedynie powiem, że dążę do modernizacji działalności bloga. Będę w pełni wykorzystywać możliwości jakie daje blogspot, bo jest ich bardzo wiele. Mam nadzieję, że docelowo miejsce to stanie się skarbnicą wiedzy, rozrywki, newsów z różnych dziedzin, linków i wreszcie moich publicystycznych wypocin ;). Pierwsze zadanie na Nowy Rok wyznaczone :D.
Pozdrawiam
dumny z siebie jak cholera
krogulczas
P.S. Ktoś chetny na parapetówkę? :D
Każde marzenie jest proroctwem.
Jeżeli ktoś z odwiedzających tego bloga ma jakieś ciekawe materiały o manipulacji wszelkiej maści, z przyjemnością się z nimi zapoznam :). Mój temat maturalny jest ściśle związany z zagadnieniem i językiem manipulowania, a już po prezentacji, gdzieś w maju, opublikuję swoją pracę- ot jako zapychacz ;). W niej m.in.
-Jak Saddam Husajn przetrwał 40 lat?
-Czemu amerykańscy żołnierze w pewnym momencie swej niewoli woleli sławić znienawidzony i przerażający komunizm niż umiłowaną od dzieciństwa ojczyznę?
-W którym momencie życia niemowlaka zaczyna się jego kariera manipulatora.
-Jak psy zostają prawnikami w pół roku.
-Trochę o profilu osoby manipulowanej z perspektywy Tartuffe'a- manipulatora idealnego.
I jeszcze trochę.
Macie okazję do współtworzenia przyszłej notki, oraz dodatkowo możecie liczyć na moją skromną acz miłą wdzięczność :).
Ostatnimi czasy dochodzę do wielu wniosków na temat postępu życia ludzkiego. Wczoraj na ten przykład wywiązała się ciekawa rozmowa między mną a Aleksem. Zaczęła się od polecenia mu paru serwisów pornograficznych a skończyła na kryzysie sztuki. "Jakim kryzysie?"- takie było moje stanowisko. "Kryzysie!"- to zaś jego. Oczywiście dużo kulturalniej, w sposób bardziej rozbudowany i elokwentny, a nawet angażujący autorytety literackie (jak się bez nich nie obyć?).
Skończyło się na wciśnięciu mi e-booka "Stulecia kłamców". Z tytułem już mogę się zgodzić :). Zaopatrzę się chyba jednak w papierową wersje- taką wolę bardziej.
W jaki sposób człowiek może cofnąć się w rozwoju? Stojąc w miejscu!
To bardzo proste jak widać. Jeżeli płyniemy z duchem czasu, nadążamy za nim, to jesteśmy w istocie na bieżąco, a nawet trochę do przodu. Stojąc w miejscu, zostajemy w tyle. To tak jakby brać udział w wyścigu kolarskim- nie dość, że nie być w czołówce, nie być na pozycji do zdobycia czołówki, to jeszcze opuścić peleton, zatrzymując się.
Dlatego też jedyną odpowiedzią jest ciągły postęp i rozwój. Ważne jest jednak aby nie był to rozwój pozorny. Zajęcie czasu to jeszcze nie rozwój. Na pewno rozwijającym dla mężczyzny czy kobiety nie będzie wykonanie stu sum (dodawanie) dwóch subiektywnie małych liczb. Rozwijające za to na pewno będzie nauczenie się obliczania PIT'u na własne i cudze potrzeby. Tak samo rysując tylko jedno oko, nie nauczysz się rysować symetrycznie pary oczu. Smarować chleb kromką będziesz zawsze, ale czy tak łatwo pójdzie Ci z pieczeniem Bażanta po Very Odlueguemu?
Oczywiście rzucając się z chleba i masła na bażanta prawdopodobnie skończylibyśmy obciążeni sporym rachunkiem za bażanta, przyprawy, spowodowanie pożaru, interwencję straży i odszkodowania dla sąsiadów. Pojawia się więc sztuka niemała- oceny samego siebie.
Co tak naprawdę potrafisz? Czego nie potrafisz? Co jest w zasięgu Twoich możliwości? Jeżeli wyobrazisz sobie siebie jako rękę to szybko dowiedz się- co możesz złapać i utrzymać, co może ci się łatwo wyrwać, a co łatwo przytrzymasz. A może są rzeczy, które ledwie muskasz palcami? A może tylko coś widzisz i trzeba najpierw do tego podejść, aby potem dopiero chwycić? Właśnie tam sięga zasięg Twoich możliwości-do momentu postrzegania. Jeżeli dostrzegasz jakiś problem, możesz go rozwiązać. Jesteś sam z siebie odpowiedzialny z to co czynisz świadomie jak i nieświadomie- to postulat psychoanalizy, z którym w pełni się zgadzam. Każde marzenie jest proroctwem.
Więcej już chyba nie wymyślę w tej materii. Dodam tylko, że rozważam przeniesienie się na inny serwis, który miałbym możliwość grupowania notek w kategorie, bo tutaj takowego jak do tej pory nie znalazłem. A przydałoby mi się to jak nigdy.
Bruce Dickinson- Chemical wedding
How happy is the human soul
Not enslaved by dull control
Left to dream and roam and play
Shed the guilt of former days
Walking on the foggy shore
Watch the waves come rolling home
Through the veil of pale moonlight
My shadow stretches out its hand
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
Floating in the endless blue
My seed of doubt I leave to you
Let it wither on the ground
Treat it like a plague you found
All my dreams that were outside
In living colour, now alive
And all the lighthouses
Their beams converge to guide me home
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our Chemical wedding day
Cmok
krogulczas
-Jak Saddam Husajn przetrwał 40 lat?
-Czemu amerykańscy żołnierze w pewnym momencie swej niewoli woleli sławić znienawidzony i przerażający komunizm niż umiłowaną od dzieciństwa ojczyznę?
-W którym momencie życia niemowlaka zaczyna się jego kariera manipulatora.
-Jak psy zostają prawnikami w pół roku.
-Trochę o profilu osoby manipulowanej z perspektywy Tartuffe'a- manipulatora idealnego.
I jeszcze trochę.
Macie okazję do współtworzenia przyszłej notki, oraz dodatkowo możecie liczyć na moją skromną acz miłą wdzięczność :).
***
Ostatnimi czasy dochodzę do wielu wniosków na temat postępu życia ludzkiego. Wczoraj na ten przykład wywiązała się ciekawa rozmowa między mną a Aleksem. Zaczęła się od polecenia mu paru serwisów pornograficznych a skończyła na kryzysie sztuki. "Jakim kryzysie?"- takie było moje stanowisko. "Kryzysie!"- to zaś jego. Oczywiście dużo kulturalniej, w sposób bardziej rozbudowany i elokwentny, a nawet angażujący autorytety literackie (jak się bez nich nie obyć?).
Skończyło się na wciśnięciu mi e-booka "Stulecia kłamców". Z tytułem już mogę się zgodzić :). Zaopatrzę się chyba jednak w papierową wersje- taką wolę bardziej.
***
W jaki sposób człowiek może cofnąć się w rozwoju? Stojąc w miejscu!
To bardzo proste jak widać. Jeżeli płyniemy z duchem czasu, nadążamy za nim, to jesteśmy w istocie na bieżąco, a nawet trochę do przodu. Stojąc w miejscu, zostajemy w tyle. To tak jakby brać udział w wyścigu kolarskim- nie dość, że nie być w czołówce, nie być na pozycji do zdobycia czołówki, to jeszcze opuścić peleton, zatrzymując się.
Dlatego też jedyną odpowiedzią jest ciągły postęp i rozwój. Ważne jest jednak aby nie był to rozwój pozorny. Zajęcie czasu to jeszcze nie rozwój. Na pewno rozwijającym dla mężczyzny czy kobiety nie będzie wykonanie stu sum (dodawanie) dwóch subiektywnie małych liczb. Rozwijające za to na pewno będzie nauczenie się obliczania PIT'u na własne i cudze potrzeby. Tak samo rysując tylko jedno oko, nie nauczysz się rysować symetrycznie pary oczu. Smarować chleb kromką będziesz zawsze, ale czy tak łatwo pójdzie Ci z pieczeniem Bażanta po Very Odlueguemu?
Oczywiście rzucając się z chleba i masła na bażanta prawdopodobnie skończylibyśmy obciążeni sporym rachunkiem za bażanta, przyprawy, spowodowanie pożaru, interwencję straży i odszkodowania dla sąsiadów. Pojawia się więc sztuka niemała- oceny samego siebie.
Co tak naprawdę potrafisz? Czego nie potrafisz? Co jest w zasięgu Twoich możliwości? Jeżeli wyobrazisz sobie siebie jako rękę to szybko dowiedz się- co możesz złapać i utrzymać, co może ci się łatwo wyrwać, a co łatwo przytrzymasz. A może są rzeczy, które ledwie muskasz palcami? A może tylko coś widzisz i trzeba najpierw do tego podejść, aby potem dopiero chwycić? Właśnie tam sięga zasięg Twoich możliwości-do momentu postrzegania. Jeżeli dostrzegasz jakiś problem, możesz go rozwiązać. Jesteś sam z siebie odpowiedzialny z to co czynisz świadomie jak i nieświadomie- to postulat psychoanalizy, z którym w pełni się zgadzam. Każde marzenie jest proroctwem.
Więcej już chyba nie wymyślę w tej materii. Dodam tylko, że rozważam przeniesienie się na inny serwis, który miałbym możliwość grupowania notek w kategorie, bo tutaj takowego jak do tej pory nie znalazłem. A przydałoby mi się to jak nigdy.
Bruce Dickinson- Chemical wedding
How happy is the human soul
Not enslaved by dull control
Left to dream and roam and play
Shed the guilt of former days
Walking on the foggy shore
Watch the waves come rolling home
Through the veil of pale moonlight
My shadow stretches out its hand
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
Floating in the endless blue
My seed of doubt I leave to you
Let it wither on the ground
Treat it like a plague you found
All my dreams that were outside
In living colour, now alive
And all the lighthouses
Their beams converge to guide me home
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our chemical wedding day
And so we lay, we lay in the same grave
Our Chemical wedding day
Cmok
krogulczas
piątek, 28 grudnia 2007
Welcome to CKNW! part 2, ujęcie 3.
No dobra. Wkurwiłem się. Czas sikłel poprzedniej notki, której nawet nie będziecie
mieli okazji przeczytać. Ale rękopisy nie płoną. Na pewno nie te sprzed paru minut.
Jak w ogóle do tego doszło? Nie, nie tak się kurwa zaczynało...
O!
Parę dni temu w mieszkaniu kolegi H. doszło do udanej próby przejęcia kontroli nad wszechświatem. Potrzebnych do tego było jednak trochę czasu i sprzętu, m.in.
1. PC wyjściowy, wraz z klawiaturą, mychą, monitorem, kamerką, głośnikami, routerem i kablem sieciowym.
2. Laptop oraz pendrive 2 GB mojej mamy.
3. Dysk Samsung 80 GB.
4. Nagrywarka CD/DVD-RW.
5. Odtwarzacz Mp3 V ZEN firmy Creative
6. Sagem MY X5-2
Sprzęt 1 należy do kolegi H. Sprzęt 2 jest sprzętem rządowym, którego szczęśliwym użytkownikiem jestem już kolejny rok :). Sprzęty 3-6 są rdzennie moje, poza 5 który został przysłany jako podarek z odległego, mazurskiego Olsztyna. Ale jest mój.
Wszystko to ma swój początek wiele lat temu. Zawdzięczam to mojemu nieoszlifowanemu talentowi technicznemu, mojemu talentowi do ignorowania symptomów oczywistych acz szkodliwych, oraz talentowi do bycia geniuszem. Dwa pierwsze są całkowicie bezużyteczne z uwagi na swoją... no, bezużyteczność. Trzeci za to dobrze mi służy :).
Panie i panowie, tymczasem przedstawiam Wam (C)entrum (K)ontroli (N)ad (W)szechświatem!

Ryc. 1. CKNW w pełni gotowości. Prawda, że jest piękny?

Ryc. 2. Rzut frontalny, zaraz na moment przed przejęciem Twoich 18+
Takie CKNW to jednak nie byle co. Jest bardzo wrażliwe. A przynajmniej wg mnie. Na pewno z uwagi na psa obawiającego się wybuchów. Na pewno w okresie przedsylwestrowym. Na pewno, kiedy wiesz, że tenże pies potrafi wejść w okresie przed- i sylwestrowym-właściwym do kompa i robić w pierwszej kolejności za całkiem skuteczną biologiczną cewkę tesla, a zaraz potem za wstępnie podgrzany zapas żywności na srogą zimę.
Stąd też właśnie istniała moja obawa o pozycję 3. Nie dość, że przez chwilę poczułbym się jak w Honk-kongu wieczorem (piękny pokaz neonów na wieżowcach wraz z pieczonym, acz suchawym mięskiem), to jeszcze straciłbym dane. Że nie wspomnę o możliwości upadku na ziemię sprzętu 3. Stąd też postanowiłem sięgnąć po trzy poduszki o dość egzotycznym zdobnictwie, co zresztą widać. Tak powstał Radża. Pokłońcie się mu. Albo jemu zrobi mu się miło, albo wam zrobi się niemiło.

Ryc. 3. Radża
Od paru dni męczę poniższe utwory. I co jest w nich najlepsze- nie nudzą mi się. Slucham ich naokrąglo i nie mam ich dość. Ani "Astronomy" w wersji Metallici, ani "Lonely day" Ironów, ani "Dance into the night" Santany i Kroegera, ani nawet "Modokashii sekai no Eu de" Makino Yui nie leciały naokrągło dłużej niż jeden dzień (dosłownie: 18 godzin). A to leci już bóg raczy wiedzieć który raz z rzędu. Madness.
Oba utwory są wzięte z anime. "Uninstall" to opening do tegorocznego "Bokurano". "Lithium flower" ma swoje korzenie w poważniejszej klasyce- "Ghost in the shell'u", a konkretniej jego telewizyjnej edycji (btw- never heard of telewizyjna seria GitS), jako ending tegoż. Obie do zdobycia na Gendou.com. Serwis serdecznie polecam, jest dostępny w linkach. Wystarczy zarejestrować swoją szanowną osobowość, a potem tylko Music > Download i cieszyć się największą w sieci bazą ed'ów i op'ów z anime w sieci.
Uninstall
Ano toki saikou no riaru ga mukou kara ai ni kita no wa
Bokura no sonzai wa konna ni mo tanjun da to warai ni kita n' da
Mimi o fusaide mo ryoute o surinukeru shinjitsu ni madou yo
Hosoi karada no doko ni chikara o irete tateba ii?
Uninstall Uninstall
Kono hoshi no musuu no chiri no hitotsu da to ima no boku ni wa rikai dekinai
Uninstall Uninstall
Osore o shiranai senshi no you ni furumau shika nai
Uninstall
Bokura no muishiki wa katte ni togisumasarete yuku you da
Beddo no shita no rinkaku no nai kehai ni kono me ga hiraku toki wa
Kokoro nado nakute nani mo ka mo kowashite shimau hageshisa dake
Shizuka ni kiete yuku kisetsu mo erabenai to iu no nara
Uninstall Uninstall
Boku no kawari ga inai nara futsuu ni nagarete'ta ano nichijou o
Uninstall Uninstall
Kono te de owarasetaku naru nani mo warui koto ja nai
Uninstall
Uninstall Uninstall
Kono hoshi no musuu no chiri no hitotsu da to ima no boku ni wa rikai dekinai
Uninstall Uninstall
Osore o shiranai senshi no you ni furumau shika nai
Uninstall...
Lithium Flower
She's so cold and human
It's something humans do
She stays so golden solo
She's so number nine
She's incredible math
Just incredible math
And is she really human?
She's just so something new
A waking lithium flower
Just about to bloom
I smell lithium now
Smelling lithium now
How is she when she doesn't surf?
How is she when she doesn't surf?
How is she when she doesn't surf?
I wonder what she does when she wakes up?
When she wakes up
So matador
So calm
So oil on a fire
She's so good
She's so goddess lithium flower
So sonic wave
Yeah, she's so groove, yeah
She's so groove
Yeah
Wow, where did she learn how to surf?
Wow, where did she learn how to surf?
Wow, where did she learn how to surf?
You know I've never seen the girl wipe out
How does she so perfectly surf?
How does she so perfectly surf?
How does she so perfectly surf?
I wonder what she does when she wakes up?
I wanna go surfing with her
I wanna go surfing with her
I wanna go surfing with her
I wanna go surfing with her
Historia pewnego geniuszu
Odkręcania
Talenty moje sięgają daleko. Owe dwa, bezużytecznie bezużyteczne, doprowadziły w swoim czasie do uporczywego przykręcania dysku, w efekcie czego doszło do wyrobienia gwintu śrubki podtrzymującej. Mój sprzęt 3 został uwięziony na długie lata. Obawiałem się, że już nigdy go nie użyję, nie odtowrzę zgromadzonych tam anime ani muzyki, nie ujrzy moich nowych dzieł, nie ściągnę na niego nowych pornoli. Smuciło mnie, ale to bardzo.
I właśnie wtedy, na moment przed świętami, naszło mnie olśnienie- a gdyby tak zamiast odkręcania śrubki od dysku... odkręcić dysk od śrubki? Potrzebowałem wielu lat aby do tego dojść. Rozwiązanie prawie zadziałało, bo prawie miałem wystarczająco dużo miejsca do 360 stopni obrotu. Prawie czyni wielką różnicę jak wiadomo i wszystko ostatcznie skończylo się na starej dobrej brutalnej F. Śrubka po latach została odkręcona bardzo mocno trzymanymi kombinerkami, i Dysk był wolny, a Sukces był całkowity.
Przenoszenie
Potem trzeba to było wszystko poprzenosić. Były do wyboru 3 opcje:
1. Użycie ftp.
2. Wykorzystanie routera i sieci wewnętrznej.
3. Użycie pendrive'a
Z niewiadomych przyczyn, 1 została szybko zapomniana na rzecz 2, i tu znowu z nienzanych przyczyn- 2 zawiodło. Skończyło się na 3- przenoszeniu 6 GB danych na pendrive'a 2 GB. Trzy kursy między pokojami i wszystko jest ganz egal. Skończyło się jednakże na czterech, a nie na trzech kursach jak podpowiada matematyka- ot po drodze przypomniało mi się o paru instalkach i gierkach :).
Wypalanie
W końcu coś nie poszło po mojej myśli. Powiem jedynie, że naprawdę nie ma sensu ufać programom do wypalania określanym jako "alternatywne i mało miejsca zabierające", bo gówno a nie działają. Foobar mi się zaciął kiedy chciałem przenieść music z płyty do niego- ot czysto testowo i porównawczo z prędkością dysku i innego DVD, wypalanego na linuksowym K3B. Krótko mówiąc, transfer danych pozostawia wiele do życzenia.
Epilog
Wniosek? Strata płyt. I czasu. I sensu CKNW :D.
Dziekuję koledze Hugoszowi, za udostępnienie komputra wyjściowego 1, mieszkania, koli z sernikiem, prądu, czasu, psa go głaskania, poduszek dla Radży i aparatu cyfrowego. Szczególniw, że bez tego ostatniego nie powstałaby pierwsza na tym blogu i w moim życiu fotorelacja ;).
A teraz dobra wiadomość dla ciebie, pantoflarzu blogu.pl. Firefox zajebiście obsluguje twój zjebany panel moderujący, a notki zachowuje zarowno po przypadkowym zamknięciu karty, jak i po zamknięciu przeglądarki. Tak, to zła wiadomość dla ciebie, suko Opero. Ale nie ma się czego bać- nadal wolę ciebie bo masz to swoje boskie przeskakiwanie między kartami pod klawiaszami 1(!) i 2(@), a za to do przeglądania jesteś mi niezbędna dziwko. Gardzę Tobą, kochana.
Toksyczny związek, prawda?
krogulczas
mieli okazji przeczytać. Ale rękopisy nie płoną. Na pewno nie te sprzed paru minut.
***
Jak w ogóle do tego doszło? Nie, nie tak się kurwa zaczynało...
O!
***
Parę dni temu w mieszkaniu kolegi H. doszło do udanej próby przejęcia kontroli nad wszechświatem. Potrzebnych do tego było jednak trochę czasu i sprzętu, m.in.
1. PC wyjściowy, wraz z klawiaturą, mychą, monitorem, kamerką, głośnikami, routerem i kablem sieciowym.
2. Laptop oraz pendrive 2 GB mojej mamy.
3. Dysk Samsung 80 GB.
4. Nagrywarka CD/DVD-RW.
5. Odtwarzacz Mp3 V ZEN firmy Creative
6. Sagem MY X5-2
Sprzęt 1 należy do kolegi H. Sprzęt 2 jest sprzętem rządowym, którego szczęśliwym użytkownikiem jestem już kolejny rok :). Sprzęty 3-6 są rdzennie moje, poza 5 który został przysłany jako podarek z odległego, mazurskiego Olsztyna. Ale jest mój.
Wszystko to ma swój początek wiele lat temu. Zawdzięczam to mojemu nieoszlifowanemu talentowi technicznemu, mojemu talentowi do ignorowania symptomów oczywistych acz szkodliwych, oraz talentowi do bycia geniuszem. Dwa pierwsze są całkowicie bezużyteczne z uwagi na swoją... no, bezużyteczność. Trzeci za to dobrze mi służy :).
Panie i panowie, tymczasem przedstawiam Wam (C)entrum (K)ontroli (N)ad (W)szechświatem!

Ryc. 1. CKNW w pełni gotowości. Prawda, że jest piękny?

Ryc. 2. Rzut frontalny, zaraz na moment przed przejęciem Twoich 18+
Takie CKNW to jednak nie byle co. Jest bardzo wrażliwe. A przynajmniej wg mnie. Na pewno z uwagi na psa obawiającego się wybuchów. Na pewno w okresie przedsylwestrowym. Na pewno, kiedy wiesz, że tenże pies potrafi wejść w okresie przed- i sylwestrowym-właściwym do kompa i robić w pierwszej kolejności za całkiem skuteczną biologiczną cewkę tesla, a zaraz potem za wstępnie podgrzany zapas żywności na srogą zimę.
Stąd też właśnie istniała moja obawa o pozycję 3. Nie dość, że przez chwilę poczułbym się jak w Honk-kongu wieczorem (piękny pokaz neonów na wieżowcach wraz z pieczonym, acz suchawym mięskiem), to jeszcze straciłbym dane. Że nie wspomnę o możliwości upadku na ziemię sprzętu 3. Stąd też postanowiłem sięgnąć po trzy poduszki o dość egzotycznym zdobnictwie, co zresztą widać. Tak powstał Radża. Pokłońcie się mu. Albo jemu zrobi mu się miło, albo wam zrobi się niemiło.

Ryc. 3. Radża
Od paru dni męczę poniższe utwory. I co jest w nich najlepsze- nie nudzą mi się. Slucham ich naokrąglo i nie mam ich dość. Ani "Astronomy" w wersji Metallici, ani "Lonely day" Ironów, ani "Dance into the night" Santany i Kroegera, ani nawet "Modokashii sekai no Eu de" Makino Yui nie leciały naokrągło dłużej niż jeden dzień (dosłownie: 18 godzin). A to leci już bóg raczy wiedzieć który raz z rzędu. Madness.
Oba utwory są wzięte z anime. "Uninstall" to opening do tegorocznego "Bokurano". "Lithium flower" ma swoje korzenie w poważniejszej klasyce- "Ghost in the shell'u", a konkretniej jego telewizyjnej edycji (btw- never heard of telewizyjna seria GitS), jako ending tegoż. Obie do zdobycia na Gendou.com. Serwis serdecznie polecam, jest dostępny w linkach. Wystarczy zarejestrować swoją szanowną osobowość, a potem tylko Music > Download i cieszyć się największą w sieci bazą ed'ów i op'ów z anime w sieci.
Uninstall
Ano toki saikou no riaru ga mukou kara ai ni kita no wa
Bokura no sonzai wa konna ni mo tanjun da to warai ni kita n' da
Mimi o fusaide mo ryoute o surinukeru shinjitsu ni madou yo
Hosoi karada no doko ni chikara o irete tateba ii?
Uninstall Uninstall
Kono hoshi no musuu no chiri no hitotsu da to ima no boku ni wa rikai dekinai
Uninstall Uninstall
Osore o shiranai senshi no you ni furumau shika nai
Uninstall
Bokura no muishiki wa katte ni togisumasarete yuku you da
Beddo no shita no rinkaku no nai kehai ni kono me ga hiraku toki wa
Kokoro nado nakute nani mo ka mo kowashite shimau hageshisa dake
Shizuka ni kiete yuku kisetsu mo erabenai to iu no nara
Uninstall Uninstall
Boku no kawari ga inai nara futsuu ni nagarete'ta ano nichijou o
Uninstall Uninstall
Kono te de owarasetaku naru nani mo warui koto ja nai
Uninstall
Uninstall Uninstall
Kono hoshi no musuu no chiri no hitotsu da to ima no boku ni wa rikai dekinai
Uninstall Uninstall
Osore o shiranai senshi no you ni furumau shika nai
Uninstall...
Lithium Flower
She's so cold and human
It's something humans do
She stays so golden solo
She's so number nine
She's incredible math
Just incredible math
And is she really human?
She's just so something new
A waking lithium flower
Just about to bloom
I smell lithium now
Smelling lithium now
How is she when she doesn't surf?
How is she when she doesn't surf?
How is she when she doesn't surf?
I wonder what she does when she wakes up?
When she wakes up
So matador
So calm
So oil on a fire
She's so good
She's so goddess lithium flower
So sonic wave
Yeah, she's so groove, yeah
She's so groove
Yeah
Wow, where did she learn how to surf?
Wow, where did she learn how to surf?
Wow, where did she learn how to surf?
You know I've never seen the girl wipe out
How does she so perfectly surf?
How does she so perfectly surf?
How does she so perfectly surf?
I wonder what she does when she wakes up?
I wanna go surfing with her
I wanna go surfing with her
I wanna go surfing with her
I wanna go surfing with her
***
Historia pewnego geniuszu
Odkręcania
Talenty moje sięgają daleko. Owe dwa, bezużytecznie bezużyteczne, doprowadziły w swoim czasie do uporczywego przykręcania dysku, w efekcie czego doszło do wyrobienia gwintu śrubki podtrzymującej. Mój sprzęt 3 został uwięziony na długie lata. Obawiałem się, że już nigdy go nie użyję, nie odtowrzę zgromadzonych tam anime ani muzyki, nie ujrzy moich nowych dzieł, nie ściągnę na niego nowych pornoli. Smuciło mnie, ale to bardzo.
I właśnie wtedy, na moment przed świętami, naszło mnie olśnienie- a gdyby tak zamiast odkręcania śrubki od dysku... odkręcić dysk od śrubki? Potrzebowałem wielu lat aby do tego dojść. Rozwiązanie prawie zadziałało, bo prawie miałem wystarczająco dużo miejsca do 360 stopni obrotu. Prawie czyni wielką różnicę jak wiadomo i wszystko ostatcznie skończylo się na starej dobrej brutalnej F. Śrubka po latach została odkręcona bardzo mocno trzymanymi kombinerkami, i Dysk był wolny, a Sukces był całkowity.
Przenoszenie
Potem trzeba to było wszystko poprzenosić. Były do wyboru 3 opcje:
1. Użycie ftp.
2. Wykorzystanie routera i sieci wewnętrznej.
3. Użycie pendrive'a
Z niewiadomych przyczyn, 1 została szybko zapomniana na rzecz 2, i tu znowu z nienzanych przyczyn- 2 zawiodło. Skończyło się na 3- przenoszeniu 6 GB danych na pendrive'a 2 GB. Trzy kursy między pokojami i wszystko jest ganz egal. Skończyło się jednakże na czterech, a nie na trzech kursach jak podpowiada matematyka- ot po drodze przypomniało mi się o paru instalkach i gierkach :).
Wypalanie
W końcu coś nie poszło po mojej myśli. Powiem jedynie, że naprawdę nie ma sensu ufać programom do wypalania określanym jako "alternatywne i mało miejsca zabierające", bo gówno a nie działają. Foobar mi się zaciął kiedy chciałem przenieść music z płyty do niego- ot czysto testowo i porównawczo z prędkością dysku i innego DVD, wypalanego na linuksowym K3B. Krótko mówiąc, transfer danych pozostawia wiele do życzenia.
Epilog
Wniosek? Strata płyt. I czasu. I sensu CKNW :D.
***
Dziekuję koledze Hugoszowi, za udostępnienie komputra wyjściowego 1, mieszkania, koli z sernikiem, prądu, czasu, psa go głaskania, poduszek dla Radży i aparatu cyfrowego. Szczególniw, że bez tego ostatniego nie powstałaby pierwsza na tym blogu i w moim życiu fotorelacja ;).
***
A teraz dobra wiadomość dla ciebie, pantoflarzu blogu.pl. Firefox zajebiście obsluguje twój zjebany panel moderujący, a notki zachowuje zarowno po przypadkowym zamknięciu karty, jak i po zamknięciu przeglądarki. Tak, to zła wiadomość dla ciebie, suko Opero. Ale nie ma się czego bać- nadal wolę ciebie bo masz to swoje boskie przeskakiwanie między kartami pod klawiaszami 1(!) i 2(@), a za to do przeglądania jesteś mi niezbędna dziwko. Gardzę Tobą, kochana.
Toksyczny związek, prawda?
krogulczas
czwartek, 27 grudnia 2007
FAQ yu.
Kurwa mać. Wyjebało mi wykurwistą notkę którą pisałem od jakichś 30 minut. Mam was w dupie, blogu.pl i Ciebie, Opero. Jebcie się i tylko kurwa spróbujcię się rozmnożyć to zajebę. Jak nie będzie opcji zmiany szablonu na pierwotny to przenoszę się, choćby i na blog.onet. I od tej pory nawet niech się wam blogowi.pl chuje nie marzy, że będę pisać w waszym zjebanym edytorku. Ani tobie Opero, że zobaczysz moją ślinę gniewu, którą na ciebie pluję. Możesz o tym pomarzyć, wolę IE.
Idę pograć w Civ 4. Jeszcze mi się na głód zebrało. Może odtworzę kiedy tą notkę, ale po takiej dawce wkurwa nie wiem czy będę odczuwać taką potrzebę.
Pozdrawiam fankurwastycznie
krogulczas
Idę pograć w Civ 4. Jeszcze mi się na głód zebrało. Może odtworzę kiedy tą notkę, ale po takiej dawce wkurwa nie wiem czy będę odczuwać taką potrzebę.
Pozdrawiam fankurwastycznie
krogulczas
wtorek, 25 grudnia 2007
Wesołych Świąt!
Z okazji świąt Bożego Narodzenia, a ten wigilijny wieczór, ja, niżej podpisany Krogulczas, pragnę złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Proste, ale silne. Spóźnione, ale w pełni szczere. Bądźcie przede wszystkim szczęśliwi.
Bo kiedy Wy jesteście szczęśliwi, szczęśliwi są otaczający Was ludzie.
Korzystajcie z tego daru, poniekąd Bożego. Nie ważne jak- to Wasz wybór. Byle radosny!
Jest jednak kilka osób którym chciałbym w tym miejscu życzyć paru rzeczy. Życzę więc:
Mamie- Zdrowia, i żeby tak zarabiała dość, aby posłać mnie na studia i żeby mnie już więcej nie oglądać do końca życia ;).
Kreciowi- Szczęścia w gotowaniu, sesjach i kompilacjach. I dziołchy :).
Stasi- Powtórzę się, ale wehikułu czasu. Ale i bez niego wiem, że znajdziesz szczęście :).
Krychowi- Żebyś w dziewczynę obrodził, żeby szkołę się skończył,żebyś szczęśliwym był :).
Magdzie- Mniej głupot, więcej czasu. I piękniej z dnia na dzień :).
Hugowi- Pogody ducha bradamen! :)
Aleksowi- Regularności w twórczości ostatnio zaniedbanej. No i że nie wspomnę o jak czerpaniu pełnymi garściami z łaski Euterpe :).
Radziowi- Bądź nadal tak radosny i przyjacielski jak jesteś- to naprawdę piękny dar :).
Sausage'owi- Mnóstwa pomysłów, a wszystkie one- zrealizowane w filmie :).
Psiosze- Cierpliwości, albo lepiej- żeby ta cierpliwość nie była potrzebna :).
Oldze- Lepszej lokatorki :D. No i abym na Twojej twarzy mógł nadal widzieć ten piękny uśmiech :).
Nucie- Mocnej i wiecznie zdrowej wątroby po każdym zagranym spektaklu :).
Klasie III F- Mili państwo, pamiętajcie, że każde marzenie jest proroctwem. Marzmy więc o dobrej maturze :).
XVI Sczepowi- Niech Was szlag... szlak harcerski prowadzi. Zbaczajcie z niego gdzie chcecie. Ale pozostańcie tymi wspaniałymi ludźmi, którzy sprawiają, że chce mi się myśleć, działać i żyć :).
Wszystkim Wam też dziękuję za to, że wytrzymujecie z tak pozbawioną empatii osobą tyle czasu. Dziękuję wszystkim za wsparcie, za miłość, za szczerość i radość. Za to, że nie zostawialiście mnie samego i za to, że to właśnie mi zaufaliście. Wszyscy jesteście wspaniali. Możecie być tylko lepsi, więc bądźcie lepsi, przyjaciele.
Moje ulubione kolędy :).
Mizerna cicha
1. Mizerna, cicha
stajenka licha,
pełna niebieskiej chwały;
Oto leżący,
przed nami śpiący,
w promieniach Jezus mały.
2. Nad Nim Anieli
w locie stanęli
i pochyleni klęczą;
z włosy złotymi,
z skrzydły białymi
pod malowaną tęczą.
5. I oto mnodzy
ludzie ubodzy
radzi oglądać Pana;
pełni natchnienia,
pełni zbawienia,
upadli na kolana.
8. Lulaj Dziecino,
lulaj ptaszyno,
nasze umiłowanie;
gdy się rozbudzi
w tej rzeszy ludzi,
zbawienie nam się stanie.
11. Hej! ludzie prości,
Bóg z nami gości,
skończony czas niedoli;
On daje siebie,
chwała na niebie,
pokój ludziom dobrej woli.
(pokój wam dobrej woli.)
W żłobie leży
1. W żłobie leży, któż pobieży
Kolędować małemu
Jezusowi Chrystusowi
Dziś nam narodzonemu ?
Pastuszkowie przybywajcie
Jemu wdzięcznie przygrywajcie
Jako Panu naszemu !
2. My zaś sami z piosneczkami
Za wami się śpieszmy,
I tak tego, maleńkiego,
Niech wszyscy zobaczmy:
Jak ubogo narodzony,
Płacze w stajni położony,
Więc go dziś ucieszmy.
3. Naprzód tedy, niechaj wszędy
Zabrzmi świat w wesołości,
Że posłany nam jest dany
Emmanuel w niskości!
Jego tedy przywitajmy,
Z aniołami zaśpiewajmy
Chwała na wysokości!
4. Witaj, Panie, cóż się stanie,
Że rozkosze niebieskie
Opuściłeś a zstąpiłeś
Na te niskości ziemskie ?
Miłość moja to sprawiła,
By człowieka wywyższyła
Pod nieba emipryjskie.
5. Przecz w żłóbeczku, nie w łóżeczku,
Na sianku położony.
Precz z bydlęty, nie z panięty,
W stajni jesteś złożony.
By człęk sianu przyrónany,
Grzesznik bydlęciem nazwany
Przeze Mnie był zbawiony.
Jezus malusieńki
1. Jezus malusieńki
leży nagusieńki,
|: płacze z zimna, nie dała Mu
Matula sukienki. :|
2. Bo uboga była,
rąbek z głowy zdjęła,
|: w który Dziecię uwinąwszy,
siankiem Je okryła. :|
3. Nie ma kolebeczki,
ani poduszeczki,
|: we żłobie Mu położyła
siana pod główeczki. :|
4. Dziecina się kwili,
Matusieńka lili,
|: w nóżki zimno, żłóbek twardy,
stajenka się chyli. :|
8. Pokłon oddawajmy,
Bogiem je wyznajmy,
|: to Dzieciątko ubożuchne
ludziom ogłaszajmy. :|
Rodzinka się zebrała, jest w końcu z kim pogadać (podrosło się trochę), przy czym (na szczęście jeszcze kierowcą nie jestem :D) i o czym (właściwie... to jedne z tych rozmów, które są najpiękniejsze, ale w ogóle się ich nie pamięta- proste dla mózgu do przetworzenia, ale nie do zapamiętania... chyba taki czas zwyczajnie).
Ciepłe, bojowe, przeciwdeszczowe, przeciwsmrodowe, pojemne, wizualne, oczytane, wiekowe... nieznane również :P. Tak się pokrótce prezentuje dzisiejszy dzień ;).
Ponownie- Wesołych Świąt!
Pozdrawiam
krogulczas
Bo kiedy Wy jesteście szczęśliwi, szczęśliwi są otaczający Was ludzie.
Korzystajcie z tego daru, poniekąd Bożego. Nie ważne jak- to Wasz wybór. Byle radosny!
Jest jednak kilka osób którym chciałbym w tym miejscu życzyć paru rzeczy. Życzę więc:
Mamie- Zdrowia, i żeby tak zarabiała dość, aby posłać mnie na studia i żeby mnie już więcej nie oglądać do końca życia ;).
Kreciowi- Szczęścia w gotowaniu, sesjach i kompilacjach. I dziołchy :).
Stasi- Powtórzę się, ale wehikułu czasu. Ale i bez niego wiem, że znajdziesz szczęście :).
Krychowi- Żebyś w dziewczynę obrodził, żeby szkołę się skończył,żebyś szczęśliwym był :).
Magdzie- Mniej głupot, więcej czasu. I piękniej z dnia na dzień :).
Hugowi- Pogody ducha bradamen! :)
Aleksowi- Regularności w twórczości ostatnio zaniedbanej. No i że nie wspomnę o jak czerpaniu pełnymi garściami z łaski Euterpe :).
Radziowi- Bądź nadal tak radosny i przyjacielski jak jesteś- to naprawdę piękny dar :).
Sausage'owi- Mnóstwa pomysłów, a wszystkie one- zrealizowane w filmie :).
Psiosze- Cierpliwości, albo lepiej- żeby ta cierpliwość nie była potrzebna :).
Oldze- Lepszej lokatorki :D. No i abym na Twojej twarzy mógł nadal widzieć ten piękny uśmiech :).
Nucie- Mocnej i wiecznie zdrowej wątroby po każdym zagranym spektaklu :).
Klasie III F- Mili państwo, pamiętajcie, że każde marzenie jest proroctwem. Marzmy więc o dobrej maturze :).
XVI Sczepowi- Niech Was szlag... szlak harcerski prowadzi. Zbaczajcie z niego gdzie chcecie. Ale pozostańcie tymi wspaniałymi ludźmi, którzy sprawiają, że chce mi się myśleć, działać i żyć :).
Wszystkim Wam też dziękuję za to, że wytrzymujecie z tak pozbawioną empatii osobą tyle czasu. Dziękuję wszystkim za wsparcie, za miłość, za szczerość i radość. Za to, że nie zostawialiście mnie samego i za to, że to właśnie mi zaufaliście. Wszyscy jesteście wspaniali. Możecie być tylko lepsi, więc bądźcie lepsi, przyjaciele.
***
Moje ulubione kolędy :).
Mizerna cicha
1. Mizerna, cicha
stajenka licha,
pełna niebieskiej chwały;
Oto leżący,
przed nami śpiący,
w promieniach Jezus mały.
2. Nad Nim Anieli
w locie stanęli
i pochyleni klęczą;
z włosy złotymi,
z skrzydły białymi
pod malowaną tęczą.
5. I oto mnodzy
ludzie ubodzy
radzi oglądać Pana;
pełni natchnienia,
pełni zbawienia,
upadli na kolana.
8. Lulaj Dziecino,
lulaj ptaszyno,
nasze umiłowanie;
gdy się rozbudzi
w tej rzeszy ludzi,
zbawienie nam się stanie.
11. Hej! ludzie prości,
Bóg z nami gości,
skończony czas niedoli;
On daje siebie,
chwała na niebie,
pokój ludziom dobrej woli.
(pokój wam dobrej woli.)
W żłobie leży
1. W żłobie leży, któż pobieży
Kolędować małemu
Jezusowi Chrystusowi
Dziś nam narodzonemu ?
Pastuszkowie przybywajcie
Jemu wdzięcznie przygrywajcie
Jako Panu naszemu !
2. My zaś sami z piosneczkami
Za wami się śpieszmy,
I tak tego, maleńkiego,
Niech wszyscy zobaczmy:
Jak ubogo narodzony,
Płacze w stajni położony,
Więc go dziś ucieszmy.
3. Naprzód tedy, niechaj wszędy
Zabrzmi świat w wesołości,
Że posłany nam jest dany
Emmanuel w niskości!
Jego tedy przywitajmy,
Z aniołami zaśpiewajmy
Chwała na wysokości!
4. Witaj, Panie, cóż się stanie,
Że rozkosze niebieskie
Opuściłeś a zstąpiłeś
Na te niskości ziemskie ?
Miłość moja to sprawiła,
By człowieka wywyższyła
Pod nieba emipryjskie.
5. Przecz w żłóbeczku, nie w łóżeczku,
Na sianku położony.
Precz z bydlęty, nie z panięty,
W stajni jesteś złożony.
By człęk sianu przyrónany,
Grzesznik bydlęciem nazwany
Przeze Mnie był zbawiony.
Jezus malusieńki
1. Jezus malusieńki
leży nagusieńki,
|: płacze z zimna, nie dała Mu
Matula sukienki. :|
2. Bo uboga była,
rąbek z głowy zdjęła,
|: w który Dziecię uwinąwszy,
siankiem Je okryła. :|
3. Nie ma kolebeczki,
ani poduszeczki,
|: we żłobie Mu położyła
siana pod główeczki. :|
4. Dziecina się kwili,
Matusieńka lili,
|: w nóżki zimno, żłóbek twardy,
stajenka się chyli. :|
8. Pokłon oddawajmy,
Bogiem je wyznajmy,
|: to Dzieciątko ubożuchne
ludziom ogłaszajmy. :|
***
Rodzinka się zebrała, jest w końcu z kim pogadać (podrosło się trochę), przy czym (na szczęście jeszcze kierowcą nie jestem :D) i o czym (właściwie... to jedne z tych rozmów, które są najpiękniejsze, ale w ogóle się ich nie pamięta- proste dla mózgu do przetworzenia, ale nie do zapamiętania... chyba taki czas zwyczajnie).
Ciepłe, bojowe, przeciwdeszczowe, przeciwsmrodowe, pojemne, wizualne, oczytane, wiekowe... nieznane również :P. Tak się pokrótce prezentuje dzisiejszy dzień ;).
Ponownie- Wesołych Świąt!
Pozdrawiam
krogulczas
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Instynkty
Zobaczmy...
Blog.pl bardzo się mi zmienił. Wkurza mnie tak między Bogiem a prawdą. Wcześniej po prostu działał jak należy. Teraz, kiedy to piszę, uruchamiają mi się niestworzone skróty klawiaturowe, których istnienia nawet sobie nie wyobrażałem. Odnośniki, linki, poczty. Ja chcę pisać a nie unikać używania toucha!
Teraz się przerzuciłem na edytor html. Tak, jak za starych dobrych czasów pisania notek na starym, dobrym blog.pl. I nawet dobrze, bo skrypty są równie spartolone jak na googlowym blogspocie. Już by mi diva na divie, bolda na boldzie i br'a na br'ze tworzył. Takiego wała.
No dobra, z tym pisaniem tylko na html'u przesadziłem. Ale i tak jest tu lepiej niż w edytorze wbudowanym. Czarno na białym wszystko mi widać i z tego tytułu jestem nadzwyczaj zadowolony. Żadnych zbędnych machinacji, żadnych kłopotów skryptowych. Ładnie, schludnie, użytecznie. Tak ma być. I będzie. Tu mi już teraz lepiej.
Kędra.
Synonim? Bo to jeden. Żal klawiatury. Wyzbywajcie się ludzi, którzy mówią, że wiedzą więcej od Was. Niech żyje purytańska skromność bytu!
Jest jeden zasadniczy problem ze znajomością drugiego człowieka. Nie lubi się go. Tak naprawdę, znajomość człowieka dochodzi do takiego momentu (momentów), w których albo się tą osobę akceptuje, ale kończy się z nim wszelkie relacje. To, albo status quo. Któż ma czas, wolę i energię na zbędne utarczki z kimś, kogo w istocie nie lubi, nie znosi, nie akceptuje? Pragmatyk.
Wiele idzie się nauczyć w ciągu roku. Ten zmierza już ku końcówce. Jeszcze 14 dni.
Nauczyłem się w tym roku kochać. Ślepo, ale myśląc. Głupio, ale wiernie. Silnie oraz stale, słabo i okresowo.
Ciało. Szczerość. Zapach. Widok. Czas. Spacer. Stałość. Aksamit. Dotyk. Noc. Iskiereczka. Siła. Wiara. Jedność. Wieczność. Nadzieja.
Tyle nowych słów w słowniku życia, skatalogowanych przy "Miłości". To oczywiście te pozytywne aspekty. Minusy też jednak są.
Telefon. Rachunki. Wyobraźnia. Praca. Wtopa. Głupota. Uraza. Głupota. Zawód. Głupota. Łzy. Głupota.
Przygotowuję się do Nowego Roku. Pełną parą. Nastąpią w końcu kluczowe zmiany. Na piedestale stoją Magda, studia, wyrwanie się z domu, prawo jazdy i nauka gotowania. Nieco w tyle ustawię wyprawę w Sudety, Holandię, Olsztyn z Gdańskiem. Może po drodze zdarzy się jakiś porządny debiut literacki, z sonetem jakim (który wpierw opanuję) albo opowiadaniem lub esejem/felietonem.
Ale ogółem to chcę, aby rok 2008 był rokiem szczęścia i wygrania w totka. Przyda się też zdrowie dla chorowitej matki, uporządkowanie stosunków z ojcem i jego (moją? naszą? no właśnie!) rodziną. Z bratem bym pogadał kiedyś może. I z siostrą może też się uda. Na własne za wcześnie to chociaż z cudzym pogaworzę. I pieluchy powdycham. Fajne takie maluszkowe kupki. Nic tylko balsam do ciała dla ojca sporządzić.
Na bachory przyjdzie pora. I jeżeli nie Kazimierz, to Aleksandra. A jak nie Kazimierz ani Aleksandra, to poczekam sobie na taką, która będzie takiego Kazia albo Olę chciała z miejsca i bez gadania. Pokocha je jak swoje ;).
Cholera. Chyba się we mnie jakieś macierzyńskie instynkty uruchomiły. Brr.
The Doors - Break on through (to the other side)
You know the day destroys the night
Night divides the day
Tried to run
Tried to hide
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Break on through to the other side, yeah
We chased our pleasures here
Dug our treasures there
But can you still recall
The time we cried
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Yeah!
C'mon, yeah
Everybody loves my baby
Everybody loves my baby
She get(s high)
She get(s high)
She get(s high)
She get(s high)
I found an island in your arms
Country in your eyes
Arms that chain
Eyes that lie
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Break on through, oww!
Oh, yeah!
Made the scene
Week to week
Day to day
Hour to hour
The gate is straight
Deep and wide
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Break on through
Break on through
Break on through
Break on through
Yeah, yeah, yeah, yeah
Yeah, yeah, yeah, yeah, yeah
krogulczas
***
Blog.pl bardzo się mi zmienił. Wkurza mnie tak między Bogiem a prawdą. Wcześniej po prostu działał jak należy. Teraz, kiedy to piszę, uruchamiają mi się niestworzone skróty klawiaturowe, których istnienia nawet sobie nie wyobrażałem. Odnośniki, linki, poczty. Ja chcę pisać a nie unikać używania toucha!
***
Teraz się przerzuciłem na edytor html. Tak, jak za starych dobrych czasów pisania notek na starym, dobrym blog.pl. I nawet dobrze, bo skrypty są równie spartolone jak na googlowym blogspocie. Już by mi diva na divie, bolda na boldzie i br'a na br'ze tworzył. Takiego wała.
No dobra, z tym pisaniem tylko na html'u przesadziłem. Ale i tak jest tu lepiej niż w edytorze wbudowanym. Czarno na białym wszystko mi widać i z tego tytułu jestem nadzwyczaj zadowolony. Żadnych zbędnych machinacji, żadnych kłopotów skryptowych. Ładnie, schludnie, użytecznie. Tak ma być. I będzie. Tu mi już teraz lepiej.
***
Kędra.
Synonim? Bo to jeden. Żal klawiatury. Wyzbywajcie się ludzi, którzy mówią, że wiedzą więcej od Was. Niech żyje purytańska skromność bytu!
***
Jest jeden zasadniczy problem ze znajomością drugiego człowieka. Nie lubi się go. Tak naprawdę, znajomość człowieka dochodzi do takiego momentu (momentów), w których albo się tą osobę akceptuje, ale kończy się z nim wszelkie relacje. To, albo status quo. Któż ma czas, wolę i energię na zbędne utarczki z kimś, kogo w istocie nie lubi, nie znosi, nie akceptuje? Pragmatyk.
***
Wiele idzie się nauczyć w ciągu roku. Ten zmierza już ku końcówce. Jeszcze 14 dni.
Nauczyłem się w tym roku kochać. Ślepo, ale myśląc. Głupio, ale wiernie. Silnie oraz stale, słabo i okresowo.
Ciało. Szczerość. Zapach. Widok. Czas. Spacer. Stałość. Aksamit. Dotyk. Noc. Iskiereczka. Siła. Wiara. Jedność. Wieczność. Nadzieja.
Tyle nowych słów w słowniku życia, skatalogowanych przy "Miłości". To oczywiście te pozytywne aspekty. Minusy też jednak są.
Telefon. Rachunki. Wyobraźnia. Praca. Wtopa. Głupota. Uraza. Głupota. Zawód. Głupota. Łzy. Głupota.
***
Przygotowuję się do Nowego Roku. Pełną parą. Nastąpią w końcu kluczowe zmiany. Na piedestale stoją Magda, studia, wyrwanie się z domu, prawo jazdy i nauka gotowania. Nieco w tyle ustawię wyprawę w Sudety, Holandię, Olsztyn z Gdańskiem. Może po drodze zdarzy się jakiś porządny debiut literacki, z sonetem jakim (który wpierw opanuję) albo opowiadaniem lub esejem/felietonem.
Ale ogółem to chcę, aby rok 2008 był rokiem szczęścia i wygrania w totka. Przyda się też zdrowie dla chorowitej matki, uporządkowanie stosunków z ojcem i jego (moją? naszą? no właśnie!) rodziną. Z bratem bym pogadał kiedyś może. I z siostrą może też się uda. Na własne za wcześnie to chociaż z cudzym pogaworzę. I pieluchy powdycham. Fajne takie maluszkowe kupki. Nic tylko balsam do ciała dla ojca sporządzić.
Na bachory przyjdzie pora. I jeżeli nie Kazimierz, to Aleksandra. A jak nie Kazimierz ani Aleksandra, to poczekam sobie na taką, która będzie takiego Kazia albo Olę chciała z miejsca i bez gadania. Pokocha je jak swoje ;).
Cholera. Chyba się we mnie jakieś macierzyńskie instynkty uruchomiły. Brr.
***
The Doors - Break on through (to the other side)
You know the day destroys the night
Night divides the day
Tried to run
Tried to hide
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Break on through to the other side, yeah
We chased our pleasures here
Dug our treasures there
But can you still recall
The time we cried
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Yeah!
C'mon, yeah
Everybody loves my baby
Everybody loves my baby
She get(s high)
She get(s high)
She get(s high)
She get(s high)
I found an island in your arms
Country in your eyes
Arms that chain
Eyes that lie
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Break on through, oww!
Oh, yeah!
Made the scene
Week to week
Day to day
Hour to hour
The gate is straight
Deep and wide
Break on through to the other side
Break on through to the other side
Break on through
Break on through
Break on through
Break on through
Yeah, yeah, yeah, yeah
Yeah, yeah, yeah, yeah, yeah
krogulczas
Sklepy cynamonowe
Buro, żółto, mięsiście i illegalistycznie. Imaginacje, impresje, intencje. Dwuznaczności, łaskotanie i uleganie.
Mdłe. Po prostu mdłe do bólu. Nigdy mi się przerost formy nad treścią nie podobał, a sama treść nawet nie nadrabia. Może i godne uwagi spostrzeżenia odnośnie odchodzących czasów, relacji damsko-męskich i uleglości ludzi, ale tak naprawdę nie jest to nic nowego pod słońcem jeżeli chodzi o ideologie. I nie będę mieć ochoty na nowo odkrywać świata ideologii ludzi 20-lecia. Zafascynowani nowoczesnością, i owszem, ładnie z ich strony. Ale zachłyśnięci nią do tego stopnia w istocie, że nie odważyli się robić czegoś więcej poza pisaniem. Lepiej i tak od młodopolaków, totalnie zniechęconych do wszystkiego albo wszędzie upatrujący wrogów narodu/ludu. Marność nad marnościami i wszystko marność. Chociaż fajniej pisali. Mieli stary dobry język, który ich zadowalał, i nim opisywali swoje emocje. Da się elegancko, prosto i przyjemnie? Da się.
A ci cali futuryści... Co fascynującego jest w 3m? Fajnie, że ich to fascynowało. Ale dlaczego mnie by to miało fascynować?
Boże, daj literaturze dzieło, które zakończy jałową twórczość współczesną. Albo wojnę. Albo w ogóle nowy porządek i ład na świecie. Na takich rzeczach niejeden Mickiewicz czy Miłosz wyrósł. Przynajmniej jakieś urozmaicenie.
Iron Maiden - Different world
Iiyeeeeee!!!!!!!!!!!!
You lead me on the path
Keep showing me the way
I feel a little lost
A little strange today.
I think I'll take ahold
Of whatever comes my way
Then we'll see what happens
Take it day by day
I thought I had it all
I had it all worked out
Just what the future held
That there would be no doubt
But then the card came up
And I took another turn
But I don't know if it's forever that I run
Tell me what you can hear
And then tell me what you see
Everybody has a different way to view the world
I would like you to know when you see the simple things
To appreciate this life it's not too late to learn
Don't wanna be here
Somewhere I'd rather be
But when I get there
I'm afraid it's not for me
Tell me what you can hear
And then tell me what you see
Everybody has a different way to view the world
I would like you to know, when you see the simple things
To appreciate this life, it's not too late to learn
Tell me what you can hear
And then tell me what you see
Everybody has a different way to view the world
I would like you to know, when you see the simple things
To appreciate this life, it's not too late to learn
Don't wanna be here
Somewhere I'd rather be
But when I get there
I'm afraid it's not for me
Don't know what I want
Or where I want to be
Feeling more confused
The more the days go by
krogulczas
Mdłe. Po prostu mdłe do bólu. Nigdy mi się przerost formy nad treścią nie podobał, a sama treść nawet nie nadrabia. Może i godne uwagi spostrzeżenia odnośnie odchodzących czasów, relacji damsko-męskich i uleglości ludzi, ale tak naprawdę nie jest to nic nowego pod słońcem jeżeli chodzi o ideologie. I nie będę mieć ochoty na nowo odkrywać świata ideologii ludzi 20-lecia. Zafascynowani nowoczesnością, i owszem, ładnie z ich strony. Ale zachłyśnięci nią do tego stopnia w istocie, że nie odważyli się robić czegoś więcej poza pisaniem. Lepiej i tak od młodopolaków, totalnie zniechęconych do wszystkiego albo wszędzie upatrujący wrogów narodu/ludu. Marność nad marnościami i wszystko marność. Chociaż fajniej pisali. Mieli stary dobry język, który ich zadowalał, i nim opisywali swoje emocje. Da się elegancko, prosto i przyjemnie? Da się.
A ci cali futuryści... Co fascynującego jest w 3m? Fajnie, że ich to fascynowało. Ale dlaczego mnie by to miało fascynować?
Boże, daj literaturze dzieło, które zakończy jałową twórczość współczesną. Albo wojnę. Albo w ogóle nowy porządek i ład na świecie. Na takich rzeczach niejeden Mickiewicz czy Miłosz wyrósł. Przynajmniej jakieś urozmaicenie.
Iron Maiden - Different world
Iiyeeeeee!!!!!!!!!!!!
You lead me on the path
Keep showing me the way
I feel a little lost
A little strange today.
I think I'll take ahold
Of whatever comes my way
Then we'll see what happens
Take it day by day
I thought I had it all
I had it all worked out
Just what the future held
That there would be no doubt
But then the card came up
And I took another turn
But I don't know if it's forever that I run
Tell me what you can hear
And then tell me what you see
Everybody has a different way to view the world
I would like you to know when you see the simple things
To appreciate this life it's not too late to learn
Don't wanna be here
Somewhere I'd rather be
But when I get there
I'm afraid it's not for me
Tell me what you can hear
And then tell me what you see
Everybody has a different way to view the world
I would like you to know, when you see the simple things
To appreciate this life, it's not too late to learn
Tell me what you can hear
And then tell me what you see
Everybody has a different way to view the world
I would like you to know, when you see the simple things
To appreciate this life, it's not too late to learn
Don't wanna be here
Somewhere I'd rather be
But when I get there
I'm afraid it's not for me
Don't know what I want
Or where I want to be
Feeling more confused
The more the days go by
krogulczas
sobota, 15 grudnia 2007
Zazdroszczę ludziom...
... którzy potrafią płakać. Ot, czują że im oczy mokną i jest wylew łez żewnych a gorzko-słonych.
Nieistotne dlaczego, ważne, że kiedy już chcą, czują, że za chwilę uwolnią się ich łzy, to nie ma w nich nic co by wstrzymywało. Po prostu płaczą i już. Najczysta, fizjologiczna forma wyrażenia żalu. Bez bycia zbędnie wulgarnym albo innych prób nazwania swych uczuć.
Przyjemny do obserwacji powrót osoby płaczącej do jej pierwotnego instynktu. Tego, który ukazuje brak pewności, brak stałości, brak oparcia, brak bezpieczeństwa. Bezradność, której nikt inny nigdy tak naprawdę nie doświadczy.
Dlaczego więc poeci tak usilnie chcą opisywać, malarze malować, a filmowcy filmować uczucia? Empatia przecież nie jest jedynie domeną ludzi, nie jest więc tym czymś, co by wyjaśniało takie działanie. Co więc jest domeną ludzką?
Bruce Dickinson - Tears Of The Dragon
For too long now, there were secrets in my mind
For too long now, there were things I should have said
In the darkness...i was stumbling for the door
To find a reason - to find the time, the place, the hour
Waiting for the winter sun, and the cold light of day
The misty ghosts of childhood fears
The pressure is building, and I cant stay away
I throw myself into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face the fear I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
Where I was, I had wings that couldnt fly
Where I was, I had tears I couldnt cry
My emotions frozen in an icy lake
I couldnt feel them until the ice began to break
I have no power over this, you know Im afraid
The walls I built are crumbling
The water is moving, Im slipping away...
I throw myself into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face the fear I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
Slowly I awake, slowly I rise
The walls I built are crumbling
The water is moving, Im slipping away...
I throw (I throw)
Myself (myself)
Into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face (to face)
The fear (the fear)
I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
I throw (I throw)
Myself (myself)
Into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face (to face)
The fear (the fear)
I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
Pozdrawiam
krogulczas
Nieistotne dlaczego, ważne, że kiedy już chcą, czują, że za chwilę uwolnią się ich łzy, to nie ma w nich nic co by wstrzymywało. Po prostu płaczą i już. Najczysta, fizjologiczna forma wyrażenia żalu. Bez bycia zbędnie wulgarnym albo innych prób nazwania swych uczuć.
Przyjemny do obserwacji powrót osoby płaczącej do jej pierwotnego instynktu. Tego, który ukazuje brak pewności, brak stałości, brak oparcia, brak bezpieczeństwa. Bezradność, której nikt inny nigdy tak naprawdę nie doświadczy.
Dlaczego więc poeci tak usilnie chcą opisywać, malarze malować, a filmowcy filmować uczucia? Empatia przecież nie jest jedynie domeną ludzi, nie jest więc tym czymś, co by wyjaśniało takie działanie. Co więc jest domeną ludzką?
***
Bruce Dickinson - Tears Of The Dragon
For too long now, there were secrets in my mind
For too long now, there were things I should have said
In the darkness...i was stumbling for the door
To find a reason - to find the time, the place, the hour
Waiting for the winter sun, and the cold light of day
The misty ghosts of childhood fears
The pressure is building, and I cant stay away
I throw myself into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face the fear I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
Where I was, I had wings that couldnt fly
Where I was, I had tears I couldnt cry
My emotions frozen in an icy lake
I couldnt feel them until the ice began to break
I have no power over this, you know Im afraid
The walls I built are crumbling
The water is moving, Im slipping away...
I throw myself into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face the fear I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
Slowly I awake, slowly I rise
The walls I built are crumbling
The water is moving, Im slipping away...
I throw (I throw)
Myself (myself)
Into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face (to face)
The fear (the fear)
I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
I throw (I throw)
Myself (myself)
Into the sea
Release the wave, let it wash over me
To face (to face)
The fear (the fear)
I once believed
The tears of the dragon, for you and for me
Pozdrawiam
krogulczas
niedziela, 9 grudnia 2007
Hell yeah
Mam wnerwa. Lubię to. Czuję, że żyję. Łatwo wtedy wnerwiam innych.
To tak jak z byciem uśmiechniętym- też jak się uśmiechamy to inni też się uśmiechają. I wszyscy są uśmiechnięci.
Albo z ziewaniem. Spróbuj nie ziewać po przesiedzeniu z ziewaczkiem parunastu minut.
Albo z przeklinaniem. Powodzenia abyś po jakimś czasie sam nie zaczął kurwić językiem.
Albo z modą. No dalej, niech ktoś powie, że jest wyjątkowy.
Albo z najeżdżaniem na Dodę, Kaczyńskich lub losowo wybraną w tym tygodniu osobę. Każdy ma kogoś takiego.
Albo z jedzeniem czipsów. Zawsze wsysają. I ani patrzysz a trzeba arterie domestosem przeczyszczać.
Ludzkości. Owieczko w stadzie ty moja.
***
Runaway
Just be the same
Pissed and stamped
Forget the lamp
Look behind
And be so kind
To leave the show
To leave me alone
Runaway
Without a train
No rent or ticket
No lies to regret
Move forward from now
Don't twist your elbow
It doesn't matter
It didn't happen
Runaway
Try to complain
Mourning is near
It's almost here
Keep this sign
Pretend to be blind
This isn't the way
I don't want to play
Runaway
Without a disdain
It did happen for true
It was fantastic for you
It is simple to leave
But sometimes just live
Don't turn away
Don't runaway
Pozdrawiam
krogulczas
To tak jak z byciem uśmiechniętym- też jak się uśmiechamy to inni też się uśmiechają. I wszyscy są uśmiechnięci.
Albo z ziewaniem. Spróbuj nie ziewać po przesiedzeniu z ziewaczkiem parunastu minut.
Albo z przeklinaniem. Powodzenia abyś po jakimś czasie sam nie zaczął kurwić językiem.
Albo z modą. No dalej, niech ktoś powie, że jest wyjątkowy.
Albo z najeżdżaniem na Dodę, Kaczyńskich lub losowo wybraną w tym tygodniu osobę. Każdy ma kogoś takiego.
Albo z jedzeniem czipsów. Zawsze wsysają. I ani patrzysz a trzeba arterie domestosem przeczyszczać.
Ludzkości. Owieczko w stadzie ty moja.
***
Runaway
Just be the same
Pissed and stamped
Forget the lamp
Look behind
And be so kind
To leave the show
To leave me alone
Runaway
Without a train
No rent or ticket
No lies to regret
Move forward from now
Don't twist your elbow
It doesn't matter
It didn't happen
Runaway
Try to complain
Mourning is near
It's almost here
Keep this sign
Pretend to be blind
This isn't the way
I don't want to play
Runaway
Without a disdain
It did happen for true
It was fantastic for you
It is simple to leave
But sometimes just live
Don't turn away
Don't runaway
Pozdrawiam
krogulczas
czwartek, 6 grudnia 2007
Im smilez bcauz ow u, fags
Message in a bottle
THE POLICE
MESSAGE IN A BOTTLE
Just a castaway
An island lost at sea
Another lonely day
With no one here but me
More loneliness
Than any man could bear
Rescue me before I fall into despair
I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle
A year has passed since I wrote my note
But I should have known this right from the start
Only hope can keep me together
Love can mend your life
But love can break your heart
I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle
Walked out this morning
Don't believe what I saw
A hundred billion bottles
Washed up on the shore
Seems I'm not alone at being alone
A hundred billion casatways
Looking for a home
I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle
Nie, nie czuję takiego osamotnienia jak ten rozbitek. Ale współczuję wszystkim wysyłającym takie butelki. Jeżeli moje współczucie komuś wystarcza i czuje się szczęśliwy to cieszy mnie to. Jeżeli ktoś oczekuje więcej to ma problem. Wypada czasem ruszyć dupsko i wziąć się za siebie. Najlepiej z pomocą przyjaciół.
Skoro już piszę. Polecam "The Police" zarówno tym, którzy znają jedynie "Every breath you take", jak i tym którzy nawet tej klasyki nie znają. Torrenta można znaleźć np. tu, na mininovie.
Pozdrawiam
krogulczas
THE POLICE
MESSAGE IN A BOTTLE
Just a castaway
An island lost at sea
Another lonely day
With no one here but me
More loneliness
Than any man could bear
Rescue me before I fall into despair
I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle
A year has passed since I wrote my note
But I should have known this right from the start
Only hope can keep me together
Love can mend your life
But love can break your heart
I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle
Walked out this morning
Don't believe what I saw
A hundred billion bottles
Washed up on the shore
Seems I'm not alone at being alone
A hundred billion casatways
Looking for a home
I'll send an SOS to the world
I'll send an SOS to the world
I hope that someone gets my
Message in a bottle
Nie, nie czuję takiego osamotnienia jak ten rozbitek. Ale współczuję wszystkim wysyłającym takie butelki. Jeżeli moje współczucie komuś wystarcza i czuje się szczęśliwy to cieszy mnie to. Jeżeli ktoś oczekuje więcej to ma problem. Wypada czasem ruszyć dupsko i wziąć się za siebie. Najlepiej z pomocą przyjaciół.
Skoro już piszę. Polecam "The Police" zarówno tym, którzy znają jedynie "Every breath you take", jak i tym którzy nawet tej klasyki nie znają. Torrenta można znaleźć np. tu, na mininovie.
Pozdrawiam
krogulczas
niedziela, 18 listopada 2007
czwartek, 15 listopada 2007
Niech będzie popsikane
Następujących kilka przemyśleń nasunęło mi się w parę sekund po wyjściu z kibla, kiedy ujrzałem w łazience włączoną pralkę z zakończonym praniem, błagające o to aby je rozwiesić. Ale najpierw powyciskałem sobie parę (słownie: dwie sztuki) wągrów, podłubałem sobie w zębach za tym kawałkiem mięska który mi uciekł podczas obiadu i sprytnie się chował aż mnie język bolał od memłania i zacząłem rozwieszać pranie.
I tu zaczyna się element, który zalicza owo rozwieszanie prania na sznurkach podczepionych do sufitu do sportów ekstremalnych- ekstremalnie mnie denerwuje. Bo jak nie zaczepię jakimś ciuchem o jakiś wesoły kosmetyk rodzicielki to chyba bym sobą nie był. Nie wspominając, że specyfik za cy piendziesiont ląduje w wannie.
Tym razem było inaczej. Spodnie jedynie nasunęły się cudownie na jakąś różową butelkę. Rozwieszam pranie, podnoszę...
Jeb! siuch! wrzut! siuch! bam! łam! z waszych połączonych mocy... bum! tlum! jeee! prysk! bryzg! ślisk! błysk!
A zawsze zastanawiałem się skąd biorą takie zarypiste efekty dźwiękowe w filmach.
Dokończyłem rozwieszanie, podłubałem w uchu bo mnie swędzi, umyłem ręce i wyszedłem z łazienki
Zawsze się zastanawiałem- na co kobiecie tyle tych specyfików. Żeby na całej półce długości 19,5 ekierki 9-centymetrowej (na obecną chwilę złamanej na potrzeby pomiaru ostatniego odcinka) zajmować 90% powierzchni oraz dodatkowo dwie wiklinowe szafeczki, koszyczek, podręczna kosmetyczka. Ileż można? Ja ze swoimi dwoma ekierkami jestem w pełni usatysfakcjonowany (jedną ekierkę zajmuje szczotka).
Jakiś miesiąc temu zafundowałem sobie taki mały zakładzik sam ze sobą- że do ust nie wezmę komercyjnego gówna wyrobów komercyjnie cukierniczych. I żadnych słodyczy. Ani oranżadek, ani koli. Niczego spod tego znaku. Ot chciałem się przetestować.
W dniu mojego święta narodowego (słyszeli chyba o 11 listopada?), kiedy przypadają moje imieniny, przełamałem się. Mama zrobiła sernik. I cappucino. Tego nie wypadało odmówić przy dziadkach. Dziadkowie byli idealnym powodem gdy już wpadli. Sernik zniknął na następny dzień. Niestety, głównie rozdany przez nieuświadomioną moich niecnych zamiarów rodzicielkę.
Nie zjadałem takiego wesołego pożywionka i było mi z tym dobrze. Po raz pierwszy w życiu z własnej inicjatywy zakupiłem paprykę, ogórka i sałatę. Naraz. W tym samym czasie. I serek almette. I czułem się boski.
Co prawda do dzisiaj udało mi się powtórzyć tylko wyczyn z kolejną papryką i kolejną sałatą, ale i tak czuje się oczyszczony. Ten sernik dużo mi dał. Dziękuję mu za to. Wcześniej oszukiwałem samego siebie. Teraz przynajmniej żyję w zgodzie sam ze sobą. Walić zobowiązania. Lepiej bez nich. I weselej.
Aha. I nie smućcie się. I tak pozostanie to niezauważone. Tylko wartościowi ludzie zwrócą na to uwagę. Potem można mieć już tylko zajebisty humor tak jak ja wczoraj i dzisiaj i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy sobie kiedyś ulżyć słowami, których nigdy nie mieliście ochoty wypowiedzieć, ale tak się zdarzyło. Cudowna losowość :)
Nie ma to jak kible. Od razu chce się pisać.
Pozdrawiam
krogulczas
I tu zaczyna się element, który zalicza owo rozwieszanie prania na sznurkach podczepionych do sufitu do sportów ekstremalnych- ekstremalnie mnie denerwuje. Bo jak nie zaczepię jakimś ciuchem o jakiś wesoły kosmetyk rodzicielki to chyba bym sobą nie był. Nie wspominając, że specyfik za cy piendziesiont ląduje w wannie.
Tym razem było inaczej. Spodnie jedynie nasunęły się cudownie na jakąś różową butelkę. Rozwieszam pranie, podnoszę...
Jeb! siuch! wrzut! siuch! bam! łam! z waszych połączonych mocy... bum! tlum! jeee! prysk! bryzg! ślisk! błysk!
A zawsze zastanawiałem się skąd biorą takie zarypiste efekty dźwiękowe w filmach.
Dokończyłem rozwieszanie, podłubałem w uchu bo mnie swędzi, umyłem ręce i wyszedłem z łazienki
***
Zawsze się zastanawiałem- na co kobiecie tyle tych specyfików. Żeby na całej półce długości 19,5 ekierki 9-centymetrowej (na obecną chwilę złamanej na potrzeby pomiaru ostatniego odcinka) zajmować 90% powierzchni oraz dodatkowo dwie wiklinowe szafeczki, koszyczek, podręczna kosmetyczka. Ileż można? Ja ze swoimi dwoma ekierkami jestem w pełni usatysfakcjonowany (jedną ekierkę zajmuje szczotka).
***
Jakiś miesiąc temu zafundowałem sobie taki mały zakładzik sam ze sobą- że do ust nie wezmę komercyjnego gówna wyrobów komercyjnie cukierniczych. I żadnych słodyczy. Ani oranżadek, ani koli. Niczego spod tego znaku. Ot chciałem się przetestować.
W dniu mojego święta narodowego (słyszeli chyba o 11 listopada?), kiedy przypadają moje imieniny, przełamałem się. Mama zrobiła sernik. I cappucino. Tego nie wypadało odmówić przy dziadkach. Dziadkowie byli idealnym powodem gdy już wpadli. Sernik zniknął na następny dzień. Niestety, głównie rozdany przez nieuświadomioną moich niecnych zamiarów rodzicielkę.
Nie zjadałem takiego wesołego pożywionka i było mi z tym dobrze. Po raz pierwszy w życiu z własnej inicjatywy zakupiłem paprykę, ogórka i sałatę. Naraz. W tym samym czasie. I serek almette. I czułem się boski.
Co prawda do dzisiaj udało mi się powtórzyć tylko wyczyn z kolejną papryką i kolejną sałatą, ale i tak czuje się oczyszczony. Ten sernik dużo mi dał. Dziękuję mu za to. Wcześniej oszukiwałem samego siebie. Teraz przynajmniej żyję w zgodzie sam ze sobą. Walić zobowiązania. Lepiej bez nich. I weselej.
***
Aha. I nie smućcie się. I tak pozostanie to niezauważone. Tylko wartościowi ludzie zwrócą na to uwagę. Potem można mieć już tylko zajebisty humor tak jak ja wczoraj i dzisiaj i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy sobie kiedyś ulżyć słowami, których nigdy nie mieliście ochoty wypowiedzieć, ale tak się zdarzyło. Cudowna losowość :)
***
Nie ma to jak kible. Od razu chce się pisać.
Pozdrawiam
krogulczas
czwartek, 8 listopada 2007
Ups. Pardon.
(Strzałków)
-No i dajesz kierunkowskaz w lewo i skręcasz... skręcasz... SKRĘCASZ! KUR...
-Ups. Pardon.
-Jedź dalej, znajdą go...
(Okolice Nowego Cmentarza, Radomsko)
-Jedź prosto i za chwilę skręcamy... Sprzęgłoooooooookur...!
-Ups. Pardon.
-Chyba jakiś bezdomny... no nic, nowe żarcie z kota dla kota...
(Krakowska, Radomsko)
-Odbij w lewo bo wjedziesz na... CHODNIK DO JASNEJ...
-Ups. Pardon.
-Raz, dwa, trzy...
-Trzech?
-Nie, tak sobie liczę, pomaga mi to. Jedź.
(Szpital, Radomsko)
-Dobra, przepuść panią... na tym... kur... przejściu...
-Ups...
-Jedź...
-Może zadzwonimy na pogotwie?
-Usłyszą ją. Uwierz mi. Zmiażdżoną nogę człowiek bardzo prędko zauważa i nie jest z tego zadowolony.
-Pardon.
-JEDŹ!
(Centrum handlowe na Tysiącleciu, Radomsko)
-Dobra, zaparkujesz sobie...
-Mam odbić z lewo?
-Nie jeszcze, nie, za moment
-Ale przejadę dziewczynę
-Jaką dziew... kur...
-Ups. No tą, z rowerem. I kierownikiem w oku. I chyba hamulcem w gardle. Mój Boże, jak siodełko mogło wbić się w...
-Wyjdź już, kurwa...
-Pardon. To do wtorku trzynastego o 19:00?
Jak się dowiedziałem, stanowi jednej z poszkodowanych osób nic nie zagraża (tej spod szpitala), oprócz Psychoticus harmus accidentus automobilus, czyli psychozy pourazowej wypadkowo samochodowej. O stanie pozostałych będę na bieżąco informował.
Poza tymi kilkoma zdarzeniami nie było poważniejszych przerywników jak np. zgaśnięcie silnika. Pan Michał okazał się bardzo wyrozumiałym partnerem w obsłudze samochodu, tych wszystkich warkotów potężnego silnika, ruszania z kopyta, rżnięcia gaźnika gazem i ciągnięcie jego nieposkromionych obrotów w dół. Mrau.
Wiem za to, że trzeba będzie popracować nad stawaniem i ruszaniem, stosowaniem sprzęgła (cały czas bym je dociskał najchętniej, czy to hamulec czy gaz) i z kontrolą kierownicy (niemiłe uczucie jak na ułamek sekundy nie czujesz dotyku kierownicy na opuszkach). Wesoło.
A maturą jestem zawiedzion. Na całej linii mnie zawiedziono w pole. Czy tam wywieziono na Sybir. Czy wywiedziono w sądzie... nie pamiętam. Niby rozszerzone wszystkie poziomy wzdłuż i wszerz, niby od najmłodszych lat jestem indoktrynowany poziomem, a tu jak przychodzi co do czego to muszę powiedzieć, że takiego wała jeżeli chodzi o poziom. Powstrzymam się od śmiechu jak belfrzy będą chcieli wiedzieć jak się teraz pilnie zacznę uczyć.
Pozdrawiam
krogulczas
-No i dajesz kierunkowskaz w lewo i skręcasz... skręcasz... SKRĘCASZ! KUR...
-Ups. Pardon.
-Jedź dalej, znajdą go...
(Okolice Nowego Cmentarza, Radomsko)
-Jedź prosto i za chwilę skręcamy... Sprzęgłoooooooookur...!
-Ups. Pardon.
-Chyba jakiś bezdomny... no nic, nowe żarcie z kota dla kota...
(Krakowska, Radomsko)
-Odbij w lewo bo wjedziesz na... CHODNIK DO JASNEJ...
-Ups. Pardon.
-Raz, dwa, trzy...
-Trzech?
-Nie, tak sobie liczę, pomaga mi to. Jedź.
(Szpital, Radomsko)
-Dobra, przepuść panią... na tym... kur... przejściu...
-Ups...
-Jedź...
-Może zadzwonimy na pogotwie?
-Usłyszą ją. Uwierz mi. Zmiażdżoną nogę człowiek bardzo prędko zauważa i nie jest z tego zadowolony.
-Pardon.
-JEDŹ!
(Centrum handlowe na Tysiącleciu, Radomsko)
-Dobra, zaparkujesz sobie...
-Mam odbić z lewo?
-Nie jeszcze, nie, za moment
-Ale przejadę dziewczynę
-Jaką dziew... kur...
-Ups. No tą, z rowerem. I kierownikiem w oku. I chyba hamulcem w gardle. Mój Boże, jak siodełko mogło wbić się w...
-Wyjdź już, kurwa...
-Pardon. To do wtorku trzynastego o 19:00?
***
Jak się dowiedziałem, stanowi jednej z poszkodowanych osób nic nie zagraża (tej spod szpitala), oprócz Psychoticus harmus accidentus automobilus, czyli psychozy pourazowej wypadkowo samochodowej. O stanie pozostałych będę na bieżąco informował.
***
Poza tymi kilkoma zdarzeniami nie było poważniejszych przerywników jak np. zgaśnięcie silnika. Pan Michał okazał się bardzo wyrozumiałym partnerem w obsłudze samochodu, tych wszystkich warkotów potężnego silnika, ruszania z kopyta, rżnięcia gaźnika gazem i ciągnięcie jego nieposkromionych obrotów w dół. Mrau.
Wiem za to, że trzeba będzie popracować nad stawaniem i ruszaniem, stosowaniem sprzęgła (cały czas bym je dociskał najchętniej, czy to hamulec czy gaz) i z kontrolą kierownicy (niemiłe uczucie jak na ułamek sekundy nie czujesz dotyku kierownicy na opuszkach). Wesoło.
***
A maturą jestem zawiedzion. Na całej linii mnie zawiedziono w pole. Czy tam wywieziono na Sybir. Czy wywiedziono w sądzie... nie pamiętam. Niby rozszerzone wszystkie poziomy wzdłuż i wszerz, niby od najmłodszych lat jestem indoktrynowany poziomem, a tu jak przychodzi co do czego to muszę powiedzieć, że takiego wała jeżeli chodzi o poziom. Powstrzymam się od śmiechu jak belfrzy będą chcieli wiedzieć jak się teraz pilnie zacznę uczyć.
Pozdrawiam
krogulczas
wtorek, 6 listopada 2007
Ragnarok raz na rok
Trochę przeorganizowałem linki, dodając na ten przykład kategorię "Polecam". Mam nadzieję, że pojawi się w najbliższym czasie przynajmniej jeden nowy link na tydzień (niekoniecznie polecany ;)).
1. Maturalny polski jakości próbnej w poziomie rozszerzonym jest już za nami. Śmiesznie było, szczególnie, że test jak się zdaje- zawaliłem. I tak będę stanowczo protestował przed ocenianiem tego skuczysyństwa, które robię dla siebie, a nie po to aby nauczyciel miał ocenę.
2. Na pewno przyda się w końcu wyrobienie dowodu :P.
3. Alexie, na mnie się nie patrzy. Mnie się czyta i pożąda, niekoniecznie w tej kolejności, niekoniecznie oba jednocześnie bądź w krótkich odstępach czasowych ;).
Spóźniłem się trochę na wykłady na prawo jazdy. Aby się jakoś usprawiedliwić, pozwoliłem sobie powiedzieć, że samochód nie chciał mi odpalić. Poskutkowało.
W końcu upragnioną jazdę mam umówioną. Po chyba trzech tygodniach perypetii, kiedy to oferowano mi jazdę głównie na godzinę lub i pół godziny przed właściwym terminem, kiedy to nie chciało im się znaleźć możliwości jazdy za widoku (czyli nawet jeszcze o tej 15 czy 16), po upartej propagandzie skierowanej na godzinę 17 ("-O 17 nie jest ciemno. -To jaka godzina jest za oknem? O przepraszam, trochę za ciemno żebym mógł zobaczyć. Ma pani zegarek?"), zacznę naukę jazdy od kontroli pojazdu w warunkach, sensu stricte, beznadziejnych. No ale nic to. Sami tego chcieli żeby posyłać humanistę za kółka po lodowisku. Jak mnie zdenerwują to kupię im łyżwy do każdego samochodu, po dwie pary, po sztuce na koło.
A więc powtarzam:
O godzinie 17:00 pod Urzędem Miasta Radomska ogłoszoną zostaje strefa rażenia, w którą nikt o zdrowych zmysłach i jeszcze zdrowym ciele z własnej nieprzymuszonej woli ładować się nie powinien. Likwidacja zużytych baterii, niewolników i ex wszelkich maści będzie poddana opłacie. Szczegóły pod numerem kontaktowym mojej komórki.
Nie chce mi się pisać o Ragnarok Online. Ale wróciłem sobie do tego. Na razie na Dark KDR bo tam pamiętma hasło, ale na KDR wszelka ułomność znajoma się zebrała i czekam na odzyskanie hasła.
Jutro matura z historii. Phi. Phy. Phu. Pho. Pha. Phe. Phi.
Obiecałem, że to przeczytacie. Powodzenia wszystkim z I LO na maturze. Jeszcze dwie, a potem laba do maja.
Pozdrawiam
krogulczas
***
1. Maturalny polski jakości próbnej w poziomie rozszerzonym jest już za nami. Śmiesznie było, szczególnie, że test jak się zdaje- zawaliłem. I tak będę stanowczo protestował przed ocenianiem tego skuczysyństwa, które robię dla siebie, a nie po to aby nauczyciel miał ocenę.
2. Na pewno przyda się w końcu wyrobienie dowodu :P.
3. Alexie, na mnie się nie patrzy. Mnie się czyta i pożąda, niekoniecznie w tej kolejności, niekoniecznie oba jednocześnie bądź w krótkich odstępach czasowych ;).
***
Spóźniłem się trochę na wykłady na prawo jazdy. Aby się jakoś usprawiedliwić, pozwoliłem sobie powiedzieć, że samochód nie chciał mi odpalić. Poskutkowało.
W końcu upragnioną jazdę mam umówioną. Po chyba trzech tygodniach perypetii, kiedy to oferowano mi jazdę głównie na godzinę lub i pół godziny przed właściwym terminem, kiedy to nie chciało im się znaleźć możliwości jazdy za widoku (czyli nawet jeszcze o tej 15 czy 16), po upartej propagandzie skierowanej na godzinę 17 ("-O 17 nie jest ciemno. -To jaka godzina jest za oknem? O przepraszam, trochę za ciemno żebym mógł zobaczyć. Ma pani zegarek?"), zacznę naukę jazdy od kontroli pojazdu w warunkach, sensu stricte, beznadziejnych. No ale nic to. Sami tego chcieli żeby posyłać humanistę za kółka po lodowisku. Jak mnie zdenerwują to kupię im łyżwy do każdego samochodu, po dwie pary, po sztuce na koło.
***
A więc powtarzam:
O godzinie 17:00 pod Urzędem Miasta Radomska ogłoszoną zostaje strefa rażenia, w którą nikt o zdrowych zmysłach i jeszcze zdrowym ciele z własnej nieprzymuszonej woli ładować się nie powinien. Likwidacja zużytych baterii, niewolników i ex wszelkich maści będzie poddana opłacie. Szczegóły pod numerem kontaktowym mojej komórki.
***
Nie chce mi się pisać o Ragnarok Online. Ale wróciłem sobie do tego. Na razie na Dark KDR bo tam pamiętma hasło, ale na KDR wszelka ułomność znajoma się zebrała i czekam na odzyskanie hasła.
***
Jutro matura z historii. Phi. Phy. Phu. Pho. Pha. Phe. Phi.
Obiecałem, że to przeczytacie. Powodzenia wszystkim z I LO na maturze. Jeszcze dwie, a potem laba do maja.
Pozdrawiam
krogulczas
poniedziałek, 5 listopada 2007
Bój się słów
Ponownie się mobilizuję. Wcześniej pracowałem nad stylem, teraz popracuję nad częstotliwością.
Bójcie się swoich słów. Komentarze nie znają dnia ani godziny kiedy dostaną okazje stać się notką.
Aha. No.
Kocham gorączkę w nocy. Dzięki niej przespałem 4 godziny, a kiedy nie spałem, brałem udział w Rewolucji Francuskiej. Albo topiłem się w cysternie z mlekiem, dochodząc do wniosku "Kurde! Głupio tak umrzeć od efektu laktacji krowy". Ale nie przeszkadzało mi to i napawałem się tą wizją, chociaż po raz pierwszy zdarzyło mi się w moich nocnych majakach nie wyjść z sytuacji obronną ręką, ale rzeczywiście pójść... na dno.
Ale udusić się od mleka. W sensie być w mleku, które momentalnie zamienia się kożuch. Na początku wystarczy go rozrywać, ale potem, kiedy ten kożuch odkładał się na rękach, złączył się z tułowiem i nie pozwalał na ruch, w końcu się dusisz.
Nie mierzyłem sobie gorączki w nocy :D. Ale musiałem mieć nieźle nagrzane, chociaż dzisiaj rano przyjemnie spadło do 35,5. Aż przyjemnie jest wspomnieć epizod, kiedy miałem pisać klasówkę z niemieckiego w klasie gimnazjalnej (trzeciej bodajże).
Jak to bywa ze sprawdzianami- dla Romka mundurek założę byle nie pisać. Wmawiałem więc sobie jaki to ja słaby jestem, jak to się niedobrze czuję, jak to mi słabo, jak to mi niedobrze... No i poczułem się niedobrze. Bardzo źle. Totalnie fatalnie. Udało mi się wyrwać do pielęgniarki, ta niczym niestrudzona zmierzyła temperaturę... i wyszło 34,7. "Jeszcze 0,2 stopnia niżej i powinieneś być martwy"- usłyszałem w ramach komentarza do tegoż stanu. Ale sprawdzian mnie ominął.
Odpoczywam sobie intensywnie. Jutro co prawda matura z polskiego, ale skoro już idę na Jana, czyli partyzanckiego kozaka, to się tym nie przejmuję. Szkoda tylko, że muszę być w szkole już o 7.30... O, i długopis jaki kupić w sklepie. Może będą. A może nie.
Powodzenia wszystkim z I LO. Za jakiś czas usłyszycie ponownie to samo >:).
Pozdrawiam
krogulczas
Bójcie się swoich słów. Komentarze nie znają dnia ani godziny kiedy dostaną okazje stać się notką.
Aha. No.
***
Kocham gorączkę w nocy. Dzięki niej przespałem 4 godziny, a kiedy nie spałem, brałem udział w Rewolucji Francuskiej. Albo topiłem się w cysternie z mlekiem, dochodząc do wniosku "Kurde! Głupio tak umrzeć od efektu laktacji krowy". Ale nie przeszkadzało mi to i napawałem się tą wizją, chociaż po raz pierwszy zdarzyło mi się w moich nocnych majakach nie wyjść z sytuacji obronną ręką, ale rzeczywiście pójść... na dno.
Ale udusić się od mleka. W sensie być w mleku, które momentalnie zamienia się kożuch. Na początku wystarczy go rozrywać, ale potem, kiedy ten kożuch odkładał się na rękach, złączył się z tułowiem i nie pozwalał na ruch, w końcu się dusisz.
Nie mierzyłem sobie gorączki w nocy :D. Ale musiałem mieć nieźle nagrzane, chociaż dzisiaj rano przyjemnie spadło do 35,5. Aż przyjemnie jest wspomnieć epizod, kiedy miałem pisać klasówkę z niemieckiego w klasie gimnazjalnej (trzeciej bodajże).
Jak to bywa ze sprawdzianami- dla Romka mundurek założę byle nie pisać. Wmawiałem więc sobie jaki to ja słaby jestem, jak to się niedobrze czuję, jak to mi słabo, jak to mi niedobrze... No i poczułem się niedobrze. Bardzo źle. Totalnie fatalnie. Udało mi się wyrwać do pielęgniarki, ta niczym niestrudzona zmierzyła temperaturę... i wyszło 34,7. "Jeszcze 0,2 stopnia niżej i powinieneś być martwy"- usłyszałem w ramach komentarza do tegoż stanu. Ale sprawdzian mnie ominął.
***
Odpoczywam sobie intensywnie. Jutro co prawda matura z polskiego, ale skoro już idę na Jana, czyli partyzanckiego kozaka, to się tym nie przejmuję. Szkoda tylko, że muszę być w szkole już o 7.30... O, i długopis jaki kupić w sklepie. Może będą. A może nie.
Powodzenia wszystkim z I LO. Za jakiś czas usłyszycie ponownie to samo >:).
Pozdrawiam
krogulczas
niedziela, 4 listopada 2007
Karamba
Godzina 17:05. Temperatura ciała: 38,2.
Godzina 19:30. Temperatura ciała: 37,7.
Godzina 20:10. Rozpoczęto pisanie notki.
Korzystam dwojako z wynalazku komputera osobistego przenośnego, inaczej laptopa albo notebooka. Przgrywa mi Republika- Republika marzeń. Po pierwsze- mogę pisać nie wychodząc z łóżka. Po drugie, całkiem skutecznie dodatkowo ogrzewa mi uda.
Skończyła się "Republika marzeń", Czas na Marilyna Mansona- Cake and Sodomy
Postanowiłem trochę popisać z nudów. Skończyłem uczyć się WOs'u na który pewnie i tak jutro nie pójdę. Zobaczymy, czy uda się iść na matury próbne we wtorek, środę i czwartek.
O. Soundtrack z "Hack//Sign". Utwór 12. "Foreigners"
Obejrzę sobie "Pachnidło". Mam je już z tydzień, ale nie znalazłem chwilki, żeby sobie przyswoić. Swoją drogą, serdecznie polecam oryginał w wersji książkowej.
Notkę kończą The Doors- My wild love.
Pozdrawiam
krogulczas
Godzina 19:30. Temperatura ciała: 37,7.
Godzina 20:10. Rozpoczęto pisanie notki.
Korzystam dwojako z wynalazku komputera osobistego przenośnego, inaczej laptopa albo notebooka. Przgrywa mi Republika- Republika marzeń. Po pierwsze- mogę pisać nie wychodząc z łóżka. Po drugie, całkiem skutecznie dodatkowo ogrzewa mi uda.
***
Skończyła się "Republika marzeń", Czas na Marilyna Mansona- Cake and Sodomy
***
Postanowiłem trochę popisać z nudów. Skończyłem uczyć się WOs'u na który pewnie i tak jutro nie pójdę. Zobaczymy, czy uda się iść na matury próbne we wtorek, środę i czwartek.
***
O. Soundtrack z "Hack//Sign". Utwór 12. "Foreigners"
***
Obejrzę sobie "Pachnidło". Mam je już z tydzień, ale nie znalazłem chwilki, żeby sobie przyswoić. Swoją drogą, serdecznie polecam oryginał w wersji książkowej.
***
Notkę kończą The Doors- My wild love.
Pozdrawiam
krogulczas
sobota, 3 listopada 2007
Są takie notki przy których wolę nie wymyślać tytułu, ale i tak go wymyślam. Tym razem nie będzie go
Siadam z nieodpartą wolą braku woli. Bo muszę coś z siebie wykrzesać. Akurat tak mi coś na mózg padło.
Mimo, że boli mnie otarty tyłek, to siądę. Idzie się przyzwyczaić. Wcinam sobie płatki kukurydziane z N. rodem. Leci co popadnie- Scorpions’i, Republika, Iron Maiden.
Czym jest brak woli? Tym co właśnie robię. Walczę sam ze sobą, żeby nie napisać tego, czego część mnie nie chce zapisać. A są rzeczy które chciałbym napisać. A powodem, dla których ich nie napiszę, jest to, że mi się nie chce. Lenistwo? Brak zapału? Chęć zmiany toku myślenia? Wyparcie?
Wyznam Wam szczerze, że czuję się gorszy ilekroć to słyszę o dawnych wyczynach wszystkich tych wyczynowców naokoło. A to jak to czyjegoś dziadka ustrzelili w niejakim Katyniu pod Smoleńskiem. A to jak ktoś odpompowywał benzynę pod komendą policji. A to jak ktoś miał głęboko w poważaniu własnych rodziców i skupiał się na nauce aby uciec z domu. A to co się dzieje na wykładach. A to jak ktoś uciekł z aresztu radzieckiego, a o innym dla porównania wiem, że z kolei z aresztu niemieckiego nie został wyrwany. I tam też zginął. A to jak udusiłem z miłości dwie kaczuszki jak byłem berbeciem malutkim i chciałem je pokazać ś.p. pradziadziusiowi. A to jak ktoś tak komuś odpowiedział ,że tamten odszedł, bo poczuł w sobie coś, co nie pozwalało mu już tylekroć dalszego czasu spędzać w tym samym miejscu co tamten.
Naprawdę, zazdroszczę tym wszystkim, którzy mogli w tym brać udział. My nie mamy takich rozrywek. Albo ich nie pamiętamy, jak np. ja dwóch, niekoniecznie politycznych, ofiar mojej miłości. Szkoda, bo przydałoby się trochę rozrywki w życiu. Granatem zaczepno-prozaicznym chociażby.
Nudna ta egzystencja tak zasadniczo. Czekamy jedynie na rozrywki jakich dostarczy nam otoczenie, youtube, myspace, "Pudelek donosi" albo taki blog jak ten. Filozofia Zen, Stoicka, Chrześcijańska, Hedonistyczna, Emo, Your_Penis_Can_Be_BIG_Like_The_Guy_You_Stand_Next_To. Po prostu nudy.
Jedyne co jak na razie wiem to to, że na Wszystkich Świętych w następnym i następnych latach będę miał dwa groby więcej do odwiedzenia. Prapradziadków odkryłem z XIX wieku gdzie zostali pochowani. Niesamowite uczucie. I będę je pielęgnować, tak jak ich groby.
Wszyscy naokoło mnie są w jakimś takim ponurym nastroju. Nawet na mnie powoli zaczynają wpływać. Co jest do jasnej cholery? Jesień Wam w dupach przewraca? Nie uczą się, z domu też nie wychodzą, ani nie przez jakieś drobnoustrojstwo co im się w ciele zagnieździło, ani nie dlatego że PiS nadal jest w rządzie. Czyżby znowu nadchodziło długie zimowe wieczory? Jak na razie jedynie jesienne, ale już i tak dość długawe.
Do przodu posuwa się jedynie wskazówka zegara i to jedzenie w przewodzie pokarmowym. Żadna konkretna myśl.
Wciąż pokładam głębokie nadzieje, że uda mi się dostać na psychologię. Na pewno będę miał szersze możliwości poznania ludzkiej natury. Natury nudy.
Panie i Panowie. Pojąłem Pratchett’a, zafascynowanego, i przelewającego tę fascynację, ludzkim zjawiskiem nudy. Zapewne on też się nudził kiedy to rozpracowywał.
Poza tym, warto obserwować własnych rodziców. A przynajmniej tych z którymi się wychowujesz. To dla mnie prawdziwie magiczna rzecz jak powoli odkrywam co mnie w istocie determinuje, a określam to nam podstawie moich obserwacji poczynionych w trakcie wielu miesięcy.
(3 godziny później)
Zrobiłem sobie przerwę na "Twierdzę" z Seanem Connery, Nicolasem Cage, Ed’em Harris’em, Johnem Spencer’em, Davidem Morse’em. Kultowy film, kultowa obsada. Miło było go sobie odświeżyć, szczególnie, że Sean doskonale spełnił się jako rodowity wyspowicz. Ta elegancja w dowcipie... coś niepowtarzalnego. Ale raczej nie będą tego czytać osoby, które "Twierdzy" nie znają.
Chyba jestem na etapie impresjonizmu- chcę zapisywać każdy fragmencik mojego życia, który jest godny uwagi. Mojej uwagi. Ale to by się zgadzało z tym co właśnie przerabiam tj. modernizm. I tak jest z każdym.
Chcemy sprobować tego co proponują nam kolejne epoki. Aż dochodzimy do współczesności, w której wszystkie dotychczasowe doświadczenia na każdym zostawiły swój niepowtarzalny świat. Sposób wychowania poprzez adaptację można by rzec. Jedna z cenniejszych obserwacji jakie udało mi się poczynić.
Nie zmienia to jednakże faktu, że potrzeba notowania wszystkiego na bieżąco kłóci się z moją praktyczną naturą. Nie jestem typem osoby, która rzuci wszystko dla własnej przyjemności. Z założenia, najpierw trzeba dokończyć pewne obowiązki, a potem można szaleć. Oznacza to, że niejednokrotnie olewam pewne sprawy, w imię epikurejskiego dążenia do łatwiejszej przyjemności. Ale przecież nie wyjdę w środku lekcji żeby wyartykułować dosadnie czym właśnie nauczyciel doprowadził mnie do stanu uśmiechu z obłędem Giertycha właśnie wstrzykującego mizerykordią zastrzyk gejowi. I chwila mija. I dobrze.
Miałem niedawno bardzo ciekawy sen. Jeden z tych które raczej zapamiętam (jak do tej pory udało się to chyba trzem).
Jadę motorem. Takim jednym piekielnie szybkim. Motor jak motor, ciekawsze było moje położenie, kiedy jakoś trzeba było skręcać bo gonił mnie jakiś brodaty maniak w furgonetce. A jak tu skręcać, kiedy leży się na motorze, z nogami wyciągniętymi do tyłu i... bez kierownicy? Ano specjalnym kawałkiem metalu, który przypominał krzywizną bumerang. Metalu tak piekielnie ostrego, że wbijał się w czarny asfalt, tnąc go z metalicznym piskiem i zgrzytem zarazem, przy którym rozpalone do bieli iskry leciały we wszystkich kierunkach. I to pozwalało mi na skręt przy Bóg jeden wie jakiej prędkości.
Zgubiłem osobnika w furgonetce, ale... wyjechałem na Strzałków. Nie pytajcie mnie skąd on się tam wziął. I niech nie poczują się obrażeni Ci, którzy przeczytają, że natychmiast zawróciłem :).
Dokąd? Moim oczom niespodziewanie ukazała się tabliczkę "Piotrków", a w oddali majaczył zjazd na autostradę, którą (wedle domysłu) miałbym tam dojechać. Lecz tam nie można było jechać. Czułem to. Mijali mnie kierowcy, a na ich twarzach widziałem pustkę, obojętność, samotność i... zagubienie. Krążyli w jedną i drugą stronę jakby w zwolnionym tempie, a ja dołączałem do nich. Traciłem ostrość obrazu, zwalniałem... W ostatniej chwili zjechałem gdzieś ulicą w prawo. Udało mi się ocaleć od zapomnienia tego co mnie otacza! Uradowany z siebie, wyjechałem na kolejną drogę. Taka zwyczajna jezdna, dwupasmowa. Przejechałem powoli na je drugą stronę, zatrzymałem się pod białym znakiem po prawo, aby... zawiązać buty. I kiedy wiązałem sznurówki, podeszła do mnie grupa mężczyzn, głównie młodych. Ja, klęczący nad butem, a oni- stojący nade mną. Oczywista sytuacja, prawda? Zaczęli mnie bić, butować, pałować, łańcuchować, czochrać, tarzać. I w jednej chwili udało mi się wyrwać! Wsiadłem na siedzenie, odpaliłem motor i odjechałem dalej tą drogą, którą wcześniej uciekłem przed Piotrkowem i którą przecinała dwupasmowa droga przy której dopiero co mnie napadli.
Okazało się, że droga ponownego wybawienia prowadziła w dół leśnego zbocza, wciąż pozostając asfaltową. Wiła się jak wąż wokół wzgórza- ba! góry! Nagle, po mojej prawej i lewej ukazali się moi oprawcy. Byli w kaskach, ale wiedziałem, że to oni. Tak jak ja, oni też cięli powietrze na motorach, lecz takich normalnych kierownikowych.
I oto, ni z tego ni z owego, nagle znalazłem się w środku wyścigu. Znowu poleciały iskry. Oprawcy stali się oponentami, droga- torem, znaczonym rowem wycinanym przez bumerang. Kolejni przeciwnicy odpadali. Wiedziałem, że jeszcze sporo ich zostało, mimo, że wielu na moich oczach rozwalało się z powodu jakiejś nierówności albo czegoś takiego. Tyle dobrego, że wyobraźnia oszczędziła mi widoku rozbijania czaszki po takiej prędkości...
Dojechałem pierwszy. Zwyciężyłem!
I potem nic już nie było. Chyba wtedy się obudziłem.
Marilyn Manson- Lamb of God
There was Christ in the metal shell
There was blood on the pavement
The camera will make you God
That's how Jack became sainted
If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God
Nothing's going to change
Nothing's going to change the world
There was Lennon and the happy gun
There were words? on the pavement
We were looking for the lamb of God
We were looking for Mark David
If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world
It took three days for him to die
The born again to buy the serial rights
Lamb of God have mercy on us
A lamb of God, will you dread us?
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change(4x)
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world
If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and a lamb of God
Nothing's going to change the world
Pozdrawiam
krogulczas
Mimo, że boli mnie otarty tyłek, to siądę. Idzie się przyzwyczaić. Wcinam sobie płatki kukurydziane z N. rodem. Leci co popadnie- Scorpions’i, Republika, Iron Maiden.
Czym jest brak woli? Tym co właśnie robię. Walczę sam ze sobą, żeby nie napisać tego, czego część mnie nie chce zapisać. A są rzeczy które chciałbym napisać. A powodem, dla których ich nie napiszę, jest to, że mi się nie chce. Lenistwo? Brak zapału? Chęć zmiany toku myślenia? Wyparcie?
Wyznam Wam szczerze, że czuję się gorszy ilekroć to słyszę o dawnych wyczynach wszystkich tych wyczynowców naokoło. A to jak to czyjegoś dziadka ustrzelili w niejakim Katyniu pod Smoleńskiem. A to jak ktoś odpompowywał benzynę pod komendą policji. A to jak ktoś miał głęboko w poważaniu własnych rodziców i skupiał się na nauce aby uciec z domu. A to co się dzieje na wykładach. A to jak ktoś uciekł z aresztu radzieckiego, a o innym dla porównania wiem, że z kolei z aresztu niemieckiego nie został wyrwany. I tam też zginął. A to jak udusiłem z miłości dwie kaczuszki jak byłem berbeciem malutkim i chciałem je pokazać ś.p. pradziadziusiowi. A to jak ktoś tak komuś odpowiedział ,że tamten odszedł, bo poczuł w sobie coś, co nie pozwalało mu już tylekroć dalszego czasu spędzać w tym samym miejscu co tamten.
Naprawdę, zazdroszczę tym wszystkim, którzy mogli w tym brać udział. My nie mamy takich rozrywek. Albo ich nie pamiętamy, jak np. ja dwóch, niekoniecznie politycznych, ofiar mojej miłości. Szkoda, bo przydałoby się trochę rozrywki w życiu. Granatem zaczepno-prozaicznym chociażby.
Nudna ta egzystencja tak zasadniczo. Czekamy jedynie na rozrywki jakich dostarczy nam otoczenie, youtube, myspace, "Pudelek donosi" albo taki blog jak ten. Filozofia Zen, Stoicka, Chrześcijańska, Hedonistyczna, Emo, Your_Penis_Can_Be_BIG_Like_The_Guy_You_Stand_Next_To. Po prostu nudy.
Jedyne co jak na razie wiem to to, że na Wszystkich Świętych w następnym i następnych latach będę miał dwa groby więcej do odwiedzenia. Prapradziadków odkryłem z XIX wieku gdzie zostali pochowani. Niesamowite uczucie. I będę je pielęgnować, tak jak ich groby.
***
Wszyscy naokoło mnie są w jakimś takim ponurym nastroju. Nawet na mnie powoli zaczynają wpływać. Co jest do jasnej cholery? Jesień Wam w dupach przewraca? Nie uczą się, z domu też nie wychodzą, ani nie przez jakieś drobnoustrojstwo co im się w ciele zagnieździło, ani nie dlatego że PiS nadal jest w rządzie. Czyżby znowu nadchodziło długie zimowe wieczory? Jak na razie jedynie jesienne, ale już i tak dość długawe.
Do przodu posuwa się jedynie wskazówka zegara i to jedzenie w przewodzie pokarmowym. Żadna konkretna myśl.
Wciąż pokładam głębokie nadzieje, że uda mi się dostać na psychologię. Na pewno będę miał szersze możliwości poznania ludzkiej natury. Natury nudy.
***
Panie i Panowie. Pojąłem Pratchett’a, zafascynowanego, i przelewającego tę fascynację, ludzkim zjawiskiem nudy. Zapewne on też się nudził kiedy to rozpracowywał.
***
Poza tym, warto obserwować własnych rodziców. A przynajmniej tych z którymi się wychowujesz. To dla mnie prawdziwie magiczna rzecz jak powoli odkrywam co mnie w istocie determinuje, a określam to nam podstawie moich obserwacji poczynionych w trakcie wielu miesięcy.
(3 godziny później)
Zrobiłem sobie przerwę na "Twierdzę" z Seanem Connery, Nicolasem Cage, Ed’em Harris’em, Johnem Spencer’em, Davidem Morse’em. Kultowy film, kultowa obsada. Miło było go sobie odświeżyć, szczególnie, że Sean doskonale spełnił się jako rodowity wyspowicz. Ta elegancja w dowcipie... coś niepowtarzalnego. Ale raczej nie będą tego czytać osoby, które "Twierdzy" nie znają.
***
Chyba jestem na etapie impresjonizmu- chcę zapisywać każdy fragmencik mojego życia, który jest godny uwagi. Mojej uwagi. Ale to by się zgadzało z tym co właśnie przerabiam tj. modernizm. I tak jest z każdym.
Chcemy sprobować tego co proponują nam kolejne epoki. Aż dochodzimy do współczesności, w której wszystkie dotychczasowe doświadczenia na każdym zostawiły swój niepowtarzalny świat. Sposób wychowania poprzez adaptację można by rzec. Jedna z cenniejszych obserwacji jakie udało mi się poczynić.
Nie zmienia to jednakże faktu, że potrzeba notowania wszystkiego na bieżąco kłóci się z moją praktyczną naturą. Nie jestem typem osoby, która rzuci wszystko dla własnej przyjemności. Z założenia, najpierw trzeba dokończyć pewne obowiązki, a potem można szaleć. Oznacza to, że niejednokrotnie olewam pewne sprawy, w imię epikurejskiego dążenia do łatwiejszej przyjemności. Ale przecież nie wyjdę w środku lekcji żeby wyartykułować dosadnie czym właśnie nauczyciel doprowadził mnie do stanu uśmiechu z obłędem Giertycha właśnie wstrzykującego mizerykordią zastrzyk gejowi. I chwila mija. I dobrze.
***
Miałem niedawno bardzo ciekawy sen. Jeden z tych które raczej zapamiętam (jak do tej pory udało się to chyba trzem).
Jadę motorem. Takim jednym piekielnie szybkim. Motor jak motor, ciekawsze było moje położenie, kiedy jakoś trzeba było skręcać bo gonił mnie jakiś brodaty maniak w furgonetce. A jak tu skręcać, kiedy leży się na motorze, z nogami wyciągniętymi do tyłu i... bez kierownicy? Ano specjalnym kawałkiem metalu, który przypominał krzywizną bumerang. Metalu tak piekielnie ostrego, że wbijał się w czarny asfalt, tnąc go z metalicznym piskiem i zgrzytem zarazem, przy którym rozpalone do bieli iskry leciały we wszystkich kierunkach. I to pozwalało mi na skręt przy Bóg jeden wie jakiej prędkości.
Zgubiłem osobnika w furgonetce, ale... wyjechałem na Strzałków. Nie pytajcie mnie skąd on się tam wziął. I niech nie poczują się obrażeni Ci, którzy przeczytają, że natychmiast zawróciłem :).
Dokąd? Moim oczom niespodziewanie ukazała się tabliczkę "Piotrków", a w oddali majaczył zjazd na autostradę, którą (wedle domysłu) miałbym tam dojechać. Lecz tam nie można było jechać. Czułem to. Mijali mnie kierowcy, a na ich twarzach widziałem pustkę, obojętność, samotność i... zagubienie. Krążyli w jedną i drugą stronę jakby w zwolnionym tempie, a ja dołączałem do nich. Traciłem ostrość obrazu, zwalniałem... W ostatniej chwili zjechałem gdzieś ulicą w prawo. Udało mi się ocaleć od zapomnienia tego co mnie otacza! Uradowany z siebie, wyjechałem na kolejną drogę. Taka zwyczajna jezdna, dwupasmowa. Przejechałem powoli na je drugą stronę, zatrzymałem się pod białym znakiem po prawo, aby... zawiązać buty. I kiedy wiązałem sznurówki, podeszła do mnie grupa mężczyzn, głównie młodych. Ja, klęczący nad butem, a oni- stojący nade mną. Oczywista sytuacja, prawda? Zaczęli mnie bić, butować, pałować, łańcuchować, czochrać, tarzać. I w jednej chwili udało mi się wyrwać! Wsiadłem na siedzenie, odpaliłem motor i odjechałem dalej tą drogą, którą wcześniej uciekłem przed Piotrkowem i którą przecinała dwupasmowa droga przy której dopiero co mnie napadli.
Okazało się, że droga ponownego wybawienia prowadziła w dół leśnego zbocza, wciąż pozostając asfaltową. Wiła się jak wąż wokół wzgórza- ba! góry! Nagle, po mojej prawej i lewej ukazali się moi oprawcy. Byli w kaskach, ale wiedziałem, że to oni. Tak jak ja, oni też cięli powietrze na motorach, lecz takich normalnych kierownikowych.
I oto, ni z tego ni z owego, nagle znalazłem się w środku wyścigu. Znowu poleciały iskry. Oprawcy stali się oponentami, droga- torem, znaczonym rowem wycinanym przez bumerang. Kolejni przeciwnicy odpadali. Wiedziałem, że jeszcze sporo ich zostało, mimo, że wielu na moich oczach rozwalało się z powodu jakiejś nierówności albo czegoś takiego. Tyle dobrego, że wyobraźnia oszczędziła mi widoku rozbijania czaszki po takiej prędkości...
Dojechałem pierwszy. Zwyciężyłem!
I potem nic już nie było. Chyba wtedy się obudziłem.
Marilyn Manson- Lamb of God
There was Christ in the metal shell
There was blood on the pavement
The camera will make you God
That's how Jack became sainted
If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God
Nothing's going to change
Nothing's going to change the world
There was Lennon and the happy gun
There were words? on the pavement
We were looking for the lamb of God
We were looking for Mark David
If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and the lamb of God
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world
It took three days for him to die
The born again to buy the serial rights
Lamb of God have mercy on us
A lamb of God, will you dread us?
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change(4x)
Nothing's going to change the world
Nothing's going to change the world
If you die when there's no one watching
and your ratings drop and you're forgotten
If they kill you on their TV
You're a martyr and a lamb of God
Nothing's going to change the world
Pozdrawiam
krogulczas
niedziela, 21 października 2007
Zmiany
Scorpions - Wind of Change
Powiało zmianami na blogu. I tak- wciąż korzystam z tych monotonnych szablonów blogowych oferowanych przez serwis blog.pl. Są proste. Są przejrzyste. Są użyteczne. Lubię je jako neopozytywista.
IV Rzeczpospolita: Reaktywacja
Poważne zmiany szykują się też na stołkach sejmowych. I chociaż nie chciałem iść na głosowanie z powodu ogólnie niskiego poziomu kultury politycznej i polityków, jaką nam zafundowano w przeciągu ostatnich dwóch lat, to jednak POszedłem. I padło na PO. I nie boję się powiedzieć, że myślałem także nad PSL i PiSem. PSL- bo poczynili znaczne postępy jako partia, mają duże doświadczenie i tradycję. A politykę rolną swoją drogą można by zdecydowanie usprawnić. PiS- bo odpowiada mi polityka sprawiedliwości, dążąca do stabilizacji. I chociaż dość nieudolnie zostało użyte słowo "układ", to jednak jestem zwolennikiem likwidacji strategii "rękomyjstwa". I właśnie owo prawo i sprawiedliwość najlepiej PiSowi wychodzą.
Ale padło na PO. Bo nie na PSL i na PiS. Bo są zwolennikami sprawnej gospodarki (także poprzez wprowadzenie jewro), polepszenia stosunków zagranicznych i nakierowani na młode pokolenie. A ja chcę z tego ostatniego szczególnie skorzystać i czerpać profity ;). Byle tylko nie 15% podatek liniowy. To o wiele za mało, nie oszukujmy się. No chyba, że pozwolą sobie na inne reformy, które pozwolą wiele zaoszczędzić (a na to się zapowiada wg. programu). Albo ten podatek będzie wyższy (20-25% to minimum w takim przypadku, inaczej byłyby to podatki niższe niż obecnie).
Bruce Dickinson - Change Of Heart
Zmieniło się też sporo we mnie. Mam nowe cele, nowe priorytety, nowe zasady z którymi zapewne wiele z Was niedługo zostanie zapoznanymi. Tyczy się to głównie relacji z drugim człowiekiem, od wrogości, przez obojętność i zlewanie, po przyjaźń (bardzo nieliczne) i miłość (tylko jedna i niezmienna, Madziu).
Wszystko wskazuje też na to, że w końcu ulegają poprawie moje stosunki z matką. Dzisiaj np. poczęstowała mnie likierem limoncino, który przywiozłem jej 5 lat temu z San Marino, podczas wycieczki, o której już pisałem.
Strzeżcie się wszyscy i każdy z osobna.
Ciekawostka: Wstrzymuję się z wysłaniem tej notki, bo zdałem sobie sprawę z tzw. "Ciszy Wyborczej" XD. By był niepraworządny dowcip.
Ciekawostka 2: Cisza przedłużona do 22.55. Ale nie to jest najśmieszniejsze teraz, o 21.25. Jednemu dziennikarzowi się wyrwało podczas ogłaszania tej uchwały na żywo w PKW. Krzyknął "Co?!". Mam podobne zapatrywania jak tenże anonimowy obywatel XD. Serdeczne pozdrowienia dla niego.
Ciekawostka 3: I chyba pójdę spać, a notkę, którą czytacie, napisano 21.10.2007, ale zamieszczono 22.10.2007. Tyla.
Ciekawostka 4: Jednak zamieszczam dzisja XD. Platforma wygrała. I dobrze.
Pozdrawiam
krogulczas
Powiało zmianami na blogu. I tak- wciąż korzystam z tych monotonnych szablonów blogowych oferowanych przez serwis blog.pl. Są proste. Są przejrzyste. Są użyteczne. Lubię je jako neopozytywista.
IV Rzeczpospolita: Reaktywacja
Poważne zmiany szykują się też na stołkach sejmowych. I chociaż nie chciałem iść na głosowanie z powodu ogólnie niskiego poziomu kultury politycznej i polityków, jaką nam zafundowano w przeciągu ostatnich dwóch lat, to jednak POszedłem. I padło na PO. I nie boję się powiedzieć, że myślałem także nad PSL i PiSem. PSL- bo poczynili znaczne postępy jako partia, mają duże doświadczenie i tradycję. A politykę rolną swoją drogą można by zdecydowanie usprawnić. PiS- bo odpowiada mi polityka sprawiedliwości, dążąca do stabilizacji. I chociaż dość nieudolnie zostało użyte słowo "układ", to jednak jestem zwolennikiem likwidacji strategii "rękomyjstwa". I właśnie owo prawo i sprawiedliwość najlepiej PiSowi wychodzą.
Ale padło na PO. Bo nie na PSL i na PiS. Bo są zwolennikami sprawnej gospodarki (także poprzez wprowadzenie jewro), polepszenia stosunków zagranicznych i nakierowani na młode pokolenie. A ja chcę z tego ostatniego szczególnie skorzystać i czerpać profity ;). Byle tylko nie 15% podatek liniowy. To o wiele za mało, nie oszukujmy się. No chyba, że pozwolą sobie na inne reformy, które pozwolą wiele zaoszczędzić (a na to się zapowiada wg. programu). Albo ten podatek będzie wyższy (20-25% to minimum w takim przypadku, inaczej byłyby to podatki niższe niż obecnie).
Bruce Dickinson - Change Of Heart
Zmieniło się też sporo we mnie. Mam nowe cele, nowe priorytety, nowe zasady z którymi zapewne wiele z Was niedługo zostanie zapoznanymi. Tyczy się to głównie relacji z drugim człowiekiem, od wrogości, przez obojętność i zlewanie, po przyjaźń (bardzo nieliczne) i miłość (tylko jedna i niezmienna, Madziu).
Wszystko wskazuje też na to, że w końcu ulegają poprawie moje stosunki z matką. Dzisiaj np. poczęstowała mnie likierem limoncino, który przywiozłem jej 5 lat temu z San Marino, podczas wycieczki, o której już pisałem.
Strzeżcie się wszyscy i każdy z osobna.
Ciekawostka: Wstrzymuję się z wysłaniem tej notki, bo zdałem sobie sprawę z tzw. "Ciszy Wyborczej" XD. By był niepraworządny dowcip.
Ciekawostka 2: Cisza przedłużona do 22.55. Ale nie to jest najśmieszniejsze teraz, o 21.25. Jednemu dziennikarzowi się wyrwało podczas ogłaszania tej uchwały na żywo w PKW. Krzyknął "Co?!". Mam podobne zapatrywania jak tenże anonimowy obywatel XD. Serdeczne pozdrowienia dla niego.
Ciekawostka 3: I chyba pójdę spać, a notkę, którą czytacie, napisano 21.10.2007, ale zamieszczono 22.10.2007. Tyla.
Ciekawostka 4: Jednak zamieszczam dzisja XD. Platforma wygrała. I dobrze.
Pozdrawiam
krogulczas
piątek, 5 października 2007
18
Wyposażony w kartkę, zegarek, pióro, kserówkę tosta, dwa miśki, zdjęcie, sto PLN, 10 fajek i 8 kondomów, dwa sms'y, ok. 50 wspomnień, wiadomość na komunikatorze, ruszam dalej.
Wyposażony w te przedmioty, którymi w materialnie ulotny sposób manipuluje mój umysł, wyruszam dalej.
Wyposażony w to, co mi dane, wyruszyłem dalej.
5.10.2007
Ciekawy dzień. Przekręt za przekrętem- od widmowych uczestników seansu poniedziałkowego "Katynia", przez odkładanie pracy i klasówki z angielskiego, notatki z historii, polskiego i niemieckiego, aż po... sam nie wiem co. Właśnie nic. I koniec. Byle do przodu.
Zasadniczo nie czuję teraz niczego konkretnego. Ot dzień do przodu. Szkoła, dom, angielski, dom. Co mnie smuci, to to, że dzień takowy przeminął bez Magdy. To jest dopiero cholerny żal.
Jest mi naprawdę niedobrze. Cały dzień był równią pochyłą. Od szczytu o poranku do doła teraz. Nie mam już teraz na nic siły. Chcę jedynie wyrzucić z siebie ten paskudny nastrój.
Nie lubię pisać tak jak piszę. Pełen pesymizmu i żałości. Zupełnie jakbym kreował zupełnie inny obraz siebie...
O. Życzenia :D. Osteoporozy, ale zawsze.
Widzicie? Już jest lepiej. Warto jest mieć takie miejsce, gdzie można wylać własne żale. Przynajmniej te najgłupsze, które potrafią tylko prowadzić do destrukcji. Inne, te konstruktywne, ale na swój sposób destruktywne, zachowuję dla siebie. Głęboko. I metr głębiej.
Bruce Dickinson- All the young dudes
Well billy rapped all night about his suicide
Said hed kick it in the head when he was 25
Speed jive, dont want to stay alive when youre 25
And wendys stealing clothes from marks and sparks
And freddies got spots from ripping off the stars from his face
Funky little boat race
The television man is crazy, saying were juvenile delinquent wrecks
Oh man - I need t.v.? when I got t. rex?
Oh, brother, you guessed - Im a dude now
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
Billys looking sweet cos he dresses like a queen
But he can kick like a mule - its a real mean team
But we can love, oh yes, we can love
And my fathers back at home with his beatles and his stones
He never got it off with that revolution stuff
What a drag - too many snags
Well I drunk a lot of wine and Im feeling fine
I gotta raise some cat to bed
Oh, man - is that concrete all around, or is it in my head?
Brother, Im a dude now...
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
Pozdrawiam
krogulczas
Wyposażony w te przedmioty, którymi w materialnie ulotny sposób manipuluje mój umysł, wyruszam dalej.
Wyposażony w to, co mi dane, wyruszyłem dalej.
5.10.2007
***
Ciekawy dzień. Przekręt za przekrętem- od widmowych uczestników seansu poniedziałkowego "Katynia", przez odkładanie pracy i klasówki z angielskiego, notatki z historii, polskiego i niemieckiego, aż po... sam nie wiem co. Właśnie nic. I koniec. Byle do przodu.
***
Zasadniczo nie czuję teraz niczego konkretnego. Ot dzień do przodu. Szkoła, dom, angielski, dom. Co mnie smuci, to to, że dzień takowy przeminął bez Magdy. To jest dopiero cholerny żal.
***
Jest mi naprawdę niedobrze. Cały dzień był równią pochyłą. Od szczytu o poranku do doła teraz. Nie mam już teraz na nic siły. Chcę jedynie wyrzucić z siebie ten paskudny nastrój.
***
Nie lubię pisać tak jak piszę. Pełen pesymizmu i żałości. Zupełnie jakbym kreował zupełnie inny obraz siebie...
***
O. Życzenia :D. Osteoporozy, ale zawsze.
***
Widzicie? Już jest lepiej. Warto jest mieć takie miejsce, gdzie można wylać własne żale. Przynajmniej te najgłupsze, które potrafią tylko prowadzić do destrukcji. Inne, te konstruktywne, ale na swój sposób destruktywne, zachowuję dla siebie. Głęboko. I metr głębiej.
Bruce Dickinson- All the young dudes
Well billy rapped all night about his suicide
Said hed kick it in the head when he was 25
Speed jive, dont want to stay alive when youre 25
And wendys stealing clothes from marks and sparks
And freddies got spots from ripping off the stars from his face
Funky little boat race
The television man is crazy, saying were juvenile delinquent wrecks
Oh man - I need t.v.? when I got t. rex?
Oh, brother, you guessed - Im a dude now
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
Billys looking sweet cos he dresses like a queen
But he can kick like a mule - its a real mean team
But we can love, oh yes, we can love
And my fathers back at home with his beatles and his stones
He never got it off with that revolution stuff
What a drag - too many snags
Well I drunk a lot of wine and Im feeling fine
I gotta raise some cat to bed
Oh, man - is that concrete all around, or is it in my head?
Brother, Im a dude now...
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
All the young dudes - carry the news
Boogaloo dudes - carry the news
Pozdrawiam
krogulczas
niedziela, 16 września 2007
Przepraszam!
Wszyscy zwracają na to uwagę
Że zawsze może Ciebie zabraknąć
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Można z tego wszystkiego oszaleć
Bo wystarczy tylko kochać się
Włosów zapach, ust smak
Nad stratą ciągle tylko dywagując
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Jakby miał za moment świat runąć
A wszyscy robią dokładnie na opak
Kochać trzeba niedokończone chwile
Zamiast czekać kolejnej, żyć kolejną
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Umieć przeżyć zgodnie z szarością
I żyć momentem, kiedy spotkamy się
Przez Magdę i dla Magdaleny
9.08.2007
Że zawsze może Ciebie zabraknąć
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Można z tego wszystkiego oszaleć
Bo wystarczy tylko kochać się
Włosów zapach, ust smak
Nad stratą ciągle tylko dywagując
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Jakby miał za moment świat runąć
A wszyscy robią dokładnie na opak
Kochać trzeba niedokończone chwile
Zamiast czekać kolejnej, żyć kolejną
Bez Ciebie, Without you, Ohne dich
Umieć przeżyć zgodnie z szarością
I żyć momentem, kiedy spotkamy się
Przez Magdę i dla Magdaleny
9.08.2007
piątek, 7 września 2007
Żółcioburzcy
Pomyślcie sobie o każdym kogo znacie z rocznika lat '70. Tzw. ludzie ok. 40 roku życia. Ludzie, którzy w wieku młodzieńczym widzieli jak upada komunizm itp. szczytne hasła bez znaczenia historycznego. Dzisiaj większość z nich to skończone, zawszone i w rzeczywistości zamknięte w sobie osobniki, które marzą jedynie o tym aby zapewnić sobie własną poduszkę wypchaną kasą po brzegi, aby mogli na nich usadowić swoje tłuste tyłki. Bezkrytyczni, pozbawieni świadomości społecznej, marzący o powrocie do lat młodości, nieważne czyim kosztem. Tacy właśnie osobnicy, wielce niezadowolenie ze swego życia, produkują kolejnych podobnych sobie, a jednocześnie napędzają tych, którzy już w tym wieku są. To się już staje ideologią.
***
Dawno o rodzicielce nie było. A kiedy usłyszałem to co usłyszałem od razu zebrała mi się ochota na pisanie. Ogromna.
***
Siedziałem sobie przed monitorem laptopa tak jak teraz. Czytałem sobie akurat blog który naprawdę mnie zainteresował tj. "Zostałaś zgwałcona", a na który trafiłem całkowicie przypadkowo, nawet nie pamiętam jak. Czytam go sobie i czytam i dopadło mnie ni z tego ni z owego pragnienie. Napicia się czegoś, żeby nie było, że podnieca mnie powyższa tematyka. Powodowany normalnym, fizjologicznym odruchem, skierowałem swe kroki ku kuchni do świeżo zakupionego dzisiaj kartonu z sokiem pomarańczowym, który już wcześniej sukcesywnie popijałem w podobnym co na daną chwilę celu. Dziarskim chodem pokonałem dystans może sześciu czy siedmiu kroków, kiedy zorientowałem się, że natrafiłem na rozmawiającą przez komórkę Elżbietę. Nawet nie wiem z kim rozmawiała. I usłyszałem ciekawe słowa: "...właściwie to jestem w stanie po wypadnięciu dwóch dysków dwa dni temu..." Dziękuję za informację, obywatelu RP Elżbieto Domagało. Wsadź sobie te kręgi... na miejsce. Sama.
***
Teraz pierwotna przyczyna notki, czyli dzisiejsza lekcja polskiego. "W Chałupie" W okna chałupy, zwrócone Ku chmurnej stronie zachodu, Bije i bije szaruga. A kropla deszczu za kroplą Wsiąka przez szybę stłuczoną, Którą zapchano szmatami. Snadź to ostatki sukmany, Bo skrawek, zewnątrz wiszący, Tedy owedy drucianym O szkło zaskrzypi haczykiem. Wicher szparami wciąż wieje, Że liść geranii i laku, Co w poszczerbionych doniczkach Na zgniłej stoją poręczy, Gnie się i razem z szarugą, Ze skrawkiem starej sukmany I z kroplą deszczu, sączącą Zlewa swe dreszcze w dysonans Nędzy. Na stole, w łyżce blaszanej Podpartej cegły odłamem, Pali się knotek, zasycan Kawałkiem świeżej okrasy, I rzuca mdławe światełko W zmrok zadymionej izdebki. W kącie, przy ścianie zapadłej, Na butwiejącej przyciesi Łyżnik o barwie brunatnej I o zębatej fasadzie: Na nim talerze gliniane, Dzbanek i garnki z żelaza, W połowie sadzą pokryte. Na ziemi woda we wiadrze O zardzewiałych obręczach I drwa, rąbane na jutro, Tworzą z łyżnikiem i knotkiem, Z garnkiem i miską dysonans Nędzy. Na ławie, wąskiej a długiej, O nogach górą zwężonych, Ślady spożytej wieczerzy: Kartofel łokciem zgnieciony, Szare łupiny, solnica I na dnie misy czerwonej Resztki zgęstniałej polewki. W małym piecyku żelaznym Tleją się jeszcze iskierki, Przez szpary kręgów złocistym Zabłysną czasem promykiem I żółte światło poleją Na mąką zaschły żurownik I na zmoczone pończochy, Które się suszą u brzegu. Oto je podmuch w tej chwili Rozszerzył w język płomienny, Gwiżdżąc w kominie dysonans Nędzy. Przy piecu starsza kobieta: Włos czarny, krótko ucięty, Zza błękitnego zawoju Na skroń się białą wysuwa, Powieki na dół spuszczone, Broda na piersi obwisła I ręce skryte pod fartuch. Tedy owedy, gdy wicher Głośniej zadzwoni o szyby, Budzi się z drzemki i oko To rzuci ku drzwiom zamkniętym, To znów, gdy słoma zachrzęści, Błyśnie z ukosa w kąt izby, Aż czoło w fałdy się zwęża. Oko niebieskie, ostatnią Paląc się jeszcze pięknością, Tworzy z tołubem wybladłym I z lic bruzdami dysonans Nędzy. Pod strzępem kołdry, na słomie, Zasłanej zgrzebnym płachciskiem, Szesnastoletnia śpi dziewka, Łokieć wsunęła pod głowę, Że aż koszula opadła Z wypełniającej się piersi. Ze stołu spływa żółtawy Tłuszczowej lampy promyczek I koralowe policzki Okrasza jeszcze różowiej . Czasem się w lekkim uśmiechu Rozszerzą wargi czerwone: Śni o paniczu z fabryki, Co ją ukradkiem pochwycił I udo przycisnął kolanem. Patrzaj! ten uśmiech i sen jej, I pierś namiętnie wydęta Łączą się w smutny dysonans Nędzy. Jan Kasprowicz Taki oto wiersz dostaliśmy do interpretacji na rozgrzewkę. Nasza zdolna klasa oczywiście w mig odgadła czego należy szukać aby zdobyć punkty- naturalizmu, elementów stylizacji, wyobrażeń, obecności świeczki i braku elektryczności i widma nędzy... duchowej. Aż dziw mnie wziął nie z tej ziemi, że moja nowa nauczycielka, mgr Kędra Aleksandra nie mówiła nic o rzeczywistej nędzy, nędzy jak najbardziej namacalnej, albo i nienamacalnej tak jak nienamacalny jest nieobecny chleb, pełny garnek czy chociażby częściowo zapełniony. No bo po co? Przecież człowiek w pierwszej kolejności żyje poezją, teatrem, nauką, postępem, modą i zdrowiem. Nie ma tak dobrze.
***
Aż się prosi o Abrahama Maslowa! Piramida potrzeb jaką stworzył jest naprawdę jedyną odpowiedzią na taki a nie inny stan rzeczy. Dlaczego? Bo nie jestem zwolennikiem wczuwania się w pozycje autora piszącego dany tekst i rzekomo w ideologie jaka mu przyświecała, czasy w jakich żył i biografię jaką miał na karku. O wiele ważniejsze są wnioski, które dać nam mogą czasy współczesne- czasy fizyki molekularnej, biotechnologii, inżynierii genetycznej, psychologii i socjologii. Szczególnie, że jedynie następuje marnowanie czasu kiedy nie dochodzi się do naprawdę pomocnych wniosków, które zaoszczędzają bardzo wiele wysiłku, energii i czasu. Dla mnie bezwartościowe jest gadanie o interpretacji, jeżeli wniosek jest beznadziejny. Tak już miałem z Raskolnikowem, z Rzeckim i Wokulskim, tak było z Tomaszem Judymem- wszyscy maksymalnie spłyceni lub uogólnieni. Opisani, ale tylko fizycznie. Procesy jakie nimi targały, syndromy, zespoły, zasady... wszystko to co się na nich składało. To, co było wypadkową nie tylko bohatera literackiego, ale wręcz namacalnego człowieka ze wszystkimi jego doskonale sparowanymi cechami, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi. To jest dopiero głębia postaci.
***
Tytuł notki mówi sam za siebie. Nowy dział notek zostaje oficjalnie powołany do życia. "Żółcioburzcą" może zostać wszystko i każdy. Wystarczy mnie zdenerwować swoją skromnością w prezentowaniu inteligencji.
***
Udało mi się wypisać. Spisałem to co chciałem. Dalej już nie piszę, tylko lecę do "Chłopów" tomu pierwszego oraz z Magdą pomówić bo szaleje mi ostatnio, a ja wraz z nią :P.
Pozdrawiam krogulczas
***
Dawno o rodzicielce nie było. A kiedy usłyszałem to co usłyszałem od razu zebrała mi się ochota na pisanie. Ogromna.
***
Siedziałem sobie przed monitorem laptopa tak jak teraz. Czytałem sobie akurat blog który naprawdę mnie zainteresował tj. "Zostałaś zgwałcona", a na który trafiłem całkowicie przypadkowo, nawet nie pamiętam jak. Czytam go sobie i czytam i dopadło mnie ni z tego ni z owego pragnienie. Napicia się czegoś, żeby nie było, że podnieca mnie powyższa tematyka. Powodowany normalnym, fizjologicznym odruchem, skierowałem swe kroki ku kuchni do świeżo zakupionego dzisiaj kartonu z sokiem pomarańczowym, który już wcześniej sukcesywnie popijałem w podobnym co na daną chwilę celu. Dziarskim chodem pokonałem dystans może sześciu czy siedmiu kroków, kiedy zorientowałem się, że natrafiłem na rozmawiającą przez komórkę Elżbietę. Nawet nie wiem z kim rozmawiała. I usłyszałem ciekawe słowa: "...właściwie to jestem w stanie po wypadnięciu dwóch dysków dwa dni temu..." Dziękuję za informację, obywatelu RP Elżbieto Domagało. Wsadź sobie te kręgi... na miejsce. Sama.
***
Teraz pierwotna przyczyna notki, czyli dzisiejsza lekcja polskiego. "W Chałupie" W okna chałupy, zwrócone Ku chmurnej stronie zachodu, Bije i bije szaruga. A kropla deszczu za kroplą Wsiąka przez szybę stłuczoną, Którą zapchano szmatami. Snadź to ostatki sukmany, Bo skrawek, zewnątrz wiszący, Tedy owedy drucianym O szkło zaskrzypi haczykiem. Wicher szparami wciąż wieje, Że liść geranii i laku, Co w poszczerbionych doniczkach Na zgniłej stoją poręczy, Gnie się i razem z szarugą, Ze skrawkiem starej sukmany I z kroplą deszczu, sączącą Zlewa swe dreszcze w dysonans Nędzy. Na stole, w łyżce blaszanej Podpartej cegły odłamem, Pali się knotek, zasycan Kawałkiem świeżej okrasy, I rzuca mdławe światełko W zmrok zadymionej izdebki. W kącie, przy ścianie zapadłej, Na butwiejącej przyciesi Łyżnik o barwie brunatnej I o zębatej fasadzie: Na nim talerze gliniane, Dzbanek i garnki z żelaza, W połowie sadzą pokryte. Na ziemi woda we wiadrze O zardzewiałych obręczach I drwa, rąbane na jutro, Tworzą z łyżnikiem i knotkiem, Z garnkiem i miską dysonans Nędzy. Na ławie, wąskiej a długiej, O nogach górą zwężonych, Ślady spożytej wieczerzy: Kartofel łokciem zgnieciony, Szare łupiny, solnica I na dnie misy czerwonej Resztki zgęstniałej polewki. W małym piecyku żelaznym Tleją się jeszcze iskierki, Przez szpary kręgów złocistym Zabłysną czasem promykiem I żółte światło poleją Na mąką zaschły żurownik I na zmoczone pończochy, Które się suszą u brzegu. Oto je podmuch w tej chwili Rozszerzył w język płomienny, Gwiżdżąc w kominie dysonans Nędzy. Przy piecu starsza kobieta: Włos czarny, krótko ucięty, Zza błękitnego zawoju Na skroń się białą wysuwa, Powieki na dół spuszczone, Broda na piersi obwisła I ręce skryte pod fartuch. Tedy owedy, gdy wicher Głośniej zadzwoni o szyby, Budzi się z drzemki i oko To rzuci ku drzwiom zamkniętym, To znów, gdy słoma zachrzęści, Błyśnie z ukosa w kąt izby, Aż czoło w fałdy się zwęża. Oko niebieskie, ostatnią Paląc się jeszcze pięknością, Tworzy z tołubem wybladłym I z lic bruzdami dysonans Nędzy. Pod strzępem kołdry, na słomie, Zasłanej zgrzebnym płachciskiem, Szesnastoletnia śpi dziewka, Łokieć wsunęła pod głowę, Że aż koszula opadła Z wypełniającej się piersi. Ze stołu spływa żółtawy Tłuszczowej lampy promyczek I koralowe policzki Okrasza jeszcze różowiej . Czasem się w lekkim uśmiechu Rozszerzą wargi czerwone: Śni o paniczu z fabryki, Co ją ukradkiem pochwycił I udo przycisnął kolanem. Patrzaj! ten uśmiech i sen jej, I pierś namiętnie wydęta Łączą się w smutny dysonans Nędzy. Jan Kasprowicz Taki oto wiersz dostaliśmy do interpretacji na rozgrzewkę. Nasza zdolna klasa oczywiście w mig odgadła czego należy szukać aby zdobyć punkty- naturalizmu, elementów stylizacji, wyobrażeń, obecności świeczki i braku elektryczności i widma nędzy... duchowej. Aż dziw mnie wziął nie z tej ziemi, że moja nowa nauczycielka, mgr Kędra Aleksandra nie mówiła nic o rzeczywistej nędzy, nędzy jak najbardziej namacalnej, albo i nienamacalnej tak jak nienamacalny jest nieobecny chleb, pełny garnek czy chociażby częściowo zapełniony. No bo po co? Przecież człowiek w pierwszej kolejności żyje poezją, teatrem, nauką, postępem, modą i zdrowiem. Nie ma tak dobrze.
***
Aż się prosi o Abrahama Maslowa! Piramida potrzeb jaką stworzył jest naprawdę jedyną odpowiedzią na taki a nie inny stan rzeczy. Dlaczego? Bo nie jestem zwolennikiem wczuwania się w pozycje autora piszącego dany tekst i rzekomo w ideologie jaka mu przyświecała, czasy w jakich żył i biografię jaką miał na karku. O wiele ważniejsze są wnioski, które dać nam mogą czasy współczesne- czasy fizyki molekularnej, biotechnologii, inżynierii genetycznej, psychologii i socjologii. Szczególnie, że jedynie następuje marnowanie czasu kiedy nie dochodzi się do naprawdę pomocnych wniosków, które zaoszczędzają bardzo wiele wysiłku, energii i czasu. Dla mnie bezwartościowe jest gadanie o interpretacji, jeżeli wniosek jest beznadziejny. Tak już miałem z Raskolnikowem, z Rzeckim i Wokulskim, tak było z Tomaszem Judymem- wszyscy maksymalnie spłyceni lub uogólnieni. Opisani, ale tylko fizycznie. Procesy jakie nimi targały, syndromy, zespoły, zasady... wszystko to co się na nich składało. To, co było wypadkową nie tylko bohatera literackiego, ale wręcz namacalnego człowieka ze wszystkimi jego doskonale sparowanymi cechami, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi. To jest dopiero głębia postaci.
***
Tytuł notki mówi sam za siebie. Nowy dział notek zostaje oficjalnie powołany do życia. "Żółcioburzcą" może zostać wszystko i każdy. Wystarczy mnie zdenerwować swoją skromnością w prezentowaniu inteligencji.
***
Udało mi się wypisać. Spisałem to co chciałem. Dalej już nie piszę, tylko lecę do "Chłopów" tomu pierwszego oraz z Magdą pomówić bo szaleje mi ostatnio, a ja wraz z nią :P.
Pozdrawiam krogulczas
niedziela, 2 września 2007
Coś doło-podobnego
Marilyn Manson - The Nobodies
link Today I'm dirty
I want to to be pretty
Tomorrow I know, I'm just dirt
Today I'm dirty
I want to to be pretty
Tomorrow I know, I'm just dirt
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt
Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
Some children died the other day
We feed machines and then we pray
Look up and down mortified
You should have seen the ratings that day
Some children died the other day
We feed machines and then we pray
Look up and down mortified
You should have seen the ratings that day
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
***
Jeżeli czujesz się śmieciem- będziesz śmieciem. Jeżeli czujesz się silny- będziesz silny. Prosta kalkulacja.
***
No i się rozchorowałem. Akurat przed rozpoczęciem roku szkolnego. Nic nie wskazuje na to, że będzie to coś poważnego, ale biorąc pod uwagę, że do 15 września będę jeszcze pracować w księgarni po szkole do 18.00, kto wie jak skończę :D. Nie ma powodu dla którego miałbym przestać funkcjonować.
***
Do kobiet: Nie popełniajcie grzechu jaki zdążyła popełnić moja rodowita rodzicielka. Nie używajcie wobec faceta słów "Przecież wiesz, że jesteś słaby". Nie niańczcie go. Da se chop rade, ino mu spokój dojta! Do wszystkich: Nie krytykujcie nigdy osoby. Krytykujcie tylko to co wam się nie podoba, mówcie o zachowaniu, a nie o tym jaki ktoś jest. Warte zachodu, znak jakości ZONK (Znak Optymalnej Niezawodności Krogula).
***
DEZYDERATA Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha. Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie. Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości. Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź pogodny. Dąż do szczęścia. Max Ehrmann
***
Prosty utwór, który potrafił się sprzedać. Zalecenia, rady, przestrogi. Przymilenie się do słuchacza. Otworzenie się na niego, a właściwie otworzenie go i wpasowanie się w jego potrzeby wyższego rzędu. Ci, którzy nie czują się bezpiecznie, uznają go zapewne za co najmniej infantylny. Ale cóż z nimi począć? Potrzeba bezpieczeństwa jest pierwotna- musi zostać zaspokojona w pierwszej kolejności. Praca w księgarni nauczyła mnie pewnej prawdy- że ludzie już dawno podejmują pewne decyzje. Trzeba im tylko czasami pomóc dowiedzieć się jaka to decyzja. I tu leży klucz do udanej transakcji. Zamiast sprzedać mapę za trzy złote polskie, która de facto jest kompletnie nieprzydatna, oferuje mu się atlas drogowy z pięciokrotnie lepszą skalą i dziesięciokrotnie wyższą ceną. Miłe uczucie.
***
O. Odkryłem skrót do wielokropka. „.” + „alt“. Alt plus kropka. Fajnie.
***
Podejmujemy decyzje. Fajnie, co? Wolna wola. Też luźna kwestia. To my decydujemy o tym kim jesteśmy, jacy dla siebie jesteśmy. Jacy jesteśmy dla siebie tacy jesteśmy dla innych. Rzecz jasna, kłania się w tym miejscu „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. Do szczęścia nie potrzeba wiele. Wystarczy samo szczęście.
***
Rok szkolny nieubłaganie nadchodzi. Już jutro. Ostatni obowiązkowy rok nauki. Potem już tylko prawo na UW i amen :D.
***
Postanowiłem stworzyć pierwszy cykl notek. Obecna notka, jak i kilka poprzednio stworzonych, wejdą w skład cyklu „Inspiracja Osoby”, w skrócie IO. Każdy kto będzie czytać tę notkę, powinien wiedzieć, że jest zaadresowana właśnie do niego. Zostanie to wskazane mniej lub bardziej bezpośrednio. Ot własne, biurokratyczne zapędy mnie do tego skłaniają, lepiej się myśli ukierunkowuje, łatwiej jest się do kogoś zwrócić. W tej akurat notce do kogoś bardzo bliskiego.
Pozdrawiam krogulczas
link Today I'm dirty
I want to to be pretty
Tomorrow I know, I'm just dirt
Today I'm dirty
I want to to be pretty
Tomorrow I know, I'm just dirt
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt
Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
Some children died the other day
We feed machines and then we pray
Look up and down mortified
You should have seen the ratings that day
Some children died the other day
We feed machines and then we pray
Look up and down mortified
You should have seen the ratings that day
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
We are the nobodies
Wanna be somebodies
We're dead, we know just who we are
***
Jeżeli czujesz się śmieciem- będziesz śmieciem. Jeżeli czujesz się silny- będziesz silny. Prosta kalkulacja.
***
No i się rozchorowałem. Akurat przed rozpoczęciem roku szkolnego. Nic nie wskazuje na to, że będzie to coś poważnego, ale biorąc pod uwagę, że do 15 września będę jeszcze pracować w księgarni po szkole do 18.00, kto wie jak skończę :D. Nie ma powodu dla którego miałbym przestać funkcjonować.
***
Do kobiet: Nie popełniajcie grzechu jaki zdążyła popełnić moja rodowita rodzicielka. Nie używajcie wobec faceta słów "Przecież wiesz, że jesteś słaby". Nie niańczcie go. Da se chop rade, ino mu spokój dojta! Do wszystkich: Nie krytykujcie nigdy osoby. Krytykujcie tylko to co wam się nie podoba, mówcie o zachowaniu, a nie o tym jaki ktoś jest. Warte zachodu, znak jakości ZONK (Znak Optymalnej Niezawodności Krogula).
***
DEZYDERATA Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha. Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie. Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości. Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź pogodny. Dąż do szczęścia. Max Ehrmann
***
Prosty utwór, który potrafił się sprzedać. Zalecenia, rady, przestrogi. Przymilenie się do słuchacza. Otworzenie się na niego, a właściwie otworzenie go i wpasowanie się w jego potrzeby wyższego rzędu. Ci, którzy nie czują się bezpiecznie, uznają go zapewne za co najmniej infantylny. Ale cóż z nimi począć? Potrzeba bezpieczeństwa jest pierwotna- musi zostać zaspokojona w pierwszej kolejności. Praca w księgarni nauczyła mnie pewnej prawdy- że ludzie już dawno podejmują pewne decyzje. Trzeba im tylko czasami pomóc dowiedzieć się jaka to decyzja. I tu leży klucz do udanej transakcji. Zamiast sprzedać mapę za trzy złote polskie, która de facto jest kompletnie nieprzydatna, oferuje mu się atlas drogowy z pięciokrotnie lepszą skalą i dziesięciokrotnie wyższą ceną. Miłe uczucie.
***
O. Odkryłem skrót do wielokropka. „.” + „alt“. Alt plus kropka. Fajnie.
***
Podejmujemy decyzje. Fajnie, co? Wolna wola. Też luźna kwestia. To my decydujemy o tym kim jesteśmy, jacy dla siebie jesteśmy. Jacy jesteśmy dla siebie tacy jesteśmy dla innych. Rzecz jasna, kłania się w tym miejscu „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. Do szczęścia nie potrzeba wiele. Wystarczy samo szczęście.
***
Rok szkolny nieubłaganie nadchodzi. Już jutro. Ostatni obowiązkowy rok nauki. Potem już tylko prawo na UW i amen :D.
***
Postanowiłem stworzyć pierwszy cykl notek. Obecna notka, jak i kilka poprzednio stworzonych, wejdą w skład cyklu „Inspiracja Osoby”, w skrócie IO. Każdy kto będzie czytać tę notkę, powinien wiedzieć, że jest zaadresowana właśnie do niego. Zostanie to wskazane mniej lub bardziej bezpośrednio. Ot własne, biurokratyczne zapędy mnie do tego skłaniają, lepiej się myśli ukierunkowuje, łatwiej jest się do kogoś zwrócić. W tej akurat notce do kogoś bardzo bliskiego.
Pozdrawiam krogulczas
niedziela, 19 sierpnia 2007
Gdybyście mieli jedno pytanie do Boga, a on by na pewno odpowiedział, jakie byłoby to pytanie?
Myśleliście kiedyś nad tym?
***
Kiedyś zadałbym mu pytanie "Kiedy skończy się świat?", ale dzisiaj wiem, że nie chciałbym marnować jednego jedynego pytania skierowanego do Boga na pytanie dotyczące przyszłości. No bo co za zabawa, kiedy znamy przyszłość? Żadna. Wylatujemy z życiowej gry.
***
Dzisiaj zapytałbym go zapewne o coś w stylu "Czy mogę moje pytanie przekazać komuś innemu? Bo ja nie mam pomysłu, który by mnie interesował."
***
Odnalazłem Boga. Od odrzucenia Jego istnienia i ateizm, przez stopniową akceptację, zwaną deizmem, aż po wiarę. Zwykłą wiarę, że On istnieje. Nie modlitwy na prawo i lewo, do kościoła do niedzielę itp. Istnieje i to mi naprawdę wystarcza. Znam go na tyle na ile pozwoliły mi moje dotychczasowe nauki, myśli i badania z zakresu matematyki, fizyki, biologii, teologii, filozofii, socjologii, psychologii i innych.
***
Nie zobaczycie mnie w kościele zbyt często. Ale to nie od tego zależy gdzie lub kiedy jesteś, ale kim jesteś.
***
On nie jest sprawiedliwy. To ludzki wymysł aby sprawiedliwość determinowała pozycję. Sprawiedliwość, wbrew pozorom, jest bardzo relatywnym i subiektywnym zjawiskiem. Sprawiedliwość obiektywna- taka nie istnieje, gdyż ludzie nie są w stanie jej określić. Nie jest ona nawet Boską domeną, gdyż także i Boga się kwestionuje wraz z Jego sądami. Chociaż...
***
Może sąd obiektywny to w istocie Sąd Ostateczny? Nie. Przecież on także będzie subiektywną oceną Boga. A, jak powiedział prymas Wyszyński, "On nie ma obowiązku nas słuchać" i nie będzie postępował wg. naszych ziemskich reguł. Chociaż czy na pewno? Na pewno! Przecież są 50% szanse na to, że to Jego słowa są prawem oraz 50% szanse na to, że to nasze słowa stały się Jego. W obu przypadkach, zapis ludzki zniekształca te prawa. W obu przypadkach, będzie to subiektywny osąd- Boski oraz Ludzki. Tak więc sprawiedliwość obiektywna nie istnieje.
***
Lecz to nie rzutuje. Akceptuję Jego niedoskonałość, bo On akceptuje moją. Poza tym pamiętajmy, że byty idealne nie istnieją, tak więc dając dowód temu, że Bóg nie jest idealny, daję dowód na jego istnienie. Każdy tworzy własnego Boga. Niektórzy przyjmują Go od innych, inni tworzą Go wciąż na nowo. Jedni poddają się mu, inni są bogobojni, a inni z nim walczą, jak Izrael w namiocie walczył z aniołem Pańskim. Jedni nazywali go "Panem", inni zaś wolą "Libido". Bo prawda jest taka, że trzeba podążać własną ścieżką. On nie da nam nawet drogowskazów, które są tak bardzo obecnie popularne jako alegoria Pana. Wręcz przeciwnie- będzie wspierał, pochwalał, zachęcał. Ten własny prywatny Bóg da siłę w obliczu niezniszczalnego, da rozwiązanie w obliczu nierozwiązywalnego, odnajdzie co schowane, kupi kartę Mastercard aby rozkoszować się tym, co bezcenne, głodnych nakarmi, a kołaczącym otworzy. To od każdego z nas zależy, co nasz Bóg uczyni.
***
Obawialiście się, że Magda będzie na mnie działać twórczopędnie. Dobrze się obawialiście, bo wczoraj przypomniała mi o tej piosence ;). To Madzi dedykuję tą notkę- za to, że mnie akceptuje :*.
Joan Osbourne- If God was one of us clip na youtubie If God had a name, what would it be
And would you call it to his face
If you were faced with him in all his glory
What would you ask if you had just one question
And yeah yeah God is great yeah yeah God is good
yeah yeah yeah yeah yeah
What if God was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make his way home
If God had a face what would it look like
And would you want to see
If seeing meant that you would have to believe
In things like heaven and in jesus and the saints and all the prophets
And yeah yeah god is great yeah yeah god is good
yeah yeah yeah yeah yeah
What if God was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make his way home
He's trying to make his way home
Back up to heaven all alone
Nobody calling on the phone
Except for the pope maybe in rome
And yeah yeah God is great yeah yeah God is good
yeah yeah yeah yeah yeah
What if god was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make his way home
Just trying to make his way home
Like a holy rolling stone
Back up to heaven all alone
Just trying to make his way home
Nobody calling on the phone
Except for the pope maybe in rome
Pozdrawiam krogulczas
P.S. Ludzie... nie wstydźcie się! Komentarze nie gryzą, a wiem, że każdy myśli, mimo, że czasami można stwierdzić coś zupełnie innego :D. Wrzucajcie swoje przemyślenia/refleksje/luźne uwagi. W komenatrzach do notki, czy też w Księdze Gości- to nie ma znaczenia ;).
P.S. 2 Serdeczne podziękowania dla Alexa za regularne dawanie znaku, że czyta. Nie mogę się poszczycić równą gorliwością w komentowaniu u Ciebie, ale tym bardziej jestem Ci za to wdzięczny ;).
***
Kiedyś zadałbym mu pytanie "Kiedy skończy się świat?", ale dzisiaj wiem, że nie chciałbym marnować jednego jedynego pytania skierowanego do Boga na pytanie dotyczące przyszłości. No bo co za zabawa, kiedy znamy przyszłość? Żadna. Wylatujemy z życiowej gry.
***
Dzisiaj zapytałbym go zapewne o coś w stylu "Czy mogę moje pytanie przekazać komuś innemu? Bo ja nie mam pomysłu, który by mnie interesował."
***
Odnalazłem Boga. Od odrzucenia Jego istnienia i ateizm, przez stopniową akceptację, zwaną deizmem, aż po wiarę. Zwykłą wiarę, że On istnieje. Nie modlitwy na prawo i lewo, do kościoła do niedzielę itp. Istnieje i to mi naprawdę wystarcza. Znam go na tyle na ile pozwoliły mi moje dotychczasowe nauki, myśli i badania z zakresu matematyki, fizyki, biologii, teologii, filozofii, socjologii, psychologii i innych.
***
Nie zobaczycie mnie w kościele zbyt często. Ale to nie od tego zależy gdzie lub kiedy jesteś, ale kim jesteś.
***
On nie jest sprawiedliwy. To ludzki wymysł aby sprawiedliwość determinowała pozycję. Sprawiedliwość, wbrew pozorom, jest bardzo relatywnym i subiektywnym zjawiskiem. Sprawiedliwość obiektywna- taka nie istnieje, gdyż ludzie nie są w stanie jej określić. Nie jest ona nawet Boską domeną, gdyż także i Boga się kwestionuje wraz z Jego sądami. Chociaż...
***
Może sąd obiektywny to w istocie Sąd Ostateczny? Nie. Przecież on także będzie subiektywną oceną Boga. A, jak powiedział prymas Wyszyński, "On nie ma obowiązku nas słuchać" i nie będzie postępował wg. naszych ziemskich reguł. Chociaż czy na pewno? Na pewno! Przecież są 50% szanse na to, że to Jego słowa są prawem oraz 50% szanse na to, że to nasze słowa stały się Jego. W obu przypadkach, zapis ludzki zniekształca te prawa. W obu przypadkach, będzie to subiektywny osąd- Boski oraz Ludzki. Tak więc sprawiedliwość obiektywna nie istnieje.
***
Lecz to nie rzutuje. Akceptuję Jego niedoskonałość, bo On akceptuje moją. Poza tym pamiętajmy, że byty idealne nie istnieją, tak więc dając dowód temu, że Bóg nie jest idealny, daję dowód na jego istnienie. Każdy tworzy własnego Boga. Niektórzy przyjmują Go od innych, inni tworzą Go wciąż na nowo. Jedni poddają się mu, inni są bogobojni, a inni z nim walczą, jak Izrael w namiocie walczył z aniołem Pańskim. Jedni nazywali go "Panem", inni zaś wolą "Libido". Bo prawda jest taka, że trzeba podążać własną ścieżką. On nie da nam nawet drogowskazów, które są tak bardzo obecnie popularne jako alegoria Pana. Wręcz przeciwnie- będzie wspierał, pochwalał, zachęcał. Ten własny prywatny Bóg da siłę w obliczu niezniszczalnego, da rozwiązanie w obliczu nierozwiązywalnego, odnajdzie co schowane, kupi kartę Mastercard aby rozkoszować się tym, co bezcenne, głodnych nakarmi, a kołaczącym otworzy. To od każdego z nas zależy, co nasz Bóg uczyni.
***
Obawialiście się, że Magda będzie na mnie działać twórczopędnie. Dobrze się obawialiście, bo wczoraj przypomniała mi o tej piosence ;). To Madzi dedykuję tą notkę- za to, że mnie akceptuje :*.
Joan Osbourne- If God was one of us clip na youtubie If God had a name, what would it be
And would you call it to his face
If you were faced with him in all his glory
What would you ask if you had just one question
And yeah yeah God is great yeah yeah God is good
yeah yeah yeah yeah yeah
What if God was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make his way home
If God had a face what would it look like
And would you want to see
If seeing meant that you would have to believe
In things like heaven and in jesus and the saints and all the prophets
And yeah yeah god is great yeah yeah god is good
yeah yeah yeah yeah yeah
What if God was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make his way home
He's trying to make his way home
Back up to heaven all alone
Nobody calling on the phone
Except for the pope maybe in rome
And yeah yeah God is great yeah yeah God is good
yeah yeah yeah yeah yeah
What if god was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make his way home
Just trying to make his way home
Like a holy rolling stone
Back up to heaven all alone
Just trying to make his way home
Nobody calling on the phone
Except for the pope maybe in rome
Pozdrawiam krogulczas
P.S. Ludzie... nie wstydźcie się! Komentarze nie gryzą, a wiem, że każdy myśli, mimo, że czasami można stwierdzić coś zupełnie innego :D. Wrzucajcie swoje przemyślenia/refleksje/luźne uwagi. W komenatrzach do notki, czy też w Księdze Gości- to nie ma znaczenia ;).
P.S. 2 Serdeczne podziękowania dla Alexa za regularne dawanie znaku, że czyta. Nie mogę się poszczycić równą gorliwością w komentowaniu u Ciebie, ale tym bardziej jestem Ci za to wdzięczny ;).
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Pomyślmy
Ciekaw jestem jak szybko mogę coś zaimprowizować. Tak, aby miało to sens. Używając słowa mówionego zazwyczaj nie myśli się o tym, jest tym samym łatwiej. Dlaczego? Bo rozmawiamy zazwyczaj na określony temat. W przypadku, kiedy temat jest określony, o wiele łatwiej formułuje się myśli.
Czy więc jeżeli wykorzystam fakt, iż moje myśli nieustannie kłębione są przeze mnie wokół jednego tematu, to czy możliwym jest dojście do jakichś konkretów?
Nigdy nie myślałem o pisaniu jako o czymś co mógłbym robić zawodowo. Nadal nie myślę. Nie widzę w tym również żadnego hobby, albowiem takowe kojarzy mi się z czymś regularnym. A siebie regularnym nie mogę pod żadnym pozorem nazwać. Zwariowałem. I to chyba automatycznie dyskredytuje moją skłonność do regularnego myślenia. A szkoda, bo ma ono wiele zalet.
Przede wszystkim najważniejsze w zdolności myślenia regularnego jest dostrzeżenie faktu i akceptacja istnienia oraz jednocześnie totalna dyskwalifikacja wartości myślenia nieregularnego. Jeżeli nie rozpoczniemy procesu myśleniowego od poddania się tej prostej myśli, nie mamy co liczyć na korzystania z dobrodziejstw myślenia regularnego.
Spora strata jakby się nad tym zastanowić.
Dobra, mamy opanowane istnienie myślenia nieregularnego. Pierwszy z naszych kłopotów mamy z głowy. Czas na krok drugi, po którym rzadko kiedy jest możliwość odwrotu i powrotu o stanu poprzedniego, nieregularnego myślenia. Tym krokiem jest poznanie i obcowanie z ludźmi myślącymi regularnie.
Jeżeli miałbym się czegoś czepiać to tego, że nie jest to taki znowu krok, albo anatomia człowieka zmieniła się jakoś znacząco wtedy kiedy ostatnim razem zdrzemnąłem się podczas biologii. Przecież proces przestawania z człowiekiem jest długotrwały jak... jak długość takiego procesu! Nieważne co się mówi, ważne jest że w tym momencie naprawdę zaczynasz się dostosowywać do wymogów grupy. Sory Gregory, nie ma „Zmiłuj się, o Jezusie Nazareński i Matko Boska Fluorescencyjna!”. Nie ma takich luksusów. Ale za to czekają inne- wystarczy być cierpliwym. Wiem, to jest okrutne, ale pomyślcie, że to nie potrwa długo. Odrobinę zapału, cierpliwości i ofiarności!
Wreszcie krok trzeci- zacznij myśleć regularnie. Spokojnie, to nie jest niz trudnego. Właśnie dlatego najpierw przebywałeś tyle z innymi myślącymi regularnie, abyś poznał ich i ich sposób myślenia, a oni Twój. Wiedzą o Tobie tyle, że są w stanie wyjść Ci z pomocną dłonią jeżeli tylko ich do tego skłonisz gdy tylko będziesz tego potrzebować.
Ale tyle mówię o stawaniu się myślącym regularnie, a nie podałem ani jednej zalety. Nadrabiam, nadrabiam! Już nadrabiam i przepraszam!
Myśląc regularnie, nie myślisz regularnie. Jesteś wyjątkowy, lepiej i sprawniej funkcjonujesz, lepiej czuje się Twoje ciało. Umysł nie jest już trapiony tyloma problemami co niegdyś, bo wiele z nich zostało wyeliminowanych!
Myślcie nieregularnie. Zaklinam, myślcie nieregularnie! Inaczej skończycie w pierwszej gorszej sekcie, zwabieni tam odrobiną manipulacji poprzez danie nadziei na lepsze jutro, które zapewni Wam kolejne boskie wcielenie boskiego bożka/Boga/boga/Bożka. Niekoniecznie zresztą to musi być sekta- bardziej odpowiednie słowo to „sieć”, w którą się „zaplączecie”. Sugestia, rozwinięcie, odrobina krytyki kontrastowej, potwierdzenie gotowości na wszystko, poczucie wyższości, prowokacja strachu... Słowniczek manipulowanego. A właściwie- manipulatora.
Bądź konsekwentny i myśl tak jak ktoś zechce, zamiast myśleć na każdym kroku- oto klucz do oddania własnej woli komuś innemu. Myślenie nie boli, ale jednak wiele osób nie zdobywa się na nie. I nie mam teraz ochoty wnikać „dlaczego?”. Ni mnie to ziębi ni mnie to parzy. Ale myślą np. manipulujący- i od razu widać kto ma przewagę :D.
Ale jesteśmy tylko zwierzętami bez futra. I dlatego tak bardzo kochamy dominować w drabinie hierarchii...
Metallica- Prince Charming
There's a black cloud over head, that's me
And the poison ivy chokes the tree, again it's me
I'm the filthy one on Bourbon Street, you walk on by
I'm the little boy that pushes hard and makes him cry
There's a dirty needle in your child, haha, stick me
Empty bottles still in hand, still dead, still me
I'm the suit and tie that bleeds the street and still wants more
I'm the 45 that's in your mouth
I'm a dirty, dirty whore
Yeah, look it's me
The one who can't be free
Much too young to focus, but to old to see
Hey, look it's me
What no one wants to see
See what you brought this world
Just what you want to see
Hey ma, hey ma, look it's me
Yeah, he wants to become father now, me again, me
The marks inside your arms spell me, spell only me
I'm the nothing face that plants a bomb and strolls away
I'm the one who doesn't look quite right as children play
Yeah, look it's me
The one who can't be free
Much too young to focus, but to old to see
Hey, look it's me
What no one wants to see
See what you brought this world
Just what you want you want to see
Hey ma, hey ma, look it's me
Look up to me
What to be and what to fear
Look up to me
Look it's me, at what you hear
See right through me
See the one who can't be free
See right through me
Look it's me what no one wants to see
Hmm, now, see the black cloud up ahead, that's me
Hmm, and this poison ivy chokes the tree, again it's me
I'm the filthy one on Bourbon Street, you walk on by
I'm the little boy that pushes, pushes, makes him cry
Yeah, look it's me
The one who can't be free
Much too young to focus but to old to see
Hey, hey, look it's me
What no one wants to see
See what you brought this world
Just what you want you want to see
Hey ma, hey ma, look it's me
Hey ma, hey ma, look it's me
Pozdrawiam
krogulczas
Czy więc jeżeli wykorzystam fakt, iż moje myśli nieustannie kłębione są przeze mnie wokół jednego tematu, to czy możliwym jest dojście do jakichś konkretów?
***
Nigdy nie myślałem o pisaniu jako o czymś co mógłbym robić zawodowo. Nadal nie myślę. Nie widzę w tym również żadnego hobby, albowiem takowe kojarzy mi się z czymś regularnym. A siebie regularnym nie mogę pod żadnym pozorem nazwać. Zwariowałem. I to chyba automatycznie dyskredytuje moją skłonność do regularnego myślenia. A szkoda, bo ma ono wiele zalet.
***
Przede wszystkim najważniejsze w zdolności myślenia regularnego jest dostrzeżenie faktu i akceptacja istnienia oraz jednocześnie totalna dyskwalifikacja wartości myślenia nieregularnego. Jeżeli nie rozpoczniemy procesu myśleniowego od poddania się tej prostej myśli, nie mamy co liczyć na korzystania z dobrodziejstw myślenia regularnego.
Spora strata jakby się nad tym zastanowić.
Dobra, mamy opanowane istnienie myślenia nieregularnego. Pierwszy z naszych kłopotów mamy z głowy. Czas na krok drugi, po którym rzadko kiedy jest możliwość odwrotu i powrotu o stanu poprzedniego, nieregularnego myślenia. Tym krokiem jest poznanie i obcowanie z ludźmi myślącymi regularnie.
***
Jeżeli miałbym się czegoś czepiać to tego, że nie jest to taki znowu krok, albo anatomia człowieka zmieniła się jakoś znacząco wtedy kiedy ostatnim razem zdrzemnąłem się podczas biologii. Przecież proces przestawania z człowiekiem jest długotrwały jak... jak długość takiego procesu! Nieważne co się mówi, ważne jest że w tym momencie naprawdę zaczynasz się dostosowywać do wymogów grupy. Sory Gregory, nie ma „Zmiłuj się, o Jezusie Nazareński i Matko Boska Fluorescencyjna!”. Nie ma takich luksusów. Ale za to czekają inne- wystarczy być cierpliwym. Wiem, to jest okrutne, ale pomyślcie, że to nie potrwa długo. Odrobinę zapału, cierpliwości i ofiarności!
***
Wreszcie krok trzeci- zacznij myśleć regularnie. Spokojnie, to nie jest niz trudnego. Właśnie dlatego najpierw przebywałeś tyle z innymi myślącymi regularnie, abyś poznał ich i ich sposób myślenia, a oni Twój. Wiedzą o Tobie tyle, że są w stanie wyjść Ci z pomocną dłonią jeżeli tylko ich do tego skłonisz gdy tylko będziesz tego potrzebować.
***
Ale tyle mówię o stawaniu się myślącym regularnie, a nie podałem ani jednej zalety. Nadrabiam, nadrabiam! Już nadrabiam i przepraszam!
Myśląc regularnie, nie myślisz regularnie. Jesteś wyjątkowy, lepiej i sprawniej funkcjonujesz, lepiej czuje się Twoje ciało. Umysł nie jest już trapiony tyloma problemami co niegdyś, bo wiele z nich zostało wyeliminowanych!
***
Myślcie nieregularnie. Zaklinam, myślcie nieregularnie! Inaczej skończycie w pierwszej gorszej sekcie, zwabieni tam odrobiną manipulacji poprzez danie nadziei na lepsze jutro, które zapewni Wam kolejne boskie wcielenie boskiego bożka/Boga/boga/Bożka. Niekoniecznie zresztą to musi być sekta- bardziej odpowiednie słowo to „sieć”, w którą się „zaplączecie”. Sugestia, rozwinięcie, odrobina krytyki kontrastowej, potwierdzenie gotowości na wszystko, poczucie wyższości, prowokacja strachu... Słowniczek manipulowanego. A właściwie- manipulatora.
Bądź konsekwentny i myśl tak jak ktoś zechce, zamiast myśleć na każdym kroku- oto klucz do oddania własnej woli komuś innemu. Myślenie nie boli, ale jednak wiele osób nie zdobywa się na nie. I nie mam teraz ochoty wnikać „dlaczego?”. Ni mnie to ziębi ni mnie to parzy. Ale myślą np. manipulujący- i od razu widać kto ma przewagę :D.
Ale jesteśmy tylko zwierzętami bez futra. I dlatego tak bardzo kochamy dominować w drabinie hierarchii...
Metallica- Prince Charming
There's a black cloud over head, that's me
And the poison ivy chokes the tree, again it's me
I'm the filthy one on Bourbon Street, you walk on by
I'm the little boy that pushes hard and makes him cry
There's a dirty needle in your child, haha, stick me
Empty bottles still in hand, still dead, still me
I'm the suit and tie that bleeds the street and still wants more
I'm the 45 that's in your mouth
I'm a dirty, dirty whore
Yeah, look it's me
The one who can't be free
Much too young to focus, but to old to see
Hey, look it's me
What no one wants to see
See what you brought this world
Just what you want to see
Hey ma, hey ma, look it's me
Yeah, he wants to become father now, me again, me
The marks inside your arms spell me, spell only me
I'm the nothing face that plants a bomb and strolls away
I'm the one who doesn't look quite right as children play
Yeah, look it's me
The one who can't be free
Much too young to focus, but to old to see
Hey, look it's me
What no one wants to see
See what you brought this world
Just what you want you want to see
Hey ma, hey ma, look it's me
Look up to me
What to be and what to fear
Look up to me
Look it's me, at what you hear
See right through me
See the one who can't be free
See right through me
Look it's me what no one wants to see
Hmm, now, see the black cloud up ahead, that's me
Hmm, and this poison ivy chokes the tree, again it's me
I'm the filthy one on Bourbon Street, you walk on by
I'm the little boy that pushes, pushes, makes him cry
Yeah, look it's me
The one who can't be free
Much too young to focus but to old to see
Hey, hey, look it's me
What no one wants to see
See what you brought this world
Just what you want you want to see
Hey ma, hey ma, look it's me
Hey ma, hey ma, look it's me
Pozdrawiam
krogulczas
piątek, 10 sierpnia 2007
Wszędzie dobrze, ale nie w domu
Dzisiaj przeczytałem notkę na blogu mojego przyjaciela, Alexandra Smithsona. Notkę dość rozbudowaną i stworzoną pod wpływem podbijającego rzesze tępych umysłów Kominka link do jego bloga oraz link do notki która sprowokowała go do pisania).
Samą notkę Alexa można poznać tutaj (link).
Jaki jest mój stosunek do patriotyzmu? Chyba udało mi się go wyrazić w pewnej starej pracy szkolnej. Dla pewności przeczytałem ją sobie jeszcze raz, aby sprawdzić, czy nie straciła na aktualności.
Nie.
Poglądy pozostały niezmienione, a na pewno wnioski.
„Co to znaczy być patriotą w realiach współczesnego świata?” czyli „Wszędzie dobrze, ale nie w domu”
Pojęcie „patriotyzmu” istnieje już od wielu wieków. Przez ten czas ulegało wielu przeobrażeniom. Jego obecna definicja sprowadza się do słów określających umiłowanie i dumę z ojczyzny, kraju ojczystego. Jest to jednocześnie dostrzeganie wszelkich związanych z pojęciem „ojczyzny” konsekwencji- tych pozytywnych i tych negatywnych. Na dobre i na złe.
Zakładając, że bierzemy pod uwagę ogół współczesnego świata, wówczas mamy problem.
Na całym świecie, przynajmniej od połowy XIX wieku, jest zdecydowana tendencja do dwóch ruchów ideowych: pierwszy- migracyjny, w kierunku północy, zachodu i północnego zachodu, czyli do krajów Europy i Ameryki Północnej; i drugi- rewolucyjny, przemieszczający się w przeciwnym kierunku tj. na wschód i południe i przetaczający się przez kraje Afryki i Azji zachodniej i centralnej. Oba mają na celu jedno: przetrwanie, choć często z różnych pobudek. Członkowie społeczeństwa indywidualistycznego robią to głównie dla siebie, zaś ci wywodzący się ze społeczeństw kolektywistycznych często chcą pomóc rodzinie bądź blisko ze sobą związanym grupom. Dla obu tych ruchów moim zdaniem pojawia się osobna, specyficzna definicja tego, co można by nazwać patriotyzmem.
Patriotyzm emigranta
Większość emigrantów w przypadku społeczeństw indywidualistycznych to młodzi ludzie, najczęściej samotnie migrujący, gotowi na wyzwania, które postawią sobie i innym. W przypadku społeczeństw kolektywistycznych są to zazwyczaj osoby w średnim wieku, przemieszczające się dla dobra rodziny, często wraz z nią, lecz coraz częściej spotyka się również ludzi młodych, od wczesnych lat wychowywanych do wyjazdu. Tak dzieje się np. w przypadku północno-afrykańskich mieszkańców, którzy coraz liczniej wkraczają do Hiszpanii, a stamtąd dalej- do Francji, Zjednoczonego Królestwa. W tym konkretnym przypadku następuje ewolucja mentalności grupowej w jednostkową- namiastka tego podejścia jest przekazywana już w rodzinie, reszty osoby te uczą się od ludzi z którymi mają do czynienia (szczególnie w przypadku pracowników umysłowych). Ewolucja ta jest ułatwiona właśnie z powodu wartości wpajanych od dzieciństwa.
Emigranci zazwyczaj nie czują silnego związku z ojczyzną, najczęściej od czegoś bowiem uciekają- biedy, prześladowania, czy chociażby z powodu własnych poglądów. Mimo tego jednak w pewnym momencie zachodzi zjawisko gloryfikacji znanych sobie wspomnień- tych najmilszych, związanych z przyjaciółmi, rodziną. W chwilę później jednak odzywają się negatywne wspomnienia- beznadziejnych dochodów zestawionych z obecnymi, bycia bitym i poniżanym, wyszydzanym.
Ktoś zapewne spytałby się- gdzie tu patriotyzm? Jest go aż nadto. Może i taki człowiek nie czuje się dumny ze swego państwa, lecz ma zakodowaną olbrzymią ilość informacji pozytywnych, pod postacią wspomnień, a ponadto dostrzega negatywne strony życia w dotychczasowych warunkach. Nie gloryfikuje na siłę ojczyzny i nie uważa, że nie potrzeba jej zmian. Pod tym względem jest to zjawisko bardzo pozytywne, niezależnie, czy ktoś ratuje siebie, czy rodzinę.
Patriotyzm rewolucjonisty
Oto drugi wariant współczesnych nurtów przemierzających świat i związanego z nim postrzegania świata, czyli osoby, która chce udowodnić, że walka jest symbolem patriotyzmu. Obecnie jest to proces daleko już posunięty, mający ścisły związek z dekolonizacją oraz czymś, co można nazwać rekolonizacją, czyli ponownym wprowadzaniem wpływów państw wyżej rozwiniętych do państw niższych.
Trzeba twórcom kolonializmu przyznać jedno- całkowicie odcięli się od wyzwalającego się państwa w momencie uzyskiwania przezeń niepodległości. Wycofywali cały kapitał ludzki i inwestycyjny jaki wprowadzali, pozostawiając jedynie widmo dawnej świetności. Dawnej, bo jak należy zauważyć, byt większości niepodległych państw Afryki i Azji wcale się nie polepszył, lecz z ich subiektywnego punktu widzenia, nowe państwo nie spełniło ich oczekiwań. W ich odczuciu, ich stan życia wręcz się pogorszył! W istocie tak też jest, lecz tylko i wyłącznie z powodu mechanizmów psychologicznych. Krótko mówiąc- proroctwo lepszej przyszłości nie miało możliwości spełnienia tylko i wyłącznie dzięki wizji pozytywnego rezultatu własnych działań.
Teraz zbiera to swoje żniwo poprzez najróżniejsze konflikty o przeróżnej skali. W większości przypadków są one spowodowane nasilającym się niezadowoleniem wśród mas, które jedynie potęgują własne wzorce, sprowadzające się do ukierunkowania źródła niedoli poza sobą, na aparacie państwowym, który zawiódł. W takich przypadkach, ludzie niespodziewanie zmieniają nastawienie i biorą sprawy w swoje ręce. A właściwie- broń w swoje ręce. Afganistan, Rwanda, Algieria. To doprawdy tylko kilka przykładów, kiedy to rewolucjoniści chcieli doprowadzić do polepszenia warunków bytowych. W ich odczuciu, poziom życia ludności był o wiele za niski (konflikt ekonomiczny) bądź też niestosowny (konflikt etniczny). Pomijając jednak różne pobudki, celem tych ludzi jest zazwyczaj walka o dobro narodowe.
Nowocześnie instynktowni?
Powyższa klasyfikacja może narzucić pewne skojarzenia z instynktowną reakcją wszystkich ziemskich istot. Zasada ta nosi nazwę „walcz albo uciekaj” i stosowana jest w wypadku zagrożenia życia, lecz w przypadku ludzi również z powodu dowolnego dyskomfortu, niepewności. Oznaczałoby to, że wszyscy ci ludzie dostrzegają w swojej ojczyźnie zagrożenie dla życia, bezpośrednie lub pośrednie. I to często realne.
Nie jest to sposób pojmowania świata jakiego można by spodziewać się po człowieku.
W istocie problemem jest w tym momencie nie sama ojczyzna i brak miłości do niej jako takiej, lecz zbytnie zaawansowanie człowieka. Niestety, wyprzedziliśmy swoje ciała. Wiedza nie zmienia mózgu, nie zmienia zachowań podświadomości. Owo „nowe szybsze tempo życia” okazuje się zgubne dla człowieka. Nie mamy bowiem żadnego stabilnego miejsca, do którego moglibyśmy powrócić. Brakuje nam w życiu pewności, stałości, oparcia. To jest właśnie cel poszukiwań każdego człowieka- znalezienie własnego miejsca. Niestety, stało się to już chyba „patriofilią”- obsesyjnym dążeniem do znalezienia miejsca bezpiecznego, tylko i wyłącznie naszego.
Prowadzi mnie to do smutnego wniosku- trudno jest szczerze, zgodnie z umysłem i ciałem, nazwać ojczyznę „miejscem umiłowanym”. Nie mając żadnego punktu zaczepienia, często rzucamy się w wir zdarzeń ze świata, które nijak mają się do nas samych. Szukamy szczęścia wszędzie i we wszystkimi, bo ojczyzna nam tego nie zapewnia. „Patriotyzmem” w realiach współczesnego świata jest poszukiwanie bezpiecznego schronienia.
Sam chyba również powoli się uspokajam. Tak jak jeszcze rok temu oddałbym życie za ojczyznę, tak teraz targają mną mieszane uczucia. Nie wiem jak bym zareagował w obliczu wojny obronnej (bo chyba tylko na taką stać nasz rząd)...
(Tak po prawdzie przydałyby się w Polsce rządy silnej ręki, a nie marnowanie 3/4 kadencji, środków i budżetu na ustalanie koalicji.)
... ale wiem, że nie szedłbym jak debil na pierwszą linię. Umierać bez zabicia nawet jednego wroga tylko dlatego, że zamiast leżeć i czekać na okazję to wstawać i bez opamiętania szarżować wprost pod serię ckm'ów i innej broni ręcznej, lub po prostu być wysadzonym granatem albo szczytem dyshonoru- miną.
Nie, to nie dla mnie.
Nie, głupie oddawanie życia przy każdej okazji chyba przepadło ostatecznie genetycznie podczas II Wojny.
Teraz ludzie mają zbyt wiele wolnego czasu i zbyt wiele myślą zamiast działać... Inna sprawa, że jak już zaczynają myśleć, to myślą JEDYNIE o tym jak napchać swoje kieszenie, a potem je opróżnić w najbliższym hipermarkecie. Doczesne dobra i ich konsumowanie zamiast oczekiwanie na tę jedną krótką chwilę. Ale nie oczekiwanie głupie, bierne, lecz czekanie na efekty własnych zabiegów, własnej pracy. Oddanie swojej woli bezdusznemu medium jest proste, ale to tylko na chwilę zaspokaja pragnienie. „Daj mu rybę, a będzie najedzony. Naucz go łowić, a będzie najedzony do końca swoich dni.”.
Alex zadał mi kiedyś pytanie „Czy według Ciebie, jedynym sposobem na walkę z systemem, jest pójście na wieś?”. Odpowiedziałem wówczas „Tak”. Teraz naszła mnie jednak nowa myśl- do walki z obecnym systemem potrzebna jest w istocie cierpliwość. O ileż lepiej smakuje pokonanie olbrzymich przeciwności losu, co czyni to zwycięstwo unikatowym, niż ledwo co wykupiony fastfood, jaki można znaleźć wszędzie i zawsze. Sam też przed momentem popracowałem nad cierpliwością wobec Madzi. Kocham ją i nawet niech nikt nie myśli w to wątpić. Ale czasem potrzeba trochę poczekać, mimo, że wszystko naokoło i wewnątrz gna na złamanie karku...
Pozdrawiam
krogulczas
Samą notkę Alexa można poznać tutaj (link).
Jaki jest mój stosunek do patriotyzmu? Chyba udało mi się go wyrazić w pewnej starej pracy szkolnej. Dla pewności przeczytałem ją sobie jeszcze raz, aby sprawdzić, czy nie straciła na aktualności.
Nie.
Poglądy pozostały niezmienione, a na pewno wnioski.
***
„Co to znaczy być patriotą w realiach współczesnego świata?” czyli „Wszędzie dobrze, ale nie w domu”
Pojęcie „patriotyzmu” istnieje już od wielu wieków. Przez ten czas ulegało wielu przeobrażeniom. Jego obecna definicja sprowadza się do słów określających umiłowanie i dumę z ojczyzny, kraju ojczystego. Jest to jednocześnie dostrzeganie wszelkich związanych z pojęciem „ojczyzny” konsekwencji- tych pozytywnych i tych negatywnych. Na dobre i na złe.
Zakładając, że bierzemy pod uwagę ogół współczesnego świata, wówczas mamy problem.
Na całym świecie, przynajmniej od połowy XIX wieku, jest zdecydowana tendencja do dwóch ruchów ideowych: pierwszy- migracyjny, w kierunku północy, zachodu i północnego zachodu, czyli do krajów Europy i Ameryki Północnej; i drugi- rewolucyjny, przemieszczający się w przeciwnym kierunku tj. na wschód i południe i przetaczający się przez kraje Afryki i Azji zachodniej i centralnej. Oba mają na celu jedno: przetrwanie, choć często z różnych pobudek. Członkowie społeczeństwa indywidualistycznego robią to głównie dla siebie, zaś ci wywodzący się ze społeczeństw kolektywistycznych często chcą pomóc rodzinie bądź blisko ze sobą związanym grupom. Dla obu tych ruchów moim zdaniem pojawia się osobna, specyficzna definicja tego, co można by nazwać patriotyzmem.
Patriotyzm emigranta
Większość emigrantów w przypadku społeczeństw indywidualistycznych to młodzi ludzie, najczęściej samotnie migrujący, gotowi na wyzwania, które postawią sobie i innym. W przypadku społeczeństw kolektywistycznych są to zazwyczaj osoby w średnim wieku, przemieszczające się dla dobra rodziny, często wraz z nią, lecz coraz częściej spotyka się również ludzi młodych, od wczesnych lat wychowywanych do wyjazdu. Tak dzieje się np. w przypadku północno-afrykańskich mieszkańców, którzy coraz liczniej wkraczają do Hiszpanii, a stamtąd dalej- do Francji, Zjednoczonego Królestwa. W tym konkretnym przypadku następuje ewolucja mentalności grupowej w jednostkową- namiastka tego podejścia jest przekazywana już w rodzinie, reszty osoby te uczą się od ludzi z którymi mają do czynienia (szczególnie w przypadku pracowników umysłowych). Ewolucja ta jest ułatwiona właśnie z powodu wartości wpajanych od dzieciństwa.
Emigranci zazwyczaj nie czują silnego związku z ojczyzną, najczęściej od czegoś bowiem uciekają- biedy, prześladowania, czy chociażby z powodu własnych poglądów. Mimo tego jednak w pewnym momencie zachodzi zjawisko gloryfikacji znanych sobie wspomnień- tych najmilszych, związanych z przyjaciółmi, rodziną. W chwilę później jednak odzywają się negatywne wspomnienia- beznadziejnych dochodów zestawionych z obecnymi, bycia bitym i poniżanym, wyszydzanym.
Ktoś zapewne spytałby się- gdzie tu patriotyzm? Jest go aż nadto. Może i taki człowiek nie czuje się dumny ze swego państwa, lecz ma zakodowaną olbrzymią ilość informacji pozytywnych, pod postacią wspomnień, a ponadto dostrzega negatywne strony życia w dotychczasowych warunkach. Nie gloryfikuje na siłę ojczyzny i nie uważa, że nie potrzeba jej zmian. Pod tym względem jest to zjawisko bardzo pozytywne, niezależnie, czy ktoś ratuje siebie, czy rodzinę.
Patriotyzm rewolucjonisty
Oto drugi wariant współczesnych nurtów przemierzających świat i związanego z nim postrzegania świata, czyli osoby, która chce udowodnić, że walka jest symbolem patriotyzmu. Obecnie jest to proces daleko już posunięty, mający ścisły związek z dekolonizacją oraz czymś, co można nazwać rekolonizacją, czyli ponownym wprowadzaniem wpływów państw wyżej rozwiniętych do państw niższych.
Trzeba twórcom kolonializmu przyznać jedno- całkowicie odcięli się od wyzwalającego się państwa w momencie uzyskiwania przezeń niepodległości. Wycofywali cały kapitał ludzki i inwestycyjny jaki wprowadzali, pozostawiając jedynie widmo dawnej świetności. Dawnej, bo jak należy zauważyć, byt większości niepodległych państw Afryki i Azji wcale się nie polepszył, lecz z ich subiektywnego punktu widzenia, nowe państwo nie spełniło ich oczekiwań. W ich odczuciu, ich stan życia wręcz się pogorszył! W istocie tak też jest, lecz tylko i wyłącznie z powodu mechanizmów psychologicznych. Krótko mówiąc- proroctwo lepszej przyszłości nie miało możliwości spełnienia tylko i wyłącznie dzięki wizji pozytywnego rezultatu własnych działań.
Teraz zbiera to swoje żniwo poprzez najróżniejsze konflikty o przeróżnej skali. W większości przypadków są one spowodowane nasilającym się niezadowoleniem wśród mas, które jedynie potęgują własne wzorce, sprowadzające się do ukierunkowania źródła niedoli poza sobą, na aparacie państwowym, który zawiódł. W takich przypadkach, ludzie niespodziewanie zmieniają nastawienie i biorą sprawy w swoje ręce. A właściwie- broń w swoje ręce. Afganistan, Rwanda, Algieria. To doprawdy tylko kilka przykładów, kiedy to rewolucjoniści chcieli doprowadzić do polepszenia warunków bytowych. W ich odczuciu, poziom życia ludności był o wiele za niski (konflikt ekonomiczny) bądź też niestosowny (konflikt etniczny). Pomijając jednak różne pobudki, celem tych ludzi jest zazwyczaj walka o dobro narodowe.
Nowocześnie instynktowni?
Powyższa klasyfikacja może narzucić pewne skojarzenia z instynktowną reakcją wszystkich ziemskich istot. Zasada ta nosi nazwę „walcz albo uciekaj” i stosowana jest w wypadku zagrożenia życia, lecz w przypadku ludzi również z powodu dowolnego dyskomfortu, niepewności. Oznaczałoby to, że wszyscy ci ludzie dostrzegają w swojej ojczyźnie zagrożenie dla życia, bezpośrednie lub pośrednie. I to często realne.
Nie jest to sposób pojmowania świata jakiego można by spodziewać się po człowieku.
W istocie problemem jest w tym momencie nie sama ojczyzna i brak miłości do niej jako takiej, lecz zbytnie zaawansowanie człowieka. Niestety, wyprzedziliśmy swoje ciała. Wiedza nie zmienia mózgu, nie zmienia zachowań podświadomości. Owo „nowe szybsze tempo życia” okazuje się zgubne dla człowieka. Nie mamy bowiem żadnego stabilnego miejsca, do którego moglibyśmy powrócić. Brakuje nam w życiu pewności, stałości, oparcia. To jest właśnie cel poszukiwań każdego człowieka- znalezienie własnego miejsca. Niestety, stało się to już chyba „patriofilią”- obsesyjnym dążeniem do znalezienia miejsca bezpiecznego, tylko i wyłącznie naszego.
Prowadzi mnie to do smutnego wniosku- trudno jest szczerze, zgodnie z umysłem i ciałem, nazwać ojczyznę „miejscem umiłowanym”. Nie mając żadnego punktu zaczepienia, często rzucamy się w wir zdarzeń ze świata, które nijak mają się do nas samych. Szukamy szczęścia wszędzie i we wszystkimi, bo ojczyzna nam tego nie zapewnia. „Patriotyzmem” w realiach współczesnego świata jest poszukiwanie bezpiecznego schronienia.
***
Sam chyba również powoli się uspokajam. Tak jak jeszcze rok temu oddałbym życie za ojczyznę, tak teraz targają mną mieszane uczucia. Nie wiem jak bym zareagował w obliczu wojny obronnej (bo chyba tylko na taką stać nasz rząd)...
***
(Tak po prawdzie przydałyby się w Polsce rządy silnej ręki, a nie marnowanie 3/4 kadencji, środków i budżetu na ustalanie koalicji.)
***
... ale wiem, że nie szedłbym jak debil na pierwszą linię. Umierać bez zabicia nawet jednego wroga tylko dlatego, że zamiast leżeć i czekać na okazję to wstawać i bez opamiętania szarżować wprost pod serię ckm'ów i innej broni ręcznej, lub po prostu być wysadzonym granatem albo szczytem dyshonoru- miną.
Nie, to nie dla mnie.
Nie, głupie oddawanie życia przy każdej okazji chyba przepadło ostatecznie genetycznie podczas II Wojny.
***
Teraz ludzie mają zbyt wiele wolnego czasu i zbyt wiele myślą zamiast działać... Inna sprawa, że jak już zaczynają myśleć, to myślą JEDYNIE o tym jak napchać swoje kieszenie, a potem je opróżnić w najbliższym hipermarkecie. Doczesne dobra i ich konsumowanie zamiast oczekiwanie na tę jedną krótką chwilę. Ale nie oczekiwanie głupie, bierne, lecz czekanie na efekty własnych zabiegów, własnej pracy. Oddanie swojej woli bezdusznemu medium jest proste, ale to tylko na chwilę zaspokaja pragnienie. „Daj mu rybę, a będzie najedzony. Naucz go łowić, a będzie najedzony do końca swoich dni.”.
***
Alex zadał mi kiedyś pytanie „Czy według Ciebie, jedynym sposobem na walkę z systemem, jest pójście na wieś?”. Odpowiedziałem wówczas „Tak”. Teraz naszła mnie jednak nowa myśl- do walki z obecnym systemem potrzebna jest w istocie cierpliwość. O ileż lepiej smakuje pokonanie olbrzymich przeciwności losu, co czyni to zwycięstwo unikatowym, niż ledwo co wykupiony fastfood, jaki można znaleźć wszędzie i zawsze. Sam też przed momentem popracowałem nad cierpliwością wobec Madzi. Kocham ją i nawet niech nikt nie myśli w to wątpić. Ale czasem potrzeba trochę poczekać, mimo, że wszystko naokoło i wewnątrz gna na złamanie karku...
Pozdrawiam
krogulczas
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
